niedziela, 11 października 2026

ROZDZIAŁ XX

ROZDZIAŁ XX
Kiedy rano otworzyłam oczy, Tony chociaż nie spał, leżał w tej samej pozycji, w której zasnęłam, uniosłam się lekko i spojrzałam na niego :
- Dzień dobry - uśmiechnął się do mnie. Przetarłam oczy i uśmiechnęłam się do niego 
- Jak spałaś? 
- Jak dziecko, za to ty... 
- Co? 
- Musiałeś strasznie ścierpnąć, całą noc w jednej pozycji, przepraszam 
- Przecież nic nie mówię, zrobisz kawę i jesteśmy kwita 
- Załatwione 
Wstałam szybko z łóżka i zbiegłam na dół zrobić kawę. W tym czasie Tony przeciągnął się na łóżku korzystając z okazji, że może rozprostować kości, kiedy zszedł po chwili na dół, kawa już była gotowa. Wziął kubek do ręki i uśmiechnął się pod nosem, ja również :
- Dlaczego się uśmiechasz? 
- A tak, pomyślałem, że to miłe uczucie nie budzić się samemu 
Zamyślił się 
- Dziękuję za wczoraj i przepraszam 
- Przepraszasz? Za co? 
- Za emocje, brak opanowania, brak profesjonalizmu... 
Widząc, że się motam, odstawił kubek i podszedł bliżej, stanął na przeciwko mnie, speszyłam się :
- Posłuchaj, nie pójdziesz do przodu jeśli nie dopuścisz do siebie emocji, one są dobre, nikt nie oczekuje od Ciebie wyrachowania, to, że uzewnętrzniasz emocje sprawia, że jesteś nadal człowiekiem a nie tylko maszyną do zabijania 
- Ale kiedy ich nie okazuje jest łatwiej, Asir kazał mi je wyłączyć 
- W pracy, na akcji, podczas zagrożenia, ale nie w życiu prywatnym 
Uśmiechnęłam się 
- Wiesz, że nie mam życia prywatnego 
- Bo boisz się go mieć, ale to nie znaczy, że nie możesz 
Zamyśliłam się na chwilę po czym popatrzyłam na Tony'ego. Uśmiechnął się, moje oczy były pełne zwątpienia
- Co Cię tak męczy? Chcesz o coś zapytać? 
- Nie, nic...
Chciałam zapytać czy w jego życiu też odgrywam jakąś rolę, ale wycofałam się, sama nie wiem dlaczego, może bałam się tego co usłyszę, wolałam nie wiedzieć, bo nie wiedząc czułam się silna, nie wiem czy udźwignęłabym, gdybym dowiedziała się, że on też ma jakiś plan lub zadanie związane ze mną. Uciekłam wzrokiem i nie zapytałam o nic, nie potrzebna była chyba teraz mi ta wiedza. Ale Tony był bystry, przewidujący i nad wyraz inteligentny, w lot połapał się w moich myślach, znał mnie. Nie wiem jakim cudem, ale miałam wrażenie, że zna mnie lepiej niż ktokolwiek kiedykolwiek zdołał mnie poznać
- Kylie, ja wiem że jest to dla ciebie trudna sytuacja, wiele rzeczy ciężko ci pojąć, masz wątpliwości i mnóstwo niewiadomych pojawia się w twojej głowie. Powiedziałem Ci kiedyś , że na wiele rzeczy będzie jeszcze czas i wielu rzeczy się dowiesz, ale widzę jaka jesteś przytłoczona i dlatego chcę tylko żebyś wiedziała, że nie jesteś żadnym moim zadaniem. 
Nagle poczułam jakby ktoś zdjął że mnie krzyż ważący tonę, uśmiechnęłam się :
- Dziękuję, że mi to powiedziałeś, chyba nie miałam odwagi zapytać
Tony z uśmiechem kiwnął głową, wziął swój kubek i dopił kawę :
- To co? Za ile będziesz gotowa? 
- Piętnaście minut? 
Uśmiechnęłam się, on też, odstawił kubek 
- To widzimy się za piętnaście minut przy moim samochodzie, idę wziąć szybki prysznic 
- Mamy jechać razem? - zapytałam nie wierząc w to co usłyszałam 
- A to dla Ciebie jakiś problem? 
- Nie, żaden
- To dobrze 
Po pół godzinie podjechaliśmy na podziemny parking oddziału, w zasadzie równocześnie z Cole'm i Jesse z Ginem, wysiadłam z samochodu, Jesse uśmiechnęła się, nic nie powiedziałam, Tony przywitał się z Cole'm i Ginem i weszli na oddział a ja z Jesse zaraz za nimi, od razu sprostowałam :
- To nie to co myślisz 
- Przecież nic nie mówię 
- Ale myślisz, Tony postawił mnie do pionu bo chciałam... 
Jesse zatrzymała się i spojrzała na mnie :
- Co chciałaś zrobić? 
- Rolly powiedział, że Barodo chodzi o mnie 
Jesse spojrzała groźnie 
- Chyba nie chciałaś mu się oddać? 
Spuściłam głowę 
- Tobie naprawdę odbiło 
- Nie odbiło, po prostu chcę żeby przestali ginąć ludzie, to takie dziwne? 
Jesse westchnęła ciężko 
- Nie, dziwne jest to, że liczysz na to, że kiedy cię dostanie to przestaną ginąć, nie wierzę, że chciałaś mu się wystawić jako żywa tarcza 
- To ile jeszcze osób ma za mnie zginąć?! Nawet ty możesz być następna
- Wolę umrzeć za ciebie niż dać skurwielowi satysfakcję! Może pozwolisz nam samym decydować za kogo chcemy umrzeć? 
Jesse była wyraźnie wzburzona, weszła do środka, chciałam wejść zaraz za nią, ale usłyszałam dziwny dźwięk, jakby szuranie a zaraz po nim jakby ktoś szybko przebiegł, wyjęłam pistolet i ostrożnie zaczęłam przechodzić między samochodami. Jakim cudem ktoś zaszedł tak daleko? Przecież teraz mieliśmy barykady z każdej strony, żeby dostać się na parking trzeba minąć strażników, obejść zabezpieczenia, a jednak, komuś się to udało, znowu dźwięk, w tym samym czasie gdy Jesse weszła na oddział, Tony podszedł do niej widząc, że mnie nie ma 
- Jesse, gdzie Kylie? 
Obejrzała się za siebie i zobaczyła, że mnie nie ma
- Pokłóciłyście się? 
- Nie, to znaczy zdenerwowałam się, bo powiedziała, że chciała się dać schwytać Barodo, powiedziałam jej, że to nasza decyzja czy chcemy za nią umierać 
- Nie jesteś dla niej zbyt surowa? 
- Przesadziłam? 
Zapytała z niewinnym uśmiechem, Tony też uśmiechnął się 
- Ona cię potrzebuje 
- Wiem, ja jej też 
W tym momencie rozległy się strzały, usłyszeli, że dobiegają z parkingu, Tony bez zastanowienia wyrwał broń stojącej obok Lindy, Jesse spojrzała na Asir'a, który podszedł do nich
- Co to było? 
- Kylie... 
Ruszyli szybkim krokiem na parking, w tym czasie ja widząc uciekających zamaskowanych trzech mężczyzn ruszyłam za nimi strzelając, jeden upadł, dwóch gdzieś zniknęło mi z pola widzenia, po chwili usłyszałam oddech jednego z nich za sobą :
- Mam cię suko, pozdrowienia od Barodo 
Uderzył mnie w twarz pistoletem jak tylko się obróciłam, koło oka poleciała mi stróżka krwi,, zahuczało mi w głowie i nagle usłyszałam, że facetowi, który mnie uderzył chrupnął kark, gdy upadł zobaczyłam Tony'ego, w tym samym momencie Asir pojmał drugiego z oprawców, był mocno poobijany 
- Na oddział z nim
- Tony... 
Odezwałam się, po czym poczułam, że mdleję, Tony złapał mnie w ostatniej chwili 
- Jezu Kylie 
Tony szybko wziął mnie na ręce i zaniósł na oddział, Jesse szła szybkim krokiem za nim
- Gino! 
Krzyknęła, Tony wszedł prosto do zabiegówki, Gino zerwał się i pobiegł za nim, Tony położył mnie na łóżku a Gino od razu zajrzał mi w oczy uchylając powieki 
- Co się stało? 
- Zemdlała 
- Jest ranna? 
- Nie wiem, chyba nie, oberwała w głowę, zajmij się nią 
- Co chcesz zrobić? Tony! 
Jesse stała z boku, Tony był wściekły, wyszedł z zabiegowego, po drodze krzyknął do Colin'a:
- Colin sprawdź wszystkie zabezpieczenia! 
- Sprawdzam Szefie
Do idącego Tony'ego dołączył Rolly i Cole 
- Jak to możliwe? 
- Może zaraz się dowiemy
Wyszli z oddziału i skierowali się do strażników, którzy pilnowali wjazdu na tereny oddziału. Jeden ze strażników na widok rozwścieczonej trójki zaczął uciekać. Tony wyciągnął pistolet i wystrzelił mu najpierw w jedną nogę, po czym w drugą. Strażnik upadł. Drugi zaczął uciekać, Cole rzucił się w pościg za nim a Rolly podniósł tego, który upadł postrzelony przez Tony'ego. Tony podszedł do niego i spojrzał na Rolly'ego :
- Zabezpiecz wjazd 
Rolly kiwnął głową a Tony szarpnął strażnika i spojrzał na niego :
- Mamy do pogadania, kto cię nasłał? 
Strażnik uśmiechnął się, Tony uderzył go z dużą siłą, strażnik zalał się krwią a Tony znowu go uniósł :
- Chyba nie zrozumiałeś pytania, kto cię nasłał? 
W tym czasie Cole prowadził drugiego strażnika, który uciekał, akurat w momencie, kiedy stojący przed Tony'm odezwał się szyderczo:
- Niech żyje Barodo! 
- Zła odpowiedź 
Tony powiedział spokojnie, po czym wystrzelił mu prosto w serce, facet upadł a drugi strażnik zaczął się trząść, Tony podszedł do tego, którego przyprowadził Cole, spojrzał na niego :
- Czego chce Barodo 
- Ja nic nie wiem 
Tony uniósł pistolet 
- Przysięgam, kazał nam tylko Was nastraszyć i zastrzegł, że nie wolno nam zabić..... 
Tony czekał aż ten dokończy 
- No, kogo nie wolno wam zabić? 
Strażnik zaczął mocno dyszeć, Tony przyłożył mu pistolet do głowy, strażnik cały się trząsł :
-  IFRIT - chodziło o mnie, Tony doskonale to wiedział, opuścił pistolet i już miał odchodzić, kiedy cofnął się i wystrzelił w serce strażnika, bez żadnych emocji, ten zamarł w bezruchu, po czym upadł na ziemię. 
Tony spojrzał na Cole'a:
- Pomóż Rolly'emu 
Cole kiwnął głową a Tony poszedł na oddział, wchodząc oddał broń Lindzie, która nadal tam stała. Ja w tym czasie odzyskałam przytomność. Kiedy Tony wszedł do zabiegówki, Gino akurat opatrywał mi ranę koło oka. 
- Co z nią? 
- Lekkie wstrząśnienie mózgu 
Tony spojrzał na mnie
- Żebyś nie zniknęła, do domu wracamy razem 
Kiwnęłam potakująco głową, poczułam ulgę bo byłam przekonana, że od razu będzie chciał mnie eksmitować do domu. Bez wątpienia zrobiłby to zarówno Asir jak i Rolly. Ale nie Tony. 
Chociaż tak do końca nie byłam pewna jakie plany na wobec mnie, czy to chwilowe zauroczenie czy obietnica złożona bratu, ale czułam, że coraz bardziej łaknę jego obecności, zupełnie tak jakbym z nim była nietykalna. Budził ogromny szacunek ludzi, ale jeszcze większy - strach. 
Tony wyszedł z zabiegówki i podszedł do Mohit'a. 
- Gdzie Asir? 
- Przesłuchuje tego z parkingu 
- Colin sprawdził zabezpieczenia? 
- Wzmacnia je,  powoli kończy
Tony spojrzał na Colin"a, który z dużą prędkością uderzał w przyciski na klawiaturze, był bardzo niespokojny 
- Co z nim? 
- Obwinia się, że ktoś dostał się na parking 
- To nie jego wina 
- Wiem, ale jest zżyty z Kal, wystraszył się, że przez jego niedopatrzenie mogła zginąć 
- Kylie jest bezpieczna, nie zginie z rąk Barodo 
Mohit spojrzał na Tony'ego 
- Uświadom go i dopilnuj wszystkiego 
Mohit kiwnął głową i poszedł do Colina a Tony poszedł do gabinetu na piętrze .
 W tym samym czasie na sali gimnastycznej trenowała Izabela razem z Jack'iem. Nie była łatwym przeciwnikiem , ale styl Jack'a był mocno zbliżony do walk Tony'ego. Po kilku upadkach na matę, Jack uśmiechnął się do Izabeli :
- Masz dość?
- W życiu, skąd ten pomysł?
Jack uśmiechnął się szeroko a Izabela najwyraźniej była już mocno zmęczona. W końcu wyprostowała się i spojrzała na Jack'a.
- Dlaczego wy kobiety nigdy nie potraficie powiedzieć dość? Przecież to normalne, że jesteście słabsze
Po tych słowach Izabela rzuciła się na Jack'a, ale ten w ułamku sekundy obalił ją na matę i pochylił się nad nią
- Przerwijmy, nie musisz mi nic udowadniać
Spojrzała mu w oczy
- Mówisz to każdej?
Jack pokręcił głową, wstał i podał rękę Izabeli, chwyciła jego dłoń i podniosła się z maty. Jack poszedł do ławki stojącej obok, sięgnął po butelkę wody a Izabela stanęła obok niego i zaczęła się wycierać ręcznikiem leżącym na ławce.
- Jak długo znasz Ninę?
Twarz Jack'a zrobiła się poważniejsza, spojrzał na nią:
- Dlaczego pytasz?
- Bez powodu
- Powiedzmy, że wystarczająco.
Izabela kiwnęła głową
- A Tony'ego?
- Całe życie, chodziłem z Thorne'em do klasy, Izzy skąd te pytania?
- Powiedzmy, że dla podtrzymania konwersacji
Zarzuciła ręcznik na ramiona i poszła prosto do szatni. Jack spojrzał podejrzliwie gdy odchodziła.
Późnym popołudniem na oddziale zrobił się straszny ruch, wielu agentów biegało w poruszeniu. Jesse stała na wielkiej sali tuż koło Colin'a, obserwując to wszystko, Colin był wyraźnie poddenerwowany:
- Musisz stać akurat tutaj?
- To najlepszy punkt obserwacyjny
Jesse uśmiechnęła się szeroko:
- A co?
- Nic, ale przez Ciebie nie mogę się skupić.
Jesse zaczęła się śmiać:
- Jeśli ci to przeszkadza, zamiast stać,  mogę koło Ciebie usiąść
Colin skrzywił się i właśnie wtedy podeszłam do Jesse, przy oku miałam cienkie plastry imitujące szwy, Jesse spojrzała na mnie:
- Jak się czujesz?
- Dobrze, możesz mi wytłumaczyć co się dzieje na lądowisku?
- Mogę, mamy dostawę apache'y, predatorów a w kolejnej turze mają przysłać też drony.
- Na czyje polecenie?
- Samego szefa kochana
- Szykujemy się na wojnę ? Po co to?
Nagle usłyszałam głos za sobą
- Żeby Cię chronić.
Powiedział Tony mijając nas i idąc w stronę lądowiska, spojrzałam na Jesse
- Nigdy go takiego nie widziałam
- A ja i owszem - odpowiedziała 
- Tak? Kiedy?
- Kiedy zaatakowano nas w Kuwejcie, razem z Thorne'em wpadliśmy w zasadzkę, później okazało się, że mamy kreta
- A teraz mamy?
- Nie wiem, ale Tony się zagotował jak zaatakowano Cię na parkingu, dwóch strażników nie żyje a ostatni z tych, którzy na ciebie napadli pewnie też długo nie pociągnie, Asir magluje go od rana
Spojrzałam poważnie na Jesse
- Wiem, że nie pochwalasz tych metod, ale to już nie są żarty, Tony uważa, że zostało naruszone jego terytorium, a to może oznaczać tylko jedno dla tych, którzy odważyli się to zrobić
- Co takiego?
- Śmierć
Spojrzała na mnie poważnie, ja również
-  Jeśli teraz ktokolwiek naruszy naszą strefę obronną - zginie
Zamyśliłam się, po chwili przyszedł Asir i nie oglądając się nawet na nas dał Colin'owi pendrive'a, to milczenie nie wróżyło nic dobrego, więc zagadałam do niego:
- Asir - spojrzał na mnie
- Tak?
- Co z....
- Nie żyje
Przełknęłam ciężko ślinę , Asir poszedł na lądowisko a ja spojrzałam na Jesse, ta uśmiechnęła się
- A nie mówiłam? Bezpieczeństwo to podstawa.
Uśmiechnęła się łobuzersko i również skierowała się na lądowisko. Spuściłam głowę i usiadłam obok Colin'a.
- Powiedz, że chociaż ty masz dla mnie dobre wieści 
- Nie wiem czy dobre, ale zawęziłem obszar poszukiwań, naniosłem współrzędne i... 
- I? 
Colin widział, że jestem poirytowana 
- I na moje, Barodo znajduje się w tym obszarze 
Zrobił zbliżenie na dużym ekranie 
- Przecież to nie jest Kanada 
- No nie
- Zabiję go - powiedziałam do siebie 
Colin spojrzał na mnie
- Biorę piątkę a Ty tego nigdzie nie zgłaszasz, jasne? 
- Będę miał problemy? - zapytał 
- Będziesz miał, jeśli to zgłosisz. 
Podeszłam do Lindy i spojrzałam na nią 
- Szykuj się, za dziesięć minut ruszamy, nikomu nic nie zgłaszasz, bierz swój oddział i wychodzimy tyłem lądowiska. 
O dziwo Linda nie skomentowała mojego polecenia jak to miała w zwyczaju. Nie lubiła mnie jako Kylie, może jako Nina byłam dla niej bardziej przyswajalna ze względu na jej jędzowaty charakter. W mgnieniu oka wyszliśmy tyłem i skierowaliśmy się prosto do black hawk'a. Załadowaliśmy się do środka, pilot spojrzał na mnie :
- Muszę się odmeldować
- Musisz to wznieść się w powietrze, to rozkaz. 
- Tak jest. 
Po chwili już wznieśliśmy się w powietrze. 
W tym samym czasie rozbawione towarzystwo z Tony'm na czele wróciło na dużą salę. Tony spojrzał na Colin'a
- Gdzie Kylie?
- Wzięła oddział i poleciała w teren
Tony spojrzał nerwowo naokoło siebie, gdzie stali wszyscy z jedynki i dwójki, czyli siedmiu wspaniałych i reszta
- Jaki oddział wzięła Kylie?
- Piąty 
Teraz i Colin zerwał się z krzesła odrzucając kanapkę, którą do tej pory zagryzał
- Piąty?! Wzięła najsłabszy oddział, świeżych rekrutow, na dodatek nie sprawdzonych i nie zapaliła ci się czerwona lampka?
- Cały dzień mi się pali bo wszyscy na mnie naskakują
- O tym porozmawiamy później, namierz mi ją
Tony spojrzał na wszystkich
- Pełna gotowość, szykujcie się
Wszyscy zaczęli ruszać się jakby w przyspieszonym tempie
- Myślę, że... jest tu
- Myślisz?
- Jestem pewien
- w Algierii?? A co tam jest do licha?
Colin przełknął ślinę
- Barodo
- Jasna cholera, Asir!
Asir szedł akurat do wyjścia kiedy Tony krzyknął
- Co jest?
- Zostajesz i przejmujesz dowodzenie
Asir spojrzał na Tony'ego
- Znasz protokół , któryś z nas musi zostać, oboje nie polecimy
Asir skrzywił się
- Wiesz, że chodzi o Kal
Tony spojrzał poważnie na Asir'a i westchnął, spojrzał na J. T
- J.T!
- Tak Szef?
- Ściągnij moją matkę na cito, niech przejmie dowodzenie na czas akcji, jedź po nią osobiście
- Robi się!
Wybiegł z oddziału 
Izabela, która dołączyła do nich spojrzała na Tony'ego
- Przecież to osoba z zewnątrz
- Nie ty tu wydajesz rozkazy, to moja jednostka
Spojrzał na nią surowo a ta skinęła głową
- Dalej jej tak wszyscy brońcie a ona niech sobie bierze nieświadomych ludzi na rzeź
Tony pokiwał głową i poszedł, wiedział że przez Izabelę przemawia zazdrość 
Wtedy podszedł Rolly
- Jeśli Kylie podjęła taką decyzję, to musiała mieć powód
Izabela skrzywiła się
- Jak zawsze
- Nie naraziłaby nikogo od tak
Izabela uśmiechnęła się
- Powiem Ci tak jak to usłyszałam już w pewnych kręgach, Kylie może i nie, ale Nina owszem, jeszcze to do ciebie nie dotarło? Kobieta, którą kochałeś dawno umarła, ta, która wróciła, nie ma żadnych skrupułów i wykorzysta wszystkie dostępne środki, nawet niewinnych ludzi żeby osiągnąć swój cel, dla dobra ogółu jak wy to mówicie. 
Poszła a Rolly zamyślił się
Kiedy wszyscy znaleźli się w helikopterze, Mia chyba usilnie starała się zrozumieć moje działania, Rolly bacznie się temu przysluchiwał:
- Gdyby chciała działać incognito nie zabrała by ze sobą ludzi
- Nina zawsze działa incognito, to samotna wilczyca, myślisz, że muzułmanie i terroryści boją się jej bez powodu? Ludzie to dla niej tylko narzędzie, którym posłużyła się, żeby odwrócić od siebie uwagę innych, chciała żeby Barodo stracił czujność
Mia spojrzała na Tony'ego, był poddenerwowany jak nigdy. 
W tym samym czasie w Algierii, w rezydencji Barodo udało mi się z Lindą dostać do środka, gdy jednak wbiegłyśmy do środka, wystarczył moment nieuwagi by Barodo zaszedł Lindę od tyłu, w ułamku sekundy ją rozbroił dokładnie tak jak to przewidziałam:
- Zabiję ją
Barodo trzymał Lindę i celował jej w głowę
- To ją zabij, mam to gdzieś, myślisz, że bez powodu ją tu zabrałam? Zrobisz mi tylko przysługę
Wycelowalam w Lindę, wystrzeliłam a ta upadła, wtedy wycelowałam w Barodo
- Zabijesz mnie? Tak po prostu?
- Taki mam zamiar
Barodo zaczął iść  w moim kierunku
- Po tym wszystkim co nas łączyło?
- Byłeś moim zadaniem, nic poza tym
- Nie oszukuj się
- Nie ruszaj się
Przeładowałam pistolet
- Możemy uciec razem, było nam razem dobrze
- Dobrze??!! Zgwałciłeś mnie, zaszłam z tobą w ciążę!
Barodo przystanął nagle, zupełnie jakby zastygł w miejscu
- Dziecko?
Poleciały mi łzy
- Dlaczego...
Spojrzał na mnie poważnie
- Nie patrz tak, usunęłam je, wyskrobałam każdą cząstkę ciebie żeby nie został nawet pył po twoim nasieniu! 
Zabolało go, w ułamku sekundy rzucił się na mnie niczym dzikie zwierzę , pistolet upadł na ziemię, tylko na to czekałam bo nie potrafiłam pomimo wszystko po prostu go zastrzelić, uderzył mnie z całej siły
- Jak śmiałaś?!! Zabiłaś moje dziecko?! Zrobię z tobą to samo 
Wywiązała się między nami szarpanina, Barodo tłukł mnie na oślep ale ja jakbym nic nie czuła, było we mnie tyle bólu i nienawiści i chciałam żeby on czuł to samo, po kolejnym ciosie z ust poleciała mi krew, upadłam na podłogę i uśmiechnęłam się
- Zabolało? I dobrze, poczuj to samo co ja, kiedy wymordowałeś mi wszystkich, których kochałam. Gdybym jeszcze raz miała wybór - zrobiłabym dokładnie to samo
- Ty niewdzięczna suko, a ja Cię tak chroniłem, kochałem cię
- To trzeba było mnie zabić
- I tak właśnie zamierzam zrobić
Kolejny raz ruszył na mnie, ale gdy znalazł się tuż nade mną i pochylił się, uderzyłam go z wykopu stając tym samym na nogach
Barodo zacisnął zęby z wściekłości, nie dawał za wygraną, był bardziej zacięty ode mnie :
- Będziesz moja czy tego chcesz czy nie!
- Wolę umrzeć niż być z tobą!! 
Miałam ciężki oddech, poturbował mnie ostro
- A ja prędzej cię zabiję niż pozwolę byś była z kimś innym, myślisz, że nic nie wiem? Puszczałaś się z Asir'em, umrzesz a on zaraz po Tobie!
Na dźwięk imienia Asir na chwilę odleciałam myślami, jeśli mówi o Asirze, to znaczyło, że nie miał pojęcia o Tony'm, chwila zamysłu z mojej strony wystarczyła by mnie obezwładnił, poczułam znajomy uścisk, powalił mnie na ziemię i mocno przygniótł, zaczął obsesyjnie całować, kiedyś to na mnie działało, teraz jedyne co czułam to jego ciężar, czułam że coraz ciężej mi się oddycha a jedyne o czym myślałam, by móc złapać swobodny oddech - to Tony. 
Poczułam jak Barodo rozdziera mi bluzkę, sparaliżowało mnie, nie mogłam się wyswobodzić, pistolet leżał zbyt daleko bym mogła go dosięgnąć, zaczęłam się szarpać, znowu mnie uderzył, czułam jak puchnie mi oko :
- Nie wyrywaj się głupia, niewdzięczna dziwko!
Był jak oszalały w swoim amoku, próbując go odepchnąć wyczułam za jego paskiem duży, myśliwski nóż, czułam, że dławię się własną krwią, pomyślałam, że teraz albo nigdy, jednym ruchem wyszarpnęłam zza jego paska nóż i jednym krótkim cięciem podcięłam mu gardło, jego krew rozbryzła się centralnie na mój dekolt, byłam zbyt słaba jednak żebym mogła go zrzucić z siebie, po chwili leżałam w kałuży krwi, z Barodo krew ulatywała niczym z zarżniętego świniaka i właśnie wtedy usłyszałam odgłos karabinów i wbiegających do środka ludzi
Rolly podbiegł do Lindy i pomógł jej wstać
- Nic ci nie jest? Jesteś ranna?
Linda wstała
- Nie
Była przerażona
- Kylie kazała mi leżeć i udawać martwą tak długo dopóki po mnie nie wróci
- Gdzie ona jest?
Linda wskazała na pomieszczenie obok, do środka wbiegł Tony i reszta
- Z Barodo
Wszyscy pobiegli do drugiego pomieszczenia, powoli słabłam, po chwili poczułam, że ktoś ściąga ze mnie Barodo, wtedy jakbym odzyskała tlen, wciągnęłam go łapczywie aż zaczęłam kaszleć
- Kylie
Tony zaczął mnie podnosić, wszyscy się rozsunęli i zrobili miejsce Gino'owi, ten odłożył karabin i rozpiął szybko torbę medyczną, Linda stała koło Rolly'go, Tony podtrzymywał mnie w pozycji pół leżącej
- Nic jej nie będzie?
- Skąd ta troska żmijo?
Zapytał wściekły Asir, Mia spójrzała na niego, Gino zrobił mi zastrzyk, światłem zaświecił mi w oczy, syknęłam
- Gino nic mi nie jest
Ale nikt mnie nie słuchał, Tony spojrzał na niego
- Jest ranna?
W końcu krzyknęłam
- To krew Barodo!
Tony pogłaskał mnie po włosach, był zdenerwowany, Gino spojrzał na Tony'ego :
- Rób swoje
Gino kiwnął głową i zaaplikował mi kolejny zastrzyk, przetarłam twarz, czułam od siebie tylko zapach krwi, odurzał mnie, Gino podał mi gazę bym mogła się wytrzeć, co zrobiłam natychmiast, uniosłam się na nogach Tony'ego i usiadłam, Gino spojrzał na Tony'ego i podał mu strzykawkę, Tony ją wziął i spojrzał na zgromadzonych :
- Wyjdźcie na zewnątrz , zostaje tylko Gino
Wszyscy posłusznie wyszli i stanęli pod drzwiami, nie opuścili budynku, czekali, chcieli mieć pewność, że ze mną wszystko ok. 
Gino i Tony pomogli mi położyć się na podłodze, zamienili się, Gino ręką przytrzymywał mi głowę na swoich kolanach, a Tony zsunął mi spodnie z pośladka:
- Może zaboleć
- Rób co musisz
Odpowiedziałam, po chwili poczułam ukłucie i straszny ból, ścisnęłam rękę Gina, rzuciło mną i poczułam olbrzymie uderzenie adrenaliny, Tony podciągnął mi spodnie a ja gwałtownie zerwałam się na nogi, Tony i Gino w sekundzie znaleźli się przy mnie i ujęli mnie pod ramiona
- Chodzimy, no dalej skarbie
Powiedział Tony, Gino udał, że tego nie słyszy, zrobiłam parę kroków i po chwili adrenalina się rozeszła, puścili mnie, Tony spojrzał na mnie
- W porządku?
Spojrzałam mu w oczy
- W porządku, Tony, Gino ja...
Spojrzeli oboje na mnie, wyglądałam strasznie, posiniaczona i obdarta jakby z godności, Tony zdjął swoją wojskową bluzę, nałożył mi ją na ramiona, owiał mnie przyjemny znajomy zapach, założyłam ją i mimo, że była mi sporo za duża, przycisnęłam ją na sobie mocno :
- Najważniejsze, że żyjesz, później porozmawiamy
Tego później właśnie bałam się najmocniej
- Zbieramy się zanim dotrze reszta tych psychopatów, Gino wziął torbę, i razem z Tony'm otworzyli duże drzwi, puścili mnie przodem, wszyscy rozeszli się na boki jakby robili mi tunel ochronny, na moment odwróciłam się raz jeszcze, żeby spojrzeć na Barodo leżącego w kałuży krwi, zdawał się być taki bezbronny, nie mogłam uwierzyć, że leży tam martwy, mój wzrok przeniosłam na Rollyego, po czym na Asir'a, w końcu ruszyłam zatrzymując się na sekundę przy Lindzie :
- Status?
- Wszyscy żyją
Uśmiechnęłam się przez łzy
- Dobra robota
Linda aż się wyprostowała, Mia patrzyła na mnie z podziwem gdy tak szłam, kiedy mijałam ją ukłoniła głowę w moim kierunku, w takim szyku skierowaliśmy się prosto do śmigłowców, wsiadając Hawk spojrzał na mnie :
- No Ninka, nie źle nas nastraszyłaś
Na dźwięk tego imienia aż mną wzdrygnęło, Tony usiadł koło mnie, przycisnął słuchawkę :
- Tu jedynka, wracamy do bazy
Nagle Tony usłyszał swoją matkę :
- Powiedz, że ją wydostałeś?
Siły zaczęły mi opadać, emocje też, Tony spojrzał na mnie z uśmiechem a ja oparłam głowę na jego ramieniu i ścisnęłam bluzę jeszcze mocniej
- Tony...
Matka powtórzyła a helikopter uniósł się w powietrzu
- Tak. Mam ją
Matka Tony'ego stojąc koło Colin'a poczuła jak  oczy zachodzą jej łzami 
- Dzięki Bogu
Na oddziale wszyscy zaczęli ruszać się z większym entuzjazmem
- Co z Barodo?
Tony spojrzał, że przymykam oczy, Izabela siedząca na przeciwko przyglądała się nam z zazdrością
- Nie żyje
W końcu odpowiedział, po czym poczułam jak dotyka mojej twarzy a następnie składa pocałunek na moich włosach - odpłynęłam. 
Nie czułam jakbym przed chwilą zabiła człowieka, tylko jakby świat wokół mnie nie istniał.