środa, 12 lutego 2014

Rozdział XXX

XXX

Po kilku dniach pobytu w „posiadłości” Rolly’ego istotnie nabrałam sił i kondycji.
Niestety tak intymna sytuacja jaka miała gdy mnie tu przywiózł  nie miała więcej miejsca. Nie poddawałam się jednak, wykorzystywałam każdą możliwą okazję by smakować jego bliskości. Chyba poniekąd go to bawiło, fundował mi spacery po plaży przy blasku księżyca, długie dystansu pływania w morzu, a nawet własnoręcznie przygotowane ognisko na plaży. Gdy poczułam się lepiej postanowiłam pobrać kilka lekcji doskonalących moją technikę walki. Przystał na to chętnie, więc może nie był świadomy iż zaproponowałam mu to tylko dlatego żeby czasami nie wpadł na pomysł, że możemy już wracać, bo doszłam do siebie. A może i się domyślał ale tak samo jak ja nie miał ochoty na powrót?
Wychodząc przez drzwi tarasowe wchodziło się prosto na pokaźny trawnik. Robił wrażenie, równiuteńko przystrzyżony a kolor zieleni tak intensywny, że raziło w oczy.
To miejsce przeznaczyliśmy na treningi, doskonale się nadawało. Jak się okazało moja fizyczna wytrzymałość nie doszła do równowagi. Co parę minut lądowałam na trawie, byłam zła sama na siebie, przecież czułam się dobrze więc skąd taka beznadziejna forma? Po postrzale nie było prawie śladu. Rolly zauważył, że jednak coś ze mną jest nie w porządku, chciał przestać, ale byłam nieugięta, nie wiem czy chciałam jemu coś udowodnić, czy może bardziej sobie.
- Kylie, przerwijmy.
Stałam w rozkroku, pochylając się ręce zacisnęłam na kolanach i dyszałam z wysiłku.
- Nie!
Ostro zaprotestowałam, widział, że się męczę, lecz uszanował mój upór. Stanął przede mną, uniosłam się i poczułam świeży zastrzyk energii. Parę razy udało mi się go przewrócić, ale zaczynałam odnosić wrażenie, że celowo daje mi fory abym lepiej się poczuła. Gdy jednak kolejnym razem nie celowo ale uderzenie wymierzyło w twarz i przecięło mu usta. Chyba przestał nad sobą panować, bo chwycił mnie tak, że w sekundzie znalazłam się na trawie. Przygniótł mnie ale delikatnie nie opierając do końca ciężaru swojego ciała na mnie.
- Przerwijmy.
Powtórzył, ale ja uparcie pokiwałam głową na nie, kiwnął głową, po czym bez zastanowienia zaczął mnie całować, tym razem z taką obsesją jakby przecięte usta spotęgowały w nim pragnienia. Podchwyciłam tempo w jakim jego usta poruszały się po moich i odruchowo przygryzłam jego wargę w miejscu gdzie leciała krew. Zesztywniał cały jakby ostatkiem sił panował nad sobą żeby nie rozerwać mi ubrania. W końcu zatrzymał się na moment i spojrzał w moje niebieskie oczy:
- Teraz przerwiesz?
Gdy ponownie pokręciłam głową na nie, uśmiechnął się i zszedł ze mnie. Tego się nie spodziewałam.
- Dobrze, twoje życzenie jest dla mnie rozkazem. Stanął w pozycji gotowy do dalszej walki. Teraz wyglądało to tak jakby naigrywał się ze mnie, w życiu nic tak mnie chyba nie ubodło. Gdybym znalazła się w takiej bliskości z Joe (moim drugim mężem), nigdy nie przepuściłby takiej okazji. No i może właśnie to tak bardzo wyróżniało Rolly’ego spośród partnerów, których miałam. Ta niedostępność pociągała mnie w nim równie mocno co odpychała. Adrenalina zaczęła mieszać mi się ze zniechęceniem. Ale w porządku, skoro tak, pomyślałam, to ćwiczmy dalej. Teraz zamierzałam udowodnić, że jednak stać mnie na więcej. Nasza walka była wyczerpująca, czekałam ,że może on pierwszy się podda, ale łudząc się jeszcze bardziej narażałam się na rozczarowanie. On nigdy nie miał dość. W końcu oddałam walkowerem i poszłam bez słowa do domu. Wygrał- jak zawsze zresztą, dlaczego liczyłam na to, że będzie tym razem będzie inaczej? Powinnam się była przyzwyczaić.
Stan mojego zdrowia znacznie się polepszył i chyba dlatego z powrotem powróciły wątpliwości. Wiedziałam, że mieliśmy świetny wywiad, ale to jak psychicznie manewrował mną Rolly, zaczęło mnie z czasem niepokoić. Na moją prośbę Rolly zawiózł mnie na oddział, sam miał coś do załatwienia więc nie protestował. Nie nadawałam się jeszcze do pracy, ale usiadłam przy komputerze i zaczęłam ambitnie przeglądać dane wszystkich ludzi, którzy byli w moim starym oddziale. W jednej chwili musiałam dwa razy spojrzeć w komputer bo nie wierzyłam w to co zobaczyłam. Zamknęłam laptopa i podeszłam do Colin’a:
