wtorek, 28 lipca 2026

ROZDZIAŁ X

ROZDZIAŁ X
Był już późny wieczór, w tle leciała wolna muzyka, Tony siedział ze szklanką whiskey i przypomniał sobie rozmowę  z Thorne'm:
- "Obiecaj mi że jeśli będzie trzeba to wyjdziesz z ukrycia i ją ochronisz. Obiecaj mi to. 
Po chwili namysłu Tony odpowiedział :
- Obiecuję
Thorne kiwnął głową.
- Powinieneś jej wyznać prawdę, żyje w przeświadczeniu, że była tylko kolejną na liście twoich zadań.
- Wierząc w to, będzie jej łatwiej kiedy mnie zabraknie, poza tym, kiedy przyjdzie czas, sam jej to powiesz.
- Kiedy?
- Będziesz wiedział.
Tony popatrzył jeszcze chwilę a Thorne wyszedł". 
Tony wstał z fotela i podszedł do dużego okna tarasowego, było otwarte, widok z niego wychodził centralnie na mój trawnik, spojrzał i zamyślił się, wziął telefon i wykręcił do mnie opierając się o futrynę, odebrałam dosłownie w tym samym momencie, w którym podchodziłam do swojego okna tarasowego by wyjść z piwem w ręku, odebrałam nieświadoma, że mnie obserwuje, w jego domu ledwo tliła się lampka w salonie :
- Halo? - cisza, spojrzałam na wyświetlacz. Tony, jesteś tam? 
- Jestem, chciałem Ci tylko powiedzieć, że.... 
- Tak? - zapytałam z zaciekawieniem, moja śmiałość chyba tym razem jego zawstydziła, choć nie wiem czy to jest możliwe. 
- Rozmawiałem z Rolly', powiedział, że świetnie Ci idzie. 
- Staram się. 
- Wiem. - zrobiła się niezręczna cisza - Tony? Stało się coś? Po chwili namysłu odpowiedział:
- Nie, chciałem Cię po prostu usłyszeć i upewnić się, że wszystko jest u ciebie w porządku. 
- Tak, spojrzałam w jego okno, dostrzegłam minimalny cień - jestem w domu. 
- Dobrej nocy. 
- Tobie też. 
Rozłączył się, wzięłam łyka piwa i zapaliłam papierosa, jego ton głosu był inny niż zazwyczaj, przyciszony, rozmarzony, nieobecny?... 
Następnego dnia odbyło się zebranie przed akcją, Tony'ego nie było, to wywołało mój niepokój, Rolly mówił a Colin wyświetlił obraz na komputerze. 
Południowa Toskania, a konkretnie dolina Val d'Orcia, malownicza dolina z cyprysowymi wzgórzami, kawałek dalej dzikie tereny regionu Maremma, gorące źródła oraz wybrzeże Monte Argentario, Asir zaczął się podśmiechiwać:
- Bawimy się w lekcję geografii? 
Colin widząc, że Rolly za chwilę może wybuchnąć, wtrącił się nie pytając o pozwolenie :
- Namierzyłem tam rezydencję Omally'ego. 
Zapadła grobowa cisza, wszyscy mimo woli spojrzeli na moją reakcję. Colin mówił dalej:
- Siedziba jest pilnie strzeżona, z każdej strony otoczona wysokim murem, setki najemników pilnie strzegących swojego króla, na terenie rezydencji znajduje się prywatne lotnisko, nie ma mowy, żeby dostać się tam niepostrzeżenie. Ochrona działa dwadzieścia cztery ha. 
- Skoro nie ma tam jak wejść, piszemy się na misję samobójczą. 
Powiedziałam spokojnie, ale w środku nie byłam spokojna. 
- Chyba że wysadzimy wszystko w powietrze. 
Powiedział Asir, Rolly spojrzał :
- Nie możemy tego zrobić. 
- Dlaczego nie? 
- Z prostej przyczyny - odezwał się Mohit - jeśli wysadzimy wszystko nie będziemy wiedzieli z czym walczymy, a jeśli Omally'ego tam nie będzie? Nie możemy też zapomnieć o Barodo. 
Na dźwięk Barodo przeszył mnie gorący dreszcz, Rolly spojrzał na mnie, Mohit mówił dalej:
- Jeśli nie będziemy mieli pewności kto jest w posesji, może przyjść nam walczyć z czymś o wiele gorszym niż możemy sobie wyobrazić. 
- To teren górzysty, z każdej strony pierdolone pagórki - słusznie zauważył Zack. 
- A od strony Elby? Bo to chyba jedyna alternatywa. Powiedział Jack i spojrzał na mnie:
- Kylie... Co myślisz? 
Zapytał, ale ja nic nie myślałam, odkąd usłyszałam Barodo, krew nie chciała przestać buzować w moich żyłach. 
- Mi to bez różnicy, wy zdecydujcie tak żeby dla Was było bezpiecznie, ja pójdę nawet do piekła żeby go zabić 
Wstałam od stołu i wyszłam do holu, w którym mogłam zapalić. Po chwili przyszła Jesse, spojrzałam na nią :
- Co zdecydowaliście? 
- Naradzają się. 
Kiwnęłam głową. 
- Oby nie zajęło im to zbyt długo, jeśli Omally tam jest, równie dobrze za chwilę może go już nie być. 
Chociaż starałam się to ukryć, Jesse widziała moje zdenerwowanie, spojrzała :
- Myślisz o Barodo? 
Spojrzałam na nią :
- Co jeśli tam jest a znowu się wymknie? 
- Tego nie możemy być pewni. 
- No właśnie, my niczego nie możemy być pewni, czasami myślę, że ta sprawa nigdy się nie skończy. 
- Skończy się. 
- Kiedy? 
Spojrzałam rozżalona. 
- Nie wiem, ale w końcu go złapiemy. 
- Przed czy po tym jak połowę z nas wybije? 
Jesse spuściła głowę. 
- Kogo jeszcze będę musiała pochować? 
Zgasiłam papierosa i poszłam na salę treningową, po czym zaczęłam bez opamiętania uderzać w worek treningowy. Po chwili jednak przestałam bo zaczęło mnie dziwnie mdlić. Zrobiłam sobie przerwę, wzięłam butelkę wody z regału, wzięłam łyka i poszłam usiąść koło Colin'a. Spojrzał na mnie :
- Dobrze się czujesz? 
- Tak, dlaczego? 
- Jesteś strasznie blada. 
- Nic mi nie jest, co robisz? 
Próbowałam zmienić temat. 
- Czekam na bosa, będzie uruchamiał kryptonim Nina. 
Kiwnelam głową. 
- Tony jest na oddziale? Nie było go na zebraniu. 
- Był w sztabie odebrać błogosławieństwo od prezydenta. 
- Chm... - odburknęłam - miłe, przynajmniej jak nas zabiją to z Bożym Błogosławieństwem. 
Telefon Colin' zawibrował, ten spojrzał w ekran, po czym spojrzał na mnie:
- Za dziesięć minut mamy się wstawić na głównej sali. 
- Dobra, idę się przebrać. 
Wstałam i skierowałam się do szatni, po dziesięciu minutach wszyscy siedzieliśmy na głównej sali, tym razem Tony mówił. 
- To trudna akcja, nie możemy lekceważyć przeciwnika i musimy być przygotowani na absolutnie wszystko. Główny oddział przedostanie się pod wodą, macie do przepłynięcia trzy kilometry pod wodą i osłoną księżyca, to zadanie dla waszej elity, tutaj spojrzał na Rolly'ego a ten skinął głową, trzy oddziały uderzeniowe zajmą pozycję od strony tego wzgórza, Colin pokazał na wielkim ekranie punkt, to najbliżej położony punkt, do tego miejsca możemy podejść w miarę bezpiecznie. Dwa kolejne oddziały przyczają się przy głównej drodze dojazdowej w tym miejscu, Colin pokazał kolejny punkt, niestety to również droga górzysta. W tym natomiast miejscu ulokują się oddziały saperskie pod wodzą Red'a, po przeciwnej stronie oddział snajperów, spojrzał ba Kim a ta skinęła głową, w tym momencie na salę weszło dwóch mężczyzn, zbudowanych równie dobrze co Tony, trzy kilometry od miejsca uderzenia, swoją pozycję zajmą dwie jednostki powietrzne pod dowództwem znanego większości pułkownika Atkinsa pseudonim HAWKE, na dźwięk tego imienia spojrzałam i uśmiechnęłam się, Tony pod nosem również bo widział moje zadowolenie, Hawk puścił do mnie przysłowiowe oczko :
- Nasz pułkownik ze swoim oddziałem sam się zgłosił na ochotnika, nie ma sobie równych w nocnych lotach i ekstremalnych akcjach wysokiego ryzyka takiej jak ta. Pięć minut temu uruchomiłem Kryptonim Nina, ruszacie za trzy godziny. Można się rozejść, na te słowa wszyscy zaczęli się podnosić a ja podeszłam do Hawka, który roześmiany uniósł mnie i okręcił, w końcu postawił na ziemi :
- Pani Kapitan, miło panią widzieć. 
- Nie wierzę, czy my już zawsze będziemy się spotykać w takich okolicznościach? 
Kim przysłuchiwała się tej rozmowie, podeszła do Asir'a, który akurat gawędził rozbawiony z Chrisem :
- Kylie ma stopień wojskowy? Zapytała. 
Asir i Chris spojrzeli na nią, Asir spojrzał na mnie, Hawka, Tony'ego i Rolly'ego :
- Stare dzieje, ale tak, brała udział w oblatywaniu F-16. Hawk ją uczył. 
- Mówią, że gdzie diabeł nie może tam Hawka wyśle - wtrącił Chris. Kim przypatrywała się uważnie. 
- Jest godny zaufania? 
Spojrzała na nich powaznie:
- Dla Kylie na pewno, był jedynym, który zgłosił się do akcji uwolnienia Kylie z Libanu i odważył się wylądować w samym środku pieszonej wojny. Pilotował helikopter, który ją stamtąd wyciągnął. 
Odetchneła z ulgą. 
- Nie myślałam, że Tony ma takie przełożenie. 
- Wielu rzeczy nie wiesz, Tony pociąga za wszystkie sznurki, sam prezydent je mu z ręki. 
- Dlaczego? 
- Tego nikt do końca nie wie, ponoć uratował rodzinę prezydencką, ale nigdy się tym nie interesowałem, nie lubię go, ale jestem mu wdzięczny bo wiem że użyje wszystkich dostępnych środków żeby ochronić Kylie. 
- Chyba przyda się mocna kawa. 
Kim skomentowała. 
- Masz rację. 
Wszystkie oddziały korzystały z ostatnich chwil przed akcją, Tony przeglądał jeszcze plany by niczego nie przegapić niczego, kiedy Jesse zapukała do drzwi jego gabinetu, spojrzał na nią :
- Mogę? - zapytała 
- Jasne, zdenerwowana przed akcją? 
- Damy radę. 
- Wcale w to nie wątpię. 
Widział wyraźnie poddenerwowanie Jesse 
- Ale nie po to przyszłaś, stało się coś? 
- Nie, to znaczy... 
Uśmiechnął się 
- Jesse, możesz mi zaufać, o co chodzi? 
- Rozmawiałeś z Kal? 
- Na temat? 
- Jesteśmy w głównym oddziale, mamy do przepłynięcia pod wodą trzy kilometry... Czy Kylie nie narzekała na złe samopoczucie? 
Tony spoważniał. 
- Powinienem o czymś wiedzieć? 
Jesse pożałowała swoich słów w momencie kiedy je wypowiedziała na głos, w ostatniej chwili jednak wycofała się z tego co chciała powiedzieć i szybko w naturalny sposób wybrnęła zrecznie, nie nawiązując do moich porannych dolegliwości :
- To może głupie, ale ostatnio mówiła, że tęskni za Thorne'm, że ma wrażenie, że wszędzie go widzi, martwię się czy nie jest przemęczona. 
- Na pewno, dla nas wszystkich jest to stresująca sytuacja a dla niej zwłaszcza, w takich momentach próbujemy uchwycić się czegoś, co da nam siłę, być może, że jej da to myśl o Thorne'ie. Kylie jest dobrze przygotowana, myślę, że nie musimy się martwić, chyba, że jest coś o czym nie wiem? 
Jesse zamyślona spojrzała na Tony'ego :
- Nie, a przynajmniej nic mi nie wiadomo, pójdę się przygotować. 
Tony kiwnął głową, ale widać było, że coś go zaniepokoiło i nie dał się nabrać Jesse. 
- Rolly wejdź do mnie 
Powiedział do słuchawki a chwilę później do gabinetu wszedł Rolly. 
- Coś się stało? Masz dziwną minę. 
- Była u mnie Jesse. 
Rolly czekał w skupieniu co Tony powie dalej. 
- Nie mogę się pozbyć wrażenia, że chciała mi coś powiedzieć na temat Kay, ale... Zgrabnie się z tego wycofała sprzedając mi bajkę o Thorne'ie. 
- Nie uwierzyłeś? 
Tony uśmiechnął się 
- Jesse jest cudowna, ale ma jedną wadę... 
Rolly dokończył za niego
- Nie potrafi kłamać. 
- Właśnie. 
- Spróbuję się dowiedzieć. 
Rolly już miał wychodzić, kiedy Tony zawołał :
- Rolly... 
- Tak? 
- Na akcji nie spuszczaj jej x oka nawet na chwilę, ma być blisko Ciebie. 
- A Asir? 
- Jemu nie muszę tego mówić, jakby jej nienawidził nie potrafi trzymać jej na dystans, ale Asir jest nieobliczalny, jeśli okaże się, że jest tam Barodo, może stracić panowanie nad sobą.... 
- Możesz być spokojny. 
- Wiem. 
Rolly wyszedł z gabinetu i poszedł do Jesse, która boksowała w worek, Rolly podszedł i przytrzymał go, Jesse spojrzała wrogo :
- Powinnaś oszczędzać siły. 
Jesse wywróciła oczami. 
- Pogadamy? 
- O czym? Przysłał Cię Tony co? Powinnam wiedzieć, że nie można go przechytrzyć, niepotrzebnie do niego poszłam. 
- Wiesz, że nikt nie wycofa Kylie z akcji, jest jej kluczem, nie można jej zastąpić. 
- Do cholery wiem! 
Podniosła głos co jej się nie zdarzało, ale szybko się opanowała. 
- Zapytam tylko raz, co jest Kylie. 
Jesse spojrzała wrogo i znowu zaczęła boksować w worek. 
Rolly pewnym krokiem wszedł do szatni, w której Kylie rozmawiała ze swoimi ludźmi, na widok Rolly'ego podniosła się z ławki a Rolly powiedział pewnym, rozkazującym tonem:
- Zostawcie nas. 
Wszyscy bez wahania wyszli z szatni, zostaliśmy sami, spojrzałam na niego. 
- Co się stało? 
- Ciebie chciałbym zapytać. 
Nie kryłam zdziwienia. 
- Jest coś o czym powinienem wiedzieć? 
- Nie wydaje mi się. 
Rolly uderzył w szafkę przy mnie, podskoczyłam, był zły. 
- Odbiło ci? 
- Nie baw się ze mną, po raz ostatni pytam. 
Stałam niewzruszona 
- Dobrze się czujesz? 
Zorientowałam się od razu, że ktoś najwyraźniej zauważył moje do południowe dolegliwości i pewnie mu doniósł. 
- Jeśli pytasz czy jestem w ciąży, moja odpowiedź brzmi nie. 
Spojrzał na mnie podejrzliwie. 
- Ale nawet gdyby tak było, nie muszę się przed Tobą tłumaczyć, wiec jeśli zaspokoiłeś swoją ciekawość to teraz zrób mi tą grzeczność i wyjdź, chcę się przebrać. 
Spojrzałam surowo, a Rolly jakby nie do końca dowierzając moim słowom wyszedł bez słowa. Zamyśliłam się. 










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz