środa, 22 lipca 2026

ROZDZIAŁ V

 ROZDZIAŁ V

Po ponad godzinnej naradzie i ustaleniach planu naszego działania, Herlow z Danielsem wyszli, zaraz za nimi ruszył Colin a my zostaliśmy sami. Wszyscy spojrzeli na mnie, po wielu latach naszej przerwy wiedziałam, że oczekują ode mnie kilku słów. Przybyli tu dla mnie i doceniałam to bardzo, popatrzyłam jeszcze przez chwilę na Rolly'ego i Asira licząc na jakieś wsparcie choćby słowne, ale milczeli i również wpatrywali się we mnie w skupieniu, w końcu postanowiłam się odezwać:

- Wiem, że czekacie na jakąś mądrą przemowę, ale nie jestem w tym dobra, takich szkoleń nikt nam nie zafundował.
Widziałam, że to rozluźniło obecnych, bo wszyscy uśmiechnęli się jakby nagle atmosfera się rozluźniła.
- Powiem krótko - Kurt, Ron, Zack, Mohit, Jack, Cole, Asir, Rolly, Jesse, Cole...
Wymieniłam wszystkich po czym spojrzałam na nich i ciągnęłam dalej.
- Wiem, że jesteście tu dla mnie, więc niezależnie od tego czy po wszystkim będziecie chcieli wyjechać, czy postanowicie zostać, dorwijmy go i to jak najszybciej się da.
Wszyscy pokiwali głowami, po czym zaczęli klaskać. Wypuściłam z ulgą powietrze, po czym wstałam a wszyscy jak na komendę podnieśli się również, wtedy Asir jakby nagle kamień spadł mu z serca i oświadczył:
- Myślę, że zasłużyliśmy na piwo, zapraszam do klubu naszej pięknej Niny.
Zacisnęłam zęby na to co powiedział, ale towarzystwo jakby się rozluźniło i wszyscy zaczęli podnosić się z foteli. Wszyscy oprócz Jesse i Chrisa wyszli bardzo rozbawieni w towarzystwie Rolly'ego i Asir'a, Jesse widząc, że Chris zatrzymał się koło mnie, udała, że szuka coś w telefonie, spojrzał na mnie a ja na niego:
- Kupa lat, dobrze cię widzieć. Powiedział, Chris był jednym z tych z którymi lata temu dosyć dobrze żyłam , uśmiechnął się do mnie, ja też:
- Widzę, że nadal dbasz o kondycję? Puściłam mu kuksańca w ramie, Chris zawsze był zbzikowany na punkcie swojej tężyzny fizycznej, jego ciało w zasadzie całe zbudowane było z mięśni, podobnie jak Asira czy Rolly'ego.
- Nie odpuszczam, ale widzę, że ty tez.
Roześmiałam się.
- Ja? Daj spokój.
- Taką Cię pamiętam, skromna, ale doskonała.
Po tych słowach aż się Jesse zachłysnęła, spojrzeliśmy na nią oboje, a ta ruszyła w stronę wyjścia i rzuciła w biegu:
- Wiecie co? Widzimy się na miejscu. 
Powiedziała i zniknęła za drzwiami, wypuściłam powietrze ciężko i spojrzałam na Chrisa poważnie:
- Wiesz, że może być ciężko?
- Zawsze było, taka robota.
- Wiem, ale mimo to przyjechałeś, wszyscy przyjechaliście, dziękuję.
- Nie masz za co dziękować, trzymałaś nas w ryzach wiele lat, dzięki tobie nie spłonęliśmy w Bośni, takich rzeczy się nie zapomina, to nasz zasrany obowiązek być przy tobie kiedy tego potrzebujesz.
Spojrzałam sentymentalnym wzrokiem, po czym Chris pocałował mnie w policzek:
- Nie myśl już tyle, marzę o piwie. Otrząsnęłam się i odpowiedziałam:
- Jasne, spotkamy się na miejscu jedź z resztą, ja muszę wjechać do domu się przebrać.
Kiwnął głową i wyszedł, ja przez chwilę stałam jeszcze po czym ruszyłam w stronę wyjścia. Wychodząc z oddziału mój wzrok przebiegł po całym oddziale, był taki sam a jednak inny. Nie chciałam jednak się nad tym zastanawiać, czekały nas ciężkie dni, godziny treningów i wysoko zaawansowana aktywność. Czułam, że muszę wypuścić z siebie trochę tej zalegającej we mnie pary.
Kiedy po godzinie dojechałam do klubu, wszyscy już byli w szampańskich nastrojach, boczna sala, w której bawili się wszyscy z oddziału była wypełniona po brzegi, nazywaliśmy ją salą VIP, widok z niej był praktycznie na cały klub. Popatrzyłam na nich przez chwilę z daleka i tylko jedna myśl przeleciała mi na widok ich roześmianych twarzy, bo co jak co ale bawić to się potrafili, tłukło mi się tylko pytanie czy już zawsze tak będzie i czy po wszystkim zespół będzie dalej w tym składzie co dzisiejszego wieczora. Nie chciałam jednak, żeby cokolwiek zakłócało moją dopiero co odzyskaną energię, dlatego w pierwszej kolejności podeszłam do baru, kiwnęłam na Joe'go, że ma mi podać kieliszek. Błyskawicznie to zrobił i podsunął przede mnie, kiwnęłam, że ma wlać jeszcze jeden. Wypiłam bez namysłu jeden kieliszek po drugim i w końcu postanowiłam dołączyć do reszty, ledwo weszłam do góry zostałam pociągnięta na parkiet przez Mohita. O dziwo nie protestował nawet Asir, który normalnie zwróciłby na pewno uwagę, ale nie dzisiejszego wieczoru, bo każdy był zajęty sobą i tym by zasmakować tej chwili oddechu. W duchu musiałam przyznać, że pomysł Asira był strzałem w dziesiątkę, również ilość alkoholu była imponująca jak dla mnie. Czułam, że powoli siły witalne ustępują i czas kończyć tą zabawę. Dochodziła pierwsza w nocy gdy postanowiłam spacerem ruszyć w stronę domu by po drodze alkohol trochę ze mnie uleciał. Idąc tak dobrze znanymi mi ulicami poczułam się wolna i bezpieczna jak nigdy w ostatnim czasie i to był właśnie mój największy błąd. Wszyscy doskonale się jeszcze bawili gdy opuszczałam klub i chyba nie specjalnie ktokolwiek zauważył, że wyszłam. Akurat dochodziłam do swojego podjazdu, widziałam, że u Tony'ego w domu jeszcze tli się światło, pomyślałam, że pewnie znowu ma wenę na pisanie. Już miałam wyciągać klucze z torebki gdy zauważyłam kilka cieni na drzwiach wejściowych, tuż za mną. Obróciłam się błyskawicznie i spojrzałam, było ich chyba z ośmiu, wszyscy w rękach trzymali jakieś narzędzia, jeden miał kij baseball'owy, jeden łańcuch, jeszcze inny munchako. Nie miałam pojęcia co to za nieciekawe typy, ale jednego byłam pewna - że moja absolutna chęć odprężenia się w klubie doprowadziła zarówno do lekkomyślnego stroju - luźna, krótka, rozkloszowana sukienka, buty na obcasie a przede wszystkim - brak pod ręką jakiejkolwiek broni. Ich wyraz twarzy wskazywał tylko na jedno - kłopoty. Choć wyglądali na zwyczajnym gangusów z jakiejś arabskiej dzielnicy, nie mogłam się pozbyć wrażenia, że to kolejny pomysł Barodo na uprzykrzenie mi życia, choć przyznam, że przez moment nawet udało mi się oderwać myśli od jego osoby. Widząc, że do domu nie zdołam się dostać a ulica o tej godzinie była zupełnie pusta, w pobliżu poza domem Tony'ego nie było żadnego innego. Wypuściłam torebkę z ręki i wysunęłam stopy z butów, pomyślałam, że wyjścia nie mam żadnego, miałam jedynie żal do siebie o ilość alkoholu, który w siebie wlałam. Czułam jak huczy mi w głowie, ale wiedziałam, że jeśli szybko nie postawię się w pionie, to mogę nie wyjść z tego cało. Bez zastanowienie odsunęłam się od drzwi bym miała otwartą przestrzeń. Stanęłam na ulicy a towarzystwo w jednej chwili zaczęło mnie okrążać. Kiedy ruszył w moją stronę pierwszy z kijem baseball'owym , wiele nie myśląc uderzyłam w niego z wyskoku - upadł a kij potoczył się po spadzie ulicy w kierunku domu Tony'ego położonego znacznie niżej od mojego, kolejny ruszył z narzędziem niewiadomego pochodzenia, którym trafił mnie w rękę, o dziwo nie poczułam bólu jakiego się spodziewałam, chyba alkohol działał znieczulająco. Gdy to zobaczyli, stało się to czego obawiałam się najbardziej - ruszyli na mnie szturmem z każdej strony. Zaczęłam walczyć przyjmując kolejne ciosy, gdy w końcu udało mi się wyswobodzić, chciałam odskoczyć w stronę stojącego na podjeździe mojego samochodu. Nie zdążyłam. Facet, który stał z łańcuchem, z rozpędu zarzucił go na mnie niczym lassem. Łańcuch był strasznie gruby a jego brzegi pospawane na ostro, oplótł moje ciało na wysokości ramion. Gdy chciałam się wyswobodzić, ten pociągnął mocniej, poczułam jak metal  wbija mi się w dekolt i plecy a ja tracę równowagę, upadając uderzyłam głową w krawężnik. Poczułam znajome ciepło. To krew płynąca mi po skroni. Wykorzystując chwilę nieuwagi i śmiechu rozbawionego towarzystwa, chciałam się podnieść z powrotem i wtedy jak przez mgłę zauważyłam mężczyznę, który trzymając w ręku kij baseball'owy, ten sam który wcześniej potoczył się po ulicy. Szedł  zdecydowanym krokiem pogwizdując pod nosem aby zgromadzeni zwrócili na niego uwagę. W końcu przystanął i uśmiechnął się do zgromadzonych, którzy od razu zwrócili się w jego kierunku. W przelocie spojrzał na mnie, wyswobodziłam się z łańcucha i dostrzegłam wreszcie tak dobrze znaną mi twarz - Tony'ego. Pomyślałam, że nie wie co robi, on pisarz, ledwo dający radę na skałce, stoi przed bandą rozwydrzonych neandertalczyków z kijem w ręku i uśmiechem na twarzy. Miał na sobie czarną koszulę zapiętą raptem tylko do klatki piersiowej i podwinięte rękawy. Wyglądało to tak jakby jeszcze dobrze nie zaczął się rozbierać, kiedy dobiegł go hałas z ulicy. Mrugnął do mnie, po czym spojrzał  i  powiedział z tym swoim wdziękiem dżentelmena:
- Kylie, idź proszę do domu.
Chciałam iść, ale nogi odmówiły posłuszeństwa, zdołałam jedynie przesunąć się w stronę auta i modlić się żeby go nie zabili, ale Tony był bardzo opanowany, precyzyjny... Inny niż zazwyczaj.
- Panowie - odrzekł - możemy zaczynać? Zapytał z uśmiechem.
Myślałam, że śnię, czy on coś brał? Czy może ja byłam bardziej pijana niż sądziłam.
Na słowa Tony'ego, na trzy cztery wszyscy ruszyli z rozpędu na niego i tak jak ruszyli, po chwili wszyscy poupadali , widząc to zaczęli podbiegać pojedynczo, ale Tony sprawę załatwił nadzwyczaj szybko, jednego tak obrócił, że jednym ruchem skręcił mu kark, drugiemu uderzając kijem w głowę, roztrzaskał czaszkę , mogłabym dalej wymieniać, ale nie rozumiałam co się wokół mnie dzieje, ruchy Tony'ego były tak płynne, precyzyjne a siła potężna niczym wulkan. Nie byłam w stanie tego nawet sobie wyobrazić, wiele widziałam, ale czegoś takiego - nigdy. Gdy jeden zaczął uciekać, Tony rzucił w niego kijem jak strzałą , kij przebił szyję na wylot, gdy ruszył na niego facet z łańcuchem, który uprzednio mnie zaatakował, choć ten próbował tego samego manewru rzucając łańcuch w stronę Tonego, ten jednak złapał go jedną ręką , pociągnął tym sposobem faceta wprost na siebie i jednym , pewnym ruchem owinął mu łańcuch na szyi i zacisnął tak, że aż chrupnęło, facet upadł. Został ostatni, stał z munchako. Tony wyprostował się, spojrzał na mnie i spokojnie poprawił kołnierzyk koszuli, po czym gdy zauważył, że facet kieruje się w moją stronę, chwycił moje grabie oparte o drzewo tuż przy samochodzie, złamał je na pół na kolanie i gdy facet ruszył na niego, Tony bez zastanowienia pewnym ruchem wbił w niego kij przebijając na wylot. W tym samym momencie gdy spojrzałam na leżące ciała, usłyszałam pędem podjeżdżające samochody chłopaków z naszego oddziału. Tony nie bacząc na nich pochylił się nade mną i wystawił swoją dłoń :
- Pozwolisz?
Myślałam, że śnię, podałam mu swoją , po chwili byliśmy już w mieszkaniu, drzwi były na oścież otwarte, chłopacy zaczęli dzwonić i wydawać dyspozycje, do domu wszedł szybkim krokiem Rolly z Asir'em, zaraz za nimi weszła Jesse, po minie widziałam, że musiałam wyglądać koszmarnie. Nie łapałam się w tej całej sytuacji, ale jakoś nie obchodziło mnie to co się dzieje. Alkohol chyba puścił i czułam, że słabnę. Siedziałam na kanapie z zamiarem ruszenia na górę by doprowadzić się do ładu, Tony kiwnął porozumiewawczo do Jesse, która od razu wzięła mnie pod ramię by zaprowadzić do góry, Rolly rzucił tylko w przelocie:
- Kylie, przepraszam, powinienem....
Nie zdążył dokończyć, kiwnęłam tylko głową i zaczęłam się kierować do góry,  Tony spojrzał na mnie, po czym przeniósł swój wzrok na Rolly'ego groźnie:
- Miałeś jej pilnować. Podniósł ton głosu, ale tylko na moment, po chwili znowu się uśmiechnął po dżentelmeńsku widząc, że choć weszłam na górę to obserwuję to zdarzenie, Rolly spuścił głowę czego nie miał w zwyczaju robić przed nikim i kiedy już myślałam, że ciąg dalszy nie nastąpi, Asir wtrącił:
- Byłoby łatwiej gdyby "Pani Ładna", nie próbowała sobie czegoś udowodnić!
Asir podniósł głos co wyprowadziło najwyraźniej Tony'ego z chwilowej równowagi, bez namysłu chwycił Asira lewą ręką za krtań i ścisnął tak, że Asir aż zrobił się siny, można powiedzieć, że prawie zawisł w powietrzu, bo widziałam jak usilnie próbował złapać równowagę na czubkach swoich butów, Tony powiedział spokojnie:
- Radzę ci, uważaj na słowa i nie chciej żebym stracił cierpliwość.
Puścił go, ale w taki sposób jakby nim rzucił do przodu, weszłam do łazienki a Asir złapał się za gardło.
- Wezwijcie ekipę. 
Rolly kiwnął głową, reszta najwyraźniej była zachwycona , że ktoś wreszcie utarł Asirowi nosa. 
Kiedy wyszłam z łazienki w czarnym, krótkim, atłasowym poranniku na boso, sięgnęłam po papierosa i zapaliłam, minę miałam niewyraźną, czułam się wygłupiona. W mieszkaniu nikogo już nie było poza Tonym i Jesse, która na mój widok odsunęła się od Tony'ego, z którym wcześniej rozmawiała i spojrzała na mnie pytająco:
- Potrzebujesz mnie jeszcze?
- Nie.
Kiwnęła głową i spojrzała na Tony'ego jakby czekając na jego pozwolenie odejścia, Tony skinął głową. Chwilę jeszcze patrzyłam jak Jesse schodzi po schodach i wychodzi z domu, po czym drzwi się zatrzasnęły, zerknęłam nieśmiało na Tony'ego, bo jakoś dziwnie skrępowana się poczułam. Spojrzał na mnie i wskazał na łóżko, usiadłam bez słowa. Tuż przy mnie leżał zestaw lekarski, nie pomyślałam, ale skroń była rozcięta od krawężnika a plecy strasznie były poharatane od łańcucha. Nie zadawałam pytań, bo choć nie potrafiłam zrozumieć zaistniałej sytuacji, poczułam, że jestem bezpieczna, reszta jakoś mnie nie obchodziła. Usiadł na ogromnej pufie naprzeciwko mnie, wziął z apteczki długi patyczek z gazą , spojrzał:
- Mogę? Zapytał zanim dotknął nim rany na skroni. Kiwnęłam głową na tak.
