niedziela, 26 lipca 2026

ROZDZIAŁ IX

ROZDZIAŁ IX
Kolejne dni razem z Rolly'm przenieśliśmy swoje treningi na tyły mojego domu, mój trawnik był olbrzymi a co najlepsze, widać było z niego doskonale pole treningowe domu Tony'ego. Trwałam w swych przekonaniach, że uda mi się w końcu pozbyć czucia, ale było to nie lada wyzwanie nawet jak dla mnie.
Po kolejnym ciosie, Rolly chwycił mnie w pół :
- Hej, hej, Kylie weź głęboki oddech. Dyszałam jak na maratonie.
- Jesteś jak wulkan, jak go nie przygasisz to nic z tego nie będzie bo wtedy tylko się męczysz.
Stanął za mną, chwycił moją dłoń i położył na moim sercu, które łomotało jak oszalałe.
- Czujesz?
- Ale że co?
Pokiwał głową z dezaprobatą.
- Zamknij oczy - zamknęłam, a on mówił dalej - a teraz musisz się skupić i wsłuchać we wszystko co wokół Ciebie się dzieje, wsłuchuj się tak długo aż nie usłyszysz bicia swojego serca - czułam, że jego uścisk jest coraz mocniejszy, zaczęłam się czuć nieswojo, ale już po chwili stwierdziłam, że jeśli to ma mi pozwolić na osiągnięcie mojego celu, to wcale nie przeszkadza mi gdzie Rolly trzyma rękę, Rolly mówił dalej czując jak moje ciało zaczyna wiotczeć, odpływałam jak w hipnozie:
- Skup się bo się przewrócisz, nie otwieraj oczu, wsłuchuj się w otoczenie po chwili załapałam, poczułam, że Rolly zwalnia swój uścisk, nasłuchiwalam tak długo aż wyłączyłam się do tego stopnia, że wydawało mi się, że nawet szum trawy słyszę, w tle zaczęła lecieć piosenka Try zespołu Pink, Rolly wystawił rękę by uderzyć mnie w klatkę, zablokowałam mu rękę, okrążał mnie, chciał mnie złapać w pół, ale zablokowałam mu ręce, to było po prostu niesamowite, słyszałam każdy szelest, każde wyciągnięcie ręki, każde podniesienie nogi, po ponad dwóch tygodniach udało mi się zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi, ciosy spadały znienacka jak meteoryty a ja je wszystkie blokowałam, na końcu przewróciłam Rolly'ego na ziemię, otworzyłam oczy a ten uśmiechnął się i wstał z trawnika. 
- Koniec szkolenia. 
- Nie muszę już ćwiczyć? 
- Musisz, ale już nie jestem Ci potrzebny, zdałaś na piątkę. 
Spojrzałam na Rolly'ego :
- To dlaczego mam wrażenie, że cię to nie cieszy? 
Podszedł do mnie blisko i pogładził po policzku: 
- Bo im dalej będziesz w to brnęła, tym bardziej będzie cię to uwierać od środka, a w końcu cię to zniszczy, zniszczy w tobie to, co zostało z Kal. 
Popatrzył jeszcze chwilę po czym odszedł, zrobiłam poważną minę, nie wiem czy to co usłyszałam nie spodobało mi się czy po prostu uważałam, że nie mam już nic do stracenia. 
Kolejne dni ćwiczyłam już na sali oddziału, moim częstym partnerem był Chris, ale ogólnie to każdy chciał stoczyć ze mną choć jedną walkę w ciągu dnia. Rolly chłodno się temu przypatrywał przechadzając się po sali, Tony natomiast przyglądał się uważnie jakby oceniał moją taktykę. 
Przez kolejne dni Rolly stał do góry przy poręczy razem z Tony'm i obserwowali moje powroty z wygranych akcji, przy piosence Sia Unstappable kilkukrotnie patrzyli jak wkraczam z siódemką wspaniałych z różnych akcji, zawsze wygranych :
- Jej wyniki są imponujące. 
- Tak wiem, stworzyłem maszynę do zabijania, niezdolną do czucia, pytanie tylko czy była gotowa na to by zatracić resztki siebie. 
- Nie była i nigdy nie będzie. 
Teraz Rolly chyba czegoś nie rozumiał, był jakby oburzony tym co powiedział Tony:
- To dlaczego kazałeś mi jej to zrobić? 
-  Bo tego właśnie chciała, musi sama dokonywać wyborów i żyć tak jak w danym momencie chce żyć, nie możesz w nieskończoność oddychać za nią, myśleć za nią i żyć za nią, tak jej nie chronisz tylko robisz z niej nieporadną, błądzącą we mgle dziewczynkę a to dorosła, dojrzała kobieta, która musi sama wiedzieć czego chce. Kylie jest cwana, tylko ty tego nie widzisz. 
- O czym mówisz? 
- Raczej o kim. 
Rolly spojrzał z zaciekawieniem :
- Odnosi sukcesy, jest wydajna jak nigdy dotąd, ale najgorsze starcie jest dopiero przed nią, kiedy spotka na swojej drodze Barodo. 
- Co to ma wspólnego z uczuciami? 
Tony uśmiechnął się :
- To bardzo proste, myślisz, że dlaczego jej nie zabił? 
Rolly spojrzał poważnie 
- Mógł ją zabić tysiące razy a jednak dalej żyje, męczy ją, ale chroni po swojemu, bo nie potrafi się pogodzić z tym, że ją stracił, Barodo ją kocha, zraniła go, ale to nie zmieniło jego uczuć do niej, ona też to wie, długo go chroniła, wyłączając emocje ma szansę się przed nim ochronić, z uczuciami - zginie. 
W tym samym czasie Asir i Kim siedzieli w klubie popijając piwo i rozmawiając:
- Jest na mnie zła. 
- Przejdzie jej. 
- Pewnie tak, czas pokaże, a jak ty się trzymasz? Po tym wszystkim? 
- Szczerze to słabo, cały czas mam obraz Vanessy przed oczami, ledwo nas złapali od razu zabrali ją do tego drugiego pokoju, przez pięć godzin cały czas słychać było tylko rozdzierający ją ból, w końcu po ponad pięciu godzinach nastała cisza. 
Asir przełknął ślinę. 
- Wtedy pomyślałam o Kylie i nie potrafię sobie wyobrazić co ona musiała znosić i o tym jak jej się udało przetrwać pół roku w Libanie. 
Nagle Asirowi przypomniało się jak lekarze zabierali ją do karetki ze śmigłowca gdy Rolly położył ją na noszach, widok był masakryczny, spojrzał na Kim i przez moment jakby próbował się uśmiechnąć :
- Kylie to twarda sztuka. 
- Nie znasz jej. 
- Znam ją lepiej niż ci się wydaje. - pociągnął łyk piwa z butelki. 
- A ja myślę, że nie do końca, Kylie nigdy nie miała kogoś takiego kto zająłby się nią, kto pokochałby ją za jej słabości, za to jaka jest, ona nigdy nie miała swojego życia, wszystko zaaranżowane, każdy związek, praca, całe życie. Nikt nigdy jej nie zapytał czego ona tak naprawdę chce, nikogo to nie obchodziło, nikt nigdy nawet nie kochał jej tak jak na to zasługiwała, nie wiem może Thorne przez chwilę, ale też nie do końca wszystko z jego strony było fer. Odkąd sięgnę pamięcią Kylie zawsze za wszystkich musiała być odpowiedzialna czy tego chciala czy nie. 
- No wiesz wizerunek Niny do czegoś jednak zobowiązuje. 
- Asir ale ona nie zawsze była Niną, pamiętam ją jako młodą dziewczynę z głową pełną planów na przyszłość a tak naprawdę to utknęła w martwym punkcie, o wszystkich musiała się troszczyć i za wszystkich odpowiadać : za ojca, za siostrę, za Samanthę, nawet za Rolly'ego. 
- Kocha ją. 
- Potrzebował jej siły, tylko wtedy ją kochał  kiedy potrzebował wydobyć z niej energię, bo ta napędzała  jego, przy Kylie był silny i właśnie o tym mówię, wszyscy do czegoś ją potrzebują, Kal nie może sobie pozwolić by choć przez chwilę wypuścić emocje, bo zaraz wszyscy robią z tego wielkie halo. 
- Nie każdy facet jest taki sam
- I kto to mówi? Ty też ją kochałeś, może nadal kochasz tylko się do tego nie przyznajesz. 
- To co innego, i tak, na swój sposób nadal ją kocham , ale nie tak, po prostu, rajcuje mnie, wyzwalala we mnie wszystkie cechy, których nigdy nikomu bym nie okazał na co dzień, kiedy ją poznałem, była taka nieprzewidywalna, taka inna od reszty kobiet. 
- No właśnie, każdy któremu stanęła na drodze nie potrafił przejść obojętnie albo wyrzucić jej ze swojej głowy ot tak. 
- Ma tę moc, to fakt, nie wiem co to takiego bo nawet kiedy się wścieka, nie potrafię jej znienawidzić, choć bardzo bym chciał, ale nie musisz się martwić,  Kylie jest silniejsza niż możesz sobie wyobrazić. 
- Nie przeczę, ale każdy człowiek ma jakiś limit wytrzymałości i wydaje mi się, że jej jest na wykończeniu bo jest już zmęczona byciem silną na każdym kroku i dla wszystkich. 
Asir spojrzał na Kim i uśmiechnął się szarmancko:
- Przypomnisz mi dlaczego nigdy się z tobą nie umówiłem?
Kim uśmiechnęła się
- Bo byłam  zajęta. 
- Fakt, ale już nie jesteś?
- Nic mi o tym nie wiadomo. 
- Zajebiście, wypijmy za to. 
Uniósł swoją butelkę z piwem i stuknął w butelkę Kim. 
Tego samego dnia późnym popołudniem, zebrałam się na odwagę by iść w końcu do Tony'ego i porozmawiać o tym co stało się owego wieczoru pod moim domem. Podeszłam i zapukałam, ale nie otworzył, nadusiłam na klamkę i drzwi się otworzyły. Zamknęłam je po cichu i zauważyłam, że drzwi tarasowe są otwarte. Tony ćwiczył. 
Spojrzałam jak robi planka w powietrzu wspierając się na dwóch metalowych pochwytach, jego mięśnie były tak mocno zarysowane jak nigdy, jego ciało nawet nie drgnęło jakby przyjęta pozycja nie sprawiała mu najmniejszego wysiłku. Każdy oddech zarysowywał jeszcze mocniej mięśnie, na plecach zauważyłam identyczny tatuaż jak mój, był olbrzymi i pokrywał całą powierzchnię pleców. Widok Tony'ego był niezwykły, popatrzyłam jeszcze przez chwilę po czym stwierdziłam, że nie będę mu przeszkadzać. Po cichutku obróciłam się tyłem i skierowałam na palcach z powrotem, ale słuch Tony'ego był równie doskonały co mięśnie:
- Kylie
Zatrzymałam się i obróciłam, stal za mną, bardzo blisko i uśmiechnął się:
- Miło cię widzieć, chciałaś uciec? 
- Nie, to znaczy przepraszam, drzwi były otwarte, nie chciałam przeszkadzać. 
- Nie przeszkadzasz. 
- Przyszłam bo...
Nie wiem co się ze mną działo ale normalnie nie potrafiłam się wysłowić, uśmiechnął się delikatnie widząc moje speszenie:
- Nie musisz się mnie obawiać, nie zrobię ci krzywdy. 
Czułam jak moja klatka piersiowa unosi się to na dół to do góry w niespokojnym oddechu, zupełnie jakbym przed czymś uciekała. 
- Nie miałam okazji ci podziękować. 
- Podziękować?
Udawał zdziwionego
- Za uratowanie życia
- Nie ma o czym mówić. 
- Właśnie że  jest, wiem, że unikasz tego tematu, ale gdybyś się nie pojawił...
Próbowałam wytłumaczyć, ale wyraźnie mi nie wychodziło, gdy zauważył moje splątanie, ujął mnie za ramiona i spojrzał poważnie w oczy
- Kay...
Poczułam się dziwnie, niewiele osób tak do mnie mówiło, ale to było miłe. 
- Możesz przestać się bać, nie dopuszczę do tego by ktokolwiek cię skrzywdził rozumiesz? Już zawsze będę cię chronił. 
Spojrzałam na niego wzrokiem małej, przestraszonej dziewczynki i nie wiem dlaczego ale w tym jednym momencie, jakbym nagle przestała się bać czegokolwiek, zupełnie jakby cały strach i wszystkie obawy gdzieś uleciały. Czy byłam naiwna? A może zbyt łatwowierna, ale byłam pewna, że mówi prawdę a ja jestem bezpieczna. Kiedy zorientował się, że trzyma moje ramiona zbyt długo, po dżentelmeńsku zabrał szybko ręce i ponownie spojrzał mi w oczy:
- Możesz mi zaufać. 
Po chwili bez namysłu odpowiedziałam:
- Wiem. 
Z tarasu zawiał wiatr i moje włosy delikatnie odchylily się do tyłu, poczułam znajome ciepło, w myślach odtworzyłam twarz Thorne'a i  miałam wrażenie, że czuję go w pobliżu a jeszcze przed chwilą, że to jego dłonie mnie obejmowały. 
Zaległa cisza, stałam jak zahipnotyzowana, w końcu uśmiechnęłam się i próbując zmienić temat chciałam zgadnąć, ale słowa uwarły w przełyku, od razu to zauważył i zaczął ubierać na siebie koszulę leżącą na krześle przy stole:
- Chcesz mnie o coś zapytać?
- Jak ty to robisz?
 - Ale co?
- Twoja siła jest zdumiewająca jakbyś w ogóle nie odczuwał bólu. 
- To nie siła, tylko wewnętrzna energia i odpowiednie przenoszenie ciężaru ciała, nie ma nic wspólnego z siłą fizyczną, to jedynie ładny dodatek, musisz się bardzo skoncentrować, wyłączyć wszystko co obciąża twoje ciało i umysł. 
Kiwnełam głową bo teraz zrozumiałam dopiero to co do głowy próbował wpoić mi Rolly podczas naszych treningów.  
- Pewnie ciężko się tego nauczyć?
- Twój kolega Asir pewnie powiedziałby, że równie ciężko co ochronić ciebie. 
Uśmiechnęłam się, ale przypomnienie mi osoby Asira od razu sprowadziło mnie na ziemię i całe wcześniejsze zażenowanie gdzieś umknęło, od razu wróciłam do rzeczywistości
- Tak, Asir....
Powiedziałam z niesmakiem. 
- Chociaż zaprzecza, wiem że cię kocha, wszyscy to wiedzą, ale nie ułatwiasz mu zadania. 
- Znam Asir'a wystarczająco długo żeby wiedzieć, że kocha wyłącznie siebie i wyobrażenia o kobiecie, którą nigdy nie będę i nie chcę być. 
- A kim chcesz być? 
- Czy to ważne?
- Dla mnie tak, nawet bardzo. 
- Dlaczego?
- Kiedyś ci to wyjaśnię. Więc? 
- Nie chcę być z żadnym facetem, który został mi przypisany przez oddział i traktuje mnie jak zadanie, będąc z Rolly'm przez chwilę wydawało mi się, że mogę być szczęśliwa. 
- Nie byłaś - stwierdził
- Byłam, ale tylko do momentu kiedy zrozumiałam, że Rolly nigdy nie przestał pracować. 
- Smutne. 
- Ale prawdziwe, idzie się przyzwyczaić. 
- Nie powinnaś się przyzwyczajać, tylko żyć, mówić głośno o swoich uczuciach, potrzebach, pragnieniach....
- Pięknie się tego słucha, ale takie rzeczy tylko u Jane Austin. 
Uśmiechnęliśmy się do siebie, ale Tony nadal na mnie patrzył i to miałam wrażenie poważnie, zupełnie tak jakby nie usatysfakcjonowała go moja odpowiedź. 
- Nie mów mi tylko, że w to wierzysz. - powiedziałam zdziwiona. 
- Wiara czyni cuda
- Ok, poddaję się, wygrałeś, moje argumenty nic nie zmienią, więc...
- Zawsze możesz próbować. 
- Oby mi życia starczyło. 
- To prostsze niż myślisz, nauczę cię tego, reszta przyjdzie sama. 
- Obiecujesz?
Tony'emu znowu przypomniał sie Thorne i zadźwięczały w uszach słowa "obiecaj mi to" , ale po chwili bez wahania spojrzał na mnie poważnie i powiedział:
- Obiecuję. 
Skinęłam głową pojednawczo i skierowałam się do wyjścia nie odwracając się do niego przodem, bo czułam że mnie studiuje na każdym kroku, powiedziałam tylko rozbawiona:
- Pamiętaj, że wisisz mi grabie, nie zapomniałam. 
Wyszłam a Tony z uśmiechem pokręcił głową. 




piątek, 24 lipca 2026

ROZDZIAŁ VIII

ROZDZIAŁ VIII
Kiedy wylądowaliśmy, wszyscy udali się wprost na oddział, szłam pierwsza, czułam, że setki oczu wpatruje się we mnie, ale nawet nie spojrzałam, zaraz za mną szedł Rolly, Asir i reszta oddziału wraz z uwolnionymi agentami. Podeszłam bez słowa do J. T, położyłam na blacie pobraną broń i odeszłam tak jakby J. T nie istniał. Tony obserwował tą całą sytuację z góry jakby oceniał mnie w jakiś kryteriach. Zniknęłam wszystkim z oczu i poszłam na dwór zapalić, nikt nawet nie próbował iść za mną. J. T spojrzał na Rolly'ego, lecz ten też milczał, odszedł prosto na salę treningową, doskonale wiedział co czułam, tylko Asir zdawał się nie przejmować zaistniałą sytuacją. Był opanowany i chłodny jak to zawsze miał w zwyczaju. Skierował się schodami prosto do Tony'ego i stanął obok niewzruszony. Tony nawet na niego nie spojrzał, zapierał się jakby obu rącz na poręczy. Miał poważną minę.
- Znienawidzi cię za to wiesz o tym. 
- Jakoś przeżyję, to duża dziewczynka, poradzi sobie - powiedział z cwaniacką miną. 
- Nie zapominaj, że masz ją chronić - powiedział Tony spokojnie. 
- To nie jest takie proste. 
Tony uśmiechnął się spokojnie. 
- Gdyby było, nie zlecałbym tego tobie. 
- Ciężko chronić kogoś kto tej ochrony nie chce, zrozumcie wreszcie, że Kylie odkąd stała się Niną wymkneła się spod kontroli. 
- Nie chcę tego słuchać. 
- A może powinieneś, bo wtedy może byś zrozumiał że nie idzie już za nią nadążyć. 
- Może zbyt słabo się starasz? 
Asir zacisnął zęby. 
- Kylie jest jak czarna wdowa, kopuluje a potem zabija, nie pisałem się na to. 
- Ciężko znosisz porażki. 
- Żebyś wiedział. 
- To może powinieneś nad tym popracować, w końcu ją kochasz. 
-  Kochałem jej poprzednie wcielenie, to co zostało.... To bardziej chęć uduszenia jej za lekkomyślność. 
- Tak bym tego nie nazwał. 
- Nie? A jak?
- Myślisz, że Kylie to rozpuszczona nastolatka bo nie możesz za nią nadążyć, ale to odpowiedzialność a nie brak rozwagi nią kieruje. 
Asir spojrzał ze zdziwieniem. 
- Odpowiedzialność? - Tony skinął potakująco głową. 
- Stara się żebyś czuł do niej niechęć, bo tak jej łatwiej,  izoluje wszystkich nie dlatego, że tego chce,  każdy kto znajduje się zbyt blisko niej narażony jest na niebezpieczeństwo i ona doskonale o tym wie. Zapamiętaj sobie, Kylie jest perfekcjonistką, nie kieruje się egoizmem, jest doskonała i odsuwając się od was, po prostu chce was chronić. 
Asir spojrzał poważnie na Tony'ego
- Dużo o niej wiesz. 
- Była żoną mojego brata a to znaczy, że jest niezwykła. 
Tony odszedł a Asir zamyślił się. 
Powoli na oddziale robiły się pustki, nasze oddziały wraz z uratowanymi agentami, postanowili świętować to, że przeżyli. Nikt chyba już nie pamiętał o Vanessie, tak mi się przynajmniej wydawało. Rzeczywistość była inna, podczas gdy ja siedziałam na podłodze w szatni ocierając łzy, Cole ku pamięci Vanessy wzniosł kieliszek i to samo zrobili pozostali, światła były pogaszone a na stole stały pozapalane świeczki. 
Tony akurat szedł do automatu po kawę gdy zauważył światło w szatni i już miał je gasić, gdy spojrzał, że siedzę zapłakana na podłodze. Spojrzeliśmy na siebie, Tony podszedł niepewnym krokiem nieco bliżej a jednak w pewnej odległości :
- Kylie? - ciężko nabrał powietrza na mój widok. 
- Nie wiem co powiedzieć, nigdy nie widziałem cię takiej....
Dokończyłam za niego
- Bezbronnej?
W tym samym momencie do swojej szafki podszedł Asir jakby nigdy nic i chyba próbował rozluźnić atmosferę. 
- Łuu, miło popatrzeć jak królowa lodu topi się. 
W oka mgnieniu wstałam na równe nogi:
- Zabiję cię!
Zerwałam się do niego, Asir cofnął się a Tony wystawił rękę zagradzajac mi drogę, odbiłam się niczym od bryły betonu, nie wiedziałam skąd u niego taka siła. 
Asir spojrzał na Tony'ego
- A nie mówiłem? Mój czar prysł, poszedł a Tony opuścił rękę, wściekła podeszłam do szafki, uderzyłam w nią ze złością pięścią po czym kopnęłam, na to wszedł Rolly, spojrzał na Tony'ego jakby czekając na pozwolenie, a gdy ten  kiwnął głową i pokazał oczami na mnie a sam wyszedł, Rolly podszedł bliżej i oparł się o szafkę obok, w którą nie zdążyłam uderzyć. Ciężko dyszałam z trudem przełykając łzy
-  Naucz mnie tego na nowo. 
- Czego? Spojrzałam na niego :
- Naucz mnie na nowo wyłączać emocje, chcę żebyś to we mnie zgasił. 
- Kylie, nie jesteś taka. 
- Ale chcę być! Podniosłam głos, chcę żebyś wyłączył mi człowieczeństwo, chcę przestać czuć, inaczej zwariuję rozumiesz?! Nigdy Cię o nic nie prosiłam a teraz proszę możesz to dla mnie zrobić ?
- Kylie... 
- Możesz?!!- spojrzałam błaganie. 
Kiwnął głową potakujaco. 
- Spróbuję. 
Kiwnęłam głową, otarłam łzy i wyszłam z szatni, kierując się do rozsuwanych drzwi, idąc przez główną salę, Tony spojrzał z góry na mnie z taką jakąś czułością w wyrazie swojej twarzy jak nigdy przedtem. Wyszłam z oddziału, po chwili z szatni wyszedł również Rolly, przystanął i również spojrzał na Tony'ego, ale jego wyraz twarzy już zdążył się zmienić ponownie na kamienną . Rolly ruszył przed siebie i po chwili zniknął za drzwiami oddziału. 

ROZDZIAŁ VII

ROZDZIAŁ VII

Następnego ranka akurat wszyscy trenowaliśmy kiedy na głównej sali zrobił się szum, miałam na sobie czarne legginsy trzy czwarte, adidasy i czarną koszulkę na szerokich naramkach i spięte włosy w kucyk, akurat położyłam Asira  na macie, kiedy w końcu usłyszany popłoch nakazał zainteresowanie ogółu. Spojrzałam na Asira i oboje stwierdziliśmy, że czas się zainteresować :
- Pani ładna a kiedy rewanż? - powiedział bardzo rozbawiony, uśmiechnęłam się.
- Zobaczymy, może szybciej niż myślisz.
Wzięłam ręcznik by wytrzeć się od potu, po czym ruszyłam w stronę Rolly'ego pochylającym się nad Colin'em.
-  Co się stało?
- To się stało - powiedział podniesionym tonem i wskazał na monitor, w którym zauważyłam, że po kolei znikają lokalizatory.
- Albo sami je wyłączyli, albo nie żyją.
- Kto dowodził?
- Kim i Seth - odpowiedział Colin. Aż poczułam jakby ktoś przygniótł mi klatkę.
- Kylie bierz jedynkę, startujecie za siedem minut. Kiwnęłam głową i szybkim krokiem skierowałam się w stronę szatni, podobnie jak mój oddział. W tym samym momencie podszedł Tony, spojrzał w monitor i od razu się połapał.
- Kogo wysyłasz?
- Jedynkę.
- To Kylie?
- Tak.
- Bierz dwójkę i leć z nią.
Rolly jakby tylko czekał na te słowa, bo po chwili już go nie było a Tony usiadł obok Colin'a.
- Cały czas próbuj ich wywoływać.
- Tak jest.
Po pół godzinie dwa black hawke' i wylądowały na zboczu góry, po kolei wyskakiwaliśmy, aż Rolly jako ostatni wyskoczył i ręką pokazał, że mają odlecieć i czekać w bezpiecznej strefie. Było już ciemno, wszyscy założyliśmy gogle noktowizyjne, Rolly wziął lornetkę, chwilę popatrzył przed siebie, w dole stały stare hangary a pijane towarzystwo z karabinami wrzeszczeło nad rozpalony ogniskiem.
- Colin słyszysz nas?
- Głośno i wyraźnie.
- Jesteś pewien, że nasz oddział tam jest?
- Tak wskazuje ich ostatnia pozycja z lokalizatorów.
- Zeskanuj obraz budynku.
Okulary połączone były z główną siecią na oddziale. 
- Mam dobrą i złą wiadomość.
- Mów.
- Zła jest taka, że budynek ma szczelną piwnicę.
- A dobra?
- Grubość muru wskazuje na to, że mogą żyć, tylko lokalizatory straciły zasięg.
- Ok, wydostaniemy naszych i wysadzamy wszystko.
- Wszyscy kiwnęlismy głowami.
- Rolly...
- Tak?
- W środku jest też trzech rekrutów, dziewczyna i dwóch mężczyzn.
- Przyjąłem.
Rolly spojrzał na Red'a:
- Red zejdziesz na dół i rozłożysz ładunki, jak tylko wydostaniemy naszych odpalasz.
Red kiwnął głową, po czym zniknął w ciemnościach, po dziesięciu minutach wrócił i oświadczył :
- Zapalnik ustawiony na piętnaście minut - wszyscy ustawiliśmy stopery na piętnaście minut, po czym Rolly dał znak do ataku.
Wszyscy zaczęliśmy zbiegać na dół, część została na zewnątrz dając nam wsparcie, ja, Asir, Gino i kilku ludzi wbiegliśmy do budynku i skierowalismy się prosto do piwnicy, podeszłam do człowieka arabskiego jak sądzę pochodzenia, z głową owiniętą chustą, wybiłam mu karabin, ten wystrzelił i narobił sporego hałasu, z piwnicy próbowali wybiegać pozostali członkowie bandy ale ruszyliśmy na nich szturmem i byliśmy przekonani, że wybiegają dokładnie z tego punktu, w którym był nasz oddział, nie myliliśmy się, siedzieli zakneblowani na ziemii, kiedy wyjęłam Kim knebel z ust i uwolniłam ręce, ta szybko powiedziala:
- Kylie pokój obok! Vanessa.
Wiedziałam, że mówi o rekrutce zabranej na akcję, drobna blondynka, która od początku nie pasowała do wszystkich. Chłopacy zaczęli uwalniać naszych, spojrzałam na zegarek, zegar tykał, zostało sześć  minut do detonacji, wybiegłam do pokoju obok, w którym arabski żołnierz kończył gwałcić naszą rekrutkę, bez namysłu dobiegłam do niego wyciągając nóż myśliwski z kabury i podcięłam mu jednym ruchem gardło. Asir wbiegł za mną :
- Kylie! Wychodzimy!!
- Spojrzałam na rekrutkę, nie ruszała się, dotknęłam szyi, puls był ledwo wyczuwalny, była dosłownie skatowana, ale ja usilnie zaczęłam ją podnosić, bo w tej  jednej chwili poczułam jak cofam się do Libanu. Szanse na wyniesienie jej na czas były wręcz niemożliwe, ale do mnie to nie docierało, tak bardzo chciałam jej pomóc, choć na pomoc było już za późno. Wszyscy zdążyli opuścić budynek i biec w stronę wzgórza na którym czekała reszta, Rolly nerwowo spojrzał na zegarek, zostały trzy minuty:
- Gdzie jest Kal?!!
-  W piwnicy! - odkrzyknęła Kim.
- Cholera!!
Tony słysząc wszystko zaczął nerwowo chodzić po oddziale, w końcu wziął radio. 
- Wyciągnijcie ją stamtąd inaczej nie macie po co wracać.
W tym czasie w piwnicy Asir, który szybko połapał się w sytuacji na siłę zaczął wyciągać mnie z pomieszczenia, krzyczałam, że ma mnie puścić, ale on był głuchy na moje krzyki, przerzucił mnie przez ramię i wybiegł ze mną dosłownie w tym samym momencie, kiedy Rolly zbiegł do nas, w końcu postawił mnie w bezpiecznej odległości, płakałam, po chwili rozległ się huk i na niebie pojawiła się potężna kula ognia.
- Nienawidzę Cię!! Mogłam ją uratować!!
- Mogłaś to zginąć, ona już była martwa! Naucz się wreszcie wyłączać emocje!
Dobiegłam do niego i popchnęła, ledwo drgnął. 
- Ciebie mogę wyłączyć!!
Nie miałam świadomości, że wszystko co wykrzykujemy do siebie, słychać było na oddziale, Rolly spuścił głowę, ruszyłam do pozostałych a zaraz potem Rolly ruszył za mną. Asir przez moment jeszcze spojrzał na płonący budynek, po czym dołączył do Rolly'ego.
Kiedy śmigłowce uniosły się w powietrzu, zapadła głucha cisza i unosiła się aż do naszego lądowiska. Oczy miałam zapuchnięte od płaczu, tej akcji wiedziałam, że długo nie zapomnę. 

ROZDZIAŁ VI

 ROZDZIAŁ VI

Kiedy obudziłam się rano rzeczywiście nie czułam żadnego bólu, choć może powinnam. Uniosłam się na łóżku a we fotelu siedział Rolly. Nie kryłam zdziwienia:

- Rolly? Byłeś tu przez całą noc? 

- Nie, był tu Tony, wezwał mnie godzinę temu, powinniśmy porozmawiać. 

- O czym? 

- Przepraszam, że wczoraj straciłem czujność. 

- Jak my wszyscy, nie mam do Ciebie żalu. 

- Pewnie masz tysiąc pytań? 

Usiadłam przy swojej toaletce i spojrzałam w duże lustro, przecięcie trochę się zasiniło, ale nie tak bardzo jak się spodziewałam, nie wiem jakich mikstur użył na mnie Tony, ale miały piorunujacy efekt. Chciałam się czym prędzej doprowadzić do ładu i jechać na oddział. 

- Prawdę mówiąc nie mam żadnych. 

Rolly spojrzał z niedowierzaniem, to nie było do mnie w ogóle podobne. 

- Kiedyś i owszem, pewnie miałabym ich sto, ale nie teraz, sami okłamywalismy wszystkich przez pięć lat i usiłowalismy tłumaczyć wszystkim, że nie mieliśmy wyboru, wiem jakie to trudne, jeśli Tony nie powiedział kim jest, musiał mieć ku temu ważne powody, znam go. 

- Myślę, że nie do końca,  to bardzo groźny człowiek, zimny i nieobliczalny, ale... Lepszego wojownika na swojej drodze nie spotkałem, mówili na niego człowiek cień. Pojawiał się znienacka i równie szybko znikał. Jego przykrywka również była doskonała, światowej sławy pisarz... 

Nie zdążył dokończyć, bo spojrzałam karcąco przerywając :

- W jakim celu mi to mówisz? 

- Mówię Ci to, bo naprawdę nazywa się Tony DeNeilo i jest bratem Thorne'a. 

Nie wiem dlaczego, ale w duchu nawet poczułam ulgę. Uśmiechnęłam się do Rolly'ego bo na myśl o tym, że ja i Tony jesteśmy rodziną, wywołała we mnie same pozytywne wibracje. Obróciłam się na pufie przodem do niego:

- Posłuchaj Rolly, czego Byś mi nie powiedział, gdyby wczoraj się nie pojawił, dzisiaj nie siedziałabym tu z Tobą. 

Rolly kiwnął głową, po czym powiedział poważnie :

- Wiem. 

- A teraz, skoro już masz mnie koniecznie pilnować, to zrób sobie kawę i daj mi pół godziny żebym mogła się ogarnąć i uszykować do wyjścia. 

- Nie mówisz poważnie. 

Ale ja wstałam i uśmiechnęłam się szeroko pełna energii, zastrzyk chyba nadal działał. 

- W życiu nie byłam poważniejsza. 

- A twoje obrażenia? 

- Mam dobrego lekarza - rzuciłam po czym drzwi od łazienki się za mną zamknęły. 

Po niecałych trzydziestu minutach byłam gotowa. Makijaż szczelnie przykrył obrażenia twarzy, założyłam obcisłe czarne spodnie z gnieniegdzie oryginalnymi przecięciami, wojskowe buty - kozaki na wysokim koturnie ale płaskiej podeszwie oraz bardzo luźną koszulkę z krótkim rękawem i sporym wycięciem tak aby nie uwierała szyi ani rany na plecach, o dziwo na dekolcie pojawiło się ledwie zacienienie po łańcuchu. Ubrałam ciasny pas na spodnie z kaburą na broń, przeładowałam swoją berettę i włożyłam do kabury, spojrzałam na Rolly'ego:

- Idziemy? 

Chwilę popatrzył, po czym porozumiewawczo kiwnął głową, zeszliśmy po schodach i wyszliśmy z domu. Gdy dojechaliśmy na podziemny parking oddziału, drzwi się przed nami rozsunęły i wkroczyliśmy prosto na główną salę. Oczy wszystkich bez wyjątku skierowane były na nas, Linda stojąca z Asirem aż płonęła ze złości, że nie udało jej się pozbyć rywalki. Do góry na piętrze stał nie kto inny jak Tony z Jesse. Ta spojrzała na mnie z góry i powiedziała do Tony'ego:

- Nie wierzę. 

Tony uśmiechnął się delikatnie jakby do siebie a może do Jesse. Nie zatrzymywałam się jednak, przy końcu sali rozdzieliliśmy się z Rolly'm. On skierował się na piętro do Tony'ego a ja prosto do szatni, w której otworzyłam swoją szafkę, rozpiełam pas z bronią,włożyłam do środka, zamknęłam drzwiczki i zobaczyłam Jesse. Uśmiechnęłam się do niej a ta skarcila mnie wzrokiem. 

- Nie przeginasz trochę? 

- Jesse kocham cię wiesz o tym, ale czuję się dobrze. 

- Bo działają leki, a co jeśli przestaną? 

- Wtedy będę się martwić. 

Uśmiechnęłam się skierowałam swoje kroki na salę gimnastyczną, na której wszyscy łącznie z siódemką wspaniałych robili morderczy trening sprawnościowy. Chris jak tylko mnie zobaczył, oderwał się od worka, który boksował i podszedł bliżej mnie, uśmiechnął się :

- Nie powinnaś przypadkiem leżeć? 

- Jeszcze raz mnie o to zapytasz i ci przyłożę. 

- To może ze mną spróbujesz skoro taka jesteś harda. Obróciliśmy się niemalże równocześnie, kawałek za mną stał Cole. Czułam, że w powietrzu wisi coś ciężkiego, Cole nadal miał do mnie żal o Owena, myliłam się sądząc, że już o tym zapomniał. 

- Ok. Odpowiedziałam hardo. 

- Cole daj spokój. Powiedział Chris, ale przytrzymałam mu rękę. 

- Chris jest ok, musimy wyjaśnić sobie pewne sprawy. 

- To chyba nie jest dobre miejsce. 

- Myślę, że lepszego nie znajdziemy. 

Chris nie był zadowolony, spojrzał zaniepokojony do góry na Rolly'ego i Tony'ego jakby oczekiwał od nich reakcji, ale ta nie nastąpiła. Wszyscy zaczęli się rozsuwać a ja i Cole zaczęliśmy powoli zataczać koło. Wiedziałam, że jeśli nie wypuści z siebie tej agresji, to nigdy mu nie minie. Cole był pamiętliwy, ja zresztą też. W końcu ruszył i zadał pierwszy cios, nie upadłam, ale było blisko, wiedziałam, że chce mnie sprowokować, ale nie dałam się, studiowałam jego technikę, padł drugi cios, zaraz za nim kolejny, w końcu podciął mi nogi - upadłam. Rolly obserwując tą sytuację najwyraźniej zaczynał się niecierpliwić. Kiedy zaczęłam się podnosić podbiegł do mnie i uderzył z wykopu, trafił w ranę na plecach. Poczułam jakby ktoś na plecach rozpalił mi ognisko i wtedy się zaczęło, w tle zaczęła lecieć szybka piosenka Imagine Dragons Whatever it takes, rozpędził się do kolejnego uderzenia i ledwo to zrobił, ja zrobiłam świecę łapiąc go w locie i przewracając na ziemię. Chris wypuścił z ulgą powietrze z płuc, Tony obserwował bardzo uważnie to co się działo na macie. Podniósł się szybko z wyskoku i rozpędził się by wbiec we mnie ale kiedy był blisko odbiłam się od jego klatki piersiowej i przeskoczyłam za niego, ledwo dotknęłam ziemii a już był za mną i ujął za ręce, zgubnie myśląc, że odegnie mi je do tyłu i wykręci, jak tylko ujął moje dłonie, przukucnęłam tyłem do niego i zrobiłam fikołka w taki sposób, że znienacka znalazłam się na jego ramionach i skrzyżowałam nogi na jego szyi w taki sposób, że zaczął się dusić, nie puszczałam, za to on w odruchu wyzwolił swój uścisk, moje dłonie stały się wolne a ja ścisnęłam dodatkowo rękoma jego gardło, choć usilnie próbował wyzwolić się z mojego uścisku, nie był w stanie, w końcu Tony powiedział do Rolly'ego:

- Przerwij to bo się pozabijają. 

Rolly zszedł pospiesznie na salę, Cole w końcu upadł, zeszłam z niego, gdy z trudem się podniósł uderzyłam go z pół obrotu i już miałam uderzyć ponownie gdy złapał mnie Rolly. 

- Wystarczy 

Miałam ciężki oddech. Cole spojrzał groźnie na mnie, ale już nie tak jak wcześniej, choć nie potrafił się przyznać do porażki, teraz jakby złagodniał. Rolly w końcu mnie puścił widząc, że się uspokajam. Spojrzałam dziko na Cole'a, bez słowa zaczęłam kierować się do szatni bo poczułam wilgoć na plecach, to mój opatrunek przesiąkł, byłam tego pewna. Rolly podszedł do Cole'a:

- Po co to było? 

- Sam nie wiem, po prostu musiałem. 

- Tłumaczyłem ci, że ją i Owena nic nie łączyło a od pewnego czasu w ogóle nie ma z nim kontaktu. 

- To też wiem. Wziął ręcznik i wytarł twarz. Myślałem, że jest słabsza po tym wszystkim. 

- Nie doceniłeś jej, lepiej więcej tego nie rób, rozłam teraz to ostatnia rzecz, której nam potrzeba. 

Cole kiwnął głową, po czym poszedł do szatni, w której stałam pijąc wodę, teraz nagle spokorniał, uśmiechnęłam się :

- Przyszedłeś po rewanż? 

- Nie, dziękuję. Uśmiechnął się,po czym ciężko westchnął. 

- Rolly ma rację, nie doceniłem Cię. 

- Bywa. 

- Kylie, przepraszam, nie wiem co mi odbiło, może to wcale nie chodziło o Owena, może po prostu to ja byłem zazdrosny. 

- Jasne, nie ma do czego wracać, nie gniewam się. 

Cole wystawił do mnie rękę, podałam mu swoją, po czym wyszedł z szatni, a ja skrzywiłam się z bólu, który coraz dotkliwiej zaczął mi dokuczać w plecach. Wreszcie długo nie myśląc wzięłam komórkę i wybrałam do Gina :

- Gino jesteś na miejscu? Ok to wejdę na chwilę. 

Po chwili już siedziałam na kozetce naszego oddziału ratunkowego i słuchałam wykładu Gina. 

- Zawsze to samo. 

Powoli już byłam zmęczona tym zrzędzeniem przy okażaniu rany, z drugiej strony wdzięczna, bo Gino zawsze się o mnie troszczył. 

- Gino błagam, zaklej to po prostu i przestań marudzić bo wpakuję  ci kulkę słowo daję. 

W końcu przykleił opatrunek. 

- Już. Zeskoczyłam z kozetki. 

- Nareszcie. 

- Lepiej już dzisiaj nie szalej, w przeciwnym razie szybko tu wrócisz. 

- Nie sądzę. Uśmiechnęłam się łobuzersko, ale Ginowi nie było do śmiechu martwił się. 

- Kay - zawsze tak mnie nazywał - mówię poważnie, jeśli rana powtórnie pęknie, nie skończy się na opatrunku. Skinęłam głową i wyszłam z gabinetu, po drodze mijając się z Tony'm, wymieniliśmy spojrzenia, ale nie zamieniliśmy słowa. Miałam wrażenie, że z jakiegoś powodu Tony mnie po prostu unika. Nie chciałam się jednak nad tym zastanawiać, nieuniknione było, że w końcu i tak będziemy musieli porozmawiać, ale to nie był ten moment. Wyszłam z oddziału i drzwi się za mną zasunęły.