- Colin, możesz mi sprawdzić kogoś?
- Jasne, kogo?
- Will’a Stone.
Popatrzył na mnie chwilę w niepewności.
- To jeden z twoich ludzi.
- Wiem o tym.
Kiwnął głową jakby nie był pewny czy się nie pomyliłam. Spojrzał w ekran kiedy wyświetliły się dane i popatrzył na mnie. Kiwnęłam głową:
- Dzięki.
Wyszłam z oddziału jak przeciąg, wsiadłam do samochodu, i pojechałam prosto pod nowy dom Will’a i Sue. Od razu zauważyłam, że w niczym nie przypomina rudery sprzed miesiąca. Zadzwoniłam do drzwi, otworzyła Sue i o dziwo uśmiechnęła się na mój widok. Ja jednak spojrzałam szorstko na nią:
- Jest Will?
- Jest, bawi się z Samantą, wejdziesz?
- Powiedz mu, że czekam przy samochodzie.
Sue kiwnęła głową a ja oparłam się o swój samochód i zapaliłam papierosa. Po chwili domu wyszedł uśmiechnięty Will. Podszedł do mnie bliżej:
- Już myślałem, że nigdy nas nie odwiedzisz, dlaczego nie weszłaś?
Zapytał a ja wbiłam w niego swój wzrok. Gdy to zrobiłam- spoważniał.
- Dlaczego?
- Ale co?
- Nie udawaj głupka, bo przysięgam, że cię tu zatłukę, ile ci zapłacili?
Teraz zrozumiał.
- Kylie, to nie tak.
- Ile?! Ile jestem dla ciebie warta co?!!
Nerwy miałam na wykończeniu. Wyrzuciłam papierosa i spojrzałam na niego z wyrzutem.
- Ufałam ci jak nikomu, nawet po tym numerze z Sue, próbowałam cię zrozumieć i poszukać winy w sobie a ty mnie sprzedałeś jak tanią dziwkę za kilka kawałków.
- Proszę cię zaczekaj, nie odjeżdżaj, daj mi wyjaśnić.
Chwyciłam za klamkę samochodu i po raz kolejny spojrzałam na niego, tym razem mój wzrok był pełen pogardy:
- Jesteś dla mnie chodzącym trupem, rozumiesz? Lepiej żeby nasze drogi już się nie skrzyżowały, bo nie ręczę za siebie.
Wsiadłam do samochodu i odjechałam, w tym czasie Will wszedł do domu. Sue spojrzała na niego:
- Przejdzie jej.
- Nie sądzę.
- No to trudno, chociaż raz niech się zmierzy z porażką.
- Przestań, przemawia przez ciebie zazdrość.
- A co ty o tym wiesz?! Cha? Całe życie żyłam w jej cieniu, na każdym kroku musiałam innym udowadniać, że jestem coś warta, gorsza córka Mastres’ów, a teraz nawet się okazuje, że nie miała praw do tego nazwiska bo jest córką gangstera.
Will usiadł i spojrzał na nią.
- Nie wiesz co ona zrobiłaby na twoim miejscu.
- Nie sprzedałaby naszej przyjaźni za żadną cenę, nawet gdyby miała to przypłacić życiem.
Sue uśmiechnęła się sarkastycznie:
- Mało jeszcze o niej wiesz i jesteś naiwny jak dziecko.
Poszła na taras a Will spojrzał w dal.
W tym czasie ja dojechałam na oddział, Rolly akurat kończył rozmawiać z Colin’em:
- Jak się dowiedziała?
- Nie mam pojęcia, ale wygląda na to, że ma więcej przyjaciół niż sądziliśmy.
Gdy tylko przeszłam przez drzwi Colin od razu wrócił na swoje stanowisko pracy a Rolly popatrzył na mnie gdy do niego podchodziłam:
- Mam tylko jedno pytanie.
Oznajmiłam.
- Wiedziałeś prawda? Ty wiesz o wszystkim.
Spojrzał na mnie chłodno:
- Wiedziałem, bo sam go do tego nakłoniłem, musiałem znaleźć twoje słabe ogniwo.
Uśmiechnęłam się.
- To w takim razie w tym całym łańcuchu ogniw, jaką rolę ty odgrywasz?
Popatrzył na mnie i spuścił głowę, bo chyba tego się nie spodziewał. Ja natomiast diametralnie zweryfikowałam swoje poglądy na temat jego osoby. Tą scenę widział z daleka Thorne, ja tylko na niego spojrzałam, po czym wyszłam z oddziału.
Gdy dojechałam do domu, choć byłam kiepska, rzuciłam torebkę na łóżko i poszłam do lasu. Tylko tam chyba czułam się bezpieczna, z dala od kłamstw i fałszywych ludzi. Z każdą minutą przytłaczało mnie to wszystko bardziej, do tego stopnia, że wydawało mi się, jakby ktoś rozpalił mi ognisko z tyłu głowy.  Długo szłam przez las, aż w końcu osiadłam przy dużym drzewie, to przy nim zazwyczaj siadałam zaczytując się w mojej książce. Przymknęłam oczy i ogarnęła mnie bezradność.

W tym samym czasie w torebce zostawionej na łóżku dzwoniła moja komórka. To Rolly próbował się ze mną skontaktować i chociaż nie dalej jak dwa dni temu byłam przekonana, że tylko jego do szczęścia potrzebuję, w tej chwili wiedziałam, że tylko odsunięcie się od niego i moja samotność w środku lasu może zagwarantować mi spokój, którego tak w tej chwili potrzebowałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz