XXX
Po kilku dniach pobytu
w „posiadłości” Rolly’ego istotnie nabrałam sił i kondycji.
Niestety tak intymna
sytuacja jaka miała gdy mnie tu przywiózł
nie miała więcej miejsca. Nie poddawałam się jednak, wykorzystywałam
każdą możliwą okazję by smakować jego bliskości. Chyba poniekąd go to bawiło,
fundował mi spacery po plaży przy blasku księżyca, długie dystansu pływania w
morzu, a nawet własnoręcznie przygotowane ognisko na plaży. Gdy poczułam się
lepiej postanowiłam pobrać kilka lekcji doskonalących moją technikę walki.
Przystał na to chętnie, więc może nie był świadomy iż zaproponowałam mu to
tylko dlatego żeby czasami nie wpadł na pomysł, że możemy już wracać, bo
doszłam do siebie. A może i się domyślał ale tak samo jak ja nie miał ochoty na
powrót?
Wychodząc przez drzwi
tarasowe wchodziło się prosto na pokaźny trawnik. Robił wrażenie, równiuteńko
przystrzyżony a kolor zieleni tak intensywny, że raziło w oczy.
To miejsce
przeznaczyliśmy na treningi, doskonale się nadawało. Jak się okazało moja
fizyczna wytrzymałość nie doszła do równowagi. Co parę minut lądowałam na
trawie, byłam zła sama na siebie, przecież czułam się dobrze więc skąd taka
beznadziejna forma? Po postrzale nie było prawie śladu. Rolly zauważył, że
jednak coś ze mną jest nie w porządku, chciał przestać, ale byłam nieugięta,
nie wiem czy chciałam jemu coś udowodnić, czy może bardziej sobie.
- Kylie, przerwijmy.
Stałam w rozkroku,
pochylając się ręce zacisnęłam na kolanach i dyszałam z wysiłku.
- Nie!
Ostro zaprotestowałam,
widział, że się męczę, lecz uszanował mój upór. Stanął przede mną, uniosłam się
i poczułam świeży zastrzyk energii. Parę razy udało mi się go przewrócić, ale
zaczynałam odnosić wrażenie, że celowo daje mi fory abym lepiej się poczuła.
Gdy jednak kolejnym razem nie celowo ale uderzenie wymierzyło w twarz i
przecięło mu usta. Chyba przestał nad sobą panować, bo chwycił mnie tak, że w
sekundzie znalazłam się na trawie. Przygniótł mnie ale delikatnie nie opierając
do końca ciężaru swojego ciała na mnie.
- Przerwijmy.
Powtórzył, ale ja
uparcie pokiwałam głową na nie, kiwnął głową, po czym bez zastanowienia zaczął
mnie całować, tym razem z taką obsesją jakby przecięte usta spotęgowały w nim
pragnienia. Podchwyciłam tempo w jakim jego usta poruszały się po moich i
odruchowo przygryzłam jego wargę w miejscu gdzie leciała krew. Zesztywniał cały
jakby ostatkiem sił panował nad sobą żeby nie rozerwać mi ubrania. W końcu
zatrzymał się na moment i spojrzał w moje niebieskie oczy:
- Teraz przerwiesz?
Gdy ponownie
pokręciłam głową na nie, uśmiechnął się i zszedł ze mnie. Tego się nie
spodziewałam.
- Dobrze, twoje
życzenie jest dla mnie rozkazem. Stanął w pozycji gotowy do dalszej walki.
Teraz wyglądało to tak jakby naigrywał się ze mnie, w życiu nic tak mnie chyba
nie ubodło. Gdybym znalazła się w takiej bliskości z Joe (moim drugim mężem),
nigdy nie przepuściłby takiej okazji. No i może właśnie to tak bardzo
wyróżniało Rolly’ego spośród partnerów, których miałam. Ta niedostępność
pociągała mnie w nim równie mocno co odpychała. Adrenalina zaczęła mieszać mi
się ze zniechęceniem. Ale w porządku, skoro tak, pomyślałam, to ćwiczmy dalej.
Teraz zamierzałam udowodnić, że jednak stać mnie na więcej. Nasza walka była
wyczerpująca, czekałam ,że może on pierwszy się podda, ale łudząc się jeszcze
bardziej narażałam się na rozczarowanie. On nigdy nie miał dość. W końcu
oddałam walkowerem i poszłam bez słowa do domu. Wygrał- jak zawsze zresztą,
dlaczego liczyłam na to, że będzie tym razem będzie inaczej? Powinnam się była
przyzwyczaić.
Stan mojego zdrowia
znacznie się polepszył i chyba dlatego z powrotem powróciły wątpliwości.
Wiedziałam, że mieliśmy świetny wywiad, ale to jak psychicznie manewrował mną
Rolly, zaczęło mnie z czasem niepokoić. Na moją prośbę Rolly zawiózł mnie na
oddział, sam miał coś do załatwienia więc nie protestował. Nie nadawałam się
jeszcze do pracy, ale usiadłam przy komputerze i zaczęłam ambitnie przeglądać
dane wszystkich ludzi, którzy byli w moim starym oddziale. W jednej chwili
musiałam dwa razy spojrzeć w komputer bo nie wierzyłam w to co zobaczyłam.
Zamknęłam laptopa i podeszłam do Colin’a:
- Colin, możesz mi
sprawdzić kogoś?
- Jasne, kogo?
- Will’a Stone.
Popatrzył na mnie
chwilę w niepewności.
- To jeden z twoich
ludzi.
- Wiem o tym.
Kiwnął głową jakby nie
był pewny czy się nie pomyliłam. Spojrzał w ekran kiedy wyświetliły się dane i
popatrzył na mnie. Kiwnęłam głową:
- Dzięki.
Wyszłam z oddziału jak
przeciąg, wsiadłam do samochodu, i pojechałam prosto pod nowy dom Will’a i Sue.
Od razu zauważyłam, że w niczym nie przypomina rudery sprzed miesiąca.
Zadzwoniłam do drzwi, otworzyła Sue i o dziwo uśmiechnęła się na mój widok. Ja
jednak spojrzałam szorstko na nią:
- Jest Will?
- Jest, bawi się z
Samantą, wejdziesz?
- Powiedz mu, że
czekam przy samochodzie.
Sue kiwnęła głową a ja
oparłam się o swój samochód i zapaliłam papierosa. Po chwili domu wyszedł
uśmiechnięty Will. Podszedł do mnie bliżej:
- Już myślałem, że
nigdy nas nie odwiedzisz, dlaczego nie weszłaś?
Zapytał a ja wbiłam w
niego swój wzrok. Gdy to zrobiłam- spoważniał.
- Dlaczego?
- Ale co?
- Nie udawaj głupka,
bo przysięgam, że cię tu zatłukę, ile ci zapłacili?
Teraz zrozumiał.
- Kylie, to nie tak.
- Ile?! Ile jestem dla
ciebie warta co?!!
Nerwy miałam na
wykończeniu. Wyrzuciłam papierosa i spojrzałam na niego z wyrzutem.
- Ufałam ci jak nikomu,
nawet po tym numerze z Sue, próbowałam cię zrozumieć i poszukać winy w sobie a
ty mnie sprzedałeś jak tanią dziwkę za kilka kawałków.
- Proszę cię zaczekaj,
nie odjeżdżaj, daj mi wyjaśnić.
Chwyciłam za klamkę
samochodu i po raz kolejny spojrzałam na niego, tym razem mój wzrok był pełen
pogardy:
- Jesteś dla mnie
chodzącym trupem, rozumiesz? Lepiej żeby nasze drogi już się nie skrzyżowały,
bo nie ręczę za siebie.
Wsiadłam do samochodu
i odjechałam, w tym czasie Will wszedł do domu. Sue spojrzała na niego:
- Przejdzie jej.
- Nie sądzę.
- No to trudno,
chociaż raz niech się zmierzy z porażką.
- Przestań, przemawia
przez ciebie zazdrość.
- A co ty o tym
wiesz?! Cha? Całe życie żyłam w jej cieniu, na każdym kroku musiałam innym
udowadniać, że jestem coś warta, gorsza córka Mastres’ów, a teraz nawet się
okazuje, że nie miała praw do tego nazwiska bo jest córką gangstera.
Will usiadł i spojrzał
na nią.
- Nie wiesz co ona
zrobiłaby na twoim miejscu.
- Nie sprzedałaby
naszej przyjaźni za żadną cenę, nawet gdyby miała to przypłacić życiem.
Sue uśmiechnęła się
sarkastycznie:
- Mało jeszcze o niej
wiesz i jesteś naiwny jak dziecko.
Poszła na taras a Will
spojrzał w dal.
W tym czasie ja
dojechałam na oddział, Rolly akurat kończył rozmawiać z Colin’em:
- Jak się dowiedziała?
- Nie mam pojęcia, ale
wygląda na to, że ma więcej przyjaciół niż sądziliśmy.
Gdy tylko przeszłam
przez drzwi Colin od razu wrócił na swoje stanowisko pracy a Rolly popatrzył na
mnie gdy do niego podchodziłam:
- Mam tylko jedno
pytanie.
Oznajmiłam.
- Wiedziałeś prawda?
Ty wiesz o wszystkim.
Spojrzał na mnie
chłodno:
- Wiedziałem, bo sam
go do tego nakłoniłem, musiałem znaleźć twoje słabe ogniwo.
Uśmiechnęłam się.
- To w takim razie w
tym całym łańcuchu ogniw, jaką rolę ty odgrywasz?
Popatrzył na mnie i
spuścił głowę, bo chyba tego się nie spodziewał. Ja natomiast diametralnie
zweryfikowałam swoje poglądy na temat jego osoby. Tą scenę widział z daleka
Thorne, ja tylko na niego spojrzałam, po czym wyszłam z oddziału.
Gdy dojechałam do
domu, choć byłam kiepska, rzuciłam torebkę na łóżko i poszłam do lasu. Tylko
tam chyba czułam się bezpieczna, z dala od kłamstw i fałszywych ludzi. Z każdą
minutą przytłaczało mnie to wszystko bardziej, do tego stopnia, że wydawało mi
się, jakby ktoś rozpalił mi ognisko z tyłu głowy. Długo szłam przez las, aż w końcu osiadłam
przy dużym drzewie, to przy nim zazwyczaj siadałam zaczytując się w mojej
książce. Przymknęłam oczy i ogarnęła mnie bezradność.
W tym samym czasie w
torebce zostawionej na łóżku dzwoniła moja komórka. To Rolly próbował się ze
mną skontaktować i chociaż nie dalej jak dwa dni temu byłam przekonana, że
tylko jego do szczęścia potrzebuję, w tej chwili wiedziałam, że tylko
odsunięcie się od niego i moja samotność w środku lasu może zagwarantować mi
spokój, którego tak w tej chwili potrzebowałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz