Kolejne dni razem z Rolly'm przenieśliśmy swoje treningi na tyły mojego domu, mój trawnik był olbrzymi a co najlepsze, widać było z niego doskonale pole treningowe domu Tony'ego. Trwałam w swych przekonaniach, że uda mi się w końcu pozbyć czucia, ale było to nie lada wyzwanie nawet jak dla mnie.
Po kolejnym ciosie, Rolly chwycił mnie w pół :
- Hej, hej, Kylie weź głęboki oddech. Dyszałam jak na maratonie.
- Jesteś jak wulkan, jak go nie przygasisz to nic z tego nie będzie bo wtedy tylko się męczysz.
Stanął za mną, chwycił moją dłoń i położył na moim sercu, które łomotało jak oszalałe.
- Czujesz?
- Ale że co?
Pokiwał głową z dezaprobatą.
- Zamknij oczy - zamknęłam, a on mówił dalej - a teraz musisz się skupić i wsłuchać we wszystko co wokół Ciebie się dzieje, wsłuchuj się tak długo aż nie usłyszysz bicia swojego serca - czułam, że jego uścisk jest coraz mocniejszy, zaczęłam się czuć nieswojo, ale już po chwili stwierdziłam, że jeśli to ma mi pozwolić na osiągnięcie mojego celu, to wcale nie przeszkadza mi gdzie Rolly trzyma rękę, Rolly mówił dalej czując jak moje ciało zaczyna wiotczeć, odpływałam jak w hipnozie:
- Skup się bo się przewrócisz, nie otwieraj oczu, wsłuchuj się w otoczenie po chwili załapałam, poczułam, że Rolly zwalnia swój uścisk, nasłuchiwalam tak długo aż wyłączyłam się do tego stopnia, że wydawało mi się, że nawet szum trawy słyszę, w tle zaczęła lecieć piosenka Try zespołu Pink, Rolly wystawił rękę by uderzyć mnie w klatkę, zablokowałam mu rękę, okrążał mnie, chciał mnie złapać w pół, ale zablokowałam mu ręce, to było po prostu niesamowite, słyszałam każdy szelest, każde wyciągnięcie ręki, każde podniesienie nogi, po ponad dwóch tygodniach udało mi się zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi, ciosy spadały znienacka jak meteoryty a ja je wszystkie blokowałam, na końcu przewróciłam Rolly'ego na ziemię, otworzyłam oczy a ten uśmiechnął się i wstał z trawnika.
- Koniec szkolenia.
- Nie muszę już ćwiczyć?
- Musisz, ale już nie jestem Ci potrzebny, zdałaś na piątkę.
Spojrzałam na Rolly'ego :
- To dlaczego mam wrażenie, że cię to nie cieszy?
Podszedł do mnie blisko i pogładził po policzku:
- Bo im dalej będziesz w to brnęła, tym bardziej będzie cię to uwierać od środka, a w końcu cię to zniszczy, zniszczy w tobie to, co zostało z Kal.
Popatrzył jeszcze chwilę po czym odszedł, zrobiłam poważną minę, nie wiem czy to co usłyszałam nie spodobało mi się czy po prostu uważałam, że nie mam już nic do stracenia.
Kolejne dni ćwiczyłam już na sali oddziału, moim częstym partnerem był Chris, ale ogólnie to każdy chciał stoczyć ze mną choć jedną walkę w ciągu dnia. Rolly chłodno się temu przypatrywał przechadzając się po sali, Tony natomiast przyglądał się uważnie jakby oceniał moją taktykę.
Przez kolejne dni Rolly stał do góry przy poręczy razem z Tony'm i obserwowali moje powroty z wygranych akcji, przy piosence Sia Unstappable kilkukrotnie patrzyli jak wkraczam z siódemką wspaniałych z różnych akcji, zawsze wygranych :
- Jej wyniki są imponujące.
- Tak wiem, stworzyłem maszynę do zabijania, niezdolną do czucia, pytanie tylko czy była gotowa na to by zatracić resztki siebie.
- Nie była i nigdy nie będzie.
Teraz Rolly chyba czegoś nie rozumiał, był jakby oburzony tym co powiedział Tony:
- To dlaczego kazałeś mi jej to zrobić?
