ROZDZIAŁ VI
Kiedy obudziłam się rano rzeczywiście nie czułam żadnego bólu, choć może powinnam. Uniosłam się na łóżku a we fotelu siedział Rolly. Nie kryłam zdziwienia:
- Rolly? Byłeś tu przez całą noc?
- Nie, był tu Tony, wezwał mnie godzinę temu, powinniśmy porozmawiać.
- O czym?
- Przepraszam, że wczoraj straciłem czujność.
- Jak my wszyscy, nie mam do Ciebie żalu.
- Pewnie masz tysiąc pytań?
Usiadłam przy swojej toaletce i spojrzałam w duże lustro, przecięcie trochę się zasiniło, ale nie tak bardzo jak się spodziewałam, nie wiem jakich mikstur użył na mnie Tony, ale miały piorunujacy efekt. Chciałam się czym prędzej doprowadzić do ładu i jechać na oddział.
- Prawdę mówiąc nie mam żadnych.
Rolly spojrzał z niedowierzaniem, to nie było do mnie w ogóle podobne.
- Kiedyś i owszem, pewnie miałabym ich sto, ale nie teraz, sami okłamywalismy wszystkich przez pięć lat i usiłowalismy tłumaczyć wszystkim, że nie mieliśmy wyboru, wiem jakie to trudne, jeśli Tony nie powiedział kim jest, musiał mieć ku temu ważne powody, znam go.
- Myślę, że nie do końca, to bardzo groźny człowiek, zimny i nieobliczalny, ale... Lepszego wojownika na swojej drodze nie spotkałem, mówili na niego człowiek cień. Pojawiał się znienacka i równie szybko znikał. Jego przykrywka również była doskonała, światowej sławy pisarz...
Nie zdążył dokończyć, bo spojrzałam karcąco przerywając :
- W jakim celu mi to mówisz?
- Mówię Ci to, bo naprawdę nazywa się Tony DeNeilo i jest bratem Thorne'a.
Nie wiem dlaczego, ale w duchu nawet poczułam ulgę. Uśmiechnęłam się do Rolly'ego bo na myśl o tym, że ja i Tony jesteśmy rodziną, wywołała we mnie same pozytywne wibracje. Obróciłam się na pufie przodem do niego:
- Posłuchaj Rolly, czego Byś mi nie powiedział, gdyby wczoraj się nie pojawił, dzisiaj nie siedziałabym tu z Tobą.
Rolly kiwnął głową, po czym powiedział poważnie :
- Wiem.
- A teraz, skoro już masz mnie koniecznie pilnować, to zrób sobie kawę i daj mi pół godziny żebym mogła się ogarnąć i uszykować do wyjścia.
- Nie mówisz poważnie.
Ale ja wstałam i uśmiechnęłam się szeroko pełna energii, zastrzyk chyba nadal działał.
- W życiu nie byłam poważniejsza.
- A twoje obrażenia?
- Mam dobrego lekarza - rzuciłam po czym drzwi od łazienki się za mną zamknęły.
Po niecałych trzydziestu minutach byłam gotowa. Makijaż szczelnie przykrył obrażenia twarzy, założyłam obcisłe czarne spodnie z gnieniegdzie oryginalnymi przecięciami, wojskowe buty - kozaki na wysokim koturnie ale płaskiej podeszwie oraz bardzo luźną koszulkę z krótkim rękawem i sporym wycięciem tak aby nie uwierała szyi ani rany na plecach, o dziwo na dekolcie pojawiło się ledwie zacienienie po łańcuchu. Ubrałam ciasny pas na spodnie z kaburą na broń, przeładowałam swoją berettę i włożyłam do kabury, spojrzałam na Rolly'ego:
- Idziemy?
Chwilę popatrzył, po czym porozumiewawczo kiwnął głową, zeszliśmy po schodach i wyszliśmy z domu. Gdy dojechaliśmy na podziemny parking oddziału, drzwi się przed nami rozsunęły i wkroczyliśmy prosto na główną salę. Oczy wszystkich bez wyjątku skierowane były na nas, Linda stojąca z Asirem aż płonęła ze złości, że nie udało jej się pozbyć rywalki. Do góry na piętrze stał nie kto inny jak Tony z Jesse. Ta spojrzała na mnie z góry i powiedziała do Tony'ego:
- Nie wierzę.
Tony uśmiechnął się delikatnie jakby do siebie a może do Jesse. Nie zatrzymywałam się jednak, przy końcu sali rozdzieliliśmy się z Rolly'm. On skierował się na piętro do Tony'ego a ja prosto do szatni, w której otworzyłam swoją szafkę, rozpiełam pas z bronią,włożyłam do środka, zamknęłam drzwiczki i zobaczyłam Jesse. Uśmiechnęłam się do niej a ta skarcila mnie wzrokiem.
- Nie przeginasz trochę?
- Jesse kocham cię wiesz o tym, ale czuję się dobrze.
- Bo działają leki, a co jeśli przestaną?
- Wtedy będę się martwić.
Uśmiechnęłam się skierowałam swoje kroki na salę gimnastyczną, na której wszyscy łącznie z siódemką wspaniałych robili morderczy trening sprawnościowy. Chris jak tylko mnie zobaczył, oderwał się od worka, który boksował i podszedł bliżej mnie, uśmiechnął się :
- Nie powinnaś przypadkiem leżeć?
- Jeszcze raz mnie o to zapytasz i ci przyłożę.
- To może ze mną spróbujesz skoro taka jesteś harda. Obróciliśmy się niemalże równocześnie, kawałek za mną stał Cole. Czułam, że w powietrzu wisi coś ciężkiego, Cole nadal miał do mnie żal o Owena, myliłam się sądząc, że już o tym zapomniał.
- Ok. Odpowiedziałam hardo.
- Cole daj spokój. Powiedział Chris, ale przytrzymałam mu rękę.
- Chris jest ok, musimy wyjaśnić sobie pewne sprawy.
- To chyba nie jest dobre miejsce.
- Myślę, że lepszego nie znajdziemy.
Chris nie był zadowolony, spojrzał zaniepokojony do góry na Rolly'ego i Tony'ego jakby oczekiwał od nich reakcji, ale ta nie nastąpiła. Wszyscy zaczęli się rozsuwać a ja i Cole zaczęliśmy powoli zataczać koło. Wiedziałam, że jeśli nie wypuści z siebie tej agresji, to nigdy mu nie minie. Cole był pamiętliwy, ja zresztą też. W końcu ruszył i zadał pierwszy cios, nie upadłam, ale było blisko, wiedziałam, że chce mnie sprowokować, ale nie dałam się, studiowałam jego technikę, padł drugi cios, zaraz za nim kolejny, w końcu podciął mi nogi - upadłam. Rolly obserwując tą sytuację najwyraźniej zaczynał się niecierpliwić. Kiedy zaczęłam się podnosić podbiegł do mnie i uderzył z wykopu, trafił w ranę na plecach. Poczułam jakby ktoś na plecach rozpalił mi ognisko i wtedy się zaczęło, w tle zaczęła lecieć szybka piosenka Imagine Dragons Whatever it takes, rozpędził się do kolejnego uderzenia i ledwo to zrobił, ja zrobiłam świecę łapiąc go w locie i przewracając na ziemię. Chris wypuścił z ulgą powietrze z płuc, Tony obserwował bardzo uważnie to co się działo na macie. Podniósł się szybko z wyskoku i rozpędził się by wbiec we mnie ale kiedy był blisko odbiłam się od jego klatki piersiowej i przeskoczyłam za niego, ledwo dotknęłam ziemii a już był za mną i ujął za ręce, zgubnie myśląc, że odegnie mi je do tyłu i wykręci, jak tylko ujął moje dłonie, przukucnęłam tyłem do niego i zrobiłam fikołka w taki sposób, że znienacka znalazłam się na jego ramionach i skrzyżowałam nogi na jego szyi w taki sposób, że zaczął się dusić, nie puszczałam, za to on w odruchu wyzwolił swój uścisk, moje dłonie stały się wolne a ja ścisnęłam dodatkowo rękoma jego gardło, choć usilnie próbował wyzwolić się z mojego uścisku, nie był w stanie, w końcu Tony powiedział do Rolly'ego:
- Przerwij to bo się pozabijają.
Rolly zszedł pospiesznie na salę, Cole w końcu upadł, zeszłam z niego, gdy z trudem się podniósł uderzyłam go z pół obrotu i już miałam uderzyć ponownie gdy złapał mnie Rolly.
- Wystarczy
Miałam ciężki oddech. Cole spojrzał groźnie na mnie, ale już nie tak jak wcześniej, choć nie potrafił się przyznać do porażki, teraz jakby złagodniał. Rolly w końcu mnie puścił widząc, że się uspokajam. Spojrzałam dziko na Cole'a, bez słowa zaczęłam kierować się do szatni bo poczułam wilgoć na plecach, to mój opatrunek przesiąkł, byłam tego pewna. Rolly podszedł do Cole'a:
- Po co to było?
- Sam nie wiem, po prostu musiałem.
- Tłumaczyłem ci, że ją i Owena nic nie łączyło a od pewnego czasu w ogóle nie ma z nim kontaktu.
- To też wiem. Wziął ręcznik i wytarł twarz. Myślałem, że jest słabsza po tym wszystkim.
- Nie doceniłeś jej, lepiej więcej tego nie rób, rozłam teraz to ostatnia rzecz, której nam potrzeba.
Cole kiwnął głową, po czym poszedł do szatni, w której stałam pijąc wodę, teraz nagle spokorniał, uśmiechnęłam się :
- Przyszedłeś po rewanż?
- Nie, dziękuję. Uśmiechnął się,po czym ciężko westchnął.
- Rolly ma rację, nie doceniłem Cię.
- Bywa.
- Kylie, przepraszam, nie wiem co mi odbiło, może to wcale nie chodziło o Owena, może po prostu to ja byłem zazdrosny.
- Jasne, nie ma do czego wracać, nie gniewam się.
Cole wystawił do mnie rękę, podałam mu swoją, po czym wyszedł z szatni, a ja skrzywiłam się z bólu, który coraz dotkliwiej zaczął mi dokuczać w plecach. Wreszcie długo nie myśląc wzięłam komórkę i wybrałam do Gina :
- Gino jesteś na miejscu? Ok to wejdę na chwilę.
Po chwili już siedziałam na kozetce naszego oddziału ratunkowego i słuchałam wykładu Gina.
- Zawsze to samo.
Powoli już byłam zmęczona tym zrzędzeniem przy okażaniu rany, z drugiej strony wdzięczna, bo Gino zawsze się o mnie troszczył.
- Gino błagam, zaklej to po prostu i przestań marudzić bo wpakuję ci kulkę słowo daję.
W końcu przykleił opatrunek.
- Już. Zeskoczyłam z kozetki.
- Nareszcie.
- Lepiej już dzisiaj nie szalej, w przeciwnym razie szybko tu wrócisz.
- Nie sądzę. Uśmiechnęłam się łobuzersko, ale Ginowi nie było do śmiechu martwił się.
- Kay - zawsze tak mnie nazywał - mówię poważnie, jeśli rana powtórnie pęknie, nie skończy się na opatrunku. Skinęłam głową i wyszłam z gabinetu, po drodze mijając się z Tony'm, wymieniliśmy spojrzenia, ale nie zamieniliśmy słowa. Miałam wrażenie, że z jakiegoś powodu Tony mnie po prostu unika. Nie chciałam się jednak nad tym zastanawiać, nieuniknione było, że w końcu i tak będziemy musieli porozmawiać, ale to nie był ten moment. Wyszłam z oddziału i drzwi się za mną zasunęły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz