wtorek, 28 lipca 2026
ROZDZIAŁ X
niedziela, 26 lipca 2026
ROZDZIAŁ IX
piątek, 24 lipca 2026
ROZDZIAŁ VIII
ROZDZIAŁ VII
ROZDZIAŁ VI
ROZDZIAŁ VI
Kiedy obudziłam się rano rzeczywiście nie czułam żadnego bólu, choć może powinnam. Uniosłam się na łóżku a we fotelu siedział Rolly. Nie kryłam zdziwienia:
- Rolly? Byłeś tu przez całą noc?
- Nie, był tu Tony, wezwał mnie godzinę temu, powinniśmy porozmawiać.
- O czym?
- Przepraszam, że wczoraj straciłem czujność.
- Jak my wszyscy, nie mam do Ciebie żalu.
- Pewnie masz tysiąc pytań?
Usiadłam przy swojej toaletce i spojrzałam w duże lustro, przecięcie trochę się zasiniło, ale nie tak bardzo jak się spodziewałam, nie wiem jakich mikstur użył na mnie Tony, ale miały piorunujacy efekt. Chciałam się czym prędzej doprowadzić do ładu i jechać na oddział.
- Prawdę mówiąc nie mam żadnych.
Rolly spojrzał z niedowierzaniem, to nie było do mnie w ogóle podobne.
- Kiedyś i owszem, pewnie miałabym ich sto, ale nie teraz, sami okłamywalismy wszystkich przez pięć lat i usiłowalismy tłumaczyć wszystkim, że nie mieliśmy wyboru, wiem jakie to trudne, jeśli Tony nie powiedział kim jest, musiał mieć ku temu ważne powody, znam go.
- Myślę, że nie do końca, to bardzo groźny człowiek, zimny i nieobliczalny, ale... Lepszego wojownika na swojej drodze nie spotkałem, mówili na niego człowiek cień. Pojawiał się znienacka i równie szybko znikał. Jego przykrywka również była doskonała, światowej sławy pisarz...
Nie zdążył dokończyć, bo spojrzałam karcąco przerywając :
- W jakim celu mi to mówisz?
- Mówię Ci to, bo naprawdę nazywa się Tony DeNeilo i jest bratem Thorne'a.
Nie wiem dlaczego, ale w duchu nawet poczułam ulgę. Uśmiechnęłam się do Rolly'ego bo na myśl o tym, że ja i Tony jesteśmy rodziną, wywołała we mnie same pozytywne wibracje. Obróciłam się na pufie przodem do niego:
- Posłuchaj Rolly, czego Byś mi nie powiedział, gdyby wczoraj się nie pojawił, dzisiaj nie siedziałabym tu z Tobą.
Rolly kiwnął głową, po czym powiedział poważnie :
- Wiem.
- A teraz, skoro już masz mnie koniecznie pilnować, to zrób sobie kawę i daj mi pół godziny żebym mogła się ogarnąć i uszykować do wyjścia.
- Nie mówisz poważnie.
Ale ja wstałam i uśmiechnęłam się szeroko pełna energii, zastrzyk chyba nadal działał.
- W życiu nie byłam poważniejsza.
- A twoje obrażenia?
- Mam dobrego lekarza - rzuciłam po czym drzwi od łazienki się za mną zamknęły.
Po niecałych trzydziestu minutach byłam gotowa. Makijaż szczelnie przykrył obrażenia twarzy, założyłam obcisłe czarne spodnie z gnieniegdzie oryginalnymi przecięciami, wojskowe buty - kozaki na wysokim koturnie ale płaskiej podeszwie oraz bardzo luźną koszulkę z krótkim rękawem i sporym wycięciem tak aby nie uwierała szyi ani rany na plecach, o dziwo na dekolcie pojawiło się ledwie zacienienie po łańcuchu. Ubrałam ciasny pas na spodnie z kaburą na broń, przeładowałam swoją berettę i włożyłam do kabury, spojrzałam na Rolly'ego:
- Idziemy?
Chwilę popatrzył, po czym porozumiewawczo kiwnął głową, zeszliśmy po schodach i wyszliśmy z domu. Gdy dojechaliśmy na podziemny parking oddziału, drzwi się przed nami rozsunęły i wkroczyliśmy prosto na główną salę. Oczy wszystkich bez wyjątku skierowane były na nas, Linda stojąca z Asirem aż płonęła ze złości, że nie udało jej się pozbyć rywalki. Do góry na piętrze stał nie kto inny jak Tony z Jesse. Ta spojrzała na mnie z góry i powiedziała do Tony'ego:
- Nie wierzę.
Tony uśmiechnął się delikatnie jakby do siebie a może do Jesse. Nie zatrzymywałam się jednak, przy końcu sali rozdzieliliśmy się z Rolly'm. On skierował się na piętro do Tony'ego a ja prosto do szatni, w której otworzyłam swoją szafkę, rozpiełam pas z bronią,włożyłam do środka, zamknęłam drzwiczki i zobaczyłam Jesse. Uśmiechnęłam się do niej a ta skarcila mnie wzrokiem.
- Nie przeginasz trochę?
- Jesse kocham cię wiesz o tym, ale czuję się dobrze.
- Bo działają leki, a co jeśli przestaną?
- Wtedy będę się martwić.
Uśmiechnęłam się skierowałam swoje kroki na salę gimnastyczną, na której wszyscy łącznie z siódemką wspaniałych robili morderczy trening sprawnościowy. Chris jak tylko mnie zobaczył, oderwał się od worka, który boksował i podszedł bliżej mnie, uśmiechnął się :
- Nie powinnaś przypadkiem leżeć?
- Jeszcze raz mnie o to zapytasz i ci przyłożę.
- To może ze mną spróbujesz skoro taka jesteś harda. Obróciliśmy się niemalże równocześnie, kawałek za mną stał Cole. Czułam, że w powietrzu wisi coś ciężkiego, Cole nadal miał do mnie żal o Owena, myliłam się sądząc, że już o tym zapomniał.
- Ok. Odpowiedziałam hardo.
- Cole daj spokój. Powiedział Chris, ale przytrzymałam mu rękę.
- Chris jest ok, musimy wyjaśnić sobie pewne sprawy.
- To chyba nie jest dobre miejsce.
- Myślę, że lepszego nie znajdziemy.
Chris nie był zadowolony, spojrzał zaniepokojony do góry na Rolly'ego i Tony'ego jakby oczekiwał od nich reakcji, ale ta nie nastąpiła. Wszyscy zaczęli się rozsuwać a ja i Cole zaczęliśmy powoli zataczać koło. Wiedziałam, że jeśli nie wypuści z siebie tej agresji, to nigdy mu nie minie. Cole był pamiętliwy, ja zresztą też. W końcu ruszył i zadał pierwszy cios, nie upadłam, ale było blisko, wiedziałam, że chce mnie sprowokować, ale nie dałam się, studiowałam jego technikę, padł drugi cios, zaraz za nim kolejny, w końcu podciął mi nogi - upadłam. Rolly obserwując tą sytuację najwyraźniej zaczynał się niecierpliwić. Kiedy zaczęłam się podnosić podbiegł do mnie i uderzył z wykopu, trafił w ranę na plecach. Poczułam jakby ktoś na plecach rozpalił mi ognisko i wtedy się zaczęło, w tle zaczęła lecieć szybka piosenka Imagine Dragons Whatever it takes, rozpędził się do kolejnego uderzenia i ledwo to zrobił, ja zrobiłam świecę łapiąc go w locie i przewracając na ziemię. Chris wypuścił z ulgą powietrze z płuc, Tony obserwował bardzo uważnie to co się działo na macie. Podniósł się szybko z wyskoku i rozpędził się by wbiec we mnie ale kiedy był blisko odbiłam się od jego klatki piersiowej i przeskoczyłam za niego, ledwo dotknęłam ziemii a już był za mną i ujął za ręce, zgubnie myśląc, że odegnie mi je do tyłu i wykręci, jak tylko ujął moje dłonie, przukucnęłam tyłem do niego i zrobiłam fikołka w taki sposób, że znienacka znalazłam się na jego ramionach i skrzyżowałam nogi na jego szyi w taki sposób, że zaczął się dusić, nie puszczałam, za to on w odruchu wyzwolił swój uścisk, moje dłonie stały się wolne a ja ścisnęłam dodatkowo rękoma jego gardło, choć usilnie próbował wyzwolić się z mojego uścisku, nie był w stanie, w końcu Tony powiedział do Rolly'ego:
- Przerwij to bo się pozabijają.
Rolly zszedł pospiesznie na salę, Cole w końcu upadł, zeszłam z niego, gdy z trudem się podniósł uderzyłam go z pół obrotu i już miałam uderzyć ponownie gdy złapał mnie Rolly.
- Wystarczy
Miałam ciężki oddech. Cole spojrzał groźnie na mnie, ale już nie tak jak wcześniej, choć nie potrafił się przyznać do porażki, teraz jakby złagodniał. Rolly w końcu mnie puścił widząc, że się uspokajam. Spojrzałam dziko na Cole'a, bez słowa zaczęłam kierować się do szatni bo poczułam wilgoć na plecach, to mój opatrunek przesiąkł, byłam tego pewna. Rolly podszedł do Cole'a:
- Po co to było?
- Sam nie wiem, po prostu musiałem.
- Tłumaczyłem ci, że ją i Owena nic nie łączyło a od pewnego czasu w ogóle nie ma z nim kontaktu.
- To też wiem. Wziął ręcznik i wytarł twarz. Myślałem, że jest słabsza po tym wszystkim.
- Nie doceniłeś jej, lepiej więcej tego nie rób, rozłam teraz to ostatnia rzecz, której nam potrzeba.
Cole kiwnął głową, po czym poszedł do szatni, w której stałam pijąc wodę, teraz nagle spokorniał, uśmiechnęłam się :
- Przyszedłeś po rewanż?
- Nie, dziękuję. Uśmiechnął się,po czym ciężko westchnął.
- Rolly ma rację, nie doceniłem Cię.
- Bywa.
- Kylie, przepraszam, nie wiem co mi odbiło, może to wcale nie chodziło o Owena, może po prostu to ja byłem zazdrosny.
- Jasne, nie ma do czego wracać, nie gniewam się.
Cole wystawił do mnie rękę, podałam mu swoją, po czym wyszedł z szatni, a ja skrzywiłam się z bólu, który coraz dotkliwiej zaczął mi dokuczać w plecach. Wreszcie długo nie myśląc wzięłam komórkę i wybrałam do Gina :
- Gino jesteś na miejscu? Ok to wejdę na chwilę.
Po chwili już siedziałam na kozetce naszego oddziału ratunkowego i słuchałam wykładu Gina.
- Zawsze to samo.
Powoli już byłam zmęczona tym zrzędzeniem przy okażaniu rany, z drugiej strony wdzięczna, bo Gino zawsze się o mnie troszczył.
- Gino błagam, zaklej to po prostu i przestań marudzić bo wpakuję ci kulkę słowo daję.
W końcu przykleił opatrunek.
- Już. Zeskoczyłam z kozetki.
- Nareszcie.
- Lepiej już dzisiaj nie szalej, w przeciwnym razie szybko tu wrócisz.
- Nie sądzę. Uśmiechnęłam się łobuzersko, ale Ginowi nie było do śmiechu martwił się.
- Kay - zawsze tak mnie nazywał - mówię poważnie, jeśli rana powtórnie pęknie, nie skończy się na opatrunku. Skinęłam głową i wyszłam z gabinetu, po drodze mijając się z Tony'm, wymieniliśmy spojrzenia, ale nie zamieniliśmy słowa. Miałam wrażenie, że z jakiegoś powodu Tony mnie po prostu unika. Nie chciałam się jednak nad tym zastanawiać, nieuniknione było, że w końcu i tak będziemy musieli porozmawiać, ale to nie był ten moment. Wyszłam z oddziału i drzwi się za mną zasunęły.
środa, 22 lipca 2026
ROZDZIAŁ V
ROZDZIAŁ V
Po ponad godzinnej naradzie i ustaleniach planu naszego działania, Herlow z Danielsem wyszli, zaraz za nimi ruszył Colin a my zostaliśmy sami. Wszyscy spojrzeli na mnie, po wielu latach naszej przerwy wiedziałam, że oczekują ode mnie kilku słów. Przybyli tu dla mnie i doceniałam to bardzo, popatrzyłam jeszcze przez chwilę na Rolly'ego i Asira licząc na jakieś wsparcie choćby słowne, ale milczeli i również wpatrywali się we mnie w skupieniu, w końcu postanowiłam się odezwać:
- Wiem, że czekacie na jakąś mądrą przemowę, ale nie jestem w tym dobra, takich szkoleń nikt nam nie zafundował.
Widziałam, że to rozluźniło obecnych, bo wszyscy uśmiechnęli się jakby nagle atmosfera się rozluźniła.
- Powiem krótko - Kurt, Ron, Zack, Mohit, Jack, Cole, Asir, Rolly, Jesse, Cole...
Wymieniłam wszystkich po czym spojrzałam na nich i ciągnęłam dalej.
- Wiem, że jesteście tu dla mnie, więc niezależnie od tego czy po wszystkim będziecie chcieli wyjechać, czy postanowicie zostać, dorwijmy go i to jak najszybciej się da.
Wszyscy pokiwali głowami, po czym zaczęli klaskać. Wypuściłam z ulgą powietrze, po czym wstałam a wszyscy jak na komendę podnieśli się również, wtedy Asir jakby nagle kamień spadł mu z serca i oświadczył:
- Myślę, że zasłużyliśmy na piwo, zapraszam do klubu naszej pięknej Niny.
Zacisnęłam zęby na to co powiedział, ale towarzystwo jakby się rozluźniło i wszyscy zaczęli podnosić się z foteli. Wszyscy oprócz Jesse i Chrisa wyszli bardzo rozbawieni w towarzystwie Rolly'ego i Asir'a, Jesse widząc, że Chris zatrzymał się koło mnie, udała, że szuka coś w telefonie, spojrzał na mnie a ja na niego:
- Kupa lat, dobrze cię widzieć. Powiedział, Chris był jednym z tych z którymi lata temu dosyć dobrze żyłam , uśmiechnął się do mnie, ja też:
- Widzę, że nadal dbasz o kondycję? Puściłam mu kuksańca w ramie, Chris zawsze był zbzikowany na punkcie swojej tężyzny fizycznej, jego ciało w zasadzie całe zbudowane było z mięśni, podobnie jak Asira czy Rolly'ego.
- Nie odpuszczam, ale widzę, że ty tez.
Roześmiałam się.
- Ja? Daj spokój.
- Taką Cię pamiętam, skromna, ale doskonała.
Po tych słowach aż się Jesse zachłysnęła, spojrzeliśmy na nią oboje, a ta ruszyła w stronę wyjścia i rzuciła w biegu:
- Wiecie co? Widzimy się na miejscu.
Powiedziała i zniknęła za drzwiami, wypuściłam powietrze ciężko i spojrzałam na Chrisa poważnie:
- Wiesz, że może być ciężko?
- Zawsze było, taka robota.
- Wiem, ale mimo to przyjechałeś, wszyscy przyjechaliście, dziękuję.
- Nie masz za co dziękować, trzymałaś nas w ryzach wiele lat, dzięki tobie nie spłonęliśmy w Bośni, takich rzeczy się nie zapomina, to nasz zasrany obowiązek być przy tobie kiedy tego potrzebujesz.
Spojrzałam sentymentalnym wzrokiem, po czym Chris pocałował mnie w policzek:
- Nie myśl już tyle, marzę o piwie. Otrząsnęłam się i odpowiedziałam:
- Jasne, spotkamy się na miejscu jedź z resztą, ja muszę wjechać do domu się przebrać.
Kiwnął głową i wyszedł, ja przez chwilę stałam jeszcze po czym ruszyłam w stronę wyjścia. Wychodząc z oddziału mój wzrok przebiegł po całym oddziale, był taki sam a jednak inny. Nie chciałam jednak się nad tym zastanawiać, czekały nas ciężkie dni, godziny treningów i wysoko zaawansowana aktywność. Czułam, że muszę wypuścić z siebie trochę tej zalegającej we mnie pary.
Kiedy po godzinie dojechałam do klubu, wszyscy już byli w szampańskich nastrojach, boczna sala, w której bawili się wszyscy z oddziału była wypełniona po brzegi, nazywaliśmy ją salą VIP, widok z niej był praktycznie na cały klub. Popatrzyłam na nich przez chwilę z daleka i tylko jedna myśl przeleciała mi na widok ich roześmianych twarzy, bo co jak co ale bawić to się potrafili, tłukło mi się tylko pytanie czy już zawsze tak będzie i czy po wszystkim zespół będzie dalej w tym składzie co dzisiejszego wieczora. Nie chciałam jednak, żeby cokolwiek zakłócało moją dopiero co odzyskaną energię, dlatego w pierwszej kolejności podeszłam do baru, kiwnęłam na Joe'go, że ma mi podać kieliszek. Błyskawicznie to zrobił i podsunął przede mnie, kiwnęłam, że ma wlać jeszcze jeden. Wypiłam bez namysłu jeden kieliszek po drugim i w końcu postanowiłam dołączyć do reszty, ledwo weszłam do góry zostałam pociągnięta na parkiet przez Mohita. O dziwo nie protestował nawet Asir, który normalnie zwróciłby na pewno uwagę, ale nie dzisiejszego wieczoru, bo każdy był zajęty sobą i tym by zasmakować tej chwili oddechu. W duchu musiałam przyznać, że pomysł Asira był strzałem w dziesiątkę, również ilość alkoholu była imponująca jak dla mnie. Czułam, że powoli siły witalne ustępują i czas kończyć tą zabawę. Dochodziła pierwsza w nocy gdy postanowiłam spacerem ruszyć w stronę domu by po drodze alkohol trochę ze mnie uleciał. Idąc tak dobrze znanymi mi ulicami poczułam się wolna i bezpieczna jak nigdy w ostatnim czasie i to był właśnie mój największy błąd. Wszyscy doskonale się jeszcze bawili gdy opuszczałam klub i chyba nie specjalnie ktokolwiek zauważył, że wyszłam. Akurat dochodziłam do swojego podjazdu, widziałam, że u Tony'ego w domu jeszcze tli się światło, pomyślałam, że pewnie znowu ma wenę na pisanie. Już miałam wyciągać klucze z torebki gdy zauważyłam kilka cieni na drzwiach wejściowych, tuż za mną. Obróciłam się błyskawicznie i spojrzałam, było ich chyba z ośmiu, wszyscy w rękach trzymali jakieś narzędzia, jeden miał kij baseball'owy, jeden łańcuch, jeszcze inny munchako. Nie miałam pojęcia co to za nieciekawe typy, ale jednego byłam pewna - że moja absolutna chęć odprężenia się w klubie doprowadziła zarówno do lekkomyślnego stroju - luźna, krótka, rozkloszowana sukienka, buty na obcasie a przede wszystkim - brak pod ręką jakiejkolwiek broni. Ich wyraz twarzy wskazywał tylko na jedno - kłopoty. Choć wyglądali na zwyczajnym gangusów z jakiejś arabskiej dzielnicy, nie mogłam się pozbyć wrażenia, że to kolejny pomysł Barodo na uprzykrzenie mi życia, choć przyznam, że przez moment nawet udało mi się oderwać myśli od jego osoby. Widząc, że do domu nie zdołam się dostać a ulica o tej godzinie była zupełnie pusta, w pobliżu poza domem Tony'ego nie było żadnego innego. Wypuściłam torebkę z ręki i wysunęłam stopy z butów, pomyślałam, że wyjścia nie mam żadnego, miałam jedynie żal do siebie o ilość alkoholu, który w siebie wlałam. Czułam jak huczy mi w głowie, ale wiedziałam, że jeśli szybko nie postawię się w pionie, to mogę nie wyjść z tego cało. Bez zastanowienie odsunęłam się od drzwi bym miała otwartą przestrzeń. Stanęłam na ulicy a towarzystwo w jednej chwili zaczęło mnie okrążać. Kiedy ruszył w moją stronę pierwszy z kijem baseball'owym , wiele nie myśląc uderzyłam w niego z wyskoku - upadł a kij potoczył się po spadzie ulicy w kierunku domu Tony'ego położonego znacznie niżej od mojego, kolejny ruszył z narzędziem niewiadomego pochodzenia, którym trafił mnie w rękę, o dziwo nie poczułam bólu jakiego się spodziewałam, chyba alkohol działał znieczulająco. Gdy to zobaczyli, stało się to czego obawiałam się najbardziej - ruszyli na mnie szturmem z każdej strony. Zaczęłam walczyć przyjmując kolejne ciosy, gdy w końcu udało mi się wyswobodzić, chciałam odskoczyć w stronę stojącego na podjeździe mojego samochodu. Nie zdążyłam. Facet, który stał z łańcuchem, z rozpędu zarzucił go na mnie niczym lassem. Łańcuch był strasznie gruby a jego brzegi pospawane na ostro, oplótł moje ciało na wysokości ramion. Gdy chciałam się wyswobodzić, ten pociągnął mocniej, poczułam jak metal wbija mi się w dekolt i plecy a ja tracę równowagę, upadając uderzyłam głową w krawężnik. Poczułam znajome ciepło. To krew płynąca mi po skroni. Wykorzystując chwilę nieuwagi i śmiechu rozbawionego towarzystwa, chciałam się podnieść z powrotem i wtedy jak przez mgłę zauważyłam mężczyznę, który trzymając w ręku kij baseball'owy, ten sam który wcześniej potoczył się po ulicy. Szedł zdecydowanym krokiem pogwizdując pod nosem aby zgromadzeni zwrócili na niego uwagę. W końcu przystanął i uśmiechnął się do zgromadzonych, którzy od razu zwrócili się w jego kierunku. W przelocie spojrzał na mnie, wyswobodziłam się z łańcucha i dostrzegłam wreszcie tak dobrze znaną mi twarz - Tony'ego. Pomyślałam, że nie wie co robi, on pisarz, ledwo dający radę na skałce, stoi przed bandą rozwydrzonych neandertalczyków z kijem w ręku i uśmiechem na twarzy. Miał na sobie czarną koszulę zapiętą raptem tylko do klatki piersiowej i podwinięte rękawy. Wyglądało to tak jakby jeszcze dobrze nie zaczął się rozbierać, kiedy dobiegł go hałas z ulicy. Mrugnął do mnie, po czym spojrzał i powiedział z tym swoim wdziękiem dżentelmena:
- Kylie, idź proszę do domu.
Chciałam iść, ale nogi odmówiły posłuszeństwa, zdołałam jedynie przesunąć się w stronę auta i modlić się żeby go nie zabili, ale Tony był bardzo opanowany, precyzyjny... Inny niż zazwyczaj.
- Panowie - odrzekł - możemy zaczynać? Zapytał z uśmiechem.
Myślałam, że śnię, czy on coś brał? Czy może ja byłam bardziej pijana niż sądziłam.
Na słowa Tony'ego, na trzy cztery wszyscy ruszyli z rozpędu na niego i tak jak ruszyli, po chwili wszyscy poupadali , widząc to zaczęli podbiegać pojedynczo, ale Tony sprawę załatwił nadzwyczaj szybko, jednego tak obrócił, że jednym ruchem skręcił mu kark, drugiemu uderzając kijem w głowę, roztrzaskał czaszkę , mogłabym dalej wymieniać, ale nie rozumiałam co się wokół mnie dzieje, ruchy Tony'ego były tak płynne, precyzyjne a siła potężna niczym wulkan. Nie byłam w stanie tego nawet sobie wyobrazić, wiele widziałam, ale czegoś takiego - nigdy. Gdy jeden zaczął uciekać, Tony rzucił w niego kijem jak strzałą , kij przebił szyję na wylot, gdy ruszył na niego facet z łańcuchem, który uprzednio mnie zaatakował, choć ten próbował tego samego manewru rzucając łańcuch w stronę Tonego, ten jednak złapał go jedną ręką , pociągnął tym sposobem faceta wprost na siebie i jednym , pewnym ruchem owinął mu łańcuch na szyi i zacisnął tak, że aż chrupnęło, facet upadł. Został ostatni, stał z munchako. Tony wyprostował się, spojrzał na mnie i spokojnie poprawił kołnierzyk koszuli, po czym gdy zauważył, że facet kieruje się w moją stronę, chwycił moje grabie oparte o drzewo tuż przy samochodzie, złamał je na pół na kolanie i gdy facet ruszył na niego, Tony bez zastanowienia pewnym ruchem wbił w niego kij przebijając na wylot. W tym samym momencie gdy spojrzałam na leżące ciała, usłyszałam pędem podjeżdżające samochody chłopaków z naszego oddziału. Tony nie bacząc na nich pochylił się nade mną i wystawił swoją dłoń :
- Pozwolisz?
Myślałam, że śnię, podałam mu swoją , po chwili byliśmy już w mieszkaniu, drzwi były na oścież otwarte, chłopacy zaczęli dzwonić i wydawać dyspozycje, do domu wszedł szybkim krokiem Rolly z Asir'em, zaraz za nimi weszła Jesse, po minie widziałam, że musiałam wyglądać koszmarnie. Nie łapałam się w tej całej sytuacji, ale jakoś nie obchodziło mnie to co się dzieje. Alkohol chyba puścił i czułam, że słabnę. Siedziałam na kanapie z zamiarem ruszenia na górę by doprowadzić się do ładu, Tony kiwnął porozumiewawczo do Jesse, która od razu wzięła mnie pod ramię by zaprowadzić do góry, Rolly rzucił tylko w przelocie:
- Kylie, przepraszam, powinienem....
Nie zdążył dokończyć, kiwnęłam tylko głową i zaczęłam się kierować do góry, Tony spojrzał na mnie, po czym przeniósł swój wzrok na Rolly'ego groźnie:
- Miałeś jej pilnować. Podniósł ton głosu, ale tylko na moment, po chwili znowu się uśmiechnął po dżentelmeńsku widząc, że choć weszłam na górę to obserwuję to zdarzenie, Rolly spuścił głowę czego nie miał w zwyczaju robić przed nikim i kiedy już myślałam, że ciąg dalszy nie nastąpi, Asir wtrącił:
- Byłoby łatwiej gdyby "Pani Ładna", nie próbowała sobie czegoś udowodnić!
Asir podniósł głos co wyprowadziło najwyraźniej Tony'ego z chwilowej równowagi, bez namysłu chwycił Asira lewą ręką za krtań i ścisnął tak, że Asir aż zrobił się siny, można powiedzieć, że prawie zawisł w powietrzu, bo widziałam jak usilnie próbował złapać równowagę na czubkach swoich butów, Tony powiedział spokojnie:
- Radzę ci, uważaj na słowa i nie chciej żebym stracił cierpliwość.
Puścił go, ale w taki sposób jakby nim rzucił do przodu, weszłam do łazienki a Asir złapał się za gardło.
- Wezwijcie ekipę.
Rolly kiwnął głową, reszta najwyraźniej była zachwycona , że ktoś wreszcie utarł Asirowi nosa.
Kiedy wyszłam z łazienki w czarnym, krótkim, atłasowym poranniku na boso, sięgnęłam po papierosa i zapaliłam, minę miałam niewyraźną, czułam się wygłupiona. W mieszkaniu nikogo już nie było poza Tonym i Jesse, która na mój widok odsunęła się od Tony'ego, z którym wcześniej rozmawiała i spojrzała na mnie pytająco:
- Potrzebujesz mnie jeszcze?
- Nie.
Kiwnęła głową i spojrzała na Tony'ego jakby czekając na jego pozwolenie odejścia, Tony skinął głową. Chwilę jeszcze patrzyłam jak Jesse schodzi po schodach i wychodzi z domu, po czym drzwi się zatrzasnęły, zerknęłam nieśmiało na Tony'ego, bo jakoś dziwnie skrępowana się poczułam. Spojrzał na mnie i wskazał na łóżko, usiadłam bez słowa. Tuż przy mnie leżał zestaw lekarski, nie pomyślałam, ale skroń była rozcięta od krawężnika a plecy strasznie były poharatane od łańcucha. Nie zadawałam pytań, bo choć nie potrafiłam zrozumieć zaistniałej sytuacji, poczułam, że jestem bezpieczna, reszta jakoś mnie nie obchodziła. Usiadł na ogromnej pufie naprzeciwko mnie, wziął z apteczki długi patyczek z gazą , spojrzał:
- Mogę? Zapytał zanim dotknął nim rany na skroni. Kiwnęłam głową na tak.
- Może zaboleć.
- Wytrzymam. Zgasiłam papierosa, po czym ścisnęłam mocno w dłoniach pościel na której siedziałam, Tony bardzo ostrożnie przejechał po ranie by ją odkazić, po czym przyjrzał się uważniej ranie po oczyszczeniu.
- Powinienem to zszyć.
Teraz to ja delikatnie się uśmiechnęłam:
- Jesteś lekarzem? Odwzajemnił mój uśmiech.
- Nie ufasz mi?
- Dlaczego? Tak tylko pytam.
- Byłem ,wojskowym, już nie praktykuję.
- Zagoi się, wystarczy plaster.
Tony kiwnął głową, po czym piencetą ostrożnie przykleił trzy cienkie plastry, które w zasadzie pełniły tą samą funkcję co szwy. Kiedy nakleił, wstał na chwilę, podszedł do drugiej torby i wyjął małą podręczną piersiówkę, odkręcił i podał mi ją do ręki, spojrzałam.
- Co to? Zapytałam gdy wzięłam do ręki i powąchałam skrzywiając się.
- Nie bój się, nie otruję cię, to pomoże złagodzić ból, wypij, proszę.
Nie zastanawiając się długo wzięłam potężnego hausta, wzdrygnęłam się i oddałam mu. Tony zakręcił piersiówkę i odstawił na stolik przy łóżku. Usiadłam po turecku i zsunęłam delikatnie szlafrok odsłaniając plecy do połowy. Spojrzał na mnie a ja na niego, moje oczy były ufne.
- Jeśli będzie mocno bolało powiedz, przerwę.
Kiwnęłam głową.
- Mogę?
Kiwnęłam głową i przygryzłam wargę, chociaż jeszcze mnie nawet nie dotknął, już w kościach czułam jak ogromny będzie to ból. Klęknął za mną, odsunął mi delikatnie włosy do przodu, jego palce dosłownie musnęły mojego karku a ja poczułam, przeszywający dreszcz nieznanego pochodzenia. Spojrzał na lewą łopatkę, na której miałam tatuaż oddziału - ognistego phoenixa, z którego skrzydeł wychodziła na jedną stronę litera alfa a z drugiego omega, w środku phoenixa mała litera N. Wszyscy go mieliśmy, jedyne co je różniło to rozmiar. Przytknął znienacka jałowy okład z odkażaczem, a ja poczułam jakbym nagle dostała uderzenia niebezpiecznie wysokiej gorączki, rana na prędze była niestety paskudna i wyglądała jak poszarpana, wiedziałam, że muszę wytrzymać, ale ból był tak ogromny, że choć nie wiem jak to się stało, poczułam, że mdleję a głowa leci mi do przodu, Tony błyskawicznie podłożył swoją dłoń pod moją głowę, chyba w obawie żebym się nie uderzyła w kant łóżka. Drugą ręką trzymał opatrunek, po chwili świadomość zaczęła wracać.
- Przepraszam, nigdy tak nie miałam.
- To przez gorączkę, do rana minie, zrobię Ci tylko opatrunek i możesz odpocząć.
- Przyłożył delikatnie po długości gazę, po czym oplótł bandażem i podciągnął mi szlafrok na ramiona. Obróciłam się przodem do niego.
- Mogę się już położyć?
Uśmiechnął się.
- Możesz,
Położyłam się ostrożnie na boku i nakryłam kocem, nie miałam ochoty wchodzić pod kołdrę. Tony sięgnął raz jeszcze do torby, wyjął fiolkę z jakimś lekiem, naciągnął strzykawkę i kucnął przy mnie, podciągnął mi delikatnie rękaw, nie protestowałam, wbił igłę tak delikatnie, że nawet nie poczułam.
- Co to?
- Bomba witaminowa, pomoże ci zasnąć i wytrzeźwieć. Rano poczujesz się lepiej.
Wyjął igłę i przyłożył sterylny gazik, wstał dosłownie na ułamki sekundy by uprzątnąć wszystko a gdy spojrzał na mnie ponownie, już odpłynęłam. Spojrzał z czułością, której już się chyba dzisiaj nie spotyka. Poprawił mi koc, przejechał dłonią po policzku, spojrzał na lewą dłoń i obrączkę na palcu, po czym zgasił światło i usiadł w dużym fotelu przy oknie.
wtorek, 21 lipca 2026
ROZDZIAŁ IV
ROZDZIAŁ IV
Jak tylko weszłam do domu i podbiegłam do komody stojącej w salonie. Jesse stała w jednym miejscu i zaczęła mi się przyglądać widząc jak zatrzaskuję kolejne szuflady.
Kylie, powiesz mi o co chodzi? Nie reagowałam, w końcu krzyknęła- Nina!! Podskoczyłam dokładnie w tym samym momencie, w którym znalazłam to czego szukałam. Jesse podeszła bliżej i spojrzała na złotą szeroką obrączkę.
- Znalazłam. Jesse spojrzała poważnie.
- Znowu stałaś się mężatką?
- Myślisz, że fiksuję?
- Nie, dlaczego? Po prostu pytam co jest grane?
- Nie potrafię Ci tego wyjaśnić, pamiętasz jak Ci opowiadałam, że tęsknię za Thorne'm i ciągle go widzę?
- Pamiętam. Pomyślałam, że może to jakiś znak. Założyłam obrączkę na palec, tym razem jednak na lewą rękę.
- Myślę, że czuwa nade mną, może z jego pomocą jakoś to przetrwamy.
Jesse kiwnęła głową z poważną miną.
- Możesz mi coś obiecać?
Teraz to ja spoważniałam.
- Jasne - odpowiedziałam bez namysłu.
- Jak tylko to się skończy i przeżyjemy, obiecaj mi, że zmienisz kolor włosów, ten źle mi się z Tobą kojarzy, jesteś mroczniejsza niż potrafisz być.
- Obiecuję.
- I nie dasz się zabić?
Uśmiechnęłyśmy się do siebie, pokiwałam głową, nikt tak bardzo nie rozumiał z czym będziemy się mierzyć tak jak my dwie.
- Postaram się Jesse.
- No, to już coś. Jesse pokręciła głową.
- A teraz zmiataj się przebrać a ja idę zrobić kawę.
Kiwnęłam z uśmiechem głową i już miałam wchodzić do góry, kiedy nagle do mojego domu bez zaproszenia wszedł Asir.
- W myślach mi czytasz. Jesse zaczęła się śmiać, Asir rozsiadł się wygodnie na kanapie w salonie a ja nie chcąc się z nim spierać, po prostu weszłam schodami do góry. Nie chciałam z nim teraz walczyć, musiałam robić wszystko aby nie doprowadzić do jakiegokolwiek rozłamu, musieliśmy wszyscy trzymać się razem. To nie był ten moment. Ledwo poszłam do góry a po chwili usłyszałam, że Asirowi dzwoni telefon, odebrał
- Tak, rozumiem. Tak będę. Wstał z kanapy, popatrzył na mnie z uśmiechem akurat w momencie kiedy zakładałam bluzkę.
- Jest ze mną. Kontynuował z uśmiechem na twarzy. - Właśnie wyszła spod prysznica. Zrobiłam surową minę i cisnęłam w Asira koszulką, którą trzymałam w ręku.- Zabiorę ją jak będzie grzeczna. Rozłączył się i zanurzył swoją twarz w mojej koszulce, przymknął oczy.
- Miód na moje serce . Wzdrygnął się i odrzucił mi koszulkę. Jesse akurat przyszła z kawą i postawiła na stole, była bardzo rozbawiona zaistniałą sytuacją, słysząc wszystko z kuchni.
- Szlak, to po kawie?
Asir usiadł z powrotem na kanapie.
- Myślę, że Rolly nie obrazi się za kilka minut spóźnienia.
W duchu pomyślałam, że nie było trudno się domyślić iż dzwonił Rolly. Czułam się jak w ukrytej kamerze, jakby obydwoje się na mnie zmówili. Jesse i Asir zaczęli pić kawę podczas kiedy ja kończyłam się ubierać. Założyłam przylegające skórzane spodnie, czarną dopasowaną bluzkę z widocznym dekoltem, buty kozaki na grubym koturnie i na wierzch narzuciłam czarną skórzaną kurtkę. Spojrzałam raz jeszcze w lustro by upewnić się, że mój dosyć "mroczny" jakby to nazwała Jesse makijaż jest idealnie zrobiony. Wzięłam do ręki pistolet, wyjęłam magazynek upewniwszy się, że broń nie jest odbezpieczona. Sprawdziłam magazynek, po czym schodząc ze schodów załadowałam go z powrotem i włożyłam do kabury w szerokim pasie oplatającym moją talię. Schodząc ze schodów - Jesse i Asir spojrzeli na mnie poważnie. Spojrzałam na obydwóch. Asir nie mógł odkleić wzroku a i Jesse miałam wrażenie, że załączyła jej się retrospekcja. Moje czarne włosy opadały luźno na ramiona.
- Jestem gotowa.
Asir wypuścił powietrze z piersi i kiwnął głową choć widać było, że jest pod wrażeniem.
W tle zaczęła lecieć wolna piosenka Love me like you do Ellie Goulding. Pojechaliśmy na oddział, wjechaliśmy samochodami na podziemny parking agencji , podeszliśmy do wielkich rozsuwanych drzwi i gdy tylko się otworzyły Asir i Jesse rozsunęli się by puścić mnie przodem i gdy tylko zrobiłam krok, oboje ruszyli zaraz za mną, zupełnie tak jakby byli moimi ochroniarzami. Przechodząc przez główną salę wszyscy zaczęli się rozsuwać zupełnie tak jakby wchodziła królowa angielska, ale myślę, że było to bardziej podyktowane niemożliwością odgadnięcia tajemniczości, która jakby zaczęła rozpościerać się nade mną i po całej sali. Rolly stał u góry z "siedmioma wspaniałymi" i patrząc na mnie miałam wrażenie, że skanuje mnie od góry do dołu i na odwrót. W końcu doszliśmy do schodów prowadzących do góry , szklane drzwi sali konferencyjnej rozsunęły się, "wspaniali" ustąpili mi miejsca i puścili przodem by wkroczyć na salę zaraz za mną. Usiedliśmy przy okrągłym stole, przy którym to ostatnim razem siedziałam jeszcze z Thorn'em. Zajęłam miejsce naprzeciwko generała Herlowa i Danielsa, który na sam mój widok dostawał dreszczy a teraz miałam wrażenie, że jestem dla niego groźna jak nigdy przedtem, wcielenie Niny było dla niego najgorszą z możliwych moich odsłon. Po mojej prawej stronie usiadł Rolly, z lewej Asir. Colin siedział tradycyjnie przy Danielsie z boku, reszta zajęła pozostałe miejsca, niemalże równocześnie nasze oczy skierowały się na Herlowa a ten uśmiechnął się szeroko i klasnął w dłonie, po czym spojrzał na każdego a zaraz potem przemówił:
- Widzę, że jesteście wszyscy w komplecie, miło was znowu widzieć w tak doborowym towarzystwie już dawno nie przebywałem. Na te słowa Daniels odchrząknął, uśmiechnęłam się wrednie pod nosem a Harlow kontynuował.
- Nie będę was zanudzał jak bardzo wielkie w was pokładamy nadzieje bo doskonale wiecie o tym, że nie co dzień się tutaj spotykamy w takim składzie. Chciałbym tylko powiedzieć, że kiedy będzie po wszystkim , głęboko wierzę, iż spotkamy się w tym samym gronie ponownie. To najściślejsza operacja jaką nasz wywiad pamięta, kiedy będziecie gotowi do tego by wyruszyć , człowiek, któremu to wszystko zawdzięczamy, założyciel i twórca, dzięki któremu możemy tu być, uruchomi KRYPTONIM NINA.
Mądre słowa - kiedy będziemy gotowi, czy na coś takiego ktokolwiek mógłby być gotowy? My byliśmy, bo byliśmy elitą najlepszych agentów jakich kiedykolwiek miał amerykański wywiad, najlepiej wyszkolonymi, bezszelestnymi, przemieszczających się niczym cienie, ratującymi życie niewinnych, odbierającymi życie złym. Jedni traktowali nas jak zbawienie, inni jak wyrok śmierci bez żadnego sądu. To my byliśmy sądem , niczym wyrocznia decydowaliśmy o losie każdego istnienia na kuli ziemskiej, bo mieliśmy takie prawo, prawo, które sami tworzyliśmy, bo choć nie wiedzieliśmy kto nas stworzył - doskonale wiedzieliśmy do czego .