wtorek, 28 lipca 2026
ROZDZIAŁ X
niedziela, 26 lipca 2026
ROZDZIAŁ IX
piątek, 24 lipca 2026
ROZDZIAŁ VIII
ROZDZIAŁ VII
ROZDZIAŁ VI
ROZDZIAŁ VI
Kiedy obudziłam się rano rzeczywiście nie czułam żadnego bólu, choć może powinnam. Uniosłam się na łóżku a we fotelu siedział Rolly. Nie kryłam zdziwienia:
- Rolly? Byłeś tu przez całą noc?
- Nie, był tu Tony, wezwał mnie godzinę temu, powinniśmy porozmawiać.
- O czym?
- Przepraszam, że wczoraj straciłem czujność.
- Jak my wszyscy, nie mam do Ciebie żalu.
- Pewnie masz tysiąc pytań?
Usiadłam przy swojej toaletce i spojrzałam w duże lustro, przecięcie trochę się zasiniło, ale nie tak bardzo jak się spodziewałam, nie wiem jakich mikstur użył na mnie Tony, ale miały piorunujacy efekt. Chciałam się czym prędzej doprowadzić do ładu i jechać na oddział.
- Prawdę mówiąc nie mam żadnych.
Rolly spojrzał z niedowierzaniem, to nie było do mnie w ogóle podobne.
- Kiedyś i owszem, pewnie miałabym ich sto, ale nie teraz, sami okłamywalismy wszystkich przez pięć lat i usiłowalismy tłumaczyć wszystkim, że nie mieliśmy wyboru, wiem jakie to trudne, jeśli Tony nie powiedział kim jest, musiał mieć ku temu ważne powody, znam go.
- Myślę, że nie do końca, to bardzo groźny człowiek, zimny i nieobliczalny, ale... Lepszego wojownika na swojej drodze nie spotkałem, mówili na niego człowiek cień. Pojawiał się znienacka i równie szybko znikał. Jego przykrywka również była doskonała, światowej sławy pisarz...
Nie zdążył dokończyć, bo spojrzałam karcąco przerywając :
- W jakim celu mi to mówisz?
- Mówię Ci to, bo naprawdę nazywa się Tony DeNeilo i jest bratem Thorne'a.
Nie wiem dlaczego, ale w duchu nawet poczułam ulgę. Uśmiechnęłam się do Rolly'ego bo na myśl o tym, że ja i Tony jesteśmy rodziną, wywołała we mnie same pozytywne wibracje. Obróciłam się na pufie przodem do niego:
- Posłuchaj Rolly, czego Byś mi nie powiedział, gdyby wczoraj się nie pojawił, dzisiaj nie siedziałabym tu z Tobą.
Rolly kiwnął głową, po czym powiedział poważnie :
- Wiem.
- A teraz, skoro już masz mnie koniecznie pilnować, to zrób sobie kawę i daj mi pół godziny żebym mogła się ogarnąć i uszykować do wyjścia.
- Nie mówisz poważnie.
Ale ja wstałam i uśmiechnęłam się szeroko pełna energii, zastrzyk chyba nadal działał.
- W życiu nie byłam poważniejsza.
- A twoje obrażenia?
- Mam dobrego lekarza - rzuciłam po czym drzwi od łazienki się za mną zamknęły.
Po niecałych trzydziestu minutach byłam gotowa. Makijaż szczelnie przykrył obrażenia twarzy, założyłam obcisłe czarne spodnie z gnieniegdzie oryginalnymi przecięciami, wojskowe buty - kozaki na wysokim koturnie ale płaskiej podeszwie oraz bardzo luźną koszulkę z krótkim rękawem i sporym wycięciem tak aby nie uwierała szyi ani rany na plecach, o dziwo na dekolcie pojawiło się ledwie zacienienie po łańcuchu. Ubrałam ciasny pas na spodnie z kaburą na broń, przeładowałam swoją berettę i włożyłam do kabury, spojrzałam na Rolly'ego:
- Idziemy?
Chwilę popatrzył, po czym porozumiewawczo kiwnął głową, zeszliśmy po schodach i wyszliśmy z domu. Gdy dojechaliśmy na podziemny parking oddziału, drzwi się przed nami rozsunęły i wkroczyliśmy prosto na główną salę. Oczy wszystkich bez wyjątku skierowane były na nas, Linda stojąca z Asirem aż płonęła ze złości, że nie udało jej się pozbyć rywalki. Do góry na piętrze stał nie kto inny jak Tony z Jesse. Ta spojrzała na mnie z góry i powiedziała do Tony'ego:
- Nie wierzę.
Tony uśmiechnął się delikatnie jakby do siebie a może do Jesse. Nie zatrzymywałam się jednak, przy końcu sali rozdzieliliśmy się z Rolly'm. On skierował się na piętro do Tony'ego a ja prosto do szatni, w której otworzyłam swoją szafkę, rozpiełam pas z bronią,włożyłam do środka, zamknęłam drzwiczki i zobaczyłam Jesse. Uśmiechnęłam się do niej a ta skarcila mnie wzrokiem.
- Nie przeginasz trochę?
- Jesse kocham cię wiesz o tym, ale czuję się dobrze.
- Bo działają leki, a co jeśli przestaną?
- Wtedy będę się martwić.
Uśmiechnęłam się skierowałam swoje kroki na salę gimnastyczną, na której wszyscy łącznie z siódemką wspaniałych robili morderczy trening sprawnościowy. Chris jak tylko mnie zobaczył, oderwał się od worka, który boksował i podszedł bliżej mnie, uśmiechnął się :
- Nie powinnaś przypadkiem leżeć?
- Jeszcze raz mnie o to zapytasz i ci przyłożę.
- To może ze mną spróbujesz skoro taka jesteś harda. Obróciliśmy się niemalże równocześnie, kawałek za mną stał Cole. Czułam, że w powietrzu wisi coś ciężkiego, Cole nadal miał do mnie żal o Owena, myliłam się sądząc, że już o tym zapomniał.
- Ok. Odpowiedziałam hardo.
- Cole daj spokój. Powiedział Chris, ale przytrzymałam mu rękę.
- Chris jest ok, musimy wyjaśnić sobie pewne sprawy.
- To chyba nie jest dobre miejsce.
- Myślę, że lepszego nie znajdziemy.
Chris nie był zadowolony, spojrzał zaniepokojony do góry na Rolly'ego i Tony'ego jakby oczekiwał od nich reakcji, ale ta nie nastąpiła. Wszyscy zaczęli się rozsuwać a ja i Cole zaczęliśmy powoli zataczać koło. Wiedziałam, że jeśli nie wypuści z siebie tej agresji, to nigdy mu nie minie. Cole był pamiętliwy, ja zresztą też. W końcu ruszył i zadał pierwszy cios, nie upadłam, ale było blisko, wiedziałam, że chce mnie sprowokować, ale nie dałam się, studiowałam jego technikę, padł drugi cios, zaraz za nim kolejny, w końcu podciął mi nogi - upadłam. Rolly obserwując tą sytuację najwyraźniej zaczynał się niecierpliwić. Kiedy zaczęłam się podnosić podbiegł do mnie i uderzył z wykopu, trafił w ranę na plecach. Poczułam jakby ktoś na plecach rozpalił mi ognisko i wtedy się zaczęło, w tle zaczęła lecieć szybka piosenka Imagine Dragons Whatever it takes, rozpędził się do kolejnego uderzenia i ledwo to zrobił, ja zrobiłam świecę łapiąc go w locie i przewracając na ziemię. Chris wypuścił z ulgą powietrze z płuc, Tony obserwował bardzo uważnie to co się działo na macie. Podniósł się szybko z wyskoku i rozpędził się by wbiec we mnie ale kiedy był blisko odbiłam się od jego klatki piersiowej i przeskoczyłam za niego, ledwo dotknęłam ziemii a już był za mną i ujął za ręce, zgubnie myśląc, że odegnie mi je do tyłu i wykręci, jak tylko ujął moje dłonie, przukucnęłam tyłem do niego i zrobiłam fikołka w taki sposób, że znienacka znalazłam się na jego ramionach i skrzyżowałam nogi na jego szyi w taki sposób, że zaczął się dusić, nie puszczałam, za to on w odruchu wyzwolił swój uścisk, moje dłonie stały się wolne a ja ścisnęłam dodatkowo rękoma jego gardło, choć usilnie próbował wyzwolić się z mojego uścisku, nie był w stanie, w końcu Tony powiedział do Rolly'ego:
- Przerwij to bo się pozabijają.
Rolly zszedł pospiesznie na salę, Cole w końcu upadł, zeszłam z niego, gdy z trudem się podniósł uderzyłam go z pół obrotu i już miałam uderzyć ponownie gdy złapał mnie Rolly.
- Wystarczy
Miałam ciężki oddech. Cole spojrzał groźnie na mnie, ale już nie tak jak wcześniej, choć nie potrafił się przyznać do porażki, teraz jakby złagodniał. Rolly w końcu mnie puścił widząc, że się uspokajam. Spojrzałam dziko na Cole'a, bez słowa zaczęłam kierować się do szatni bo poczułam wilgoć na plecach, to mój opatrunek przesiąkł, byłam tego pewna. Rolly podszedł do Cole'a:
- Po co to było?
- Sam nie wiem, po prostu musiałem.
- Tłumaczyłem ci, że ją i Owena nic nie łączyło a od pewnego czasu w ogóle nie ma z nim kontaktu.
- To też wiem. Wziął ręcznik i wytarł twarz. Myślałem, że jest słabsza po tym wszystkim.
- Nie doceniłeś jej, lepiej więcej tego nie rób, rozłam teraz to ostatnia rzecz, której nam potrzeba.
Cole kiwnął głową, po czym poszedł do szatni, w której stałam pijąc wodę, teraz nagle spokorniał, uśmiechnęłam się :
- Przyszedłeś po rewanż?
- Nie, dziękuję. Uśmiechnął się,po czym ciężko westchnął.
- Rolly ma rację, nie doceniłem Cię.
- Bywa.
- Kylie, przepraszam, nie wiem co mi odbiło, może to wcale nie chodziło o Owena, może po prostu to ja byłem zazdrosny.
- Jasne, nie ma do czego wracać, nie gniewam się.
Cole wystawił do mnie rękę, podałam mu swoją, po czym wyszedł z szatni, a ja skrzywiłam się z bólu, który coraz dotkliwiej zaczął mi dokuczać w plecach. Wreszcie długo nie myśląc wzięłam komórkę i wybrałam do Gina :
- Gino jesteś na miejscu? Ok to wejdę na chwilę.
Po chwili już siedziałam na kozetce naszego oddziału ratunkowego i słuchałam wykładu Gina.
- Zawsze to samo.
Powoli już byłam zmęczona tym zrzędzeniem przy okażaniu rany, z drugiej strony wdzięczna, bo Gino zawsze się o mnie troszczył.
- Gino błagam, zaklej to po prostu i przestań marudzić bo wpakuję ci kulkę słowo daję.
W końcu przykleił opatrunek.
- Już. Zeskoczyłam z kozetki.
- Nareszcie.
- Lepiej już dzisiaj nie szalej, w przeciwnym razie szybko tu wrócisz.
- Nie sądzę. Uśmiechnęłam się łobuzersko, ale Ginowi nie było do śmiechu martwił się.
- Kay - zawsze tak mnie nazywał - mówię poważnie, jeśli rana powtórnie pęknie, nie skończy się na opatrunku. Skinęłam głową i wyszłam z gabinetu, po drodze mijając się z Tony'm, wymieniliśmy spojrzenia, ale nie zamieniliśmy słowa. Miałam wrażenie, że z jakiegoś powodu Tony mnie po prostu unika. Nie chciałam się jednak nad tym zastanawiać, nieuniknione było, że w końcu i tak będziemy musieli porozmawiać, ale to nie był ten moment. Wyszłam z oddziału i drzwi się za mną zasunęły.
środa, 22 lipca 2026
ROZDZIAŁ V
ROZDZIAŁ V
Po ponad godzinnej naradzie i ustaleniach planu naszego działania, Herlow z Danielsem wyszli, zaraz za nimi ruszył Colin a my zostaliśmy sami. Wszyscy spojrzeli na mnie, po wielu latach naszej przerwy wiedziałam, że oczekują ode mnie kilku słów. Przybyli tu dla mnie i doceniałam to bardzo, popatrzyłam jeszcze przez chwilę na Rolly'ego i Asira licząc na jakieś wsparcie choćby słowne, ale milczeli i również wpatrywali się we mnie w skupieniu, w końcu postanowiłam się odezwać:
- Wiem, że czekacie na jakąś mądrą przemowę, ale nie jestem w tym dobra, takich szkoleń nikt nam nie zafundował.
Widziałam, że to rozluźniło obecnych, bo wszyscy uśmiechnęli się jakby nagle atmosfera się rozluźniła.
- Powiem krótko - Kurt, Ron, Zack, Mohit, Jack, Cole, Asir, Rolly, Jesse, Cole...
Wymieniłam wszystkich po czym spojrzałam na nich i ciągnęłam dalej.
- Wiem, że jesteście tu dla mnie, więc niezależnie od tego czy po wszystkim będziecie chcieli wyjechać, czy postanowicie zostać, dorwijmy go i to jak najszybciej się da.
Wszyscy pokiwali głowami, po czym zaczęli klaskać. Wypuściłam z ulgą powietrze, po czym wstałam a wszyscy jak na komendę podnieśli się również, wtedy Asir jakby nagle kamień spadł mu z serca i oświadczył:
- Myślę, że zasłużyliśmy na piwo, zapraszam do klubu naszej pięknej Niny.
Zacisnęłam zęby na to co powiedział, ale towarzystwo jakby się rozluźniło i wszyscy zaczęli podnosić się z foteli. Wszyscy oprócz Jesse i Chrisa wyszli bardzo rozbawieni w towarzystwie Rolly'ego i Asir'a, Jesse widząc, że Chris zatrzymał się koło mnie, udała, że szuka coś w telefonie, spojrzał na mnie a ja na niego:
- Kupa lat, dobrze cię widzieć. Powiedział, Chris był jednym z tych z którymi lata temu dosyć dobrze żyłam , uśmiechnął się do mnie, ja też:
- Widzę, że nadal dbasz o kondycję? Puściłam mu kuksańca w ramie, Chris zawsze był zbzikowany na punkcie swojej tężyzny fizycznej, jego ciało w zasadzie całe zbudowane było z mięśni, podobnie jak Asira czy Rolly'ego.
- Nie odpuszczam, ale widzę, że ty tez.
Roześmiałam się.
- Ja? Daj spokój.
- Taką Cię pamiętam, skromna, ale doskonała.
Po tych słowach aż się Jesse zachłysnęła, spojrzeliśmy na nią oboje, a ta ruszyła w stronę wyjścia i rzuciła w biegu:
- Wiecie co? Widzimy się na miejscu.
Powiedziała i zniknęła za drzwiami, wypuściłam powietrze ciężko i spojrzałam na Chrisa poważnie:
- Wiesz, że może być ciężko?
- Zawsze było, taka robota.
- Wiem, ale mimo to przyjechałeś, wszyscy przyjechaliście, dziękuję.
- Nie masz za co dziękować, trzymałaś nas w ryzach wiele lat, dzięki tobie nie spłonęliśmy w Bośni, takich rzeczy się nie zapomina, to nasz zasrany obowiązek być przy tobie kiedy tego potrzebujesz.
Spojrzałam sentymentalnym wzrokiem, po czym Chris pocałował mnie w policzek:
- Nie myśl już tyle, marzę o piwie. Otrząsnęłam się i odpowiedziałam:
- Jasne, spotkamy się na miejscu jedź z resztą, ja muszę wjechać do domu się przebrać.
Kiwnął głową i wyszedł, ja przez chwilę stałam jeszcze po czym ruszyłam w stronę wyjścia. Wychodząc z oddziału mój wzrok przebiegł po całym oddziale, był taki sam a jednak inny. Nie chciałam jednak się nad tym zastanawiać, czekały nas ciężkie dni, godziny treningów i wysoko zaawansowana aktywność. Czułam, że muszę wypuścić z siebie trochę tej zalegającej we mnie pary.
Kiedy po godzinie dojechałam do klubu, wszyscy już byli w szampańskich nastrojach, boczna sala, w której bawili się wszyscy z oddziału była wypełniona po brzegi, nazywaliśmy ją salą VIP, widok z niej był praktycznie na cały klub. Popatrzyłam na nich przez chwilę z daleka i tylko jedna myśl przeleciała mi na widok ich roześmianych twarzy, bo co jak co ale bawić to się potrafili, tłukło mi się tylko pytanie czy już zawsze tak będzie i czy po wszystkim zespół będzie dalej w tym składzie co dzisiejszego wieczora. Nie chciałam jednak, żeby cokolwiek zakłócało moją dopiero co odzyskaną energię, dlatego w pierwszej kolejności podeszłam do baru, kiwnęłam na Joe'go, że ma mi podać kieliszek. Błyskawicznie to zrobił i podsunął przede mnie, kiwnęłam, że ma wlać jeszcze jeden. Wypiłam bez namysłu jeden kieliszek po drugim i w końcu postanowiłam dołączyć do reszty, ledwo weszłam do góry zostałam pociągnięta na parkiet przez Mohita. O dziwo nie protestował nawet Asir, który normalnie zwróciłby na pewno uwagę, ale nie dzisiejszego wieczoru, bo każdy był zajęty sobą i tym by zasmakować tej chwili oddechu. W duchu musiałam przyznać, że pomysł Asira był strzałem w dziesiątkę, również ilość alkoholu była imponująca jak dla mnie. Czułam, że powoli siły witalne ustępują i czas kończyć tą zabawę. Dochodziła pierwsza w nocy gdy postanowiłam spacerem ruszyć w stronę domu by po drodze alkohol trochę ze mnie uleciał. Idąc tak dobrze znanymi mi ulicami poczułam się wolna i bezpieczna jak nigdy w ostatnim czasie i to był właśnie mój największy błąd. Wszyscy doskonale się jeszcze bawili gdy opuszczałam klub i chyba nie specjalnie ktokolwiek zauważył, że wyszłam. Akurat dochodziłam do swojego podjazdu, widziałam, że u Tony'ego w domu jeszcze tli się światło, pomyślałam, że pewnie znowu ma wenę na pisanie. Już miałam wyciągać klucze z torebki gdy zauważyłam kilka cieni na drzwiach wejściowych, tuż za mną. Obróciłam się błyskawicznie i spojrzałam, było ich chyba z ośmiu, wszyscy w rękach trzymali jakieś narzędzia, jeden miał kij baseball'owy, jeden łańcuch, jeszcze inny munchako. Nie miałam pojęcia co to za nieciekawe typy, ale jednego byłam pewna - że moja absolutna chęć odprężenia się w klubie doprowadziła zarówno do lekkomyślnego stroju - luźna, krótka, rozkloszowana sukienka, buty na obcasie a przede wszystkim - brak pod ręką jakiejkolwiek broni. Ich wyraz twarzy wskazywał tylko na jedno - kłopoty. Choć wyglądali na zwyczajnym gangusów z jakiejś arabskiej dzielnicy, nie mogłam się pozbyć wrażenia, że to kolejny pomysł Barodo na uprzykrzenie mi życia, choć przyznam, że przez moment nawet udało mi się oderwać myśli od jego osoby. Widząc, że do domu nie zdołam się dostać a ulica o tej godzinie była zupełnie pusta, w pobliżu poza domem Tony'ego nie było żadnego innego. Wypuściłam torebkę z ręki i wysunęłam stopy z butów, pomyślałam, że wyjścia nie mam żadnego, miałam jedynie żal do siebie o ilość alkoholu, który w siebie wlałam. Czułam jak huczy mi w głowie, ale wiedziałam, że jeśli szybko nie postawię się w pionie, to mogę nie wyjść z tego cało. Bez zastanowienie odsunęłam się od drzwi bym miała otwartą przestrzeń. Stanęłam na ulicy a towarzystwo w jednej chwili zaczęło mnie okrążać. Kiedy ruszył w moją stronę pierwszy z kijem baseball'owym , wiele nie myśląc uderzyłam w niego z wyskoku - upadł a kij potoczył się po spadzie ulicy w kierunku domu Tony'ego położonego znacznie niżej od mojego, kolejny ruszył z narzędziem niewiadomego pochodzenia, którym trafił mnie w rękę, o dziwo nie poczułam bólu jakiego się spodziewałam, chyba alkohol działał znieczulająco. Gdy to zobaczyli, stało się to czego obawiałam się najbardziej - ruszyli na mnie szturmem z każdej strony. Zaczęłam walczyć przyjmując kolejne ciosy, gdy w końcu udało mi się wyswobodzić, chciałam odskoczyć w stronę stojącego na podjeździe mojego samochodu. Nie zdążyłam. Facet, który stał z łańcuchem, z rozpędu zarzucił go na mnie niczym lassem. Łańcuch był strasznie gruby a jego brzegi pospawane na ostro, oplótł moje ciało na wysokości ramion. Gdy chciałam się wyswobodzić, ten pociągnął mocniej, poczułam jak metal wbija mi się w dekolt i plecy a ja tracę równowagę, upadając uderzyłam głową w krawężnik. Poczułam znajome ciepło. To krew płynąca mi po skroni. Wykorzystując chwilę nieuwagi i śmiechu rozbawionego towarzystwa, chciałam się podnieść z powrotem i wtedy jak przez mgłę zauważyłam mężczyznę, który trzymając w ręku kij baseball'owy, ten sam który wcześniej potoczył się po ulicy. Szedł zdecydowanym krokiem pogwizdując pod nosem aby zgromadzeni zwrócili na niego uwagę. W końcu przystanął i uśmiechnął się do zgromadzonych, którzy od razu zwrócili się w jego kierunku. W przelocie spojrzał na mnie, wyswobodziłam się z łańcucha i dostrzegłam wreszcie tak dobrze znaną mi twarz - Tony'ego. Pomyślałam, że nie wie co robi, on pisarz, ledwo dający radę na skałce, stoi przed bandą rozwydrzonych neandertalczyków z kijem w ręku i uśmiechem na twarzy. Miał na sobie czarną koszulę zapiętą raptem tylko do klatki piersiowej i podwinięte rękawy. Wyglądało to tak jakby jeszcze dobrze nie zaczął się rozbierać, kiedy dobiegł go hałas z ulicy. Mrugnął do mnie, po czym spojrzał i powiedział z tym swoim wdziękiem dżentelmena:
- Kylie, idź proszę do domu.
Chciałam iść, ale nogi odmówiły posłuszeństwa, zdołałam jedynie przesunąć się w stronę auta i modlić się żeby go nie zabili, ale Tony był bardzo opanowany, precyzyjny... Inny niż zazwyczaj.
- Panowie - odrzekł - możemy zaczynać? Zapytał z uśmiechem.
Myślałam, że śnię, czy on coś brał? Czy może ja byłam bardziej pijana niż sądziłam.
Na słowa Tony'ego, na trzy cztery wszyscy ruszyli z rozpędu na niego i tak jak ruszyli, po chwili wszyscy poupadali , widząc to zaczęli podbiegać pojedynczo, ale Tony sprawę załatwił nadzwyczaj szybko, jednego tak obrócił, że jednym ruchem skręcił mu kark, drugiemu uderzając kijem w głowę, roztrzaskał czaszkę , mogłabym dalej wymieniać, ale nie rozumiałam co się wokół mnie dzieje, ruchy Tony'ego były tak płynne, precyzyjne a siła potężna niczym wulkan. Nie byłam w stanie tego nawet sobie wyobrazić, wiele widziałam, ale czegoś takiego - nigdy. Gdy jeden zaczął uciekać, Tony rzucił w niego kijem jak strzałą , kij przebił szyję na wylot, gdy ruszył na niego facet z łańcuchem, który uprzednio mnie zaatakował, choć ten próbował tego samego manewru rzucając łańcuch w stronę Tonego, ten jednak złapał go jedną ręką , pociągnął tym sposobem faceta wprost na siebie i jednym , pewnym ruchem owinął mu łańcuch na szyi i zacisnął tak, że aż chrupnęło, facet upadł. Został ostatni, stał z munchako. Tony wyprostował się, spojrzał na mnie i spokojnie poprawił kołnierzyk koszuli, po czym gdy zauważył, że facet kieruje się w moją stronę, chwycił moje grabie oparte o drzewo tuż przy samochodzie, złamał je na pół na kolanie i gdy facet ruszył na niego, Tony bez zastanowienia pewnym ruchem wbił w niego kij przebijając na wylot. W tym samym momencie gdy spojrzałam na leżące ciała, usłyszałam pędem podjeżdżające samochody chłopaków z naszego oddziału. Tony nie bacząc na nich pochylił się nade mną i wystawił swoją dłoń :
- Pozwolisz?
Myślałam, że śnię, podałam mu swoją , po chwili byliśmy już w mieszkaniu, drzwi były na oścież otwarte, chłopacy zaczęli dzwonić i wydawać dyspozycje, do domu wszedł szybkim krokiem Rolly z Asir'em, zaraz za nimi weszła Jesse, po minie widziałam, że musiałam wyglądać koszmarnie. Nie łapałam się w tej całej sytuacji, ale jakoś nie obchodziło mnie to co się dzieje. Alkohol chyba puścił i czułam, że słabnę. Siedziałam na kanapie z zamiarem ruszenia na górę by doprowadzić się do ładu, Tony kiwnął porozumiewawczo do Jesse, która od razu wzięła mnie pod ramię by zaprowadzić do góry, Rolly rzucił tylko w przelocie:
- Kylie, przepraszam, powinienem....
Nie zdążył dokończyć, kiwnęłam tylko głową i zaczęłam się kierować do góry, Tony spojrzał na mnie, po czym przeniósł swój wzrok na Rolly'ego groźnie:
- Miałeś jej pilnować. Podniósł ton głosu, ale tylko na moment, po chwili znowu się uśmiechnął po dżentelmeńsku widząc, że choć weszłam na górę to obserwuję to zdarzenie, Rolly spuścił głowę czego nie miał w zwyczaju robić przed nikim i kiedy już myślałam, że ciąg dalszy nie nastąpi, Asir wtrącił:
- Byłoby łatwiej gdyby "Pani Ładna", nie próbowała sobie czegoś udowodnić!
Asir podniósł głos co wyprowadziło najwyraźniej Tony'ego z chwilowej równowagi, bez namysłu chwycił Asira lewą ręką za krtań i ścisnął tak, że Asir aż zrobił się siny, można powiedzieć, że prawie zawisł w powietrzu, bo widziałam jak usilnie próbował złapać równowagę na czubkach swoich butów, Tony powiedział spokojnie:
- Radzę ci, uważaj na słowa i nie chciej żebym stracił cierpliwość.
Puścił go, ale w taki sposób jakby nim rzucił do przodu, weszłam do łazienki a Asir złapał się za gardło.
- Wezwijcie ekipę.
Rolly kiwnął głową, reszta najwyraźniej była zachwycona , że ktoś wreszcie utarł Asirowi nosa.
Kiedy wyszłam z łazienki w czarnym, krótkim, atłasowym poranniku na boso, sięgnęłam po papierosa i zapaliłam, minę miałam niewyraźną, czułam się wygłupiona. W mieszkaniu nikogo już nie było poza Tonym i Jesse, która na mój widok odsunęła się od Tony'ego, z którym wcześniej rozmawiała i spojrzała na mnie pytająco:
- Potrzebujesz mnie jeszcze?
- Nie.
Kiwnęła głową i spojrzała na Tony'ego jakby czekając na jego pozwolenie odejścia, Tony skinął głową. Chwilę jeszcze patrzyłam jak Jesse schodzi po schodach i wychodzi z domu, po czym drzwi się zatrzasnęły, zerknęłam nieśmiało na Tony'ego, bo jakoś dziwnie skrępowana się poczułam. Spojrzał na mnie i wskazał na łóżko, usiadłam bez słowa. Tuż przy mnie leżał zestaw lekarski, nie pomyślałam, ale skroń była rozcięta od krawężnika a plecy strasznie były poharatane od łańcucha. Nie zadawałam pytań, bo choć nie potrafiłam zrozumieć zaistniałej sytuacji, poczułam, że jestem bezpieczna, reszta jakoś mnie nie obchodziła. Usiadł na ogromnej pufie naprzeciwko mnie, wziął z apteczki długi patyczek z gazą , spojrzał:
- Mogę? Zapytał zanim dotknął nim rany na skroni. Kiwnęłam głową na tak.
- Może zaboleć.
- Wytrzymam. Zgasiłam papierosa, po czym ścisnęłam mocno w dłoniach pościel na której siedziałam, Tony bardzo ostrożnie przejechał po ranie by ją odkazić, po czym przyjrzał się uważniej ranie po oczyszczeniu.
- Powinienem to zszyć.
Teraz to ja delikatnie się uśmiechnęłam:
- Jesteś lekarzem? Odwzajemnił mój uśmiech.
- Nie ufasz mi?
- Dlaczego? Tak tylko pytam.
- Byłem ,wojskowym, już nie praktykuję.
- Zagoi się, wystarczy plaster.
Tony kiwnął głową, po czym piencetą ostrożnie przykleił trzy cienkie plastry, które w zasadzie pełniły tą samą funkcję co szwy. Kiedy nakleił, wstał na chwilę, podszedł do drugiej torby i wyjął małą podręczną piersiówkę, odkręcił i podał mi ją do ręki, spojrzałam.
- Co to? Zapytałam gdy wzięłam do ręki i powąchałam skrzywiając się.
- Nie bój się, nie otruję cię, to pomoże złagodzić ból, wypij, proszę.
Nie zastanawiając się długo wzięłam potężnego hausta, wzdrygnęłam się i oddałam mu. Tony zakręcił piersiówkę i odstawił na stolik przy łóżku. Usiadłam po turecku i zsunęłam delikatnie szlafrok odsłaniając plecy do połowy. Spojrzał na mnie a ja na niego, moje oczy były ufne.
- Jeśli będzie mocno bolało powiedz, przerwę.
Kiwnęłam głową.
- Mogę?
Kiwnęłam głową i przygryzłam wargę, chociaż jeszcze mnie nawet nie dotknął, już w kościach czułam jak ogromny będzie to ból. Klęknął za mną, odsunął mi delikatnie włosy do przodu, jego palce dosłownie musnęły mojego karku a ja poczułam, przeszywający dreszcz nieznanego pochodzenia. Spojrzał na lewą łopatkę, na której miałam tatuaż oddziału - ognistego phoenixa, z którego skrzydeł wychodziła na jedną stronę litera alfa a z drugiego omega, w środku phoenixa mała litera N. Wszyscy go mieliśmy, jedyne co je różniło to rozmiar. Przytknął znienacka jałowy okład z odkażaczem, a ja poczułam jakbym nagle dostała uderzenia niebezpiecznie wysokiej gorączki, rana na prędze była niestety paskudna i wyglądała jak poszarpana, wiedziałam, że muszę wytrzymać, ale ból był tak ogromny, że choć nie wiem jak to się stało, poczułam, że mdleję a głowa leci mi do przodu, Tony błyskawicznie podłożył swoją dłoń pod moją głowę, chyba w obawie żebym się nie uderzyła w kant łóżka. Drugą ręką trzymał opatrunek, po chwili świadomość zaczęła wracać.
- Przepraszam, nigdy tak nie miałam.
- To przez gorączkę, do rana minie, zrobię Ci tylko opatrunek i możesz odpocząć.
- Przyłożył delikatnie po długości gazę, po czym oplótł bandażem i podciągnął mi szlafrok na ramiona. Obróciłam się przodem do niego.
- Mogę się już położyć?
Uśmiechnął się.
- Możesz,
Położyłam się ostrożnie na boku i nakryłam kocem, nie miałam ochoty wchodzić pod kołdrę. Tony sięgnął raz jeszcze do torby, wyjął fiolkę z jakimś lekiem, naciągnął strzykawkę i kucnął przy mnie, podciągnął mi delikatnie rękaw, nie protestowałam, wbił igłę tak delikatnie, że nawet nie poczułam.
- Co to?
- Bomba witaminowa, pomoże ci zasnąć i wytrzeźwieć. Rano poczujesz się lepiej.
Wyjął igłę i przyłożył sterylny gazik, wstał dosłownie na ułamki sekundy by uprzątnąć wszystko a gdy spojrzał na mnie ponownie, już odpłynęłam. Spojrzał z czułością, której już się chyba dzisiaj nie spotyka. Poprawił mi koc, przejechał dłonią po policzku, spojrzał na lewą dłoń i obrączkę na palcu, po czym zgasił światło i usiadł w dużym fotelu przy oknie.
wtorek, 21 lipca 2026
ROZDZIAŁ IV
ROZDZIAŁ IV
Jak tylko weszłam do domu i podbiegłam do komody stojącej w salonie. Jesse stała w jednym miejscu i zaczęła mi się przyglądać widząc jak zatrzaskuję kolejne szuflady.
Kylie, powiesz mi o co chodzi? Nie reagowałam, w końcu krzyknęła- Nina!! Podskoczyłam dokładnie w tym samym momencie, w którym znalazłam to czego szukałam. Jesse podeszła bliżej i spojrzała na złotą szeroką obrączkę.
- Znalazłam. Jesse spojrzała poważnie.
- Znowu stałaś się mężatką?
- Myślisz, że fiksuję?
- Nie, dlaczego? Po prostu pytam co jest grane?
- Nie potrafię Ci tego wyjaśnić, pamiętasz jak Ci opowiadałam, że tęsknię za Thorne'm i ciągle go widzę?
- Pamiętam. Pomyślałam, że może to jakiś znak. Założyłam obrączkę na palec, tym razem jednak na lewą rękę.
- Myślę, że czuwa nade mną, może z jego pomocą jakoś to przetrwamy.
Jesse kiwnęła głową z poważną miną.
- Możesz mi coś obiecać?
Teraz to ja spoważniałam.
- Jasne - odpowiedziałam bez namysłu.
- Jak tylko to się skończy i przeżyjemy, obiecaj mi, że zmienisz kolor włosów, ten źle mi się z Tobą kojarzy, jesteś mroczniejsza niż potrafisz być.
- Obiecuję.
- I nie dasz się zabić?
Uśmiechnęłyśmy się do siebie, pokiwałam głową, nikt tak bardzo nie rozumiał z czym będziemy się mierzyć tak jak my dwie.
- Postaram się Jesse.
- No, to już coś. Jesse pokręciła głową.
- A teraz zmiataj się przebrać a ja idę zrobić kawę.
Kiwnęłam z uśmiechem głową i już miałam wchodzić do góry, kiedy nagle do mojego domu bez zaproszenia wszedł Asir.
- W myślach mi czytasz. Jesse zaczęła się śmiać, Asir rozsiadł się wygodnie na kanapie w salonie a ja nie chcąc się z nim spierać, po prostu weszłam schodami do góry. Nie chciałam z nim teraz walczyć, musiałam robić wszystko aby nie doprowadzić do jakiegokolwiek rozłamu, musieliśmy wszyscy trzymać się razem. To nie był ten moment. Ledwo poszłam do góry a po chwili usłyszałam, że Asirowi dzwoni telefon, odebrał
- Tak, rozumiem. Tak będę. Wstał z kanapy, popatrzył na mnie z uśmiechem akurat w momencie kiedy zakładałam bluzkę.
- Jest ze mną. Kontynuował z uśmiechem na twarzy. - Właśnie wyszła spod prysznica. Zrobiłam surową minę i cisnęłam w Asira koszulką, którą trzymałam w ręku.- Zabiorę ją jak będzie grzeczna. Rozłączył się i zanurzył swoją twarz w mojej koszulce, przymknął oczy.
- Miód na moje serce . Wzdrygnął się i odrzucił mi koszulkę. Jesse akurat przyszła z kawą i postawiła na stole, była bardzo rozbawiona zaistniałą sytuacją, słysząc wszystko z kuchni.
- Szlak, to po kawie?
Asir usiadł z powrotem na kanapie.
- Myślę, że Rolly nie obrazi się za kilka minut spóźnienia.
W duchu pomyślałam, że nie było trudno się domyślić iż dzwonił Rolly. Czułam się jak w ukrytej kamerze, jakby obydwoje się na mnie zmówili. Jesse i Asir zaczęli pić kawę podczas kiedy ja kończyłam się ubierać. Założyłam przylegające skórzane spodnie, czarną dopasowaną bluzkę z widocznym dekoltem, buty kozaki na grubym koturnie i na wierzch narzuciłam czarną skórzaną kurtkę. Spojrzałam raz jeszcze w lustro by upewnić się, że mój dosyć "mroczny" jakby to nazwała Jesse makijaż jest idealnie zrobiony. Wzięłam do ręki pistolet, wyjęłam magazynek upewniwszy się, że broń nie jest odbezpieczona. Sprawdziłam magazynek, po czym schodząc ze schodów załadowałam go z powrotem i włożyłam do kabury w szerokim pasie oplatającym moją talię. Schodząc ze schodów - Jesse i Asir spojrzeli na mnie poważnie. Spojrzałam na obydwóch. Asir nie mógł odkleić wzroku a i Jesse miałam wrażenie, że załączyła jej się retrospekcja. Moje czarne włosy opadały luźno na ramiona.
- Jestem gotowa.
Asir wypuścił powietrze z piersi i kiwnął głową choć widać było, że jest pod wrażeniem.
W tle zaczęła lecieć wolna piosenka Love me like you do Ellie Goulding. Pojechaliśmy na oddział, wjechaliśmy samochodami na podziemny parking agencji , podeszliśmy do wielkich rozsuwanych drzwi i gdy tylko się otworzyły Asir i Jesse rozsunęli się by puścić mnie przodem i gdy tylko zrobiłam krok, oboje ruszyli zaraz za mną, zupełnie tak jakby byli moimi ochroniarzami. Przechodząc przez główną salę wszyscy zaczęli się rozsuwać zupełnie tak jakby wchodziła królowa angielska, ale myślę, że było to bardziej podyktowane niemożliwością odgadnięcia tajemniczości, która jakby zaczęła rozpościerać się nade mną i po całej sali. Rolly stał u góry z "siedmioma wspaniałymi" i patrząc na mnie miałam wrażenie, że skanuje mnie od góry do dołu i na odwrót. W końcu doszliśmy do schodów prowadzących do góry , szklane drzwi sali konferencyjnej rozsunęły się, "wspaniali" ustąpili mi miejsca i puścili przodem by wkroczyć na salę zaraz za mną. Usiedliśmy przy okrągłym stole, przy którym to ostatnim razem siedziałam jeszcze z Thorn'em. Zajęłam miejsce naprzeciwko generała Herlowa i Danielsa, który na sam mój widok dostawał dreszczy a teraz miałam wrażenie, że jestem dla niego groźna jak nigdy przedtem, wcielenie Niny było dla niego najgorszą z możliwych moich odsłon. Po mojej prawej stronie usiadł Rolly, z lewej Asir. Colin siedział tradycyjnie przy Danielsie z boku, reszta zajęła pozostałe miejsca, niemalże równocześnie nasze oczy skierowały się na Herlowa a ten uśmiechnął się szeroko i klasnął w dłonie, po czym spojrzał na każdego a zaraz potem przemówił:
- Widzę, że jesteście wszyscy w komplecie, miło was znowu widzieć w tak doborowym towarzystwie już dawno nie przebywałem. Na te słowa Daniels odchrząknął, uśmiechnęłam się wrednie pod nosem a Harlow kontynuował.
- Nie będę was zanudzał jak bardzo wielkie w was pokładamy nadzieje bo doskonale wiecie o tym, że nie co dzień się tutaj spotykamy w takim składzie. Chciałbym tylko powiedzieć, że kiedy będzie po wszystkim , głęboko wierzę, iż spotkamy się w tym samym gronie ponownie. To najściślejsza operacja jaką nasz wywiad pamięta, kiedy będziecie gotowi do tego by wyruszyć , człowiek, któremu to wszystko zawdzięczamy, założyciel i twórca, dzięki któremu możemy tu być, uruchomi KRYPTONIM NINA.
Mądre słowa - kiedy będziemy gotowi, czy na coś takiego ktokolwiek mógłby być gotowy? My byliśmy, bo byliśmy elitą najlepszych agentów jakich kiedykolwiek miał amerykański wywiad, najlepiej wyszkolonymi, bezszelestnymi, przemieszczających się niczym cienie, ratującymi życie niewinnych, odbierającymi życie złym. Jedni traktowali nas jak zbawienie, inni jak wyrok śmierci bez żadnego sądu. To my byliśmy sądem , niczym wyrocznia decydowaliśmy o losie każdego istnienia na kuli ziemskiej, bo mieliśmy takie prawo, prawo, które sami tworzyliśmy, bo choć nie wiedzieliśmy kto nas stworzył - doskonale wiedzieliśmy do czego .
niedziela, 5 lipca 2026
ROZDZIAŁ III
piątek, 19 czerwca 2026
ROZDZIAŁ II
ROZDZIAŁ II
To był dla mnie koszmarny dzień, czułam się zmęczona psychicznie, fizycznie, emocjonalnie... Gdy dotarłam w końcu do domu, byłam tak przesiąknięta wodą , że ubrania wydawały się ciężkie niczym zbroja. Przy wejściu zrzuciłam buty i zaczęłam po kolei ściągać ubrania kierując się pod prysznic. Gdy w końcu dotarłam i odpuściłam wodę, szyby kabiny zaparowały a ja poczułam przyjemne ciepło, zupełnie tak jakby woda zmywała ze mnie po kolei wszystkie grzechy tego świata. W końcu zakręciłam wodę i sięgnęłam po ręcznik, owinęłam się nim ciasno a gdy spojrzałam....
No właśnie, we fotelu ze szklanką burbonu siedział Rolly. Westchnęłam ciężko, po czym bezceremonialnie zrzuciłam z siebie ręcznik i zaczęłam się ubierać. Rolly nie powiedział słowa, ale czułam, że mnie studiuje, ubrałam na siebie luźną, rozciągniętą koszulkę z krótkim rękawem, po czym sięgnęłam do szuflady po bieliznę:
- Widzę, że już nikt nie czeka na zaproszenie, przychodzicie tu jak do jakiegoś burdelu...
Ubrałam majtki i stanik, po czym spojrzałam surowo.
- Dlaczego to robisz? Zapytał, po czym odstawił szklankę i stanął na przeciwko mnie.
- A co ja takiego robię? Tym razem ja spojrzałam badawczo.
- Dzwonił do mnie Asir. Powiedział a ja nie wiem dlaczego ale roześmiałam się.
- I co? Poskarżył się? Bo nie rozumiem, przysłał Ciebie bo sam nie miał odwagi?
- Asir zrezygnował z ochraniania Cię. Dziwnie się poczułam, ale wiele nie myśląc wypaliłam:
- Wreszcie jakaś dobra wiadomość dzisiaj. Wzięłam butelkę alkoholu stojącego na stole, po czym jednym haustem wypiłam pół butelki. Rolly spojrzał na mnie z dezaprobatą.
- Nie potrzebuję ochrony, niech idzie w diabły, im dalej jest ode mnie, tym jest bezpieczniejszy. Znowu pociągnęłam z butelki, tym razem nie wytrzymał, wyrwał mi butelkę po czym ujął za nadgarstki:
- Dlaczego to robisz? Zapytał. Spuściłam wzrok, ale ujął moją twarz i spojrzał mi w oczy.
- Nie jesteś taka, znam Cię. Poczułam się bezsilna, znał mnie jak nikt, ale właśnie dlatego musiałam zaprzeczyć:
- Nie znasz! Wypaliłam, - nikt mnie nie zna i lepiej niech tak zostanie Wyrwałam mu się.
- Kim na Ciebie nie czeka? Uśmiechnął się pod nosem i znowu podszedł bliżej.
- Kim to tylko kumpela, nic nas nie łączy, ale myślałem, że to Twoja przyjaciółka.
- Ja już nie mam przyjaciół. Spojrzałam poważnie i czułam napływające do oczu łzy, na które wiedziałam, że nie mogę sobie pozwolić.
- Nie mam nikogo, wszystko mi zabraliście, jak tylko pozwolę się komuś do mnie zbliżyć.... Przełknął ciężko ślinę i pokiwał głową.
- Po co ja Ci to mówię, przecież Ty to wszystko wiesz, więc przestań udawać, że Ci na mnie zależy, bo Tobie na nikim nie zależy, nigdy nie zależało. Widziałam, że moje słowa go bolą choć nie pokazywał emocji.
- Chcę wreszcie sama podejmować decyzje a nie być tylko sterowana, mam dosyć słuchania dobrych rad bo wszyscy wiedzą lepiej ode mnie czego potrzebuję, więc jeśli postanowię dokonać na sobie autodestrukcji, proszę, żebyś to kurwa wreszcie uszanował!!
Nie widział mnie takiej, nie znał mnie takiej i chyba nie chciał znać. W tym jednym momencie, chyba wreszcie zrozumiał, że nikt już nie będzie miał prawa decydować za mnie. Popatrzył jeszcze przez chwilę po czym skinął głową i wyszedł. Po chwili usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. Wzdrygnęłąm . Łzy jednak popłynęły. W tym całym chaosie doskonale wiedziałam, że im mniej będę miała ludzi wokół siebie , tym mniej ich zginie a mimo to poczułam się taka samotna, zagubiona....
W czasie kiedy ja bez celu snułam się po domu zamiast iść spać, Rolly wszedł na oddział, na którym o dziwo roiło się od ludzi. Tej nocy nikt z nas nie spał, Rolly spojrzał na Asira porozumiewawczo, po czym kiwnął głową na nie. Oczy Asira zapłonęły, ostatni as w rękawie jakiego posiadał - nie zadziałał. Rolly wszedł na salę treningową, wszyscy ćwiczyli, również Kim. Rolly nawet na nią nie spojrzał, za to ona na niego, w tej jednej chwili kiedy Rolly zrzucił z siebie skórzaną kurtkę i zaczął bez opamiętania uderzać w worek, jego chłód był tak wymowny jak nigdy. Chwilę nie potrwało, obrócił się w podskoku i podwójnym kopnięciem uderzył w worek, który po prostu pękł. Wszyscy stanęli w bezruchu. J.T podszedł szybkim krokiem i stanął tuż przy Rolly'm.
- Szefie wszystko ok? Rolly ocknął się.
- Tak, przepraszam. J.T kiwnął głową a Rolly chwilę jeszcze postał, po czym wyszedł z sali. Dosłownie w tym samym momencie weszłam do operacyjnego drzwiami na przeciwko, nasze oczy spotkały się. Ubrana cała na czarno spojrzałam chłodno kierując się do gabinetu w naszej nowej siedzibie, Colin spojrzał nieśmiało zza komputera a kiedy w przelocie rzuciłam :
- Colin do mnie, weź sprzęt. Colin wstał na baczność niczym w wojsku i bez namysłu chwycił przenośnego palntopa. Stanęłam obok fotela i spojrzałam na Colina, wskazałam miejsce na obrotowym fotelu:
- Siadaj. Colin usiadł w pośpiechu, był przerażony, mimo to nie zadawał pytań.
- Uruchom szyfrator ze znikającym tekstem gama.
Wstukał coś z pełną powagą sytuacji i spojrzał niepewnie, zerknęłam na niego odpalając papierosa.
- Jest jakiś problem?
- Tak jakby.
- Colin mów jaśniej, nie lubię zagadek. Powiedziałam z rozgoryczeniem w głosie. Dosłownie w tym samym momencie do gabinetu wszedł Rolly - jak zawsze w pełnym skupieniu, spojrzał na mnie. Zbliżył się do Colina doskonale orientując się w sytuacji, bo przecież po to był u mnie owego wieczoru. Zbliżył oko do czytnika na ekranie, po czym wyświetlił się napis: ODCZYT PRAWIDŁOWY, WERYFIKACJA DWU ETAPOWA, ZBLIŻ DRUGI KOD. Rolly spojrzał na mnie:
- Teraz ty. Spojrzałam niepewnie, po czym podeszłam do laptopa, Colin spuścił głowę.
- Bez obaw, nie wciągnie Cię do środka. Usłyszałam znajomy głos po czym w drzwiach pojawił się Asir. Zupełnie jak na komendę i przyznam, że był bardzo z siebie zadowolony. Zbliżyłam swoje oko do czytnika, zeskanował moją siatkówkę, po czym na ekranie pojawił się kolejny napis: WERYFIKACJA PRAWIDŁOWA, ROZPOCZĘTO SZYFROWANIE
Asir spojrzał na Colin'a a na ekranie pojawiły się zdjęcia, na jednym z nich była Jesse, Colin aż odskoczył a Rolly i Asir zaczęli się podśmiechiwać. Byli nadzwyczaj rozbawieni jak na zaistniałą sytuację. Rolly spojrzał na Colin'a, a ten od razu wypalił:
- Od początku wiedziałem, że coś jest z nią nie tak.
- Colin skup się. Powiedziałam szorstko.
Do każdej z tych osób wyślij wiadomość.
- Jaką? - zapytał i spojrzał na Rolly'ego, a ten bez zastanowienia odpowiedział.
- KRYPTONIM NINA.
Spojrzałam na Rolly'ego, po czym na Asir'a i ciężko przełknęłam ślinę. Colin zaczął stukać na klawiaturze wypowiedziane hasło. Za każdym razem kiedy napis się pojawiał, po sekundzie dosłownie znikał. W końcu wysłał po raz ostatni, obraz zrobił się czarny i wszystko zniknęło. Po dosłownie chwili pojawił się napis: TWOJA SESJA WYGASŁA. Colin zamknął niepewnym ruchem palntopa, po czym spojrzał na nas wszystkich, staliśmy w skupieniu:
- Co teraz? Spojrzał na nas. Rolly przycisnął dwa guziki w zegarku.
- Czekamy, czas liczymy od teraz, sześć i pół godziny. Możesz iść na kawę.
W tym samym momencie zegarki Jesse i Cole'a zawibrowały. Spojrzeli oboje na siebie porozumiewawczo i oboje skierowali się do gabinetu, w którym staliśmy. Colin akurat chwycił za klamkę drzwi by iść po kawę, kiedy prosto na niego weszła Jesse. Uśmiechnęła się szeroko a Colinowi omal nie wypadł palntop. Odsunął się na bezpieczną odległość i obszedł Jesse łukiem. Cole zaczął się śmiać, po czym spojrzał na Rolly'go.
- Ile mamy czasu? Zapytał.
- Sześć i pół godziny. Asir z zadowoleniem klasnął w dłonie i uśmiechnął się najmocniej jak tylko mógł, po czym spojrzał na Jesse:
- Doskonale. Jesse? Spojrzała na niego.
- Zapraszam Cię na drinka. Jesse nie kryła zdziwienia, spojrzała ukradkiem na mnie jakby szukając aprobaty, skinęłam głową, że nie mam nic przeciwko. Nagle napięcie z głosu Jesse zeszło.
- Skoro stawiasz, to prowadź, ale jeden drink, muszę się wyspać. Asir ręką wskazał na drzwi, po czym oboje wyszli z gabinetu, Cole podszedł do Rolly'ego a ten na niego
- Wyśpij się, widzimy się rano.
Cole posłusznie skinął głową, po czym również wyszedł. Rolly spojrzał na mnie, stałam nieruchomo przy szklanych drzwiach obserwując krzątających się na dole agentów. Wiedziałam, że lawina ruszyła, on też to wiedział, byłam jednak zbyt zmęczona i na zbyt wielkim podpiciu żeby o tym myśleć. Jak nigdy dotąd wbrew temu co wcześniej powiedziałam Rolly'emu, oczekiwałam od niego reakcji, jakiejkolwiek. Zbliżył się do mnie, spojrzał mi głęboko w oczy, po czym powiedział łagodnym głosem:
- Odwiozę Cię do domu. Wyciągnął do mnie rękę a ja wiele nie myśląc podałam mu swoją, po czym wyszliśmy z oddziału. Z oddali zauważyła to Kim i spuściła głowę, po czym zniknęła za ścianą szatni.
ROZDZIAŁ I
ROZDZIAŁ I
Jechałam przed siebie - bez celu, bez planu. Tysiąc myśli kłębiło mi się w głowie, większości nawet później nie potrafiłam sobie przypomnieć. A może po prostu nie chciałam pamiętać? Nie wiem co było gorsze? Strach czy niepewność? A może bardziej to, iż czułam uścisk nieznanej mi siły na moim ciele, niczym sidła, z których nie sposób się wyplątać.
Ledwo minęłam ostatnią krzyżówkę w mieście a z nieba runął potężny deszcz. Pędziłam jednak dalej w tym swoim niejasnym dla mnie obłędzie, odruchowo spojrzałam w lusterko i zorientowałąm się, że jedzie za mną samochód. Deszcz lał coraz mocniej, trudno w nim było dojrzeć cokolwiek. Czułam jak koła zaczynają tracić przyczepność, jednak docisnęłam pedał gazu, ledwo to zrobiłam pędzący za mną samochód zbliżył się jeszcze bardziej. Zerkałam w lusterko usilnie wypatrując kierowcy. Gdy w końcu udało mi się dojrzeć twarz Asira, oślepiły mnie światła nadjeżdżającego z naprzeciwka samochodu. Poczułam, że tracę panowanie nad kierownicą, w ostatniej chwili wyminęłam pędzące auto, po czym wpadłam w ostry poślizg, czułam jak koła kręcą się wokół po śliskiej powierzchni próbując złapać tor jazdy. Po chwili driftu wyprostowałam kierownicę , zahamowałam gwałtownie a samochód ustawił się na poboczu równolegle do drogi. Sięgnęłam rozwścieczona po pistolet i zamaszystym ruchem otworzyłam drzwi nie gasząc nawet silnika. Deszcz lał jak z cebra a ja wiele nie myśląc ruszyłam w stronę samochodu Asira, który zaparkował kawałek dalej jakby w bezpiecznej ode mnie odległości. Już miał wysiąść , gdy zobaczył, że celuję prosto w niego. W ostatniej chwili pochylił głowę na siedzenie obok i w tym samym momencie padł pierwszy strzał, za nim kolejne. Przednia szyba runęła wprost na niego, a przebite opony zaczęły obniżać podwozie. Słyszałam jak Asir przeklina w amoku, w końcu podnosząc się niepewnie z siedzenia wydarł się na mnie na całe gardło:
- Zwariowałaś?!! Chcesz mnie zabić?!!
Kusząca propozycja - pomyślałam i opuściłam broń. Czułam jak po polikach spływają mi strugi deszczu a ciśnienie zaczyna delikatnie obniżać swój puls. Zrobiłam krok do przodu, czekałam aż Asir wyjdzie i zacznie wykrzykiwać swoje racje, ale ten jeden jedyny raz kiedy naprawdę czekałam na jego reakcję by dokończyć to co zaczęłam - nawet nie drgnął. Wbił we mnie ten swój lodowaty wzrok, do dzisiaj go czuję jakby świdrował mnie na wylot. Popatrzyłam jeszcze chwilę, po czym ruszyłam z powrotem odjeżdżając z piskiem opon. Asir wiele nie myśląc sięgnął po telefon i zanim zdążył wybrać jakikolwiek numer, zobaczył w oddali światła mojego samochodu niknące za kolejnym zakrętem.
Nie wiedziałam co przyniosą kolejne dni, miesiące a może nawet lata, nie wiedziałam też jaką cenę przyjdzie nam zapłacić za błędy z przeszłości, ale wiedziałam jedno - nie cofnę się już przed niczym dopóki ten koszmar się nie skończy.
PROLOG
PROLOG
Nina - wcielenie zła. Zimna... wyrachowana... bezszelestna ... . Niczym duch.
Nie zatrzyma się przed nikim i niczym, by ocalić resztę świata i własnej godności.
Stworzona do rzeczy większych niż ktokolwiek mógłby sobie wyobrazić.
Tłumiony ogień tlił się w niej od lat niczym żar z niewypalonego ogniska, aż w końcu - wybuchł by nią zawładnąć bez reszty.
Ta nierówna wojna trwała już zbyt długo pochłaniając kolejne ofiary, ktoś w końcu musiał położyć jej kres, nawet gdyby miało to oznaczać całkowite zniszczenie. Dał Pan i zabrał Pan... Jak Phoenix z popiołów krocząc w ciemnościach, rozpocznie swój doczesny cel i nie spocznie dopóki nie zakończy marnego żywota swych wrogów... Proście, a będzie Wam dane, szukajcie a znajdziecie, kołaczcie a otworzą Wam. Albowiem każdy, kto prosi - otrzymuje, kto szuka - znajduje, a kołaczącemu - otworzą.
ROZDZIAŁ XXXI
Trzy czwarte mojego życia to nieustanna walka. Walka o każdy kolejny dzień, walka o przetrwanie. Ilekroć w moim życiu coś zaczynało być naprawdę wiarygodne i normalne, z powrotem musiałam wracać do mojego czarnego świata. Z każdym dniem coraz trudniej było mi funkcjonować w prostej codzienności. Zbyt wielki nadmiar ostrożności i lęku przed zaangażowaniem sprawiał, że w chwilach gdy naprawdę mogłam być szczęśliwa, swoim chorym zwyczajem - wycofywałam się.
Po wielu latach swojej wiecznej walki z samą sobą, w końcu - uległam, zatapiając się na dobre w świecie, w którym przyszło mi żyć. Dzisiaj jestem w nim na dobre, dzisiaj już nie mam wyboru, bo inaczej nie potrafię, chociaż nie chciałam do tego wracać i ciągle się wzbraniałam, w końcu to do mnie na nowo przylgnęło. Przestałam być Kylie Santadio, z powrotem stałam się Niną. Potwór, którego tak skutecznie dusiłam w sobie, skrywałam by nie dopuścić do głosu i życia, dzisiaj sprowokowany , na nowo się we mnie odrodził.
Podeszłam do barku i wyciągnęłam z niego butelkę znienawidzonej whisky. Wzięłam szklankę i nalałam w nią o wiele więcej niż przystało wlewać tego nektaru Bogów. Wypiłam ją duszkiem i o dziwo, nie poczułam nic. Nalałam kolejną szklankę i kolejną... dalej nic. Do cholery - pomyślałam, nawet już upić się nie mogę? Chyba nie ma nic gorszego od wlewania w siebie na umór alkoholu i nie móc nawet poczuć odrobiny tego przyjemnego ciepła. Zupełnie tak jakbym była sztywna za życia.
Nagle ktoś poruszył klamką od drzwi. Niewiele myśląc chwyciłam pistolet i wystrzeliłam w drzwi - idiotka, pomyślałam. Nawet nie przeszło mi przez myśl, że mogłam trafić na przykład swoją córkę. Gdy jednak usłyszałam przekleństwo pod drzwiami, wiedziałam, że słusznie strzeliłam. Asir pod drzwiami przeklinał jak szewc a mi odruchowo zarysował się uśmiech na twarzy. Dobrze ci tak - pomyślałam. W końcu drzwi się otworzyły i Asir wszedł do środka trzymając się za rękę, spojrzał na mnie niezadowolony a jego oczy dosłownie płonęły.
- Może powinienem pomyśleć o cofnięciu ci pozwolenia na broń?
Powiedział wściekły, ale nie ruszyło mnie to, tylko skontrowałam jego wypowiedź.
- Może powinieneś, bo skoro z takiej odległości nie potrafiłam skutecznie trafić wroga, to widocznie czas się wycofać z zawodu.
Uśmiechnęłam się najbardziej złośliwie jak tylko potrafiłam.
- Nie jestem twoim wrogiem.
- Czyżby?
- A uważasz, że jestem?
- Jestem tego pewna.
- Zaczynasz mnie irytować.
- I vice versa!
Tony naszych głosów zaczęły być coraz wyższe.
- Przyszedłem tutaj żeby z tobą na spokojnie porozmawiać.
- Nie zapraszałam cię.
- Czy ty do cholery słuchasz? Jesteś wstawiona i próbujesz tych swoich gierek, ale nie jesteś taką zimną suką w rzeczywistości, więc może wreszcie znormalniejesz?!
- Chciałeś żebym była normalna, to trzeba było nie robić ze mnie potwora!!
- Ja z ciebie?
- A kto? Może ja?!
Spojrzał na mnie i widziałam , że łagodnieje. Czułam jak w głowie zaczynają budzić mi się emocje i właśnie w tym momencie poczułam alkohol, który chwilę wcześniej wlałam w siebie. Czułam, że słabnę .
- Nie urodziłam się mordercą, nie urodziłam się zła, to ty mi to zrobiłeś, sprawiłeś, że stałam się taką suką, sprawiłeś, że nie potrafię funkcjonować w normalnym świecie, za co mam ci być wdzięczna co?
- Ja cię nadal kocham.
Spojrzał na mnie poważnie.
- Nie.
Odpowiedziałam równie poważnie.
- Kochałeś Kylie, a stałam się Niną. A teraz wyjdź.
Spojrzał na mnie, popatrzył jeszcze przez chwilę, po czym wyszedł bez słowa.
Poczułam ulgę? Zapytałam sama siebie, ale odpowiedź sama mi się nasunęła - nie chciałam by wychodził. Jakieś resztki człowieczeństwa pchały mnie w pogoń za Asirem, ale nie mogłam ruszyć się z miejsca, zupełnie tak jakby ktoś przykleił moje stopy do podłogi. Chciałam krzyknąć za nim by nie odchodził, żeby wrócił. Rozpacz mieszała mi się na przemian z bólem, który dosłownie mnie rozdzierał. Ta bezradność wzbudzała we mnie furię, niekontrolowaną furię, nad którą z minuty na minutę coraz trudniej było mi zapanować, w końcu chwyciłam butelkę z whisky, która stała na stoliku i rzuciłam z całej siły w drzwi. Butelka rozbiła się a whisky zaczęła ściekać po drzwiach. Weszłam pędem do łazienki i stanęłam przed lustrem. Widok mojej twarzy obrzydził mnie. Czułam do siebie taką odrazę... Łzy zaczęły mimo woli spływać po polikach, wyjęłam z szafki czarną farbę do włosów i szybko wymieszałam płyny, po czym zaczęłam pędzlem szybko nakładać ją na jasne włosy. Obserwowałam ciemniejące włosy, gdy po pół godzinie zmyłam farbę, moje włosy były hebanowe. Ułożyłam je w swoistym nieładzie jak to miałam w zwyczaju. Spojrzałam w lustro i zapaliłam papierosa. Zrobiłam mocniejszy makijaż, weszłam do pokoju i rozsunęłam wielkie drzwi garderoby. Ubrałam czarne dopasowane spodnie, buty traperki, koszulkę na naramkach i skórzaną kurtkę. Wychodząc z domu przystanęłam przy wielkim lustrze, które znajdowało się przy drzwiach. Widok choć znienawidzony, to jakże znajomy. Przeszłam po potłuczonym szkle i wyszłam z domu zatrzaskując za sobą drzwi. Wsiadłam do samochodu i ruszyłam z piskiem opon.
Nie wiedziałam, że Asir ruszył samochodem za mną, skąd wiedział, że tej nocy wyjadę, kiedy u mnie był - byłam w rozsypce, a jednak wiedział. Znał mnie jak nikt inny - bo sam mnie stworzył na swoje podobieństwo, stworzył silną, niezależną i twardą kobietę, wyzbytą uczuć i jakichkolwiek skrupułów - STWORZYŁ NINĘ...