- Bo tego właśnie chciała, musi sama dokonywać wyborów i żyć tak jak w danym momencie chce żyć, nie możesz w nieskończoność oddychać za nią, myśleć za nią i żyć za nią, tak jej nie chronisz tylko robisz z niej nieporadną, błądzącą we mgle dziewczynkę a to dorosła, dojrzała kobieta, która musi sama wiedzieć czego chce. Kylie jest cwana, tylko ty tego nie widzisz.
- O czym mówisz?
- Raczej o kim.
Rolly spojrzał z zaciekawieniem :
- Odnosi sukcesy, jest wydajna jak nigdy dotąd, ale najgorsze starcie jest dopiero przed nią, kiedy spotka na swojej drodze Barodo.
- Co to ma wspólnego z uczuciami?
Tony uśmiechnął się :
- To bardzo proste, myślisz, że dlaczego jej nie zabił?
Rolly spojrzał poważnie
- Mógł ją zabić tysiące razy a jednak dalej żyje, męczy ją, ale chroni po swojemu, bo nie potrafi się pogodzić z tym, że ją stracił, Barodo ją kocha, zraniła go, ale to nie zmieniło jego uczuć do niej, ona też to wie, długo go chroniła, wyłączając emocje ma szansę się przed nim ochronić, z uczuciami - zginie.
W tym samym czasie Asir i Kim siedzieli w klubie popijając piwo i rozmawiając:
- Jest na mnie zła.
- Przejdzie jej.
- Pewnie tak, czas pokaże, a jak ty się trzymasz? Po tym wszystkim?
- Szczerze to słabo, cały czas mam obraz Vanessy przed oczami, ledwo nas złapali od razu zabrali ją do tego drugiego pokoju, przez pięć godzin cały czas słychać było tylko rozdzierający ją ból, w końcu po ponad pięciu godzinach nastała cisza.
Asir przełknął ślinę.
- Wtedy pomyślałam o Kylie i nie potrafię sobie wyobrazić co ona musiała znosić i o tym jak jej się udało przetrwać pół roku w Libanie.
Nagle Asirowi przypomniało się jak lekarze zabierali ją do karetki ze śmigłowca gdy Rolly położył ją na noszach, widok był masakryczny, spojrzał na Kim i przez moment jakby próbował się uśmiechnąć :
- Kylie to twarda sztuka.
- Nie znasz jej.
- Znam ją lepiej niż ci się wydaje. - pociągnął łyk piwa z butelki.
- A ja myślę, że nie do końca, Kylie nigdy nie miała kogoś takiego kto zająłby się nią, kto pokochałby ją za jej słabości, za to jaka jest, ona nigdy nie miała swojego życia, wszystko zaaranżowane, każdy związek, praca, całe życie. Nikt nigdy jej nie zapytał czego ona tak naprawdę chce, nikogo to nie obchodziło, nikt nigdy nawet nie kochał jej tak jak na to zasługiwała, nie wiem może Thorne przez chwilę, ale też nie do końca wszystko z jego strony było fer. Odkąd sięgnę pamięcią Kylie zawsze za wszystkich musiała być odpowiedzialna czy tego chciala czy nie.
- No wiesz wizerunek Niny do czegoś jednak zobowiązuje.
- Asir ale ona nie zawsze była Niną, pamiętam ją jako młodą dziewczynę z głową pełną planów na przyszłość a tak naprawdę to utknęła w martwym punkcie, o wszystkich musiała się troszczyć i za wszystkich odpowiadać : za ojca, za siostrę, za Samanthę, nawet za Rolly'ego.
- Kocha ją.
- Potrzebował jej siły, tylko wtedy ją kochał kiedy potrzebował wydobyć z niej energię, bo ta napędzała jego, przy Kylie był silny i właśnie o tym mówię, wszyscy do czegoś ją potrzebują, Kal nie może sobie pozwolić by choć przez chwilę wypuścić emocje, bo zaraz wszyscy robią z tego wielkie halo.
- Nie każdy facet jest taki sam
- I kto to mówi? Ty też ją kochałeś, może nadal kochasz tylko się do tego nie przyznajesz.
- To co innego, i tak, na swój sposób nadal ją kocham , ale nie tak, po prostu, rajcuje mnie, wyzwalala we mnie wszystkie cechy, których nigdy nikomu bym nie okazał na co dzień, kiedy ją poznałem, była taka nieprzewidywalna, taka inna od reszty kobiet.
- No właśnie, każdy któremu stanęła na drodze nie potrafił przejść obojętnie albo wyrzucić jej ze swojej głowy ot tak.
- Ma tę moc, to fakt, nie wiem co to takiego bo nawet kiedy się wścieka, nie potrafię jej znienawidzić, choć bardzo bym chciał, ale nie musisz się martwić, Kylie jest silniejsza niż możesz sobie wyobrazić.
- Nie przeczę, ale każdy człowiek ma jakiś limit wytrzymałości i wydaje mi się, że jej jest na wykończeniu bo jest już zmęczona byciem silną na każdym kroku i dla wszystkich.
Asir spojrzał na Kim i uśmiechnął się szarmancko:
- Przypomnisz mi dlaczego nigdy się z tobą nie umówiłem?
Kim uśmiechnęła się
- Bo byłam zajęta.
- Fakt, ale już nie jesteś?
- Nic mi o tym nie wiadomo.
- Zajebiście, wypijmy za to.
Uniósł swoją butelkę z piwem i stuknął w butelkę Kim.
Tego samego dnia późnym popołudniem, zebrałam się na odwagę by iść w końcu do Tony'ego i porozmawiać o tym co stało się owego wieczoru pod moim domem. Podeszłam i zapukałam, ale nie otworzył, nadusiłam na klamkę i drzwi się otworzyły. Zamknęłam je po cichu i zauważyłam, że drzwi tarasowe są otwarte. Tony ćwiczył.
Spojrzałam jak robi planka w powietrzu wspierając się na dwóch metalowych pochwytach, jego mięśnie były tak mocno zarysowane jak nigdy, jego ciało nawet nie drgnęło jakby przyjęta pozycja nie sprawiała mu najmniejszego wysiłku. Każdy oddech zarysowywał jeszcze mocniej mięśnie, na plecach zauważyłam identyczny tatuaż jak mój, był olbrzymi i pokrywał całą powierzchnię pleców. Widok Tony'ego był niezwykły, popatrzyłam jeszcze przez chwilę po czym stwierdziłam, że nie będę mu przeszkadzać. Po cichutku obróciłam się tyłem i skierowałam na palcach z powrotem, ale słuch Tony'ego był równie doskonały co mięśnie:
- Kylie
Zatrzymałam się i obróciłam, stal za mną, bardzo blisko i uśmiechnął się:
- Miło cię widzieć, chciałaś uciec?
- Nie, to znaczy przepraszam, drzwi były otwarte, nie chciałam przeszkadzać.
- Nie przeszkadzasz.
- Przyszłam bo...
Nie wiem co się ze mną działo ale normalnie nie potrafiłam się wysłowić, uśmiechnął się delikatnie widząc moje speszenie:
- Nie musisz się mnie obawiać, nie zrobię ci krzywdy.
Czułam jak moja klatka piersiowa unosi się to na dół to do góry w niespokojnym oddechu, zupełnie jakbym przed czymś uciekała.
- Nie miałam okazji ci podziękować.
- Podziękować?
Udawał zdziwionego
- Za uratowanie życia
- Nie ma o czym mówić.
- Właśnie że jest, wiem, że unikasz tego tematu, ale gdybyś się nie pojawił...
Próbowałam wytłumaczyć, ale wyraźnie mi nie wychodziło, gdy zauważył moje splątanie, ujął mnie za ramiona i spojrzał poważnie w oczy
- Kay...
Poczułam się dziwnie, niewiele osób tak do mnie mówiło, ale to było miłe.
- Możesz przestać się bać, nie dopuszczę do tego by ktokolwiek cię skrzywdził rozumiesz? Już zawsze będę cię chronił.
Spojrzałam na niego wzrokiem małej, przestraszonej dziewczynki i nie wiem dlaczego ale w tym jednym momencie, jakbym nagle przestała się bać czegokolwiek, zupełnie jakby cały strach i wszystkie obawy gdzieś uleciały. Czy byłam naiwna? A może zbyt łatwowierna, ale byłam pewna, że mówi prawdę a ja jestem bezpieczna. Kiedy zorientował się, że trzyma moje ramiona zbyt długo, po dżentelmeńsku zabrał szybko ręce i ponownie spojrzał mi w oczy:
- Możesz mi zaufać.
Po chwili bez namysłu odpowiedziałam:
- Wiem.
Z tarasu zawiał wiatr i moje włosy delikatnie odchylily się do tyłu, poczułam znajome ciepło, w myślach odtworzyłam twarz Thorne'a i miałam wrażenie, że czuję go w pobliżu a jeszcze przed chwilą, że to jego dłonie mnie obejmowały.
Zaległa cisza, stałam jak zahipnotyzowana, w końcu uśmiechnęłam się i próbując zmienić temat chciałam zgadnąć, ale słowa uwarły w przełyku, od razu to zauważył i zaczął ubierać na siebie koszulę leżącą na krześle przy stole:
- Chcesz mnie o coś zapytać?
- Jak ty to robisz?
- Ale co?
- Twoja siła jest zdumiewająca jakbyś w ogóle nie odczuwał bólu.
- To nie siła, tylko wewnętrzna energia i odpowiednie przenoszenie ciężaru ciała, nie ma nic wspólnego z siłą fizyczną, to jedynie ładny dodatek, musisz się bardzo skoncentrować, wyłączyć wszystko co obciąża twoje ciało i umysł.
Kiwnełam głową bo teraz zrozumiałam dopiero to co do głowy próbował wpoić mi Rolly podczas naszych treningów.
- Pewnie ciężko się tego nauczyć?
- Twój kolega Asir pewnie powiedziałby, że równie ciężko co ochronić ciebie.
Uśmiechnęłam się, ale przypomnienie mi osoby Asira od razu sprowadziło mnie na ziemię i całe wcześniejsze zażenowanie gdzieś umknęło, od razu wróciłam do rzeczywistości
- Tak, Asir....
Powiedziałam z niesmakiem.
- Chociaż zaprzecza, wiem że cię kocha, wszyscy to wiedzą, ale nie ułatwiasz mu zadania.
- Znam Asir'a wystarczająco długo żeby wiedzieć, że kocha wyłącznie siebie i wyobrażenia o kobiecie, którą nigdy nie będę i nie chcę być.
- A kim chcesz być?
- Czy to ważne?
- Dla mnie tak, nawet bardzo.
- Dlaczego?
- Kiedyś ci to wyjaśnię. Więc?
- Nie chcę być z żadnym facetem, który został mi przypisany przez oddział i traktuje mnie jak zadanie, będąc z Rolly'm przez chwilę wydawało mi się, że mogę być szczęśliwa.
- Nie byłaś - stwierdził
- Byłam, ale tylko do momentu kiedy zrozumiałam, że Rolly nigdy nie przestał pracować.
- Smutne.
- Ale prawdziwe, idzie się przyzwyczaić.
- Nie powinnaś się przyzwyczajać, tylko żyć, mówić głośno o swoich uczuciach, potrzebach, pragnieniach....
- Pięknie się tego słucha, ale takie rzeczy tylko u Jane Austin.
Uśmiechnęliśmy się do siebie, ale Tony nadal na mnie patrzył i to miałam wrażenie poważnie, zupełnie tak jakby nie usatysfakcjonowała go moja odpowiedź.
- Nie mów mi tylko, że w to wierzysz. - powiedziałam zdziwiona.
- Wiara czyni cuda
- Ok, poddaję się, wygrałeś, moje argumenty nic nie zmienią, więc...
- Zawsze możesz próbować.
- Oby mi życia starczyło.
- To prostsze niż myślisz, nauczę cię tego, reszta przyjdzie sama.
- Obiecujesz?
Tony'emu znowu przypomniał sie Thorne i zadźwięczały w uszach słowa "obiecaj mi to" , ale po chwili bez wahania spojrzał na mnie poważnie i powiedział:
- Obiecuję.
Skinęłam głową pojednawczo i skierowałam się do wyjścia nie odwracając się do niego przodem, bo czułam że mnie studiuje na każdym kroku, powiedziałam tylko rozbawiona:
- Pamiętaj, że wisisz mi grabie, nie zapomniałam.
Wyszłam a Tony z uśmiechem pokręcił głową.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz