piątek, 12 czerwca 2026

ROZDZIAŁ II

 ROZDZIAŁ II

To był dla mnie koszmarny dzień, czułam się zmęczona psychicznie, fizycznie, emocjonalnie... Gdy dotarłam w końcu do domu, byłam tak przesiąknięta wodą , że ubrania wydawały się ciężkie niczym zbroja. Przy wejściu zrzuciłam buty i zaczęłam po kolei ściągać ubrania kierując się pod prysznic. Gdy w końcu dotarłam i odpuściłam wodę, szyby kabiny zaparowały a ja poczułam przyjemne ciepło, zupełnie tak jakby woda zmywała ze mnie po kolei wszystkie grzechy tego świata. W końcu zakręciłam wodę i sięgnęłam po ręcznik, owinęłam się nim ciasno a gdy spojrzałam....
No właśnie, we fotelu ze szklanką burbonu siedział Rolly. Westchnęłam ciężko, po czym bezceremonialnie zrzuciłam z siebie ręcznik i zaczęłam się ubierać. Rolly nie powiedział słowa, ale czułam, że mnie studiuje, ubrałam na siebie luźną, rozciągniętą koszulkę z krótkim rękawem, po czym sięgnęłam do szuflady po bieliznę:
- Widzę, że już nikt nie czeka na zaproszenie, przychodzicie tu jak do jakiegoś burdelu...
Ubrałam majtki i stanik, po czym spojrzałam surowo.
- Dlaczego to robisz? Zapytał, po czym odstawił szklankę i stanął na przeciwko mnie.
- A co ja takiego robię? Tym razem ja spojrzałam badawczo.
- Dzwonił do mnie Asir. Powiedział a ja nie wiem dlaczego ale roześmiałam się.
- I co? Poskarżył się? Bo nie rozumiem, przysłał Ciebie bo sam nie miał odwagi?
- Asir zrezygnował z ochraniania Cię. Dziwnie się poczułam, ale wiele nie myśląc wypaliłam:
- Wreszcie jakaś dobra wiadomość dzisiaj. Wzięłam butelkę alkoholu stojącego na stole, po czym jednym haustem wypiłam pół butelki. Rolly spojrzał na mnie z dezaprobatą.
- Nie potrzebuję ochrony, niech idzie w diabły, im dalej jest ode mnie, tym jest bezpieczniejszy. Znowu pociągnęłam z butelki, tym razem nie wytrzymał, wyrwał mi butelkę po czym ujął za nadgarstki:
- Dlaczego to robisz? Zapytał. Spuściłam wzrok, ale ujął moją twarz i spojrzał mi w oczy.
- Nie jesteś taka, znam Cię. Poczułam się bezsilna, znał mnie jak nikt, ale właśnie dlatego musiałam zaprzeczyć:
- Nie znasz! Wypaliłam, - nikt mnie nie zna i lepiej niech tak zostanie Wyrwałam mu się.
- Kim na Ciebie nie czeka? Uśmiechnął się pod nosem i znowu podszedł bliżej.
- Kim to tylko kumpela, nic nas nie łączy, ale myślałem, że to Twoja przyjaciółka.
- Ja już nie mam przyjaciół. Spojrzałam poważnie i czułam napływające do oczu łzy, na które wiedziałam, że nie mogę sobie pozwolić.
- Nie mam nikogo, wszystko mi zabraliście, jak tylko pozwolę się komuś do mnie zbliżyć.... Przełknął ciężko ślinę i pokiwał głową.
- Po co ja Ci to mówię, przecież Ty to wszystko wiesz, więc przestań udawać, że Ci na mnie zależy, bo Tobie na nikim nie zależy, nigdy nie zależało. Widziałam, że moje słowa go bolą choć nie pokazywał emocji.
- Chcę wreszcie sama podejmować decyzje a nie być tylko sterowana, mam dosyć słuchania dobrych rad bo wszyscy wiedzą lepiej ode mnie czego potrzebuję, więc jeśli postanowię dokonać na sobie autodestrukcji, proszę, żebyś to kurwa wreszcie uszanował!!
Nie widział mnie takiej, nie znał mnie takiej i chyba nie chciał znać. W tym jednym momencie, chyba wreszcie zrozumiał, że nikt już nie będzie miał prawa decydować za mnie. Popatrzył jeszcze przez chwilę po czym skinął głową i wyszedł. Po chwili usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. Wzdrygnęłąm . Łzy jednak popłynęły. W tym całym chaosie doskonale wiedziałam, że im mniej będę miała ludzi wokół siebie , tym mniej ich zginie a mimo to poczułam się taka samotna, zagubiona....
W czasie kiedy ja bez celu snułam się po domu zamiast iść spać, Rolly wszedł na oddział, na którym o dziwo roiło się od ludzi. Tej nocy nikt z nas nie spał, Rolly spojrzał na Asira porozumiewawczo, po czym kiwnął głową na nie. Oczy Asira zapłonęły, ostatni as w rękawie jakiego posiadał - nie zadziałał. Rolly wszedł na salę treningową, wszyscy ćwiczyli, również Kim. Rolly nawet na nią nie spojrzał, za to ona na niego, w tej jednej chwili kiedy Rolly zrzucił z siebie skórzaną kurtkę i zaczął bez opamiętania uderzać w worek, jego chłód był tak wymowny jak nigdy. Chwilę nie potrwało, obrócił się w podskoku i podwójnym kopnięciem uderzył w worek, który po prostu pękł. Wszyscy stanęli w bezruchu. J.T podszedł szybkim krokiem i stanął tuż przy Rolly'm.
- Szefie wszystko ok? Rolly ocknął się.
- Tak, przepraszam. J.T kiwnął głową a Rolly chwilę jeszcze postał, po czym wyszedł z sali. Dosłownie w tym samym momencie weszłam do operacyjnego drzwiami na przeciwko, nasze oczy spotkały się. Ubrana cała na czarno spojrzałam chłodno kierując się do gabinetu w naszej nowej siedzibie, Colin spojrzał nieśmiało zza komputera a kiedy w przelocie rzuciłam :
- Colin do mnie, weź sprzęt. Colin wstał na baczność niczym w wojsku i bez namysłu chwycił przenośnego palntopa. Stanęłam obok fotela i spojrzałam na Colina, wskazałam miejsce na obrotowym fotelu:
- Siadaj. Colin usiadł w pośpiechu, był przerażony, mimo to nie zadawał pytań.
- Uruchom szyfrator ze znikającym tekstem gama.
Wstukał coś z pełną powagą sytuacji i spojrzał niepewnie, zerknęłam na niego odpalając papierosa.
- Jest jakiś problem?
- Tak jakby.
- Colin mów jaśniej, nie lubię zagadek. Powiedziałam z rozgoryczeniem w głosie. Dosłownie w tym samym momencie do gabinetu wszedł Rolly - jak zawsze w pełnym skupieniu, spojrzał na mnie. Zbliżył się do Colina doskonale orientując się w sytuacji, bo przecież po to był u mnie owego wieczoru. Zbliżył oko do czytnika na ekranie, po czym wyświetlił się napis: ODCZYT PRAWIDŁOWY, WERYFIKACJA DWU ETAPOWA, ZBLIŻ DRUGI KOD. Rolly spojrzał na mnie:
- Teraz ty. Spojrzałam niepewnie, po czym podeszłam do laptopa, Colin spuścił głowę.
- Bez obaw, nie wciągnie Cię do środka. Usłyszałam znajomy głos po czym w drzwiach pojawił się Asir. Zupełnie jak na komendę i przyznam, że był bardzo z siebie zadowolony. Zbliżyłam swoje oko do czytnika, zeskanował moją siatkówkę, po czym na ekranie pojawił się kolejny napis: WERYFIKACJA PRAWIDŁOWA, ROZPOCZĘTO SZYFROWANIE
Asir spojrzał na Colin'a a na ekranie pojawiły się zdjęcia, na jednym z nich była Jesse, Colin aż odskoczył a Rolly i Asir zaczęli się podśmiechiwać. Byli nadzwyczaj rozbawieni jak na zaistniałą sytuację. Rolly spojrzał na Colin'a, a ten od razu wypalił:
- Od początku wiedziałem, że coś jest z nią nie tak.
- Colin skup się. Powiedziałam szorstko.
 Do każdej z tych osób wyślij wiadomość. 
- Jaką? - zapytał i spojrzał na Rolly'ego, a ten bez zastanowienia odpowiedział.
- KRYPTONIM NINA.
Spojrzałam na Rolly'ego, po czym na Asir'a i ciężko przełknęłam ślinę. Colin zaczął stukać na klawiaturze wypowiedziane hasło. Za każdym razem kiedy napis się pojawiał, po sekundzie dosłownie znikał. W końcu wysłał po raz ostatni, obraz zrobił się czarny i wszystko zniknęło. Po dosłownie chwili pojawił się napis: TWOJA SESJA WYGASŁA. Colin zamknął niepewnym ruchem palntopa, po czym spojrzał na nas wszystkich, staliśmy w skupieniu:
- Co teraz? Spojrzał na nas. Rolly przycisnął dwa guziki w zegarku.
- Czekamy, czas liczymy od teraz, sześć i pół godziny. Możesz iść na kawę.
W tym samym momencie zegarki Jesse i Cole'a zawibrowały. Spojrzeli oboje na siebie porozumiewawczo i oboje skierowali się do gabinetu, w którym staliśmy. Colin akurat chwycił za klamkę drzwi by iść po kawę, kiedy prosto na niego weszła Jesse. Uśmiechnęła się szeroko a Colinowi omal nie wypadł palntop. Odsunął się na bezpieczną odległość i obszedł Jesse łukiem. Cole zaczął się śmiać, po czym spojrzał na Rolly'go.
- Ile mamy czasu? Zapytał.
- Sześć i pół godziny. Asir z zadowoleniem klasnął w dłonie i uśmiechnął się najmocniej jak tylko mógł, po czym spojrzał na Jesse:
- Doskonale. Jesse? Spojrzała na niego.
- Zapraszam Cię na drinka. Jesse nie kryła zdziwienia, spojrzała ukradkiem na mnie jakby szukając aprobaty, skinęłam głową, że nie mam nic przeciwko. Nagle napięcie z głosu Jesse zeszło.
- Skoro stawiasz, to prowadź, ale jeden drink, muszę się wyspać. Asir ręką wskazał na drzwi, po czym oboje wyszli z gabinetu, Cole podszedł do Rolly'ego a ten na niego
- Wyśpij się, widzimy się rano.
Cole posłusznie skinął głową, po czym również wyszedł. Rolly spojrzał na mnie, stałam nieruchomo przy szklanych drzwiach obserwując krzątających się na dole agentów. Wiedziałam, że lawina ruszyła, on też to wiedział, byłam jednak zbyt zmęczona i na zbyt wielkim podpiciu żeby o tym myśleć. Jak nigdy dotąd wbrew temu co wcześniej powiedziałam Rolly'emu, oczekiwałam od niego reakcji, jakiejkolwiek. Zbliżył się do mnie, spojrzał mi głęboko w oczy, po czym powiedział łagodnym głosem:
- Odwiozę Cię do domu. Wyciągnął do mnie rękę a ja wiele nie myśląc podałam mu swoją, po czym wyszliśmy z oddziału. Z oddali zauważyła to Kim i spuściła głowę, po czym zniknęła za ścianą  szatni.

czwartek, 11 czerwca 2026

ROZDZIAŁ I

 ROZDZIAŁ I

Jechałam przed siebie - bez celu, bez planu. Tysiąc myśli kłębiło mi się w głowie, większości nawet później nie potrafiłam sobie przypomnieć. A może po prostu nie chciałam pamiętać? Nie wiem co było gorsze? Strach czy niepewność? A może bardziej to, iż czułam uścisk nieznanej mi siły na moim ciele, niczym sidła, z których nie sposób się wyplątać.
Ledwo minęłam ostatnią krzyżówkę w mieście a z nieba runął potężny deszcz. Pędziłam jednak dalej w tym swoim niejasnym dla mnie obłędzie, odruchowo spojrzałam w lusterko i zorientowałąm się, że jedzie za mną samochód. Deszcz lał coraz mocniej, trudno w nim było dojrzeć cokolwiek. Czułam jak koła zaczynają tracić przyczepność, jednak docisnęłam pedał gazu, ledwo to zrobiłam pędzący za mną samochód zbliżył się jeszcze bardziej. Zerkałam w lusterko usilnie wypatrując kierowcy. Gdy w końcu udało mi się dojrzeć twarz Asira, oślepiły mnie światła nadjeżdżającego z naprzeciwka samochodu. Poczułam, że tracę panowanie nad kierownicą, w ostatniej chwili wyminęłam pędzące auto, po czym  wpadłam w ostry poślizg, czułam jak koła kręcą się wokół po śliskiej powierzchni próbując złapać tor jazdy. Po chwili driftu wyprostowałam kierownicę , zahamowałam gwałtownie a samochód ustawił się na poboczu równolegle do drogi. Sięgnęłam rozwścieczona po pistolet i zamaszystym ruchem otworzyłam drzwi nie gasząc nawet silnika. Deszcz lał jak z cebra a ja wiele nie myśląc ruszyłam w stronę samochodu Asira, który zaparkował kawałek dalej jakby w bezpiecznej ode mnie odległości. Już miał wysiąść , gdy zobaczył, że celuję prosto w niego. W ostatniej chwili pochylił głowę na siedzenie obok i w tym samym momencie padł pierwszy strzał, za nim kolejne. Przednia szyba runęła wprost na niego, a przebite opony zaczęły obniżać podwozie. Słyszałam jak Asir przeklina w amoku, w końcu podnosząc się niepewnie z siedzenia wydarł się na mnie na całe gardło:
- Zwariowałaś?!! Chcesz mnie zabić?!!
Kusząca propozycja - pomyślałam i opuściłam broń. 
Czułam jak po polikach spływają mi strugi deszczu a ciśnienie zaczyna delikatnie obniżać swój puls. Zrobiłam krok do przodu, czekałam aż Asir wyjdzie i zacznie wykrzykiwać swoje racje, ale ten jeden jedyny raz kiedy naprawdę czekałam na jego reakcję by dokończyć to co zaczęłam - nawet nie drgnął. Wbił we mnie ten swój lodowaty wzrok, do dzisiaj go czuję jakby świdrował mnie na wylot. Popatrzyłam jeszcze chwilę, po czym ruszyłam z powrotem  odjeżdżając z piskiem opon. Asir wiele nie myśląc sięgnął po telefon i zanim zdążył wybrać jakikolwiek numer, zobaczył w oddali  światła mojego samochodu niknące za kolejnym zakrętem. 

Nie wiedziałam co przyniosą kolejne dni, miesiące a  może nawet lata, nie wiedziałam też jaką cenę przyjdzie nam zapłacić za błędy z przeszłości, ale wiedziałam jedno - nie cofnę się już przed niczym dopóki ten koszmar się nie skończy. 

PROLOG

 PROLOG

Nina - wcielenie zła. Zimna... wyrachowana... bezszelestna ... . Niczym duch.
Nie zatrzyma się przed nikim i niczym, by ocalić resztę świata i własnej godności.

Stworzona do rzeczy większych niż ktokolwiek mógłby sobie wyobrazić.
Tłumiony ogień tlił się w niej od lat niczym żar z niewypalonego ogniska, aż w końcu  - wybuchł by nią zawładnąć bez reszty.
Ta nierówna wojna trwała już zbyt długo pochłaniając kolejne ofiary, ktoś w końcu musiał położyć jej kres, nawet gdyby miało to oznaczać całkowite zniszczenie. Dał Pan i zabrał Pan... Jak Phoenix z popiołów krocząc w ciemnościach, rozpocznie swój doczesny cel i nie spocznie dopóki nie zakończy marnego żywota swych wrogów... Proście, a będzie Wam dane, szukajcie a znajdziecie, kołaczcie a otworzą Wam. Albowiem każdy, kto prosi - otrzymuje, kto szuka  - znajduje, a kołaczącemu - otworzą.