- Może zaboleć.
- Wytrzymam. Zgasiłam papierosa, po czym ścisnęłam mocno w dłoniach pościel na której siedziałam, Tony bardzo ostrożnie przejechał po ranie by ją odkazić, po czym przyjrzał się uważniej ranie po oczyszczeniu.
- Powinienem to zszyć.
Teraz to ja delikatnie się uśmiechnęłam:
- Jesteś lekarzem? Odwzajemnił mój uśmiech.
- Nie ufasz mi?
- Dlaczego? Tak tylko pytam.
- Byłem ,wojskowym, już nie praktykuję.
- Zagoi się, wystarczy plaster.
Tony kiwnął głową, po czym piencetą ostrożnie przykleił trzy cienkie plastry, które w zasadzie pełniły tą samą funkcję co szwy. Kiedy nakleił, wstał na chwilę, podszedł do drugiej torby i wyjął małą podręczną piersiówkę, odkręcił i podał mi ją do ręki, spojrzałam.
- Co to? Zapytałam gdy wzięłam do ręki i powąchałam skrzywiając się.
- Nie bój się, nie otruję cię, to pomoże złagodzić ból, wypij, proszę.
Nie zastanawiając się długo wzięłam potężnego hausta, wzdrygnęłam się i oddałam mu. Tony zakręcił piersiówkę  i odstawił na stolik przy łóżku. Usiadłam po turecku i zsunęłam delikatnie szlafrok odsłaniając plecy do połowy. Spojrzał na mnie a ja na niego, moje oczy były ufne.
- Jeśli będzie mocno bolało powiedz, przerwę.
Kiwnęłam głową.
- Mogę?
Kiwnęłam głową i przygryzłam wargę, chociaż jeszcze mnie nawet nie dotknął, już w kościach czułam jak ogromny będzie to ból.  Klęknął za mną, odsunął mi delikatnie włosy do przodu, jego palce dosłownie musnęły mojego karku a ja poczułam, przeszywający dreszcz nieznanego pochodzenia. Spojrzał na lewą łopatkę, na której miałam tatuaż oddziału - ognistego phoenixa, z którego skrzydeł wychodziła na jedną stronę litera alfa a z drugiego omega, w środku phoenixa mała litera N. Wszyscy go mieliśmy, jedyne co je różniło to rozmiar. Przytknął znienacka jałowy okład z odkażaczem, a ja poczułam jakbym nagle dostała uderzenia niebezpiecznie wysokiej gorączki, rana na prędze była niestety paskudna i wyglądała jak poszarpana, wiedziałam, że muszę wytrzymać, ale ból był tak ogromny, że choć nie wiem jak to się stało, poczułam, że mdleję a głowa leci mi do przodu, Tony błyskawicznie podłożył swoją dłoń pod moją głowę, chyba w obawie żebym się nie uderzyła w kant łóżka. Drugą ręką trzymał opatrunek, po chwili świadomość zaczęła wracać.
- Przepraszam, nigdy tak nie miałam.
- To przez gorączkę, do rana minie, zrobię Ci tylko opatrunek i możesz odpocząć.
- Przyłożył delikatnie po długości gazę, po czym oplótł bandażem i podciągnął mi szlafrok na ramiona.  Obróciłam się przodem do niego.
- Mogę się już położyć?
Uśmiechnął się.
- Możesz, 
Położyłam się ostrożnie na boku i nakryłam kocem, nie miałam ochoty wchodzić pod kołdrę. Tony sięgnął raz jeszcze do torby, wyjął fiolkę z jakimś lekiem, naciągnął strzykawkę i kucnął przy mnie, podciągnął mi delikatnie rękaw, nie protestowałam, wbił igłę tak delikatnie, że nawet nie poczułam.
- Co to?
- Bomba witaminowa, pomoże ci zasnąć i wytrzeźwieć. Rano poczujesz się lepiej.
Wyjął igłę i przyłożył sterylny gazik, wstał dosłownie na ułamki sekundy by uprzątnąć wszystko a gdy spojrzał na mnie ponownie, już odpłynęłam. Spojrzał z czułością, której już się chyba dzisiaj nie spotyka. Poprawił mi koc, przejechał dłonią po policzku, spojrzał na lewą dłoń i obrączkę na palcu, po czym zgasił światło i usiadł w dużym fotelu przy oknie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz