ROZDZIAŁ IV
Jak tylko weszłam do domu i podbiegłam do komody stojącej w salonie. Jesse stała w jednym miejscu i zaczęła mi się przyglądać widząc jak zatrzaskuję kolejne szuflady.
Kylie, powiesz mi o co chodzi? Nie reagowałam, w końcu krzyknęła- Nina!! Podskoczyłam dokładnie w tym samym momencie, w którym znalazłam to czego szukałam. Jesse podeszła bliżej i spojrzała na złotą szeroką obrączkę.
- Znalazłam. Jesse spojrzała poważnie.
- Znowu stałaś się mężatką?
- Myślisz, że fiksuję?
- Nie, dlaczego? Po prostu pytam co jest grane?
- Nie potrafię Ci tego wyjaśnić, pamiętasz jak Ci opowiadałam, że tęsknię za Thorne'm i ciągle go widzę?
- Pamiętam. Pomyślałam, że może to jakiś znak. Założyłam obrączkę na palec, tym razem jednak na lewą rękę.
- Myślę, że czuwa nade mną, może z jego pomocą jakoś to przetrwamy.
Jesse kiwnęła głową z poważną miną.
- Możesz mi coś obiecać?
Teraz to ja spoważniałam.
- Jasne - odpowiedziałam bez namysłu.
- Jak tylko to się skończy i przeżyjemy, obiecaj mi, że zmienisz kolor włosów, ten źle mi się z Tobą kojarzy, jesteś mroczniejsza niż potrafisz być.
- Obiecuję.
- I nie dasz się zabić?
Uśmiechnęłyśmy się do siebie, pokiwałam głową, nikt tak bardzo nie rozumiał z czym będziemy się mierzyć tak jak my dwie.
- Postaram się Jesse.
- No, to już coś. Jesse pokręciła głową.
- A teraz zmiataj się przebrać a ja idę zrobić kawę.
Kiwnęłam z uśmiechem głową i już miałam wchodzić do góry, kiedy nagle do mojego domu bez zaproszenia wszedł Asir.
- W myślach mi czytasz. Jesse zaczęła się śmiać, Asir rozsiadł się wygodnie na kanapie w salonie a ja nie chcąc się z nim spierać, po prostu weszłam schodami do góry. Nie chciałam z nim teraz walczyć, musiałam robić wszystko aby nie doprowadzić do jakiegokolwiek rozłamu, musieliśmy wszyscy trzymać się razem. To nie był ten moment. Ledwo poszłam do góry a po chwili usłyszałam, że Asirowi dzwoni telefon, odebrał
- Tak, rozumiem. Tak będę. Wstał z kanapy, popatrzył na mnie z uśmiechem akurat w momencie kiedy zakładałam bluzkę.
- Jest ze mną. Kontynuował z uśmiechem na twarzy. - Właśnie wyszła spod prysznica. Zrobiłam surową minę i cisnęłam w Asira koszulką, którą trzymałam w ręku.- Zabiorę ją jak będzie grzeczna. Rozłączył się i zanurzył swoją twarz w mojej koszulce, przymknął oczy.
- Miód na moje serce . Wzdrygnął się i odrzucił mi koszulkę. Jesse akurat przyszła z kawą i postawiła na stole, była bardzo rozbawiona zaistniałą sytuacją, słysząc wszystko z kuchni.
- Szlak, to po kawie?
Asir usiadł z powrotem na kanapie.
- Myślę, że Rolly nie obrazi się za kilka minut spóźnienia.
W duchu pomyślałam, że nie było trudno się domyślić iż dzwonił Rolly. Czułam się jak w ukrytej kamerze, jakby obydwoje się na mnie zmówili. Jesse i Asir zaczęli pić kawę podczas kiedy ja kończyłam się ubierać. Założyłam przylegające skórzane spodnie, czarną dopasowaną bluzkę z widocznym dekoltem, buty kozaki na grubym koturnie i na wierzch narzuciłam czarną skórzaną kurtkę. Spojrzałam raz jeszcze w lustro by upewnić się, że mój dosyć "mroczny" jakby to nazwała Jesse makijaż jest idealnie zrobiony. Wzięłam do ręki pistolet, wyjęłam magazynek upewniwszy się, że broń nie jest odbezpieczona. Sprawdziłam magazynek, po czym schodząc ze schodów załadowałam go z powrotem i włożyłam do kabury w szerokim pasie oplatającym moją talię. Schodząc ze schodów - Jesse i Asir spojrzeli na mnie poważnie. Spojrzałam na obydwóch. Asir nie mógł odkleić wzroku a i Jesse miałam wrażenie, że załączyła jej się retrospekcja. Moje czarne włosy opadały luźno na ramiona.
- Jestem gotowa.
Asir wypuścił powietrze z piersi i kiwnął głową choć widać było, że jest pod wrażeniem.
W tle zaczęła lecieć wolna piosenka Love me like you do Ellie Goulding. Pojechaliśmy na oddział, wjechaliśmy samochodami na podziemny parking agencji , podeszliśmy do wielkich rozsuwanych drzwi i gdy tylko się otworzyły Asir i Jesse rozsunęli się by puścić mnie przodem i gdy tylko zrobiłam krok, oboje ruszyli zaraz za mną, zupełnie tak jakby byli moimi ochroniarzami. Przechodząc przez główną salę wszyscy zaczęli się rozsuwać zupełnie tak jakby wchodziła królowa angielska, ale myślę, że było to bardziej podyktowane niemożliwością odgadnięcia tajemniczości, która jakby zaczęła rozpościerać się nade mną i po całej sali. Rolly stał u góry z "siedmioma wspaniałymi" i patrząc na mnie miałam wrażenie, że skanuje mnie od góry do dołu i na odwrót. W końcu doszliśmy do schodów prowadzących do góry , szklane drzwi sali konferencyjnej rozsunęły się, "wspaniali" ustąpili mi miejsca i puścili przodem by wkroczyć na salę zaraz za mną. Usiedliśmy przy okrągłym stole, przy którym to ostatnim razem siedziałam jeszcze z Thorn'em. Zajęłam miejsce naprzeciwko generała Herlowa i Danielsa, który na sam mój widok dostawał dreszczy a teraz miałam wrażenie, że jestem dla niego groźna jak nigdy przedtem, wcielenie Niny było dla niego najgorszą z możliwych moich odsłon. Po mojej prawej stronie usiadł Rolly, z lewej Asir. Colin siedział tradycyjnie przy Danielsie z boku, reszta zajęła pozostałe miejsca, niemalże równocześnie nasze oczy skierowały się na Herlowa a ten uśmiechnął się szeroko i klasnął w dłonie, po czym spojrzał na każdego a zaraz potem przemówił:
- Widzę, że jesteście wszyscy w komplecie, miło was znowu widzieć w tak doborowym towarzystwie już dawno nie przebywałem. Na te słowa Daniels odchrząknął, uśmiechnęłam się wrednie pod nosem a Harlow kontynuował.
- Nie będę was zanudzał jak bardzo wielkie w was pokładamy nadzieje bo doskonale wiecie o tym, że nie co dzień się tutaj spotykamy w takim składzie. Chciałbym tylko powiedzieć, że kiedy będzie po wszystkim , głęboko wierzę, iż spotkamy się w tym samym gronie ponownie. To najściślejsza operacja jaką nasz wywiad pamięta, kiedy będziecie gotowi do tego by wyruszyć , człowiek, któremu to wszystko zawdzięczamy, założyciel i twórca, dzięki któremu możemy tu być, uruchomi KRYPTONIM NINA.
Mądre słowa - kiedy będziemy gotowi, czy na coś takiego ktokolwiek mógłby być gotowy? My byliśmy, bo byliśmy elitą najlepszych agentów jakich kiedykolwiek miał amerykański wywiad, najlepiej wyszkolonymi, bezszelestnymi, przemieszczających się niczym cienie, ratującymi życie niewinnych, odbierającymi życie złym. Jedni traktowali nas jak zbawienie, inni jak wyrok śmierci bez żadnego sądu. To my byliśmy sądem , niczym wyrocznia decydowaliśmy o losie każdego istnienia na kuli ziemskiej, bo mieliśmy takie prawo, prawo, które sami tworzyliśmy, bo choć nie wiedzieliśmy kto nas stworzył - doskonale wiedzieliśmy do czego .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz