sobota, 12 września 2026

ROZDZIAŁ XIX

ROZDZIAŁ XIX
Kolejnego dnia razem z Jesse miałyśmy iść na oddział nieco później. Skorzystaliśmy z okazji aby zajrzeć do Vicky i podzielić się nowiną o Helen, ale gdybym wiedziała, że tak mnie zmartretują to chyba bym nie poszła. Siedziałyśmy jak zawsze na wielkich poduchach przy niskim stoliku pijąc kawę. 
- Teściowa?? Nie wiedziałam, że ty masz teściową  Vicky nie kryła zdziwienia
- Prawdę mówiąc ja też nie, ale mam i to nie byle jaką
- Jaka jest?
Odtworzyłam w myślach obraz Helen
- Niesamowita
Uśmiechnęłam się, Vicky i Jesse też 
- Wkręciłaś się - powiedziała Vicky a Jesse wzięła łyka piwa
- Fakt
- A co z Asirem?
- Daj spokój, to zamknięty rozdział
- On też tak uważa?
- To on mi to powiedział
- No to zmienia postać rzeczy, chociaż nie widzę żeby inaczej na ciebie patrzył, kocha cię to widać 
- Może i kocha, ale tak postanowił, Asir to super kochanek ale nie facet na życie. Postawiliśmy na przyjaźń i to mi wystarczy, ma kogoś to po pierwsze, po drugie -  to już teraz inna miłość, chcę mieć w nim przyjaciela i zostawmy to
- No pewnie - zażartowała Jesse - ty ją lepiej zapytaj o Tony'ego. 
Vicky aż zaświeciły się oczy 
- Nie wierzę, no co ty?
Czułam że oblewam się rumieńcem
- Nie ma o czym mówić, trzyma mnie na dystans
- No nie powiedziałabym, chroni cię i wcale się z tym nie kryje - odparła Jesse 
- To dlatego, że jestem cenna dla sprawy
- A może jesteś cenna dla niego?
Zapowietrzyłam się
- Nie sądzę, dopuszcza mnie na pewną odległość, ale ani kroku dalej
Vicky spojrzała na Jesse po czym na mnie
- Nie byłabym tego taka pewna, ale...
- No co? - zapytałam
- Nic, po prostu ostatnio w klubie widziałam jak tańczyliście
- No i...? - zapytałam zdziwiona 
- Wspaniale razem wyglądacie, ta rodzina chyba coś w sobie ma, z Thorne'm tak samo pasowaliście - rozmarzyła się 
Spojrzałam na nią i skrzywiłam się
- A może Thorne ma jeszcze jakiegoś brata?
Roześmiała się Jesse i spojrzała na mnie
- No co?
- Głupia
Zaczęłyśmy rechotać wszystkie trzy
- No ale tak serio, to co? Nie rajcuje cię? - zapytała Vicky
- Dajcie już spokój
- Dam ci spokój jak mi odpowiesz
Zamyśliłam się na chwilę i przypomniałam sobie jak się kochaliśmy, po chwili namysłu odpowiedziałam:
- Jest...
- No? - Vicky niecierpliwiła się
- No, ma w sobie to coś 
Uśmiechnęłam się, obydwie spojrzały na mnie czując, że nie mówię wszystkiego
- A Rolly? Bo mam wrażenie, że ich rywalizacja nigdy się nie kończy. 
- Odpuścił
- Jesteś pewna?
- Tak
- Ok, w końcu znasz go lepiej niż ja
Zamyśliłam się, powoli zaczęło mnie męczyć to przesłuchanie, od rana miałam bardzo dobre nastawienie do życia, ale czułam, że zaczyna wzmagać się we mnie rozdrażnienie dlatego postanowiłam szybko to przerwać. 
Spojrzałam na zegarek 
- Jesse, pora na nas 
Jesse w lot się połapała w sytuacji i wstała prawie na baczność. 
- Jestem gotowa, na razie Vicky 
Vicky kiwnęła głową a my wyszłyśmy wprost do samochodu. Odjechałam z piskiem opon, Jesse spojrzała na mnie w czasie jazdy :
- Co z Tobą? 
- Nic
- Widzę 
- Po prostu chcę się skupić na złapaniu Barodo a nie roztrząsaniu z kim sypiam 
- Nie przesadzasz trochę? Przecież to Vicky 
- No właśnie, to Vicky, za chwilę powie coś Seth'owi albo Joe'mu i ruszy spirala 
Jechałam coraz szybciej 
- A jaki jest prawdziwy powód? 
- Nie ma żadnego 
Wjechałam na podziemny parking oddziału i zatrzymałam się, już chciałam wysiąść, kiedy Jesse złapała mnie za rękę :
- Kylie... Co się dzieje? 
Czułam, że coś zaczyna gnieść mnie w klatce 
- Chodzi o niego prawda? 
Spojrzałam na nią i ciężko przełknęłam ślinę 
- O Barodo? 
Zapytała a ja spojrzałam na nią, wypuściłam ciężko powietrze :
- Męczy mnie to, że tyle to trwa, bawi się z nami, nie mogę przez niego normalnie funkcjonować 
- Jasne, że możesz 
- Jak? 
- Normalnie, to nie Barodo jest problemem, tylko twoja głowa 
Spojrzała na mnie poważnie, po czym wysiadła z samochodu i poszła na oddział. Zapaliłam papierosa opierając się o zagłówek, wypuściłam dym i zastanowiłam się na chwilę nad tym co powiedziała. Miała rację, im dalej od nas był Barodo, tym moja głowa mocniej szalała, bo tak naprawdę nikt z nas nie wiedział co planuje. 
W końcu zgasiłam papierosa i weszłam na oddział. Kiedy weszłam Jesse stała koło J. T, spojrzała na mnie, podeszłam do nich :
- Cześć słonko 
Odezwał się J. T, ale ja skinęłam tylko głową i spojrzałam na Jesse :
- Przepraszam 
Jesse uśmiechnęła się 
- Daj spokój, już zapomniałam 
Taka właśnie była Jesse - kochana, podeszłam do niej a ta wyciągnęła ręce i objęła mnie z uśmiechem, ja też uśmiechnęłam się akurat w chwili kiedy podszedł do nas uśmiechnięty Asir :
- Nie przerywajcie 
Odsunęłam się od Jesse a Asir mrugnął do mnie :
- Przyznam, że nie przestaniesz mnie zadziwiać 
Pokręciłam głową z niezadowoleniem :
- Debil z ciebie - powiedziałam 
- I idiota - dorzuciła Jesse, ten jednak uśmiechnął się szeroko zadowolony z siebie, a my poszłyśmy na główną salę, Jesse poszła do szatni a ja prosto do Colin'a, stanęłam obok niego:
- Masz coś? - zapytałam 
- Przeczesujemy Kanadę, na razie cisza
- Chcesz mi powiedzieć, że go tam nie ma?
- Myślę że jest, po prostu sporo trzeba przeszukać, to potrwa
Powiedział wyraźnie poddenerwowany czując presję, zreflektowałam się:
- Przepraszam Colin, masz rację, wiem, że to trwa
Ciężko wypuściłam powietrze. Widząc zaistniałą sytuację, podszedł do mnie Rolly
- Wejdź do mnie
Spojrzałam, po czym poszłam za nim do gabinetu
- Jesteś poddenerwowana
- Wydaje ci się
Kiwnął głową na nie
- Wiesz, że to nieprawda, nic mi się nie wydaje, stwierdzam fakty
W końcu usiadłam - miał rację
- Masz rację, jestem, boję się, że im dłużej będziemy go szukać tym większą armię zbuduje
- Wiesz, że nie mamy na to wpływu, musisz zdać sobie sprawę z tego, że nawet śmierć Barodo - nie zamknie tego rozdziału, oboje wiemy, że ma wystarczającą ilość poplecznikow, którzy czczą go i będą robić wszystko żeby dokończyć jego dzieło
- Skoro tak, to po co go ścigamy?! Po co ścigamy jednostkę zamiast skupić się na całości?! Uniosłam się
- No pytam, po co? To tak jakby uciąć kawałek ogona wężowi
- Poradzimy sobie z islamskimi wyznawcami, to dla nas przeciwnik, którego nie lekceważymy, ale bez trudu stawimy mu czoła
- Wiesz co? Pogubiłam się, to na cholerę ścigamy Barodo skoro nie jest zagrożeniem? 
- Nie powiedzialem, że nie jest zagrożeniem, ale to inny rodzaj przeciwnika
- Dlaczego?
- Bo Barodo nie walczy o słuszność swojej sprawy, on walczy z nami o ciebie
Poczułam się jakbym dostała w twarz
- Nie mówisz tego poważnie?
- Mówię. Też tego na początku nie załapałem, dopiero Tony uświadomił mi dlaczego Barodo prowadzi tą swoją chorą grę
Nie spodobało mi się to co usłyszałam
- Zginęło tylu ludzi i dalej ginie, tylko dlatego, że Barodo chce mnie?!
Rolly spuścił głowę
- To chore, przerwę to
Wstałam i szybkim krokiem skierowałam się do wyjscia
- Kylie zaczekaj, dokąd idziesz?! Kylie!!
Ale nie reagowałam, wyszłam z oddziału takim pędem jakby coś mnie poparzyło. 
Rolly wziął do ręki swoją komórkę i wybrał numer:
- Helen, potrzebuję twojej pomocy. 
Siedziałam przy kominku, popijając wino z kieliszka kiedy usłyszałam pukanie do drzwi, otworzyłam i w drzwiach zobaczyłam Helen, nie kryłam zdziwienia :
- Helen?
- Mogę zająć ci chwilę?
- Tak oczywiście, wejdź, stało się coś?
- Jeszcze nie, ale musimy porozmawiać
Kiwnęłam głową, weszła do środka i usiadła przy kominku
- Usiądź proszę
Usiadłam na przeciwko niej
- Posłuchaj, wiem co chcesz zrobić, ale to nie jest rozwiązanie
- Rolly powiedział, że Barodo chodzi wyłącznie o mnie
- Powiedział ci prawdę, ale pamiętaj, że każda prawda ma swoje drugie dno
- To znaczy? 
- Myślisz, że jeśli mu się oddasz to wszystko się skończy i przestaną ginąć ludzie, ale nie przestaną. To złudzenie. 
- Nie rozumiem
- Posłuchaj, Barodo dostał obsesji na twoim punkcie, nawet jeśli cię zdobędzie, nie przestanie zabijać z obawy, że ktoś będzie chciał mu ciebie odebrać. Na celownik weźmie wszystkich, którzy potencjalnie chcieliby cię odzyskać, nie będzie się rozdrabniać. W pierwszej kolejności uderzy w Rolly'ego, Asir'a i Tony'ego.
Spojrzałam poważnie
- Czego by ci nie obiecał, zrobi to. Przyszłam żeby cię odwieźć od największego błędu zanim go popełnisz, bo Barodo właśnie na taki akt desperacji z twojej strony liczy. Wtedy nie będzie już musiał się hamować, rozumiesz?
Kiwnęłam głową i poleciały mi łzy
- Musisz ochłonąć i na chłodno ułożyć sobie w głowie plan. Wykorzystaj to, że temu szaleńcowi na tobie zależy. Niech to stanie się twoim atutem, ale zanim to zrobisz, odpocznij. 
Kiwnęłam głową potakująco, a Helen wstała i wyszła, zostawiając mnie z tysiącem myśli, które kotłowały mi się w głowie
Nie wiedziałam co może je uspokoić, ale byłam pewna, że nerwy nie rozwiążą tego problemu tylko mnie zniszczą. Właśnie o to chodziło Barodo, żebym zrobiła się słaba i popadła w obłęd, po czym przyszła do niego po kolanach. Nie mogłam do tego dopuścić a mimo to targały mną emocje. 
Obróciłam się tyłem do drzwi i chwyciłam rękoma półkę nad kominkiem. Próbowałam się uspokoić, przychodziło mi to z trudem, wtedy poczułam tak dobrze znajome mi ciepło na swojej talii, wiedziałam, że to Tony, znałam ten dotyk, chociaż nie słyszałam kiedy wszedł. Przypuszczam, że Rolly zaalarmował go o wszystkim, zaraz po tym jak wyszłam. 
Obróciłam się przodem do niego, pogłaskał mnie po policzku, po czym mocno przytulił, nic nie mówił, wiedział, że nie chcę słuchać potoku słów, potrzebowałam przymknąć oczy by się wyciszyć. W tle leciała wolna piosenka Hold on. Staliśmy chwilę tak przytuleni, w końcu spojrzałam na niego :
- Nie chcę być dzisiaj sama 
- Nigdzie się nie wybieram 
Uśmiechnął się do mnie. Tym razem nie chodziło jednak o seks, tylko o bycie z nim. Po kilku sekundach leżeliśmy w łóżku w ubraniach, moja głowa spoczywała na jego klatce piersiowej, obejmował mnie ramieniem głaszcząc moje włosy :
- Chcę cię o coś zapytać 
- Pytaj - powiedział bez namysłu 
- Dlaczego ja?
- Bo jesteś wyjątkowa
- Pytam na poważnie
- A ja poważnie odpowiadam, posłuchaj, wiem, że jesteś bardzo samokrytyczna, ale... Spotkałem w swoim życiu wielu ludzi o różnych charakterach, ale zawsze tak jest, że jak ktoś ma zalety, ma też i wady i to jakoś się równoważy i to też pozwala nam poznawać wielu ludzi i zapominać o nich kiedy trzeba,  z tobą jest inaczej... 
- Daj spokój ja też mam wady, wiele wad
- Nie mówię że ich nie masz, ale gdybym miał wymienić zalety tych wszystkich ludzi na świecie, z którymi miałem do czynienia i połączyć w jedno, to od której strony bym tego nie robił, wszystko to znajduję w tobie, tak jakby ktoś cię zaprogramował z całym dobrodziejstwem tego świata. Nie wiem co to jest i nie wiem jak to nazwać, a ty  może robisz to nawet całkiem nieświadomie, ale potrafisz zjednać ludzi swoim sposobem bycia, a wady o których mówisz, są tak przyćmione, że ciężko je zauważyć
- No wielu by się z tobą nie zgodziło
Uśmiechnął się
- Wielu odpycha od siebie fakty bo łatwiej wtedy znieść im porażkę, ale to nie znaczy, że jest tak jak mówią. Kiedy umarłaś większość zachowywała się tak jakby ogłosili żałobę narodową, daleko nie musisz szukać - Joe prawie dostał na głowę 
- Myślę, że akurat Joe nie jest dobrym przykładem
- Każdy facet chce spotkać i posiąść kobietę, która byłaby unicestwieniem jego marzeń a kobiety zawsze mają jakiś swój mały defekt. Dla Barodo ideałem kobiety jesteś ty i nie wiem do której części jego pokręconej głowy miałabyś pasować, ale wiem, że to czego ty nie widzisz, dostrzegł w tobie właśnie on i nie spocznie, dopóki nie dopnie swego. 
Teraz to Tony zamyślił się, ja natomiast zaczynałam odzyskiwać dobry humor
- A jaki jest twój ideał kobiety? 
Uśmiechnęłam się, ale leżąc w tej pozycji, Tony tego nie widział, uśmiechnął się do siebie lekko :
- Musiałbym pomyśleć 
- Ej
Szturchnelam go i zaczęliśmy się śmiać 
- Nie mówiłaś, że jesteś zmęczona? 
- Migasz się od odpowiedzi 
- Spać 
Podśmiechnęłam się pod nosem i rzeczywiście poczułam, że za chwilę odlecę. Długo nie potrwało, Tony owinął mnie szczelnie kołdrą, poprawił się na łóżku, pocałował moje włosy i przytulił mocniej. Po chwili odpłynęłam, nawet nie wiedziałam kiedy. 




sobota, 5 września 2026

ROZDZIAŁ XVIII

ROZDZIAŁ XVIII
Wszystko w naszym życiu dzieje się po coś a każdy dzień naszego życia to lekcja. Spotykamy na swojej drodze złych ludzi i tych dobrych. Źli, uczą nas pokory i asertywności, ci dobrzy, przywracają wiarę w ludzi, wyzwalają pozytywną energię i może na krótko, ale sprawiają, że świat wydaje się być lepszy.
Po raz pierwszy od lat bałam się otworzyć oczy po przebudzeniu. Ostatnie miesiące żyłam na takiej adrenalinie, że nie potrafiłam
uwierzyć w to iż cokolwiek, może być w moim życiu prawdziwe.
W końcu zebrałam się na odwagę i nieśmiało otworzyłam powieki. Tony'ego jednak nie było. Spojrzałam na zegarek, dochodziła dziesiąta, już nie pamiętam kiedy tak długo spałam. I dlaczego nie było Tony'ego? Liczył, że wróci zanim się obudzę, czy zrozumiał swój błąd i po prostu uciekł? 
I znowu te pytania, czułam, że powoli jestem na granicy wytrzymałości. Nina zabijała we mnie wszystko co dobre, czułam, że nią przesiąkam, że nie panuję już nad tym kiedy się nią staję. Wystarczyło ubrać się na czarno, zrobić mocny makijaż i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki po prostu nią byłam. 
Ubrałam się i poszłam do siebie wziąć prysznic, przebrać się i uszykować do wyjścia, w międzyczasie, kiedy kończyłam się malować zadzwoniła Jesse:
- Co tam? - zapytałam 
- Gdzie ty się podziewasz? Przesłuchują Amira, jeśli Asir do niego wejdzie to już nic się nie dowiemy. 
- Zaraz będę, ej Jesse... 
- Tak? 
- Czy Tony jest na oddziale? 
Jesse spojrzała na Tony'ego, który wychodził z Izabelą z sali przesłuchań 
- Jest, dlaczego pytasz? 
- Tak tylko, już jadę 
Tony z Izabelą podeszli do Asir'a, Zack'a i Mohit'a, Zack spojrzał na Tony'ego :
- Coś powiedział?
- Prędzej się w powietrze wysadzi niż coś powie
- To może ktoś powinien go przybliżyć do Allaha - Asir uśmiechnął się. 
- Jest nam potrzebny - odparła Izabela 
Podeszła do nich Jesse :
- To co robimy? 
- Czekamy aż wyjdzie Cole, może jemu się uda 
Długo nie musieli czekać i Cole wyszedł z niewyraźną miną, podszedł do nich i spuścił głowę, Mohit spojrzał na niego :
- No i ? Dowiedziałeś się czegoś? 
Izabela spojrzała na niego:
- Cole, co Ci powiedział? 
- Chce rozmawiać z Niną 
Wszyscy poza Izabelą spojrzeli na niego poważnie, Izabela wyrwała się :
- To niech do niego idzie 
Uśmiechnęła się a Tony spojrzał na nią z niezadowolenirm:
- Wykluczone 
- Ale... 
Próbowała tłumaczyć 
- Powiedziałem nie
Podniósł ton głosu, nikt z obecnych nie odezwał się :
- To nasza jedyna szansa żeby coś powiedział... 
Była mocno poirytowana, w tym właśnie momencie odezwałam się stojąc za nimi :
- Wejdę do niego 
Izabela uśmiechnęła się a ja z posepną miną podeszłam bliżej, Tony spojrzał na mnie i pokręcił głową :
- Kylie nie
- Tony, może tylko tak uda nam się czegoś dowiedzieć 
Asir spojrzał na mnie, pozostali też 
- Poradzę sobie 
- Jeśli nie wyjdziesz za dziesięć minut.... 
Nie zdążył skończyć bo mu przerwałam :
- Wyjdę. 
Spojrzałam mu w oczy, po czym skierowałam się do sali przesłuchań, kiedy weszłam, Rolly i Kurt wyszli na mój znak, Amir spojrzał na mnie, usiadłam na przeciwko niego przy długim stole, spojrzał mi w oczy :
- Nie wierzyłem, że istniejesz, myślałem, że Barodo sfiksował, ale to naprawdę ty 
- Do brzegu, gdzie on jest? 
- Myślisz, że Ci powiem? 
- Jestem pewna, że to zrobisz 
- A co? Zabijesz mnie? Nie boję się śmierci 
- Śmierć byłaby dla ciebie zbyt łaskawa, no ale twoja rodzina to już co innego 
Uśmiechnęłam się szyderczo, w ułamku sekundy znowu byłam Niną 
- Ty suko! Jeśli ich tkniesz zabiję Cię!! 
Roześmiałam się 
- Wiesz co ty mi możesz? 
Amir zaczął sapać ze złości 
- Powtórzę pytanie gdzie on jest? 
Wyjęłam komórkę i pokazałam mu zdjęcie jego syna :
- Ile ma lat twój syn co? Zostało mu chyba więcej życia niż miała moja siostra i brat, myślisz, że jesteście tacy cwani? Zabiję Was waszą bronią więc lepiej mnie nie prowokuj pytam ostatni raz, gdzie jest Barodo? 
Przełknął ciężko ślinę :
- Ukrywa się w Alpach 
Chwyciłam stół i z całej siły odepchnęłam go tak, że przycisnęłam Amira do ściany razem z krzesłem :
- Kłamiesz!! 
Do pokoju wbiegł Asir wysłany przez Tony'ego :
- Kylie!! 
- Pytam gdzie jest Barodo?! 
- W Kanadzie! Buduje armię bo mamy straty! 
- Jeśli mnie okłamałeś wymorduję Ci całą rodzinę tak jak wymordowaliście moją, pamiętaj o tym. Puściłam stół, po czym spojrzałam na Asir'a :
- Muszę stąd wyjść 
Asir kiwnął głową 
- Idź 
Skinęłam głową, po czym wyszłam, przechodząc koło czekających z oddziału i  powiedziałam nie zatrzymując się :
- Barodo jest w Kanadzie, buduje przeciwko nam armię 
Wszyscy popatrzyli po sobie, Jesse zapytala:
- Jak jej się to udało? 
- Lepiej żebyś nie wiedziała 
Odparł Rolly, wyszłam z oddziału i zapaliłam papierosa, przerażało mnie to co się ze mną od kilku dni działo, jakbym była w jakimś morderczym amoku, jak nie ja. Po krótkiej chwili przyszedł do mnie Tony i spojrzał mi w oczy :
- Co się dzieje? 
- Nie wiem, czuję się tak jakbym w środku umierała, jakby Nina zabijała po kawałku moje prawdziwe ja, Tony ja tak nie chcę, nie daję rady, próbuję sobie to wszystko poukładać, ale nie potrafię, rozumiesz?
- Rozumiem, dlatego chciałbym Cię gdzieś zabrać
- Gdzie?
- Do kogoś kto pomoże ci to wszystko zrozumieć
Spojrzałam na Tony'ego
- Ale nie próbujesz mnie porwać i wywieźć gdzieś gdzie nikt mnie nie znajdzie?
Tony uśmiechnął się
- Bardzo chętnie bym to zrobił, ale jeszcze nie teraz.
- W takim razie gdzie teraz chcesz mnie zabrać?
- Na małą wycieczkę, wieczorem będziesz z powrotem
Spojrzałam na niego podejrzliwie :
- Kay ja wiem, że nikomu nie ufasz, ale czy mogłabyś spróbować? Widzę jak targają tobą emocje i dlatego chcę ci pomóc
- Ta wycieczka ma mi pomóc?
Tony był bardzo rozbawiony
- Bez wątpienia
- Dlaczego?
- Dlaczego co?
- Dlaczego chcesz mi pomóc? 
Już miał coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili wycofał się, chwycił mnie za ramiona i pocałował w czoło
- To nie jest odpowiedź tylko próba manipulacji
- Dowiesz się, obiecuję
Westchnęłam ciężko
- Ok
Otworzył drzwi samochodu od strony pasażera i spojrzał na mnie uśmiechnięty
- Zapraszam
Wsiadłam bez słowa bo przyznam, że Tony mnie zaintrygował i byłam bardzo ciekawa co wymyślił. Podjechaliśmy pod wielki dom i zaparkowaliśmy na podjeździe, nie zadawałam pytań bo ciężko było mi okiełznać ciekawość. Otworzył drzwi i przez ogromny salon wyszliśmy prosto do ogrodu, z którego akurat do domu weszła pokojówka w białym fartuszku, na widok Tony'ego skłoniła się nisko.
Gdy minęliśmy drzwi tarasowe, ujrzałam potężny ogród, z boku krążył ogrodnik z kosiarką. Trawa była tak równa jakby ktoś przyciął ją od linijki. Ogród zrobił na mnie potężne wrażenie, kwiaty były zadbane, drzewa posadzone w równych odstępach. Nawet ogród mojej matki nie był tak imponujący. Zamurowało mnie, przez moment nawet pomyślałam o zdjęciu butów. 
Przeszliśmy jeszcze kilka kroków, po czym zatrzymaliśmy się niedaleko kucającej kobiety, w starszym wieku, ale jakże zadbanej, włosy koloru śnieżno białego upiete starannie w kok. Pochylała się przy jakiejś róży, trzymając w ręku sekator a na dłoniach założone miała ogrodowe rękawiczki. Ubrana w sportowy dres, lecz tak bardzo zaabsorbowana i skupiona wykonywaną czynnością, zupełnie jakby odprawiała coroczny rytuał.
- Dzień dobry mamo
Po tych słowach odłożyła sekator, zerwała się na równe nogi i stanęła przed nami uśmiechnięta
- Tony, synu już myślałam, że przyjdzie mi tylko oglądać cię w gazetach. 
Objęła go serdecznie, po czym zdjęła rękawiczki i odrzuciła na bok, spojrzała na mnie, nie byłam w stanie powiedzieć nawet słowa, stałam jak sparaliżowana, ona jednak spojrzała na mnie ciepło zupełnie tak jakby znała mnie od zawsze, Tony uśmiechnął się :
- Mamo, chciałbym Ci kogoś przedstawić
- Nareszcie
Tony nie zdążył mnie przedstawić bo kobieta wyciągnęła w moim kierunku od razu swoją drobną dłoń i przemówiła:
- Kylie, moja ukochana synowa, dzięki której odzyskałam syna, ale nigdy nie było mi dane poznać jej osobiście, witaj. 
Dziwnie się poczułam, ale podałam rękę w wyrazie grzeczności
- Bardzo mi miło
- Mów mi Helen
Spojrzałam na Tony'ego i w końcu uśmiechnęłam się delikatnie kiwnąwszy głową
- Chodźmy na kawę, porozmawiamy
Helen przeszła przez ogród a my zaraz za nią, Helen usiadła w dużym fotelu przy stole, jej drobna postura dosłownie zatapiała się w nim. 
- Kylie usiądź moje dziecko, proszę. 
Wskazała drugi fotel, stało ich tam kilka. 
Usiadłam a Helen spojrzała na Tony'ego :
- Tony każ Jessice przygotować kawę
- Oczywiście - odparł posłusznie i zniknął z salonu, Helen spojrzała na mnie i uśmiechnęła się życzliwie :
- Pewnie się zastanawiasz po co mój syn cię tutaj do mnie przywiózł?
Miałam ciężki oddech, uśmiechnęłam się
- Dobrze sypiasz?- zapytała znienacka 
- Nie bardzo
- Chyba, że wypijesz wieczorem butelkę wina?
Było mi wstyd, ale właśnie tak było. Kiwnęłam tylko głową, bo nie byłam w stanie wydukać nawet słowa, zabawne, tak drobna osóbka a czułam się jakbym była na dywaniku u królowej angielskiej
- Żyjesz w stresie, na adrenalinie, gdy adrenalina spada czujesz, że słabniesz i nie wiesz co ze sobą zrobić, wiecznie zastanawiasz się czy jeszcze twoje życie będzie normalne, czy zaznasz szczęścia a na końcu dochodzisz do wniosku, że szczęście jest tylko dla śmiertelników a ty, jesteś przeznaczona dla innego świata, gdy przez moment jesteś szczęśliwa wydaje ci się że za moment się obudzisz i wszystko okaże się snem....
Mówiła a mi po polikach zaczęły płynąć łzy, nie mogłam uwierzyć, wszystko co mówiła było takie prawdziwe jakby mówiła o mnie, spojrzała w końcu na mnie:
- Czterdzieści lat temu, ja też miałam te same pytania w głowie i brak odpowiedzi. Nie znam ich do dzisiaj, moje krótkie małżeństwo dało mi dwóch wspaniałych synów, ale mój mąż nie rozumiał mojej pracy, mojego poświęcenia, nie rozumiał też mnie i tego jakie emocje mną targały każdego dnia, ale żyjąc w  strachu o niepewne jutro, nie odważyłam się ponownie zakochać, chociaż nie raz była ku temu okazja, 
dzisiaj jestem przez to sama i rozumiem błędy których mogłam uniknąć. Wtedy jednak byłam zbyt słaba żeby się przeciwstawić, na każdym kroku musiałam udawadniać, że jestem wystarczająco dobra. Ale im było zawsze za mało, dążyli do perfekcji, chcieli stworzyć ideał kobiety najemnika. Przez pięćdziesiąt lat istnienia agencji, to właśnie ty stałaś się uwieńczeniem ich marzeń, stałaś się Niną, kobietą doskonałą o stu twarzach, bezszelestną, perfekcyjną, wykształconą, budzącą zarówno strach jak i podziw, zostałaś pogromczynią najgorszych duchów, najgroźniejszych myśliwych, budzisz strach. Mnie nigdy się to nie udało, ani żadnej innej kobiecie, dlatego twoja doskonałość jest tak cenna, jesteś jedyna w swoim rodzaju, ale przytłoczona odpowiedzialnością z jaką zmagasz się przez całe życie. Nie potrafisz przestać walczyć i zapominasz o sobie. Wszyscy pokładają w tobie nadzieję a ty i tak nie dostrzegasz w sobie piękna, które od Ciebie bije, nie doceniasz się. Twoja osoba sprawia, że ludzie przy tobie czują się dobrze.
Tony stał na ogrodzie z papierosem w ręku, nie miałam pojęcia, że pali, spojrzałam na niego w chwili gdy Jessica postawiła przed nami kubki z kawą i odeszła.
- Kiedy upozorowano twoją śmierć, Thorne przyjechał do mnie i przeprosił za brak kontaktu, za to, że dał się zmanipulować swojej pierwszej żonie. Poprosił też o wybaczenie swojego brata i poprosił o pomoc. Tony długo walczył ze sobą, utworzył tą sekcję, czuł się odpowiedzialny za wszystkich, ale przede wszystkim, czuł się odpowiedzialny za ciebie.
W końcu przemówiłam
- Za mnie?
- Tak, za ciebie. Po tym wszystkim co się stało twoja śmierć była ratunkiem dla twojej cierpiącej duszy, a Thorne poprosił byś wróciła. Tony wiedział jakie będą tego konsekwencje i dlatego nie chciał tego robić, ale nie potrafił odmówić bratu widząc jak bez ciebie cierpi. Myślę, że może nawet Tony wtedy cię pokochał, tylko nie był tego świadomy. Kylie dziecko moje, ty musisz zacząć robić coś dla siebie, musisz pozwolić aby ktoś mógł cię kochać, dbać o ciebie, stworzyć dom, nie dom jako przebieralnia, prysznic czy łóżko. Potrzebujesz domowego ogniska, do którego będziesz chciała wracać nie myśląc czy Barodo jest za drzwiami. 
- Wiesz wszystko?
Uśmiechnęłam się i otarłam łzy, ona również uśmiechnęła się:
- Wiem, wiem. Posłuchaj, nie dane nam było spotkać się wcześniej, ale skoro nadal żyjemy, pamiętaj, że zawsze mnie tu znajdziesz, zrób co musisz, skończ to z klasą, bo taka jest twoja rola w tym świecie, ale kiedy to się skończy, nie ważne kiedy i na jak długo, powracaj, zostawiaj Ninę przed drzwiami i wracaj jako Kylie, Kylie, którą myślę oboje moi synowie pokochali. 
Spojrzałam na nią z niedowierzaniem, a ona spojrzała na Tony'ego i mrugnęła z uśmiechem potakująco do mnie:
- Tony kawa Ci wystygnie!
Tony wszedł do salonu, myślę, że umyślnie dał nam porozmawiać, znaczy, ciężko było nazwać to rozmową, bardziej wykładem, który jednak w krótkiej chwili pozwolił mi dostrzec to wszystko, czego nie mogłam dostrzec przez lata
- Dziękuję Helen, to dla mnie wiele znaczy 
Tony usiadł we fotelu obok mnie
- Nie masz za co dziękować, bycie Niną to dla ciebie brzemię ale i dar, a ty jesteś wyjątkową młodą kobietą, jedyną, która jest w stanie temu sprostać 
- Większość ludzi, którzy byli mi bliscy zginęli, przyczyniłam się do tego
- To nie prawda, ty tak to widzisz, ale w życiu wszystko dzieje się po coś, ludzie odchodzą ustępując miejsca kolejnym, są też tacy, którzy w nim  zostają na dłużej lub na zawsze, nie my o tym decydujemy tylko ktoś tam
Pokazała ręką na sufit
- Większy i potężniejszy od nas, który ma swoje powody by tak wyglądało nasze życie, nie masz na to wpływu i choć jako Nina jesteś panią życia i śmierci, nie oszukasz przeznaczenia, każdy z nas ma je  wpisane w swój życiorys. 
Kiwnęłam głową a ta wzięła moją dłoń i dotknęła palcem mojej obrączki ślubnej :
- Ale mając świadomość, że masz moc decydowania o ludzkim życiu, musisz uwierzyć, że masz też tę moc, by zadecydować o własnym. Nie żyj wspomnieniami bo cię zniszczą i nigdy nie pójdziesz naprzód. Wspomnienia są tutaj - przyłożyła dłoń do mojego serca - to raj, z którego nie można nas wypędzić, ale muszą tu pozostać żebyś ty mogła żyć. 
Spojrzała na mnie ciepło, po czym zabrała swoją rękę a ja spojrzałam na nią, po czym na Tony'ego, który uśmiechnął się do mnie. 
To było niewiarygodne uczucie, poczułam otaczające mnie ciepło, tego dnia nie czułam się samotna, poczułam się silna, ważna, kochana? Nie potrafiłam tego nazwać, ale czułam się po prostu dobrze. W drodze powrotnej z radia wydobywały się dźwięki piosenki Stay Rihanny. Opierałam swoją głowę na zagłówku i przymknęłam oczy analizując słowa Helen, potrzebowałam ich, jak tlenu. Tony nie przerywał moich rozmyślań, doskonale wiedział, że potrzebuję pobyć sama ze sobą i swoimi myślami. Położył ostrożnie rękę na mojej. Nie opierałam się. Jego dłoń jakby promieniowała olbrzymim ciepłem, które w moment rozeszło się po całym moim ciele, to ciepło było dobre, potrzebne i takie znajome.