wtorek, 28 lipca 2026

ROZDZIAŁ X

ROZDZIAŁ X
Był już późny wieczór, w tle leciała wolna muzyka, Tony siedział ze szklanką whiskey i przypomniał sobie rozmowę  z Thorne'm:
- "Obiecaj mi że jeśli będzie trzeba to wyjdziesz z ukrycia i ją ochronisz. Obiecaj mi to. 
Po chwili namysłu Tony odpowiedział :
- Obiecuję
Thorne kiwnął głową.
- Powinieneś jej wyznać prawdę, żyje w przeświadczeniu, że była tylko kolejną na liście twoich zadań.
- Wierząc w to, będzie jej łatwiej kiedy mnie zabraknie, poza tym, kiedy przyjdzie czas, sam jej to powiesz.
- Kiedy?
- Będziesz wiedział.
Tony popatrzył jeszcze chwilę a Thorne wyszedł". 
Tony wstał z fotela i podszedł do dużego okna tarasowego, było otwarte, widok z niego wychodził centralnie na mój trawnik, spojrzał i zamyślił się, wziął telefon i wykręcił do mnie opierając się o futrynę, odebrałam dosłownie w tym samym momencie, w którym podchodziłam do swojego okna tarasowego by wyjść z piwem w ręku, odebrałam nieświadoma, że mnie obserwuje, w jego domu ledwo tliła się lampka w salonie :
- Halo? - cisza, spojrzałam na wyświetlacz. Tony, jesteś tam? 
- Jestem, chciałem Ci tylko powiedzieć, że.... 
- Tak? - zapytałam z zaciekawieniem, moja śmiałość chyba tym razem jego zawstydziła, choć nie wiem czy to jest możliwe. 
- Rozmawiałem z Rolly', powiedział, że świetnie Ci idzie. 
- Staram się. 
- Wiem. - zrobiła się niezręczna cisza - Tony? Stało się coś? Po chwili namysłu odpowiedział:
- Nie, chciałem Cię po prostu usłyszeć i upewnić się, że wszystko jest u ciebie w porządku. 
- Tak, spojrzałam w jego okno, dostrzegłam minimalny cień - jestem w domu. 
- Dobrej nocy. 
- Tobie też. 
Rozłączył się, wzięłam łyka piwa i zapaliłam papierosa, jego ton głosu był inny niż zazwyczaj, przyciszony, rozmarzony, nieobecny?... 
Następnego dnia odbyło się zebranie przed akcją, Tony'ego nie było, to wywołało mój niepokój, Rolly mówił a Colin wyświetlił obraz na komputerze. 
Południowa Toskania, a konkretnie dolina Val d'Orcia, malownicza dolina z cyprysowymi wzgórzami, kawałek dalej dzikie tereny regionu Maremma, gorące źródła oraz wybrzeże Monte Argentario, Asir zaczął się podśmiechiwać:
- Bawimy się w lekcję geografii? 
Colin widząc, że Rolly za chwilę może wybuchnąć, wtrącił się nie pytając o pozwolenie :
- Namierzyłem tam rezydencję Omally'ego. 
Zapadła grobowa cisza, wszyscy mimo woli spojrzeli na moją reakcję. Colin mówił dalej:
- Siedziba jest pilnie strzeżona, z każdej strony otoczona wysokim murem, setki najemników pilnie strzegących swojego króla, na terenie rezydencji znajduje się prywatne lotnisko, nie ma mowy, żeby dostać się tam niepostrzeżenie. Ochrona działa dwadzieścia cztery ha. 
- Skoro nie ma tam jak wejść, piszemy się na misję samobójczą. 
Powiedziałam spokojnie, ale w środku nie byłam spokojna. 
- Chyba że wysadzimy wszystko w powietrze. 
Powiedział Asir, Rolly spojrzał :
- Nie możemy tego zrobić. 
- Dlaczego nie? 
- Z prostej przyczyny - odezwał się Mohit - jeśli wysadzimy wszystko nie będziemy wiedzieli z czym walczymy, a jeśli Omally'ego tam nie będzie? Nie możemy też zapomnieć o Barodo. 
Na dźwięk Barodo przeszył mnie gorący dreszcz, Rolly spojrzał na mnie, Mohit mówił dalej:
- Jeśli nie będziemy mieli pewności kto jest w posesji, może przyjść nam walczyć z czymś o wiele gorszym niż możemy sobie wyobrazić. 
- To teren górzysty, z każdej strony pierdolone pagórki - słusznie zauważył Zack. 
- A od strony Elby? Bo to chyba jedyna alternatywa. Powiedział Jack i spojrzał na mnie:
- Kylie... Co myślisz? 
Zapytał, ale ja nic nie myślałam, odkąd usłyszałam Barodo, krew nie chciała przestać buzować w moich żyłach. 
- Mi to bez różnicy, wy zdecydujcie tak żeby dla Was było bezpiecznie, ja pójdę nawet do piekła żeby go zabić 
Wstałam od stołu i wyszłam do holu, w którym mogłam zapalić. Po chwili przyszła Jesse, spojrzałam na nią :
- Co zdecydowaliście? 
- Naradzają się. 
Kiwnęłam głową. 
- Oby nie zajęło im to zbyt długo, jeśli Omally tam jest, równie dobrze za chwilę może go już nie być. 
Chociaż starałam się to ukryć, Jesse widziała moje zdenerwowanie, spojrzała :
- Myślisz o Barodo? 
Spojrzałam na nią :
- Co jeśli tam jest a znowu się wymknie? 
- Tego nie możemy być pewni. 
- No właśnie, my niczego nie możemy być pewni, czasami myślę, że ta sprawa nigdy się nie skończy. 
- Skończy się. 
- Kiedy? 
Spojrzałam rozżalona. 
- Nie wiem, ale w końcu go złapiemy. 
- Przed czy po tym jak połowę z nas wybije? 
Jesse spuściła głowę. 
- Kogo jeszcze będę musiała pochować? 
Zgasiłam papierosa i poszłam na salę treningową, po czym zaczęłam bez opamiętania uderzać w worek treningowy. Po chwili jednak przestałam bo zaczęło mnie dziwnie mdlić. Zrobiłam sobie przerwę, wzięłam butelkę wody z regału, wzięłam łyka i poszłam usiąść koło Colin'a. Spojrzał na mnie :
- Dobrze się czujesz? 
- Tak, dlaczego? 
- Jesteś strasznie blada. 
- Nic mi nie jest, co robisz? 
Próbowałam zmienić temat. 
- Czekam na bosa, będzie uruchamiał kryptonim Nina. 
Kiwnelam głową. 
- Tony jest na oddziale? Nie było go na zebraniu. 
- Był w sztabie odebrać błogosławieństwo od prezydenta. 
- Chm... - odburknęłam - miłe, przynajmniej jak nas zabiją to z Bożym Błogosławieństwem. 
Telefon Colin' zawibrował, ten spojrzał w ekran, po czym spojrzał na mnie:
- Za dziesięć minut mamy się wstawić na głównej sali. 
- Dobra, idę się przebrać. 
Wstałam i skierowałam się do szatni, po dziesięciu minutach wszyscy siedzieliśmy na głównej sali, tym razem Tony mówił. 
- To trudna akcja, nie możemy lekceważyć przeciwnika i musimy być przygotowani na absolutnie wszystko. Główny oddział przedostanie się pod wodą, macie do przepłynięcia trzy kilometry pod wodą i osłoną księżyca, to zadanie dla waszej elity, tutaj spojrzał na Rolly'ego a ten skinął głową, trzy oddziały uderzeniowe zajmą pozycję od strony tego wzgórza, Colin pokazał na wielkim ekranie punkt, to najbliżej położony punkt, do tego miejsca możemy podejść w miarę bezpiecznie. Dwa kolejne oddziały przyczają się przy głównej drodze dojazdowej w tym miejscu, Colin pokazał kolejny punkt, niestety to również droga górzysta. W tym natomiast miejscu ulokują się oddziały saperskie pod wodzą Red'a, po przeciwnej stronie oddział snajperów, spojrzał ba Kim a ta skinęła głową, w tym momencie na salę weszło dwóch mężczyzn, zbudowanych równie dobrze co Tony, trzy kilometry od miejsca uderzenia, swoją pozycję zajmą dwie jednostki powietrzne pod dowództwem znanego większości pułkownika Atkinsa pseudonim HAWKE, na dźwięk tego imienia spojrzałam i uśmiechnęłam się, Tony pod nosem również bo widział moje zadowolenie, Hawk puścił do mnie przysłowiowe oczko :
- Nasz pułkownik ze swoim oddziałem sam się zgłosił na ochotnika, nie ma sobie równych w nocnych lotach i ekstremalnych akcjach wysokiego ryzyka takiej jak ta. Pięć minut temu uruchomiłem Kryptonim Nina, ruszacie za trzy godziny. Można się rozejść, na te słowa wszyscy zaczęli się podnosić a ja podeszłam do Hawka, który roześmiany uniósł mnie i okręcił, w końcu postawił na ziemi :
- Pani Kapitan, miło panią widzieć. 
- Nie wierzę, czy my już zawsze będziemy się spotykać w takich okolicznościach? 
Kim przysłuchiwała się tej rozmowie, podeszła do Asir'a, który akurat gawędził rozbawiony z Chrisem :
- Kylie ma stopień wojskowy? Zapytała. 
Asir i Chris spojrzeli na nią, Asir spojrzał na mnie, Hawka, Tony'ego i Rolly'ego :
- Stare dzieje, ale tak, brała udział w oblatywaniu F-16. Hawk ją uczył. 
- Mówią, że gdzie diabeł nie może tam Hawka wyśle - wtrącił Chris. Kim przypatrywała się uważnie. 
- Jest godny zaufania? 
Spojrzała na nich powaznie:
- Dla Kylie na pewno, był jedynym, który zgłosił się do akcji uwolnienia Kylie z Libanu i odważył się wylądować w samym środku pieszonej wojny. Pilotował helikopter, który ją stamtąd wyciągnął. 
Odetchneła z ulgą. 
- Nie myślałam, że Tony ma takie przełożenie. 
- Wielu rzeczy nie wiesz, Tony pociąga za wszystkie sznurki, sam prezydent je mu z ręki. 
- Dlaczego? 
- Tego nikt do końca nie wie, ponoć uratował rodzinę prezydencką, ale nigdy się tym nie interesowałem, nie lubię go, ale jestem mu wdzięczny bo wiem że użyje wszystkich dostępnych środków żeby ochronić Kylie. 
- Chyba przyda się mocna kawa. 
Kim skomentowała. 
- Masz rację. 
Wszystkie oddziały korzystały z ostatnich chwil przed akcją, Tony przeglądał jeszcze plany by niczego nie przegapić niczego, kiedy Jesse zapukała do drzwi jego gabinetu, spojrzał na nią :
- Mogę? - zapytała 
- Jasne, zdenerwowana przed akcją? 
- Damy radę. 
- Wcale w to nie wątpię. 
Widział wyraźnie poddenerwowanie Jesse 
- Ale nie po to przyszłaś, stało się coś? 
- Nie, to znaczy... 
Uśmiechnął się 
- Jesse, możesz mi zaufać, o co chodzi? 
- Rozmawiałeś z Kal? 
- Na temat? 
- Jesteśmy w głównym oddziale, mamy do przepłynięcia pod wodą trzy kilometry... Czy Kylie nie narzekała na złe samopoczucie? 
Tony spoważniał. 
- Powinienem o czymś wiedzieć? 
Jesse pożałowała swoich słów w momencie kiedy je wypowiedziała na głos, w ostatniej chwili jednak wycofała się z tego co chciała powiedzieć i szybko w naturalny sposób wybrnęła zrecznie, nie nawiązując do moich porannych dolegliwości :
- To może głupie, ale ostatnio mówiła, że tęskni za Thorne'm, że ma wrażenie, że wszędzie go widzi, martwię się czy nie jest przemęczona. 
- Na pewno, dla nas wszystkich jest to stresująca sytuacja a dla niej zwłaszcza, w takich momentach próbujemy uchwycić się czegoś, co da nam siłę, być może, że jej da to myśl o Thorne'ie. Kylie jest dobrze przygotowana, myślę, że nie musimy się martwić, chyba, że jest coś o czym nie wiem? 
Jesse zamyślona spojrzała na Tony'ego :
- Nie, a przynajmniej nic mi nie wiadomo, pójdę się przygotować. 
Tony kiwnął głową, ale widać było, że coś go zaniepokoiło i nie dał się nabrać Jesse. 
- Rolly wejdź do mnie 
Powiedział do słuchawki a chwilę później do gabinetu wszedł Rolly. 
- Coś się stało? Masz dziwną minę. 
- Była u mnie Jesse. 
Rolly czekał w skupieniu co Tony powie dalej. 
- Nie mogę się pozbyć wrażenia, że chciała mi coś powiedzieć na temat Kay, ale... Zgrabnie się z tego wycofała sprzedając mi bajkę o Thorne'ie. 
- Nie uwierzyłeś? 
Tony uśmiechnął się 
- Jesse jest cudowna, ale ma jedną wadę... 
Rolly dokończył za niego
- Nie potrafi kłamać. 
- Właśnie. 
- Spróbuję się dowiedzieć. 
Rolly już miał wychodzić, kiedy Tony zawołał :
- Rolly... 
- Tak? 
- Na akcji nie spuszczaj jej x oka nawet na chwilę, ma być blisko Ciebie. 
- A Asir? 
- Jemu nie muszę tego mówić, jakby jej nienawidził nie potrafi trzymać jej na dystans, ale Asir jest nieobliczalny, jeśli okaże się, że jest tam Barodo, może stracić panowanie nad sobą.... 
- Możesz być spokojny. 
- Wiem. 
Rolly wyszedł z gabinetu i poszedł do Jesse, która boksowała w worek, Rolly podszedł i przytrzymał go, Jesse spojrzała wrogo :
- Powinnaś oszczędzać siły. 
Jesse wywróciła oczami. 
- Pogadamy? 
- O czym? Przysłał Cię Tony co? Powinnam wiedzieć, że nie można go przechytrzyć, niepotrzebnie do niego poszłam. 
- Wiesz, że nikt nie wycofa Kylie z akcji, jest jej kluczem, nie można jej zastąpić. 
- Do cholery wiem! 
Podniosła głos co jej się nie zdarzało, ale szybko się opanowała. 
- Zapytam tylko raz, co jest Kylie. 
Jesse spojrzała wrogo i znowu zaczęła boksować w worek. 
Rolly pewnym krokiem wszedł do szatni, w której Kylie rozmawiała ze swoimi ludźmi, na widok Rolly'ego podniosła się z ławki a Rolly powiedział pewnym, rozkazującym tonem:
- Zostawcie nas. 
Wszyscy bez wahania wyszli z szatni, zostaliśmy sami, spojrzałam na niego. 
- Co się stało? 
- Ciebie chciałbym zapytać. 
Nie kryłam zdziwienia. 
- Jest coś o czym powinienem wiedzieć? 
- Nie wydaje mi się. 
Rolly uderzył w szafkę przy mnie, podskoczyłam, był zły. 
- Odbiło ci? 
- Nie baw się ze mną, po raz ostatni pytam. 
Stałam niewzruszona 
- Dobrze się czujesz? 
Zorientowałam się od razu, że ktoś najwyraźniej zauważył moje do południowe dolegliwości i pewnie mu doniósł. 
- Jeśli pytasz czy jestem w ciąży, moja odpowiedź brzmi nie. 
Spojrzał na mnie podejrzliwie. 
- Ale nawet gdyby tak było, nie muszę się przed Tobą tłumaczyć, wiec jeśli zaspokoiłeś swoją ciekawość to teraz zrób mi tą grzeczność i wyjdź, chcę się przebrać. 
Spojrzałam surowo, a Rolly jakby nie do końca dowierzając moim słowom wyszedł bez słowa. Zamyśliłam się. 










niedziela, 26 lipca 2026

ROZDZIAŁ IX

ROZDZIAŁ IX
Kolejne dni razem z Rolly'm przenieśliśmy swoje treningi na tyły mojego domu, mój trawnik był olbrzymi a co najlepsze, widać było z niego doskonale pole treningowe domu Tony'ego. Trwałam w swych przekonaniach, że uda mi się w końcu pozbyć czucia, ale było to nie lada wyzwanie nawet jak dla mnie.
Po kolejnym ciosie, Rolly chwycił mnie w pół :
- Hej, hej, Kylie weź głęboki oddech. Dyszałam jak na maratonie.
- Jesteś jak wulkan, jak go nie przygasisz to nic z tego nie będzie bo wtedy tylko się męczysz.
Stanął za mną, chwycił moją dłoń i położył na moim sercu, które łomotało jak oszalałe.
- Czujesz?
- Ale że co?
Pokiwał głową z dezaprobatą.
- Zamknij oczy - zamknęłam, a on mówił dalej - a teraz musisz się skupić i wsłuchać we wszystko co wokół Ciebie się dzieje, wsłuchuj się tak długo aż nie usłyszysz bicia swojego serca - czułam, że jego uścisk jest coraz mocniejszy, zaczęłam się czuć nieswojo, ale już po chwili stwierdziłam, że jeśli to ma mi pozwolić na osiągnięcie mojego celu, to wcale nie przeszkadza mi gdzie Rolly trzyma rękę, Rolly mówił dalej czując jak moje ciało zaczyna wiotczeć, odpływałam jak w hipnozie:
- Skup się bo się przewrócisz, nie otwieraj oczu, wsłuchuj się w otoczenie po chwili załapałam, poczułam, że Rolly zwalnia swój uścisk, nasłuchiwalam tak długo aż wyłączyłam się do tego stopnia, że wydawało mi się, że nawet szum trawy słyszę, w tle zaczęła lecieć piosenka Try zespołu Pink, Rolly wystawił rękę by uderzyć mnie w klatkę, zablokowałam mu rękę, okrążał mnie, chciał mnie złapać w pół, ale zablokowałam mu ręce, to było po prostu niesamowite, słyszałam każdy szelest, każde wyciągnięcie ręki, każde podniesienie nogi, po ponad dwóch tygodniach udało mi się zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi, ciosy spadały znienacka jak meteoryty a ja je wszystkie blokowałam, na końcu przewróciłam Rolly'ego na ziemię, otworzyłam oczy a ten uśmiechnął się i wstał z trawnika. 
- Koniec szkolenia. 
- Nie muszę już ćwiczyć? 
- Musisz, ale już nie jestem Ci potrzebny, zdałaś na piątkę. 
Spojrzałam na Rolly'ego :
- To dlaczego mam wrażenie, że cię to nie cieszy? 
Podszedł do mnie blisko i pogładził po policzku: 
- Bo im dalej będziesz w to brnęła, tym bardziej będzie cię to uwierać od środka, a w końcu cię to zniszczy, zniszczy w tobie to, co zostało z Kal. 
Popatrzył jeszcze chwilę po czym odszedł, zrobiłam poważną minę, nie wiem czy to co usłyszałam nie spodobało mi się czy po prostu uważałam, że nie mam już nic do stracenia. 
Kolejne dni ćwiczyłam już na sali oddziału, moim częstym partnerem był Chris, ale ogólnie to każdy chciał stoczyć ze mną choć jedną walkę w ciągu dnia. Rolly chłodno się temu przypatrywał przechadzając się po sali, Tony natomiast przyglądał się uważnie jakby oceniał moją taktykę. 
Przez kolejne dni Rolly stał do góry przy poręczy razem z Tony'm i obserwowali moje powroty z wygranych akcji, przy piosence Sia Unstappable kilkukrotnie patrzyli jak wkraczam z siódemką wspaniałych z różnych akcji, zawsze wygranych :
- Jej wyniki są imponujące. 
- Tak wiem, stworzyłem maszynę do zabijania, niezdolną do czucia, pytanie tylko czy była gotowa na to by zatracić resztki siebie. 
- Nie była i nigdy nie będzie. 
Teraz Rolly chyba czegoś nie rozumiał, był jakby oburzony tym co powiedział Tony:
- To dlaczego kazałeś mi jej to zrobić? 
-  Bo tego właśnie chciała, musi sama dokonywać wyborów i żyć tak jak w danym momencie chce żyć, nie możesz w nieskończoność oddychać za nią, myśleć za nią i żyć za nią, tak jej nie chronisz tylko robisz z niej nieporadną, błądzącą we mgle dziewczynkę a to dorosła, dojrzała kobieta, która musi sama wiedzieć czego chce. Kylie jest cwana, tylko ty tego nie widzisz. 
- O czym mówisz? 
- Raczej o kim. 
Rolly spojrzał z zaciekawieniem :
- Odnosi sukcesy, jest wydajna jak nigdy dotąd, ale najgorsze starcie jest dopiero przed nią, kiedy spotka na swojej drodze Barodo. 
- Co to ma wspólnego z uczuciami? 
Tony uśmiechnął się :
- To bardzo proste, myślisz, że dlaczego jej nie zabił? 
Rolly spojrzał poważnie 
- Mógł ją zabić tysiące razy a jednak dalej żyje, męczy ją, ale chroni po swojemu, bo nie potrafi się pogodzić z tym, że ją stracił, Barodo ją kocha, zraniła go, ale to nie zmieniło jego uczuć do niej, ona też to wie, długo go chroniła, wyłączając emocje ma szansę się przed nim ochronić, z uczuciami - zginie. 
W tym samym czasie Asir i Kim siedzieli w klubie popijając piwo i rozmawiając:
- Jest na mnie zła. 
- Przejdzie jej. 
- Pewnie tak, czas pokaże, a jak ty się trzymasz? Po tym wszystkim? 
- Szczerze to słabo, cały czas mam obraz Vanessy przed oczami, ledwo nas złapali od razu zabrali ją do tego drugiego pokoju, przez pięć godzin cały czas słychać było tylko rozdzierający ją ból, w końcu po ponad pięciu godzinach nastała cisza. 
Asir przełknął ślinę. 
- Wtedy pomyślałam o Kylie i nie potrafię sobie wyobrazić co ona musiała znosić i o tym jak jej się udało przetrwać pół roku w Libanie. 
Nagle Asirowi przypomniało się jak lekarze zabierali ją do karetki ze śmigłowca gdy Rolly położył ją na noszach, widok był masakryczny, spojrzał na Kim i przez moment jakby próbował się uśmiechnąć :
- Kylie to twarda sztuka. 
- Nie znasz jej. 
- Znam ją lepiej niż ci się wydaje. - pociągnął łyk piwa z butelki. 
- A ja myślę, że nie do końca, Kylie nigdy nie miała kogoś takiego kto zająłby się nią, kto pokochałby ją za jej słabości, za to jaka jest, ona nigdy nie miała swojego życia, wszystko zaaranżowane, każdy związek, praca, całe życie. Nikt nigdy jej nie zapytał czego ona tak naprawdę chce, nikogo to nie obchodziło, nikt nigdy nawet nie kochał jej tak jak na to zasługiwała, nie wiem może Thorne przez chwilę, ale też nie do końca wszystko z jego strony było fer. Odkąd sięgnę pamięcią Kylie zawsze za wszystkich musiała być odpowiedzialna czy tego chciala czy nie. 
- No wiesz wizerunek Niny do czegoś jednak zobowiązuje. 
- Asir ale ona nie zawsze była Niną, pamiętam ją jako młodą dziewczynę z głową pełną planów na przyszłość a tak naprawdę to utknęła w martwym punkcie, o wszystkich musiała się troszczyć i za wszystkich odpowiadać : za ojca, za siostrę, za Samanthę, nawet za Rolly'ego. 
- Kocha ją. 
- Potrzebował jej siły, tylko wtedy ją kochał  kiedy potrzebował wydobyć z niej energię, bo ta napędzała  jego, przy Kylie był silny i właśnie o tym mówię, wszyscy do czegoś ją potrzebują, Kal nie może sobie pozwolić by choć przez chwilę wypuścić emocje, bo zaraz wszyscy robią z tego wielkie halo. 
- Nie każdy facet jest taki sam
- I kto to mówi? Ty też ją kochałeś, może nadal kochasz tylko się do tego nie przyznajesz. 
- To co innego, i tak, na swój sposób nadal ją kocham , ale nie tak, po prostu, rajcuje mnie, wyzwalala we mnie wszystkie cechy, których nigdy nikomu bym nie okazał na co dzień, kiedy ją poznałem, była taka nieprzewidywalna, taka inna od reszty kobiet. 
- No właśnie, każdy któremu stanęła na drodze nie potrafił przejść obojętnie albo wyrzucić jej ze swojej głowy ot tak. 
- Ma tę moc, to fakt, nie wiem co to takiego bo nawet kiedy się wścieka, nie potrafię jej znienawidzić, choć bardzo bym chciał, ale nie musisz się martwić,  Kylie jest silniejsza niż możesz sobie wyobrazić. 
- Nie przeczę, ale każdy człowiek ma jakiś limit wytrzymałości i wydaje mi się, że jej jest na wykończeniu bo jest już zmęczona byciem silną na każdym kroku i dla wszystkich. 
Asir spojrzał na Kim i uśmiechnął się szarmancko:
- Przypomnisz mi dlaczego nigdy się z tobą nie umówiłem?
Kim uśmiechnęła się
- Bo byłam  zajęta. 
- Fakt, ale już nie jesteś?
- Nic mi o tym nie wiadomo. 
- Zajebiście, wypijmy za to. 
Uniósł swoją butelkę z piwem i stuknął w butelkę Kim. 
Tego samego dnia późnym popołudniem, zebrałam się na odwagę by iść w końcu do Tony'ego i porozmawiać o tym co stało się owego wieczoru pod moim domem. Podeszłam i zapukałam, ale nie otworzył, nadusiłam na klamkę i drzwi się otworzyły. Zamknęłam je po cichu i zauważyłam, że drzwi tarasowe są otwarte. Tony ćwiczył. 
Spojrzałam jak robi planka w powietrzu wspierając się na dwóch metalowych pochwytach, jego mięśnie były tak mocno zarysowane jak nigdy, jego ciało nawet nie drgnęło jakby przyjęta pozycja nie sprawiała mu najmniejszego wysiłku. Każdy oddech zarysowywał jeszcze mocniej mięśnie, na plecach zauważyłam identyczny tatuaż jak mój, był olbrzymi i pokrywał całą powierzchnię pleców. Widok Tony'ego był niezwykły, popatrzyłam jeszcze przez chwilę po czym stwierdziłam, że nie będę mu przeszkadzać. Po cichutku obróciłam się tyłem i skierowałam na palcach z powrotem, ale słuch Tony'ego był równie doskonały co mięśnie:
- Kylie
Zatrzymałam się i obróciłam, stal za mną, bardzo blisko i uśmiechnął się:
- Miło cię widzieć, chciałaś uciec? 
- Nie, to znaczy przepraszam, drzwi były otwarte, nie chciałam przeszkadzać. 
- Nie przeszkadzasz. 
- Przyszłam bo...
Nie wiem co się ze mną działo ale normalnie nie potrafiłam się wysłowić, uśmiechnął się delikatnie widząc moje speszenie:
- Nie musisz się mnie obawiać, nie zrobię ci krzywdy. 
Czułam jak moja klatka piersiowa unosi się to na dół to do góry w niespokojnym oddechu, zupełnie jakbym przed czymś uciekała. 
- Nie miałam okazji ci podziękować. 
- Podziękować?
Udawał zdziwionego
- Za uratowanie życia
- Nie ma o czym mówić. 
- Właśnie że  jest, wiem, że unikasz tego tematu, ale gdybyś się nie pojawił...
Próbowałam wytłumaczyć, ale wyraźnie mi nie wychodziło, gdy zauważył moje splątanie, ujął mnie za ramiona i spojrzał poważnie w oczy
- Kay...
Poczułam się dziwnie, niewiele osób tak do mnie mówiło, ale to było miłe. 
- Możesz przestać się bać, nie dopuszczę do tego by ktokolwiek cię skrzywdził rozumiesz? Już zawsze będę cię chronił. 
Spojrzałam na niego wzrokiem małej, przestraszonej dziewczynki i nie wiem dlaczego ale w tym jednym momencie, jakbym nagle przestała się bać czegokolwiek, zupełnie jakby cały strach i wszystkie obawy gdzieś uleciały. Czy byłam naiwna? A może zbyt łatwowierna, ale byłam pewna, że mówi prawdę a ja jestem bezpieczna. Kiedy zorientował się, że trzyma moje ramiona zbyt długo, po dżentelmeńsku zabrał szybko ręce i ponownie spojrzał mi w oczy:
- Możesz mi zaufać. 
Po chwili bez namysłu odpowiedziałam:
- Wiem. 
Z tarasu zawiał wiatr i moje włosy delikatnie odchylily się do tyłu, poczułam znajome ciepło, w myślach odtworzyłam twarz Thorne'a i  miałam wrażenie, że czuję go w pobliżu a jeszcze przed chwilą, że to jego dłonie mnie obejmowały. 
Zaległa cisza, stałam jak zahipnotyzowana, w końcu uśmiechnęłam się i próbując zmienić temat chciałam zgadnąć, ale słowa uwarły w przełyku, od razu to zauważył i zaczął ubierać na siebie koszulę leżącą na krześle przy stole:
- Chcesz mnie o coś zapytać?
- Jak ty to robisz?
 - Ale co?
- Twoja siła jest zdumiewająca jakbyś w ogóle nie odczuwał bólu. 
- To nie siła, tylko wewnętrzna energia i odpowiednie przenoszenie ciężaru ciała, nie ma nic wspólnego z siłą fizyczną, to jedynie ładny dodatek, musisz się bardzo skoncentrować, wyłączyć wszystko co obciąża twoje ciało i umysł. 
Kiwnełam głową bo teraz zrozumiałam dopiero to co do głowy próbował wpoić mi Rolly podczas naszych treningów.  
- Pewnie ciężko się tego nauczyć?
- Twój kolega Asir pewnie powiedziałby, że równie ciężko co ochronić ciebie. 
Uśmiechnęłam się, ale przypomnienie mi osoby Asira od razu sprowadziło mnie na ziemię i całe wcześniejsze zażenowanie gdzieś umknęło, od razu wróciłam do rzeczywistości
- Tak, Asir....
Powiedziałam z niesmakiem. 
- Chociaż zaprzecza, wiem że cię kocha, wszyscy to wiedzą, ale nie ułatwiasz mu zadania. 
- Znam Asir'a wystarczająco długo żeby wiedzieć, że kocha wyłącznie siebie i wyobrażenia o kobiecie, którą nigdy nie będę i nie chcę być. 
- A kim chcesz być? 
- Czy to ważne?
- Dla mnie tak, nawet bardzo. 
- Dlaczego?
- Kiedyś ci to wyjaśnię. Więc? 
- Nie chcę być z żadnym facetem, który został mi przypisany przez oddział i traktuje mnie jak zadanie, będąc z Rolly'm przez chwilę wydawało mi się, że mogę być szczęśliwa. 
- Nie byłaś - stwierdził
- Byłam, ale tylko do momentu kiedy zrozumiałam, że Rolly nigdy nie przestał pracować. 
- Smutne. 
- Ale prawdziwe, idzie się przyzwyczaić. 
- Nie powinnaś się przyzwyczajać, tylko żyć, mówić głośno o swoich uczuciach, potrzebach, pragnieniach....
- Pięknie się tego słucha, ale takie rzeczy tylko u Jane Austin. 
Uśmiechnęliśmy się do siebie, ale Tony nadal na mnie patrzył i to miałam wrażenie poważnie, zupełnie tak jakby nie usatysfakcjonowała go moja odpowiedź. 
- Nie mów mi tylko, że w to wierzysz. - powiedziałam zdziwiona. 
- Wiara czyni cuda
- Ok, poddaję się, wygrałeś, moje argumenty nic nie zmienią, więc...
- Zawsze możesz próbować. 
- Oby mi życia starczyło. 
- To prostsze niż myślisz, nauczę cię tego, reszta przyjdzie sama. 
- Obiecujesz?
Tony'emu znowu przypomniał sie Thorne i zadźwięczały w uszach słowa "obiecaj mi to" , ale po chwili bez wahania spojrzał na mnie poważnie i powiedział:
- Obiecuję. 
Skinęłam głową pojednawczo i skierowałam się do wyjścia nie odwracając się do niego przodem, bo czułam że mnie studiuje na każdym kroku, powiedziałam tylko rozbawiona:
- Pamiętaj, że wisisz mi grabie, nie zapomniałam. 
Wyszłam a Tony z uśmiechem pokręcił głową. 




piątek, 24 lipca 2026

ROZDZIAŁ VIII

ROZDZIAŁ VIII
Kiedy wylądowaliśmy, wszyscy udali się wprost na oddział, szłam pierwsza, czułam, że setki oczu wpatruje się we mnie, ale nawet nie spojrzałam, zaraz za mną szedł Rolly, Asir i reszta oddziału wraz z uwolnionymi agentami. Podeszłam bez słowa do J. T, położyłam na blacie pobraną broń i odeszłam tak jakby J. T nie istniał. Tony obserwował tą całą sytuację z góry jakby oceniał mnie w jakiś kryteriach. Zniknęłam wszystkim z oczu i poszłam na dwór zapalić, nikt nawet nie próbował iść za mną. J. T spojrzał na Rolly'ego, lecz ten też milczał, odszedł prosto na salę treningową, doskonale wiedział co czułam, tylko Asir zdawał się nie przejmować zaistniałą sytuacją. Był opanowany i chłodny jak to zawsze miał w zwyczaju. Skierował się schodami prosto do Tony'ego i stanął obok niewzruszony. Tony nawet na niego nie spojrzał, zapierał się jakby obu rącz na poręczy. Miał poważną minę.
- Znienawidzi cię za to wiesz o tym. 
- Jakoś przeżyję, to duża dziewczynka, poradzi sobie - powiedział z cwaniacką miną. 
- Nie zapominaj, że masz ją chronić - powiedział Tony spokojnie. 
- To nie jest takie proste. 
Tony uśmiechnął się spokojnie. 
- Gdyby było, nie zlecałbym tego tobie. 
- Ciężko chronić kogoś kto tej ochrony nie chce, zrozumcie wreszcie, że Kylie odkąd stała się Niną wymkneła się spod kontroli. 
- Nie chcę tego słuchać. 
- A może powinieneś, bo wtedy może byś zrozumiał że nie idzie już za nią nadążyć. 
- Może zbyt słabo się starasz? 
Asir zacisnął zęby. 
- Kylie jest jak czarna wdowa, kopuluje a potem zabija, nie pisałem się na to. 
- Ciężko znosisz porażki. 
- Żebyś wiedział. 
- To może powinieneś nad tym popracować, w końcu ją kochasz. 
-  Kochałem jej poprzednie wcielenie, to co zostało.... To bardziej chęć uduszenia jej za lekkomyślność. 
- Tak bym tego nie nazwał. 
- Nie? A jak?
- Myślisz, że Kylie to rozpuszczona nastolatka bo nie możesz za nią nadążyć, ale to odpowiedzialność a nie brak rozwagi nią kieruje. 
Asir spojrzał ze zdziwieniem. 
- Odpowiedzialność? - Tony skinął potakująco głową. 
- Stara się żebyś czuł do niej niechęć, bo tak jej łatwiej,  izoluje wszystkich nie dlatego, że tego chce,  każdy kto znajduje się zbyt blisko niej narażony jest na niebezpieczeństwo i ona doskonale o tym wie. Zapamiętaj sobie, Kylie jest perfekcjonistką, nie kieruje się egoizmem, jest doskonała i odsuwając się od was, po prostu chce was chronić. 
Asir spojrzał poważnie na Tony'ego
- Dużo o niej wiesz. 
- Była żoną mojego brata a to znaczy, że jest niezwykła. 
Tony odszedł a Asir zamyślił się. 
Powoli na oddziale robiły się pustki, nasze oddziały wraz z uratowanymi agentami, postanowili świętować to, że przeżyli. Nikt chyba już nie pamiętał o Vanessie, tak mi się przynajmniej wydawało. Rzeczywistość była inna, podczas gdy ja siedziałam na podłodze w szatni ocierając łzy, Cole ku pamięci Vanessy wzniosł kieliszek i to samo zrobili pozostali, światła były pogaszone a na stole stały pozapalane świeczki. 
Tony akurat szedł do automatu po kawę gdy zauważył światło w szatni i już miał je gasić, gdy spojrzał, że siedzę zapłakana na podłodze. Spojrzeliśmy na siebie, Tony podszedł niepewnym krokiem nieco bliżej a jednak w pewnej odległości :
- Kylie? - ciężko nabrał powietrza na mój widok. 
- Nie wiem co powiedzieć, nigdy nie widziałem cię takiej....
Dokończyłam za niego
- Bezbronnej?
W tym samym momencie do swojej szafki podszedł Asir jakby nigdy nic i chyba próbował rozluźnić atmosferę. 
- Łuu, miło popatrzeć jak królowa lodu topi się. 
W oka mgnieniu wstałam na równe nogi:
- Zabiję cię!
Zerwałam się do niego, Asir cofnął się a Tony wystawił rękę zagradzajac mi drogę, odbiłam się niczym od bryły betonu, nie wiedziałam skąd u niego taka siła. 
Asir spojrzał na Tony'ego
- A nie mówiłem? Mój czar prysł, poszedł a Tony opuścił rękę, wściekła podeszłam do szafki, uderzyłam w nią ze złością pięścią po czym kopnęłam, na to wszedł Rolly, spojrzał na Tony'ego jakby czekając na pozwolenie, a gdy ten  kiwnął głową i pokazał oczami na mnie a sam wyszedł, Rolly podszedł bliżej i oparł się o szafkę obok, w którą nie zdążyłam uderzyć. Ciężko dyszałam z trudem przełykając łzy
-  Naucz mnie tego na nowo. 
- Czego? Spojrzałam na niego :
- Naucz mnie na nowo wyłączać emocje, chcę żebyś to we mnie zgasił. 
- Kylie, nie jesteś taka. 
- Ale chcę być! Podniosłam głos, chcę żebyś wyłączył mi człowieczeństwo, chcę przestać czuć, inaczej zwariuję rozumiesz?! Nigdy Cię o nic nie prosiłam a teraz proszę możesz to dla mnie zrobić ?
- Kylie... 
- Możesz?!!- spojrzałam błaganie. 
Kiwnął głową potakujaco. 
- Spróbuję. 
Kiwnęłam głową, otarłam łzy i wyszłam z szatni, kierując się do rozsuwanych drzwi, idąc przez główną salę, Tony spojrzał z góry na mnie z taką jakąś czułością w wyrazie swojej twarzy jak nigdy przedtem. Wyszłam z oddziału, po chwili z szatni wyszedł również Rolly, przystanął i również spojrzał na Tony'ego, ale jego wyraz twarzy już zdążył się zmienić ponownie na kamienną . Rolly ruszył przed siebie i po chwili zniknął za drzwiami oddziału. 

ROZDZIAŁ VII

ROZDZIAŁ VII

Następnego ranka akurat wszyscy trenowaliśmy kiedy na głównej sali zrobił się szum, miałam na sobie czarne legginsy trzy czwarte, adidasy i czarną koszulkę na szerokich naramkach i spięte włosy w kucyk, akurat położyłam Asira  na macie, kiedy w końcu usłyszany popłoch nakazał zainteresowanie ogółu. Spojrzałam na Asira i oboje stwierdziliśmy, że czas się zainteresować :
- Pani ładna a kiedy rewanż? - powiedział bardzo rozbawiony, uśmiechnęłam się.
- Zobaczymy, może szybciej niż myślisz.
Wzięłam ręcznik by wytrzeć się od potu, po czym ruszyłam w stronę Rolly'ego pochylającym się nad Colin'em.
-  Co się stało?
- To się stało - powiedział podniesionym tonem i wskazał na monitor, w którym zauważyłam, że po kolei znikają lokalizatory.
- Albo sami je wyłączyli, albo nie żyją.
- Kto dowodził?
- Kim i Seth - odpowiedział Colin. Aż poczułam jakby ktoś przygniótł mi klatkę.
- Kylie bierz jedynkę, startujecie za siedem minut. Kiwnęłam głową i szybkim krokiem skierowałam się w stronę szatni, podobnie jak mój oddział. W tym samym momencie podszedł Tony, spojrzał w monitor i od razu się połapał.
- Kogo wysyłasz?
- Jedynkę.
- To Kylie?
- Tak.
- Bierz dwójkę i leć z nią.
Rolly jakby tylko czekał na te słowa, bo po chwili już go nie było a Tony usiadł obok Colin'a.
- Cały czas próbuj ich wywoływać.
- Tak jest.
Po pół godzinie dwa black hawke' i wylądowały na zboczu góry, po kolei wyskakiwaliśmy, aż Rolly jako ostatni wyskoczył i ręką pokazał, że mają odlecieć i czekać w bezpiecznej strefie. Było już ciemno, wszyscy założyliśmy gogle noktowizyjne, Rolly wziął lornetkę, chwilę popatrzył przed siebie, w dole stały stare hangary a pijane towarzystwo z karabinami wrzeszczeło nad rozpalony ogniskiem.
- Colin słyszysz nas?
- Głośno i wyraźnie.
- Jesteś pewien, że nasz oddział tam jest?
- Tak wskazuje ich ostatnia pozycja z lokalizatorów.
- Zeskanuj obraz budynku.
Okulary połączone były z główną siecią na oddziale. 
- Mam dobrą i złą wiadomość.
- Mów.
- Zła jest taka, że budynek ma szczelną piwnicę.
- A dobra?
- Grubość muru wskazuje na to, że mogą żyć, tylko lokalizatory straciły zasięg.
- Ok, wydostaniemy naszych i wysadzamy wszystko.
- Wszyscy kiwnęlismy głowami.
- Rolly...
- Tak?
- W środku jest też trzech rekrutów, dziewczyna i dwóch mężczyzn.
- Przyjąłem.
Rolly spojrzał na Red'a:
- Red zejdziesz na dół i rozłożysz ładunki, jak tylko wydostaniemy naszych odpalasz.
Red kiwnął głową, po czym zniknął w ciemnościach, po dziesięciu minutach wrócił i oświadczył :
- Zapalnik ustawiony na piętnaście minut - wszyscy ustawiliśmy stopery na piętnaście minut, po czym Rolly dał znak do ataku.
Wszyscy zaczęliśmy zbiegać na dół, część została na zewnątrz dając nam wsparcie, ja, Asir, Gino i kilku ludzi wbiegliśmy do budynku i skierowalismy się prosto do piwnicy, podeszłam do człowieka arabskiego jak sądzę pochodzenia, z głową owiniętą chustą, wybiłam mu karabin, ten wystrzelił i narobił sporego hałasu, z piwnicy próbowali wybiegać pozostali członkowie bandy ale ruszyliśmy na nich szturmem i byliśmy przekonani, że wybiegają dokładnie z tego punktu, w którym był nasz oddział, nie myliliśmy się, siedzieli zakneblowani na ziemii, kiedy wyjęłam Kim knebel z ust i uwolniłam ręce, ta szybko powiedziala:
- Kylie pokój obok! Vanessa.
Wiedziałam, że mówi o rekrutce zabranej na akcję, drobna blondynka, która od początku nie pasowała do wszystkich. Chłopacy zaczęli uwalniać naszych, spojrzałam na zegarek, zegar tykał, zostało sześć  minut do detonacji, wybiegłam do pokoju obok, w którym arabski żołnierz kończył gwałcić naszą rekrutkę, bez namysłu dobiegłam do niego wyciągając nóż myśliwski z kabury i podcięłam mu jednym ruchem gardło. Asir wbiegł za mną :
- Kylie! Wychodzimy!!
- Spojrzałam na rekrutkę, nie ruszała się, dotknęłam szyi, puls był ledwo wyczuwalny, była dosłownie skatowana, ale ja usilnie zaczęłam ją podnosić, bo w tej  jednej chwili poczułam jak cofam się do Libanu. Szanse na wyniesienie jej na czas były wręcz niemożliwe, ale do mnie to nie docierało, tak bardzo chciałam jej pomóc, choć na pomoc było już za późno. Wszyscy zdążyli opuścić budynek i biec w stronę wzgórza na którym czekała reszta, Rolly nerwowo spojrzał na zegarek, zostały trzy minuty:
- Gdzie jest Kal?!!
-  W piwnicy! - odkrzyknęła Kim.
- Cholera!!
Tony słysząc wszystko zaczął nerwowo chodzić po oddziale, w końcu wziął radio. 
- Wyciągnijcie ją stamtąd inaczej nie macie po co wracać.
W tym czasie w piwnicy Asir, który szybko połapał się w sytuacji na siłę zaczął wyciągać mnie z pomieszczenia, krzyczałam, że ma mnie puścić, ale on był głuchy na moje krzyki, przerzucił mnie przez ramię i wybiegł ze mną dosłownie w tym samym momencie, kiedy Rolly zbiegł do nas, w końcu postawił mnie w bezpiecznej odległości, płakałam, po chwili rozległ się huk i na niebie pojawiła się potężna kula ognia.
- Nienawidzę Cię!! Mogłam ją uratować!!
- Mogłaś to zginąć, ona już była martwa! Naucz się wreszcie wyłączać emocje!
Dobiegłam do niego i popchnęła, ledwo drgnął. 
- Ciebie mogę wyłączyć!!
Nie miałam świadomości, że wszystko co wykrzykujemy do siebie, słychać było na oddziale, Rolly spuścił głowę, ruszyłam do pozostałych a zaraz potem Rolly ruszył za mną. Asir przez moment jeszcze spojrzał na płonący budynek, po czym dołączył do Rolly'ego.
Kiedy śmigłowce uniosły się w powietrzu, zapadła głucha cisza i unosiła się aż do naszego lądowiska. Oczy miałam zapuchnięte od płaczu, tej akcji wiedziałam, że długo nie zapomnę. 

ROZDZIAŁ VI

 ROZDZIAŁ VI

Kiedy obudziłam się rano rzeczywiście nie czułam żadnego bólu, choć może powinnam. Uniosłam się na łóżku a we fotelu siedział Rolly. Nie kryłam zdziwienia:

- Rolly? Byłeś tu przez całą noc? 

- Nie, był tu Tony, wezwał mnie godzinę temu, powinniśmy porozmawiać. 

- O czym? 

- Przepraszam, że wczoraj straciłem czujność. 

- Jak my wszyscy, nie mam do Ciebie żalu. 

- Pewnie masz tysiąc pytań? 

Usiadłam przy swojej toaletce i spojrzałam w duże lustro, przecięcie trochę się zasiniło, ale nie tak bardzo jak się spodziewałam, nie wiem jakich mikstur użył na mnie Tony, ale miały piorunujacy efekt. Chciałam się czym prędzej doprowadzić do ładu i jechać na oddział. 

- Prawdę mówiąc nie mam żadnych. 

Rolly spojrzał z niedowierzaniem, to nie było do mnie w ogóle podobne. 

- Kiedyś i owszem, pewnie miałabym ich sto, ale nie teraz, sami okłamywalismy wszystkich przez pięć lat i usiłowalismy tłumaczyć wszystkim, że nie mieliśmy wyboru, wiem jakie to trudne, jeśli Tony nie powiedział kim jest, musiał mieć ku temu ważne powody, znam go. 

- Myślę, że nie do końca,  to bardzo groźny człowiek, zimny i nieobliczalny, ale... Lepszego wojownika na swojej drodze nie spotkałem, mówili na niego człowiek cień. Pojawiał się znienacka i równie szybko znikał. Jego przykrywka również była doskonała, światowej sławy pisarz... 

Nie zdążył dokończyć, bo spojrzałam karcąco przerywając :

- W jakim celu mi to mówisz? 

- Mówię Ci to, bo naprawdę nazywa się Tony DeNeilo i jest bratem Thorne'a. 

Nie wiem dlaczego, ale w duchu nawet poczułam ulgę. Uśmiechnęłam się do Rolly'ego bo na myśl o tym, że ja i Tony jesteśmy rodziną, wywołała we mnie same pozytywne wibracje. Obróciłam się na pufie przodem do niego:

- Posłuchaj Rolly, czego Byś mi nie powiedział, gdyby wczoraj się nie pojawił, dzisiaj nie siedziałabym tu z Tobą. 

Rolly kiwnął głową, po czym powiedział poważnie :

- Wiem. 

- A teraz, skoro już masz mnie koniecznie pilnować, to zrób sobie kawę i daj mi pół godziny żebym mogła się ogarnąć i uszykować do wyjścia. 

- Nie mówisz poważnie. 

Ale ja wstałam i uśmiechnęłam się szeroko pełna energii, zastrzyk chyba nadal działał. 

- W życiu nie byłam poważniejsza. 

- A twoje obrażenia? 

- Mam dobrego lekarza - rzuciłam po czym drzwi od łazienki się za mną zamknęły. 

Po niecałych trzydziestu minutach byłam gotowa. Makijaż szczelnie przykrył obrażenia twarzy, założyłam obcisłe czarne spodnie z gnieniegdzie oryginalnymi przecięciami, wojskowe buty - kozaki na wysokim koturnie ale płaskiej podeszwie oraz bardzo luźną koszulkę z krótkim rękawem i sporym wycięciem tak aby nie uwierała szyi ani rany na plecach, o dziwo na dekolcie pojawiło się ledwie zacienienie po łańcuchu. Ubrałam ciasny pas na spodnie z kaburą na broń, przeładowałam swoją berettę i włożyłam do kabury, spojrzałam na Rolly'ego:

- Idziemy? 

Chwilę popatrzył, po czym porozumiewawczo kiwnął głową, zeszliśmy po schodach i wyszliśmy z domu. Gdy dojechaliśmy na podziemny parking oddziału, drzwi się przed nami rozsunęły i wkroczyliśmy prosto na główną salę. Oczy wszystkich bez wyjątku skierowane były na nas, Linda stojąca z Asirem aż płonęła ze złości, że nie udało jej się pozbyć rywalki. Do góry na piętrze stał nie kto inny jak Tony z Jesse. Ta spojrzała na mnie z góry i powiedziała do Tony'ego:

- Nie wierzę. 

Tony uśmiechnął się delikatnie jakby do siebie a może do Jesse. Nie zatrzymywałam się jednak, przy końcu sali rozdzieliliśmy się z Rolly'm. On skierował się na piętro do Tony'ego a ja prosto do szatni, w której otworzyłam swoją szafkę, rozpiełam pas z bronią,włożyłam do środka, zamknęłam drzwiczki i zobaczyłam Jesse. Uśmiechnęłam się do niej a ta skarcila mnie wzrokiem. 

- Nie przeginasz trochę? 

- Jesse kocham cię wiesz o tym, ale czuję się dobrze. 

- Bo działają leki, a co jeśli przestaną? 

- Wtedy będę się martwić. 

Uśmiechnęłam się skierowałam swoje kroki na salę gimnastyczną, na której wszyscy łącznie z siódemką wspaniałych robili morderczy trening sprawnościowy. Chris jak tylko mnie zobaczył, oderwał się od worka, który boksował i podszedł bliżej mnie, uśmiechnął się :

- Nie powinnaś przypadkiem leżeć? 

- Jeszcze raz mnie o to zapytasz i ci przyłożę. 

- To może ze mną spróbujesz skoro taka jesteś harda. Obróciliśmy się niemalże równocześnie, kawałek za mną stał Cole. Czułam, że w powietrzu wisi coś ciężkiego, Cole nadal miał do mnie żal o Owena, myliłam się sądząc, że już o tym zapomniał. 

- Ok. Odpowiedziałam hardo. 

- Cole daj spokój. Powiedział Chris, ale przytrzymałam mu rękę. 

- Chris jest ok, musimy wyjaśnić sobie pewne sprawy. 

- To chyba nie jest dobre miejsce. 

- Myślę, że lepszego nie znajdziemy. 

Chris nie był zadowolony, spojrzał zaniepokojony do góry na Rolly'ego i Tony'ego jakby oczekiwał od nich reakcji, ale ta nie nastąpiła. Wszyscy zaczęli się rozsuwać a ja i Cole zaczęliśmy powoli zataczać koło. Wiedziałam, że jeśli nie wypuści z siebie tej agresji, to nigdy mu nie minie. Cole był pamiętliwy, ja zresztą też. W końcu ruszył i zadał pierwszy cios, nie upadłam, ale było blisko, wiedziałam, że chce mnie sprowokować, ale nie dałam się, studiowałam jego technikę, padł drugi cios, zaraz za nim kolejny, w końcu podciął mi nogi - upadłam. Rolly obserwując tą sytuację najwyraźniej zaczynał się niecierpliwić. Kiedy zaczęłam się podnosić podbiegł do mnie i uderzył z wykopu, trafił w ranę na plecach. Poczułam jakby ktoś na plecach rozpalił mi ognisko i wtedy się zaczęło, w tle zaczęła lecieć szybka piosenka Imagine Dragons Whatever it takes, rozpędził się do kolejnego uderzenia i ledwo to zrobił, ja zrobiłam świecę łapiąc go w locie i przewracając na ziemię. Chris wypuścił z ulgą powietrze z płuc, Tony obserwował bardzo uważnie to co się działo na macie. Podniósł się szybko z wyskoku i rozpędził się by wbiec we mnie ale kiedy był blisko odbiłam się od jego klatki piersiowej i przeskoczyłam za niego, ledwo dotknęłam ziemii a już był za mną i ujął za ręce, zgubnie myśląc, że odegnie mi je do tyłu i wykręci, jak tylko ujął moje dłonie, przukucnęłam tyłem do niego i zrobiłam fikołka w taki sposób, że znienacka znalazłam się na jego ramionach i skrzyżowałam nogi na jego szyi w taki sposób, że zaczął się dusić, nie puszczałam, za to on w odruchu wyzwolił swój uścisk, moje dłonie stały się wolne a ja ścisnęłam dodatkowo rękoma jego gardło, choć usilnie próbował wyzwolić się z mojego uścisku, nie był w stanie, w końcu Tony powiedział do Rolly'ego:

- Przerwij to bo się pozabijają. 

Rolly zszedł pospiesznie na salę, Cole w końcu upadł, zeszłam z niego, gdy z trudem się podniósł uderzyłam go z pół obrotu i już miałam uderzyć ponownie gdy złapał mnie Rolly. 

- Wystarczy 

Miałam ciężki oddech. Cole spojrzał groźnie na mnie, ale już nie tak jak wcześniej, choć nie potrafił się przyznać do porażki, teraz jakby złagodniał. Rolly w końcu mnie puścił widząc, że się uspokajam. Spojrzałam dziko na Cole'a, bez słowa zaczęłam kierować się do szatni bo poczułam wilgoć na plecach, to mój opatrunek przesiąkł, byłam tego pewna. Rolly podszedł do Cole'a:

- Po co to było? 

- Sam nie wiem, po prostu musiałem. 

- Tłumaczyłem ci, że ją i Owena nic nie łączyło a od pewnego czasu w ogóle nie ma z nim kontaktu. 

- To też wiem. Wziął ręcznik i wytarł twarz. Myślałem, że jest słabsza po tym wszystkim. 

- Nie doceniłeś jej, lepiej więcej tego nie rób, rozłam teraz to ostatnia rzecz, której nam potrzeba. 

Cole kiwnął głową, po czym poszedł do szatni, w której stałam pijąc wodę, teraz nagle spokorniał, uśmiechnęłam się :

- Przyszedłeś po rewanż? 

- Nie, dziękuję. Uśmiechnął się,po czym ciężko westchnął. 

- Rolly ma rację, nie doceniłem Cię. 

- Bywa. 

- Kylie, przepraszam, nie wiem co mi odbiło, może to wcale nie chodziło o Owena, może po prostu to ja byłem zazdrosny. 

- Jasne, nie ma do czego wracać, nie gniewam się. 

Cole wystawił do mnie rękę, podałam mu swoją, po czym wyszedł z szatni, a ja skrzywiłam się z bólu, który coraz dotkliwiej zaczął mi dokuczać w plecach. Wreszcie długo nie myśląc wzięłam komórkę i wybrałam do Gina :

- Gino jesteś na miejscu? Ok to wejdę na chwilę. 

Po chwili już siedziałam na kozetce naszego oddziału ratunkowego i słuchałam wykładu Gina. 

- Zawsze to samo. 

Powoli już byłam zmęczona tym zrzędzeniem przy okażaniu rany, z drugiej strony wdzięczna, bo Gino zawsze się o mnie troszczył. 

- Gino błagam, zaklej to po prostu i przestań marudzić bo wpakuję  ci kulkę słowo daję. 

W końcu przykleił opatrunek. 

- Już. Zeskoczyłam z kozetki. 

- Nareszcie. 

- Lepiej już dzisiaj nie szalej, w przeciwnym razie szybko tu wrócisz. 

- Nie sądzę. Uśmiechnęłam się łobuzersko, ale Ginowi nie było do śmiechu martwił się. 

- Kay - zawsze tak mnie nazywał - mówię poważnie, jeśli rana powtórnie pęknie, nie skończy się na opatrunku. Skinęłam głową i wyszłam z gabinetu, po drodze mijając się z Tony'm, wymieniliśmy spojrzenia, ale nie zamieniliśmy słowa. Miałam wrażenie, że z jakiegoś powodu Tony mnie po prostu unika. Nie chciałam się jednak nad tym zastanawiać, nieuniknione było, że w końcu i tak będziemy musieli porozmawiać, ale to nie był ten moment. Wyszłam z oddziału i drzwi się za mną zasunęły. 




środa, 22 lipca 2026

ROZDZIAŁ V

 ROZDZIAŁ V

Po ponad godzinnej naradzie i ustaleniach planu naszego działania, Herlow z Danielsem wyszli, zaraz za nimi ruszył Colin a my zostaliśmy sami. Wszyscy spojrzeli na mnie, po wielu latach naszej przerwy wiedziałam, że oczekują ode mnie kilku słów. Przybyli tu dla mnie i doceniałam to bardzo, popatrzyłam jeszcze przez chwilę na Rolly'ego i Asira licząc na jakieś wsparcie choćby słowne, ale milczeli i również wpatrywali się we mnie w skupieniu, w końcu postanowiłam się odezwać:

- Wiem, że czekacie na jakąś mądrą przemowę, ale nie jestem w tym dobra, takich szkoleń nikt nam nie zafundował.
Widziałam, że to rozluźniło obecnych, bo wszyscy uśmiechnęli się jakby nagle atmosfera się rozluźniła.
- Powiem krótko - Kurt, Ron, Zack, Mohit, Jack, Cole, Asir, Rolly, Jesse, Cole...
Wymieniłam wszystkich po czym spojrzałam na nich i ciągnęłam dalej.
- Wiem, że jesteście tu dla mnie, więc niezależnie od tego czy po wszystkim będziecie chcieli wyjechać, czy postanowicie zostać, dorwijmy go i to jak najszybciej się da.
Wszyscy pokiwali głowami, po czym zaczęli klaskać. Wypuściłam z ulgą powietrze, po czym wstałam a wszyscy jak na komendę podnieśli się również, wtedy Asir jakby nagle kamień spadł mu z serca i oświadczył:
- Myślę, że zasłużyliśmy na piwo, zapraszam do klubu naszej pięknej Niny.
Zacisnęłam zęby na to co powiedział, ale towarzystwo jakby się rozluźniło i wszyscy zaczęli podnosić się z foteli. Wszyscy oprócz Jesse i Chrisa wyszli bardzo rozbawieni w towarzystwie Rolly'ego i Asir'a, Jesse widząc, że Chris zatrzymał się koło mnie, udała, że szuka coś w telefonie, spojrzał na mnie a ja na niego:
- Kupa lat, dobrze cię widzieć. Powiedział, Chris był jednym z tych z którymi lata temu dosyć dobrze żyłam , uśmiechnął się do mnie, ja też:
- Widzę, że nadal dbasz o kondycję? Puściłam mu kuksańca w ramie, Chris zawsze był zbzikowany na punkcie swojej tężyzny fizycznej, jego ciało w zasadzie całe zbudowane było z mięśni, podobnie jak Asira czy Rolly'ego.
- Nie odpuszczam, ale widzę, że ty tez.
Roześmiałam się.
- Ja? Daj spokój.
- Taką Cię pamiętam, skromna, ale doskonała.
Po tych słowach aż się Jesse zachłysnęła, spojrzeliśmy na nią oboje, a ta ruszyła w stronę wyjścia i rzuciła w biegu:
- Wiecie co? Widzimy się na miejscu. 
Powiedziała i zniknęła za drzwiami, wypuściłam powietrze ciężko i spojrzałam na Chrisa poważnie:
- Wiesz, że może być ciężko?
- Zawsze było, taka robota.
- Wiem, ale mimo to przyjechałeś, wszyscy przyjechaliście, dziękuję.
- Nie masz za co dziękować, trzymałaś nas w ryzach wiele lat, dzięki tobie nie spłonęliśmy w Bośni, takich rzeczy się nie zapomina, to nasz zasrany obowiązek być przy tobie kiedy tego potrzebujesz.
Spojrzałam sentymentalnym wzrokiem, po czym Chris pocałował mnie w policzek:
- Nie myśl już tyle, marzę o piwie. Otrząsnęłam się i odpowiedziałam:
- Jasne, spotkamy się na miejscu jedź z resztą, ja muszę wjechać do domu się przebrać.
Kiwnął głową i wyszedł, ja przez chwilę stałam jeszcze po czym ruszyłam w stronę wyjścia. Wychodząc z oddziału mój wzrok przebiegł po całym oddziale, był taki sam a jednak inny. Nie chciałam jednak się nad tym zastanawiać, czekały nas ciężkie dni, godziny treningów i wysoko zaawansowana aktywność. Czułam, że muszę wypuścić z siebie trochę tej zalegającej we mnie pary.
Kiedy po godzinie dojechałam do klubu, wszyscy już byli w szampańskich nastrojach, boczna sala, w której bawili się wszyscy z oddziału była wypełniona po brzegi, nazywaliśmy ją salą VIP, widok z niej był praktycznie na cały klub. Popatrzyłam na nich przez chwilę z daleka i tylko jedna myśl przeleciała mi na widok ich roześmianych twarzy, bo co jak co ale bawić to się potrafili, tłukło mi się tylko pytanie czy już zawsze tak będzie i czy po wszystkim zespół będzie dalej w tym składzie co dzisiejszego wieczora. Nie chciałam jednak, żeby cokolwiek zakłócało moją dopiero co odzyskaną energię, dlatego w pierwszej kolejności podeszłam do baru, kiwnęłam na Joe'go, że ma mi podać kieliszek. Błyskawicznie to zrobił i podsunął przede mnie, kiwnęłam, że ma wlać jeszcze jeden. Wypiłam bez namysłu jeden kieliszek po drugim i w końcu postanowiłam dołączyć do reszty, ledwo weszłam do góry zostałam pociągnięta na parkiet przez Mohita. O dziwo nie protestował nawet Asir, który normalnie zwróciłby na pewno uwagę, ale nie dzisiejszego wieczoru, bo każdy był zajęty sobą i tym by zasmakować tej chwili oddechu. W duchu musiałam przyznać, że pomysł Asira był strzałem w dziesiątkę, również ilość alkoholu była imponująca jak dla mnie. Czułam, że powoli siły witalne ustępują i czas kończyć tą zabawę. Dochodziła pierwsza w nocy gdy postanowiłam spacerem ruszyć w stronę domu by po drodze alkohol trochę ze mnie uleciał. Idąc tak dobrze znanymi mi ulicami poczułam się wolna i bezpieczna jak nigdy w ostatnim czasie i to był właśnie mój największy błąd. Wszyscy doskonale się jeszcze bawili gdy opuszczałam klub i chyba nie specjalnie ktokolwiek zauważył, że wyszłam. Akurat dochodziłam do swojego podjazdu, widziałam, że u Tony'ego w domu jeszcze tli się światło, pomyślałam, że pewnie znowu ma wenę na pisanie. Już miałam wyciągać klucze z torebki gdy zauważyłam kilka cieni na drzwiach wejściowych, tuż za mną. Obróciłam się błyskawicznie i spojrzałam, było ich chyba z ośmiu, wszyscy w rękach trzymali jakieś narzędzia, jeden miał kij baseball'owy, jeden łańcuch, jeszcze inny munchako. Nie miałam pojęcia co to za nieciekawe typy, ale jednego byłam pewna - że moja absolutna chęć odprężenia się w klubie doprowadziła zarówno do lekkomyślnego stroju - luźna, krótka, rozkloszowana sukienka, buty na obcasie a przede wszystkim - brak pod ręką jakiejkolwiek broni. Ich wyraz twarzy wskazywał tylko na jedno - kłopoty. Choć wyglądali na zwyczajnym gangusów z jakiejś arabskiej dzielnicy, nie mogłam się pozbyć wrażenia, że to kolejny pomysł Barodo na uprzykrzenie mi życia, choć przyznam, że przez moment nawet udało mi się oderwać myśli od jego osoby. Widząc, że do domu nie zdołam się dostać a ulica o tej godzinie była zupełnie pusta, w pobliżu poza domem Tony'ego nie było żadnego innego. Wypuściłam torebkę z ręki i wysunęłam stopy z butów, pomyślałam, że wyjścia nie mam żadnego, miałam jedynie żal do siebie o ilość alkoholu, który w siebie wlałam. Czułam jak huczy mi w głowie, ale wiedziałam, że jeśli szybko nie postawię się w pionie, to mogę nie wyjść z tego cało. Bez zastanowienie odsunęłam się od drzwi bym miała otwartą przestrzeń. Stanęłam na ulicy a towarzystwo w jednej chwili zaczęło mnie okrążać. Kiedy ruszył w moją stronę pierwszy z kijem baseball'owym , wiele nie myśląc uderzyłam w niego z wyskoku - upadł a kij potoczył się po spadzie ulicy w kierunku domu Tony'ego położonego znacznie niżej od mojego, kolejny ruszył z narzędziem niewiadomego pochodzenia, którym trafił mnie w rękę, o dziwo nie poczułam bólu jakiego się spodziewałam, chyba alkohol działał znieczulająco. Gdy to zobaczyli, stało się to czego obawiałam się najbardziej - ruszyli na mnie szturmem z każdej strony. Zaczęłam walczyć przyjmując kolejne ciosy, gdy w końcu udało mi się wyswobodzić, chciałam odskoczyć w stronę stojącego na podjeździe mojego samochodu. Nie zdążyłam. Facet, który stał z łańcuchem, z rozpędu zarzucił go na mnie niczym lassem. Łańcuch był strasznie gruby a jego brzegi pospawane na ostro, oplótł moje ciało na wysokości ramion. Gdy chciałam się wyswobodzić, ten pociągnął mocniej, poczułam jak metal  wbija mi się w dekolt i plecy a ja tracę równowagę, upadając uderzyłam głową w krawężnik. Poczułam znajome ciepło. To krew płynąca mi po skroni. Wykorzystując chwilę nieuwagi i śmiechu rozbawionego towarzystwa, chciałam się podnieść z powrotem i wtedy jak przez mgłę zauważyłam mężczyznę, który trzymając w ręku kij baseball'owy, ten sam który wcześniej potoczył się po ulicy. Szedł  zdecydowanym krokiem pogwizdując pod nosem aby zgromadzeni zwrócili na niego uwagę. W końcu przystanął i uśmiechnął się do zgromadzonych, którzy od razu zwrócili się w jego kierunku. W przelocie spojrzał na mnie, wyswobodziłam się z łańcucha i dostrzegłam wreszcie tak dobrze znaną mi twarz - Tony'ego. Pomyślałam, że nie wie co robi, on pisarz, ledwo dający radę na skałce, stoi przed bandą rozwydrzonych neandertalczyków z kijem w ręku i uśmiechem na twarzy. Miał na sobie czarną koszulę zapiętą raptem tylko do klatki piersiowej i podwinięte rękawy. Wyglądało to tak jakby jeszcze dobrze nie zaczął się rozbierać, kiedy dobiegł go hałas z ulicy. Mrugnął do mnie, po czym spojrzał  i  powiedział z tym swoim wdziękiem dżentelmena:
- Kylie, idź proszę do domu.
Chciałam iść, ale nogi odmówiły posłuszeństwa, zdołałam jedynie przesunąć się w stronę auta i modlić się żeby go nie zabili, ale Tony był bardzo opanowany, precyzyjny... Inny niż zazwyczaj.
- Panowie - odrzekł - możemy zaczynać? Zapytał z uśmiechem.
Myślałam, że śnię, czy on coś brał? Czy może ja byłam bardziej pijana niż sądziłam.
Na słowa Tony'ego, na trzy cztery wszyscy ruszyli z rozpędu na niego i tak jak ruszyli, po chwili wszyscy poupadali , widząc to zaczęli podbiegać pojedynczo, ale Tony sprawę załatwił nadzwyczaj szybko, jednego tak obrócił, że jednym ruchem skręcił mu kark, drugiemu uderzając kijem w głowę, roztrzaskał czaszkę , mogłabym dalej wymieniać, ale nie rozumiałam co się wokół mnie dzieje, ruchy Tony'ego były tak płynne, precyzyjne a siła potężna niczym wulkan. Nie byłam w stanie tego nawet sobie wyobrazić, wiele widziałam, ale czegoś takiego - nigdy. Gdy jeden zaczął uciekać, Tony rzucił w niego kijem jak strzałą , kij przebił szyję na wylot, gdy ruszył na niego facet z łańcuchem, który uprzednio mnie zaatakował, choć ten próbował tego samego manewru rzucając łańcuch w stronę Tonego, ten jednak złapał go jedną ręką , pociągnął tym sposobem faceta wprost na siebie i jednym , pewnym ruchem owinął mu łańcuch na szyi i zacisnął tak, że aż chrupnęło, facet upadł. Został ostatni, stał z munchako. Tony wyprostował się, spojrzał na mnie i spokojnie poprawił kołnierzyk koszuli, po czym gdy zauważył, że facet kieruje się w moją stronę, chwycił moje grabie oparte o drzewo tuż przy samochodzie, złamał je na pół na kolanie i gdy facet ruszył na niego, Tony bez zastanowienia pewnym ruchem wbił w niego kij przebijając na wylot. W tym samym momencie gdy spojrzałam na leżące ciała, usłyszałam pędem podjeżdżające samochody chłopaków z naszego oddziału. Tony nie bacząc na nich pochylił się nade mną i wystawił swoją dłoń :
- Pozwolisz?
Myślałam, że śnię, podałam mu swoją , po chwili byliśmy już w mieszkaniu, drzwi były na oścież otwarte, chłopacy zaczęli dzwonić i wydawać dyspozycje, do domu wszedł szybkim krokiem Rolly z Asir'em, zaraz za nimi weszła Jesse, po minie widziałam, że musiałam wyglądać koszmarnie. Nie łapałam się w tej całej sytuacji, ale jakoś nie obchodziło mnie to co się dzieje. Alkohol chyba puścił i czułam, że słabnę. Siedziałam na kanapie z zamiarem ruszenia na górę by doprowadzić się do ładu, Tony kiwnął porozumiewawczo do Jesse, która od razu wzięła mnie pod ramię by zaprowadzić do góry, Rolly rzucił tylko w przelocie:
- Kylie, przepraszam, powinienem....
Nie zdążył dokończyć, kiwnęłam tylko głową i zaczęłam się kierować do góry,  Tony spojrzał na mnie, po czym przeniósł swój wzrok na Rolly'ego groźnie:
- Miałeś jej pilnować. Podniósł ton głosu, ale tylko na moment, po chwili znowu się uśmiechnął po dżentelmeńsku widząc, że choć weszłam na górę to obserwuję to zdarzenie, Rolly spuścił głowę czego nie miał w zwyczaju robić przed nikim i kiedy już myślałam, że ciąg dalszy nie nastąpi, Asir wtrącił:
- Byłoby łatwiej gdyby "Pani Ładna", nie próbowała sobie czegoś udowodnić!
Asir podniósł głos co wyprowadziło najwyraźniej Tony'ego z chwilowej równowagi, bez namysłu chwycił Asira lewą ręką za krtań i ścisnął tak, że Asir aż zrobił się siny, można powiedzieć, że prawie zawisł w powietrzu, bo widziałam jak usilnie próbował złapać równowagę na czubkach swoich butów, Tony powiedział spokojnie:
- Radzę ci, uważaj na słowa i nie chciej żebym stracił cierpliwość.
Puścił go, ale w taki sposób jakby nim rzucił do przodu, weszłam do łazienki a Asir złapał się za gardło.
- Wezwijcie ekipę. 
Rolly kiwnął głową, reszta najwyraźniej była zachwycona , że ktoś wreszcie utarł Asirowi nosa. 
Kiedy wyszłam z łazienki w czarnym, krótkim, atłasowym poranniku na boso, sięgnęłam po papierosa i zapaliłam, minę miałam niewyraźną, czułam się wygłupiona. W mieszkaniu nikogo już nie było poza Tonym i Jesse, która na mój widok odsunęła się od Tony'ego, z którym wcześniej rozmawiała i spojrzała na mnie pytająco:
- Potrzebujesz mnie jeszcze?
- Nie.
Kiwnęła głową i spojrzała na Tony'ego jakby czekając na jego pozwolenie odejścia, Tony skinął głową. Chwilę jeszcze patrzyłam jak Jesse schodzi po schodach i wychodzi z domu, po czym drzwi się zatrzasnęły, zerknęłam nieśmiało na Tony'ego, bo jakoś dziwnie skrępowana się poczułam. Spojrzał na mnie i wskazał na łóżko, usiadłam bez słowa. Tuż przy mnie leżał zestaw lekarski, nie pomyślałam, ale skroń była rozcięta od krawężnika a plecy strasznie były poharatane od łańcucha. Nie zadawałam pytań, bo choć nie potrafiłam zrozumieć zaistniałej sytuacji, poczułam, że jestem bezpieczna, reszta jakoś mnie nie obchodziła. Usiadł na ogromnej pufie naprzeciwko mnie, wziął z apteczki długi patyczek z gazą , spojrzał:
- Mogę? Zapytał zanim dotknął nim rany na skroni. Kiwnęłam głową na tak.
- Może zaboleć.
- Wytrzymam. Zgasiłam papierosa, po czym ścisnęłam mocno w dłoniach pościel na której siedziałam, Tony bardzo ostrożnie przejechał po ranie by ją odkazić, po czym przyjrzał się uważniej ranie po oczyszczeniu.
- Powinienem to zszyć.
Teraz to ja delikatnie się uśmiechnęłam:
- Jesteś lekarzem? Odwzajemnił mój uśmiech.
- Nie ufasz mi?
- Dlaczego? Tak tylko pytam.
- Byłem ,wojskowym, już nie praktykuję.
- Zagoi się, wystarczy plaster.
Tony kiwnął głową, po czym piencetą ostrożnie przykleił trzy cienkie plastry, które w zasadzie pełniły tą samą funkcję co szwy. Kiedy nakleił, wstał na chwilę, podszedł do drugiej torby i wyjął małą podręczną piersiówkę, odkręcił i podał mi ją do ręki, spojrzałam.
- Co to? Zapytałam gdy wzięłam do ręki i powąchałam skrzywiając się.
- Nie bój się, nie otruję cię, to pomoże złagodzić ból, wypij, proszę.
Nie zastanawiając się długo wzięłam potężnego hausta, wzdrygnęłam się i oddałam mu. Tony zakręcił piersiówkę  i odstawił na stolik przy łóżku. Usiadłam po turecku i zsunęłam delikatnie szlafrok odsłaniając plecy do połowy. Spojrzał na mnie a ja na niego, moje oczy były ufne.
- Jeśli będzie mocno bolało powiedz, przerwę.
Kiwnęłam głową.
- Mogę?
Kiwnęłam głową i przygryzłam wargę, chociaż jeszcze mnie nawet nie dotknął, już w kościach czułam jak ogromny będzie to ból.  Klęknął za mną, odsunął mi delikatnie włosy do przodu, jego palce dosłownie musnęły mojego karku a ja poczułam, przeszywający dreszcz nieznanego pochodzenia. Spojrzał na lewą łopatkę, na której miałam tatuaż oddziału - ognistego phoenixa, z którego skrzydeł wychodziła na jedną stronę litera alfa a z drugiego omega, w środku phoenixa mała litera N. Wszyscy go mieliśmy, jedyne co je różniło to rozmiar. Przytknął znienacka jałowy okład z odkażaczem, a ja poczułam jakbym nagle dostała uderzenia niebezpiecznie wysokiej gorączki, rana na prędze była niestety paskudna i wyglądała jak poszarpana, wiedziałam, że muszę wytrzymać, ale ból był tak ogromny, że choć nie wiem jak to się stało, poczułam, że mdleję a głowa leci mi do przodu, Tony błyskawicznie podłożył swoją dłoń pod moją głowę, chyba w obawie żebym się nie uderzyła w kant łóżka. Drugą ręką trzymał opatrunek, po chwili świadomość zaczęła wracać.
- Przepraszam, nigdy tak nie miałam.
- To przez gorączkę, do rana minie, zrobię Ci tylko opatrunek i możesz odpocząć.
- Przyłożył delikatnie po długości gazę, po czym oplótł bandażem i podciągnął mi szlafrok na ramiona.  Obróciłam się przodem do niego.
- Mogę się już położyć?
Uśmiechnął się.
- Możesz, 
Położyłam się ostrożnie na boku i nakryłam kocem, nie miałam ochoty wchodzić pod kołdrę. Tony sięgnął raz jeszcze do torby, wyjął fiolkę z jakimś lekiem, naciągnął strzykawkę i kucnął przy mnie, podciągnął mi delikatnie rękaw, nie protestowałam, wbił igłę tak delikatnie, że nawet nie poczułam.
- Co to?
- Bomba witaminowa, pomoże ci zasnąć i wytrzeźwieć. Rano poczujesz się lepiej.
Wyjął igłę i przyłożył sterylny gazik, wstał dosłownie na ułamki sekundy by uprzątnąć wszystko a gdy spojrzał na mnie ponownie, już odpłynęłam. Spojrzał z czułością, której już się chyba dzisiaj nie spotyka. Poprawił mi koc, przejechał dłonią po policzku, spojrzał na lewą dłoń i obrączkę na palcu, po czym zgasił światło i usiadł w dużym fotelu przy oknie.



wtorek, 21 lipca 2026

ROZDZIAŁ IV

 ROZDZIAŁ IV

Jak tylko weszłam do domu  i podbiegłam do komody stojącej w salonie. Jesse stała w jednym miejscu i zaczęła mi się przyglądać widząc jak zatrzaskuję kolejne szuflady.
Kylie, powiesz mi o co chodzi? Nie reagowałam, w końcu krzyknęła- Nina!! Podskoczyłam dokładnie w tym samym momencie, w którym znalazłam to czego szukałam. Jesse podeszła bliżej i spojrzała na złotą szeroką obrączkę. 
- Znalazłam. Jesse spojrzała poważnie.
- Znowu stałaś się mężatką?
- Myślisz, że fiksuję?
- Nie, dlaczego? Po prostu pytam co jest grane?
- Nie potrafię Ci tego wyjaśnić, pamiętasz jak Ci opowiadałam, że tęsknię za Thorne'm i ciągle go widzę?
- Pamiętam. Pomyślałam, że może to jakiś znak. Założyłam obrączkę na palec, tym razem jednak na lewą rękę.
- Myślę, że czuwa nade mną, może z jego pomocą jakoś to przetrwamy.
Jesse kiwnęła głową z poważną miną.
- Możesz mi coś obiecać?
Teraz to ja spoważniałam.
- Jasne - odpowiedziałam bez namysłu.
- Jak tylko to się skończy i przeżyjemy, obiecaj mi, że zmienisz kolor włosów, ten źle mi się z Tobą kojarzy, jesteś mroczniejsza niż potrafisz być.
- Obiecuję.
- I nie dasz się zabić?
Uśmiechnęłyśmy się do siebie, pokiwałam głową, nikt tak bardzo nie rozumiał z czym będziemy się mierzyć tak jak my dwie.
- Postaram się Jesse.
- No, to już coś. Jesse pokręciła głową.
- A teraz zmiataj się przebrać a ja idę zrobić kawę.
Kiwnęłam z uśmiechem głową i już miałam wchodzić do góry, kiedy nagle do mojego domu bez zaproszenia wszedł Asir.
- W myślach mi czytasz. Jesse zaczęła się śmiać, Asir rozsiadł się wygodnie na kanapie w salonie a ja nie chcąc się z nim spierać, po prostu weszłam schodami do góry. Nie chciałam z nim teraz walczyć, musiałam robić wszystko aby nie doprowadzić do jakiegokolwiek rozłamu, musieliśmy wszyscy trzymać się razem. To nie był ten moment. Ledwo poszłam do góry a po chwili usłyszałam, że Asirowi dzwoni telefon, odebrał
- Tak, rozumiem. Tak będę. Wstał z kanapy, popatrzył na mnie z uśmiechem akurat w momencie kiedy zakładałam bluzkę.
- Jest ze mną. Kontynuował z uśmiechem na twarzy. - Właśnie wyszła spod prysznica. Zrobiłam surową minę i cisnęłam w Asira koszulką, którą trzymałam w ręku.- Zabiorę ją jak będzie grzeczna. Rozłączył się i zanurzył swoją twarz w mojej koszulce, przymknął oczy.
- Miód na moje serce . Wzdrygnął się i odrzucił mi koszulkę. Jesse akurat przyszła z kawą i postawiła na stole, była bardzo rozbawiona zaistniałą sytuacją, słysząc wszystko z kuchni.
- Szlak, to po kawie?
Asir usiadł z powrotem na kanapie.
- Myślę, że Rolly nie obrazi się za kilka minut spóźnienia.

W duchu pomyślałam, że nie było trudno się domyślić iż dzwonił Rolly. Czułam się jak w ukrytej kamerze, jakby obydwoje się na mnie zmówili. Jesse i Asir zaczęli pić kawę podczas kiedy ja kończyłam się ubierać. Założyłam przylegające skórzane spodnie, czarną dopasowaną bluzkę z widocznym dekoltem, buty kozaki na grubym koturnie i na wierzch narzuciłam czarną skórzaną kurtkę. Spojrzałam raz jeszcze w lustro by upewnić się, że mój dosyć "mroczny" jakby to nazwała Jesse makijaż jest idealnie zrobiony. Wzięłam do ręki pistolet, wyjęłam magazynek upewniwszy się, że broń nie jest odbezpieczona. Sprawdziłam magazynek, po czym schodząc ze schodów załadowałam go z powrotem i włożyłam do kabury w szerokim pasie oplatającym moją talię. Schodząc ze schodów - Jesse i Asir spojrzeli na mnie poważnie. Spojrzałam na obydwóch. Asir nie mógł odkleić wzroku a i Jesse miałam wrażenie, że załączyła jej się retrospekcja. Moje czarne włosy opadały luźno na ramiona.
- Jestem gotowa.
Asir wypuścił powietrze z piersi i kiwnął głową choć widać było, że jest pod wrażeniem.

W tle zaczęła lecieć wolna piosenka Love me like you do Ellie Goulding. Pojechaliśmy na oddział, wjechaliśmy samochodami na podziemny parking agencji , podeszliśmy do wielkich rozsuwanych drzwi i gdy tylko się otworzyły Asir i Jesse rozsunęli się by puścić mnie przodem i gdy tylko zrobiłam krok, oboje ruszyli zaraz za mną, zupełnie tak jakby byli moimi ochroniarzami. Przechodząc przez główną salę wszyscy zaczęli się rozsuwać zupełnie tak jakby wchodziła królowa angielska, ale myślę, że było to bardziej podyktowane niemożliwością odgadnięcia  tajemniczości, która jakby zaczęła  rozpościerać się nade mną i po całej sali. Rolly stał u góry z "siedmioma wspaniałymi" i patrząc na mnie miałam wrażenie, że skanuje mnie od góry do dołu i na odwrót. W końcu doszliśmy do schodów prowadzących do góry , szklane drzwi sali konferencyjnej rozsunęły się, "wspaniali" ustąpili mi miejsca i puścili przodem by wkroczyć na salę zaraz za mną. Usiedliśmy przy okrągłym stole, przy którym to ostatnim razem siedziałam jeszcze z Thorn'em. Zajęłam miejsce naprzeciwko generała Herlowa i Danielsa, który na sam mój widok dostawał dreszczy a teraz miałam wrażenie, że jestem dla niego groźna jak nigdy przedtem, wcielenie Niny było dla niego najgorszą z możliwych moich odsłon. Po mojej prawej stronie usiadł Rolly, z lewej Asir. Colin siedział tradycyjnie przy Danielsie z boku, reszta zajęła pozostałe miejsca, niemalże równocześnie nasze oczy skierowały się na Herlowa a ten uśmiechnął się szeroko i klasnął w dłonie, po czym spojrzał na każdego a zaraz potem przemówił:
- Widzę, że jesteście wszyscy w komplecie, miło was znowu widzieć w tak doborowym towarzystwie już dawno nie przebywałem. Na te słowa Daniels odchrząknął, uśmiechnęłam się wrednie pod nosem a Harlow kontynuował. 
- Nie będę was zanudzał jak bardzo wielkie w was pokładamy nadzieje bo doskonale wiecie o tym, że nie co dzień się tutaj spotykamy w takim składzie. Chciałbym tylko powiedzieć, że kiedy będzie po wszystkim , głęboko wierzę, iż spotkamy się w tym samym gronie ponownie. To najściślejsza operacja jaką nasz wywiad pamięta, kiedy będziecie gotowi do tego by wyruszyć , człowiek, któremu to wszystko zawdzięczamy, założyciel i twórca, dzięki któremu możemy tu być, uruchomi KRYPTONIM NINA.
Mądre słowa - kiedy będziemy gotowi, czy na coś takiego ktokolwiek mógłby być gotowy? My byliśmy, bo byliśmy elitą najlepszych agentów jakich kiedykolwiek  miał amerykański wywiad, najlepiej wyszkolonymi, bezszelestnymi, przemieszczających się niczym cienie, ratującymi życie niewinnych, odbierającymi życie złym. Jedni traktowali nas jak zbawienie, inni jak wyrok śmierci bez żadnego sądu. To my byliśmy sądem , niczym wyrocznia decydowaliśmy o losie każdego istnienia na kuli ziemskiej, bo mieliśmy takie prawo, prawo, które sami tworzyliśmy, bo choć nie wiedzieliśmy kto nas stworzył - doskonale wiedzieliśmy do czego .

niedziela, 5 lipca 2026

ROZDZIAŁ III

ROZDZIAŁ III

Do domu Rolly'ego dotarliśmy bardzo szybko. Nie protestowałam, po wejściu do środka skierowałam się prosto do sypialni. Szybkim ruchem zrzuciłam z siebie buty i spodnie, po czym położyłam się na wielkim łóżku.
- Padam, chcę zasnąć i się nie obudzić. Powiedziałam na co Rolly uśmiechnął się i zdjął z siebie bluzkę i odrzucił na bok. Długo nie musiałam czekać by położył się obok. Nawet nie zapaliliśmy światła. Przez wielkie tarasowe okno wpadał lekki, orzeźwiający wiatr dolatujący od gorących fal oceanu, z oddali widoczna była niewielka smuga światła latarni. Czułam bliskość Rolly'ego i to mnie uspokajało, nie dbałam o to co będzie dalej, ale tej nocy potrzebowałam mieć go blisko siebie, wszystko inne było nieważne. W mgnieniu oka usnęłam, nawet nie wiem kiedy, nie wiem też jak długo spałam, gdy nagle zerwałam się z poduszki zlana potem, ciężko łapiąc oddech. Dosłownie jak na komendę, Rolly objął mnie:
- Kylie, co się stało? Nie odpowiadałam próbując złapać tlen, szarpnął mnie za ramiona jakby chcąc wybudzić, spojrzałam na niego mokra od potu.
- Co się stało? Ponowił pytanie. Spojrzałam na niego i pokiwałam przecząco głową, bo tak naprawdę to nie wiedziałam jaki koszmar złapał mnie w swoje objęcia zanim udało mi się wybudzić.
- Nie wiem, nie pamiętam.
- Tutaj jesteś bezpieczna. Pogłaskał mnie po  policzku a ja skinęłam głową w geście, że doskonale o tym wiem.
Fenomenem Thorne'a było to, że zawsze wiedział co powiedzieć by uspokoić emocje, ale i Rolly'emu zdarzało się mu chwilami dorównać. Spojrzał mi w oczy a ja poczułam się jak mała dziewczynka, która widzi go po raz pierwszy w życiu . Często tak właśnie przy nim się czułam. Tak samo jak czułam, że mam moralnego kaca wobec niego. Ilekroć Rolly stawiał się do pionu i próbował ułożyć sobie życie z inną kobietą, wracałam do niego jak bumerang tylko po to, żeby znowu go porzucić. To nie dawało mi spokoju i nie mogłam pozbyć się wrażenia, że jestem w stosunku do niego nie w porządku, a jednak nie potrafiłam inaczej, nie potrafiłam ani zostać ani nie wracać. On z kolei rzucał wszystko i wszystkich by tylko móc oddać się chwili ze mną. 
Kiedy nad ranem się przebudziłam, Rolly'ego nie było obok. Najwyraźniej romantyczne poranki z kawą do łóżka już dawno były poza nami. Tak naprawdę to byliśmy jak stare małżeństwo, które dotarło się wieki temu a teraz przechodzi fazę o nazwie rutyna.
Kiedy po paru minutach zeszłam na dół ubrana, Rolly siedział w kuchni z kawą i rozmawiał przez słuchawkę z Rolly'm, nie przerywając rozmowy podszedł do mnie i musnął mnie w policzek. Spojrzałam zaniepokojona, czy oby na pewno nie popełniłam błędu spędzając z nim noc? Zazwyczaj po takich wydarzeniach bez specjalnych ceregieli szybko wracaliśmy do rzeczywistości i zapominaliśmy o sprawie. Tym razem było inaczej. Podeszłam do czajnika i zaczęłam parzyć kawę.
- Jak tylko będą wszyscy to daj znać, niech J.T się nimi zajmie. Rozłączył słuchawkę i spojrzał na mnie, uśmiechnął się pod nosem.
- Wyspana?
Uśmiechnęłam się a Rolly sięgając cukier ze szafki musnął swoją ręką po mojej talii.
- Do śmierci chyba już się nie wyśpię.
- W końcu się wyśpisz.
Spojrzałam podejrzliwie
- I może jeszcze powiesz, że na twoim ramieniu co?
Teraz to on szeroko się uśmiechnął.
- Kto wie? Odparł bardzo z siebie zadowolony.
- Niedoczekanie Twoje . Nie musimy już jechać?
Zapytałam, bo z niewiadomych powodów zaczęłam się czuć jakoś nieswojo w obecności Rolly'ego.
- Widzę, że chcesz się szybko ulotnić?
Spojrzeliśmy sobie w oczy.
- Asir wie, że to jesteś?
Zapytał znienacka, spojrzałam poważnie. A więc jednak, czy o czymś nie wiedziałam? Nie odpowiedziałam, ale rzeczywiście po chwili namysłu nagle w moje myśli wdarł się Asir.
- Ile mamy czasu? Rolly spojrzał spod łba.
- Prawie pięć godzin jak nie lepiej, mają poślizg. Skinęłam głową i poczułam, robi się między nami gęsta atmosfera. I nagle rozległ się dzwonek do drzwi, odetchnęłam z ulgą, choć z drugiej strony wiedząc, że do twierdzy Rolly'ego niewiele osób ma dostęp - zaniepokoiłam się. Rolly poszedł otworzyć a ja po minucie usłyszałam znajome głosy, zbyt znajome. Były coraz bliżej, w końcu do kuchni wszedł Rolly z Cole'm i Jesse, akurat kiedy zdążyłam zapalić papierosa. Jesse uśmiechnęła się szeroko, za to Cole miał niewyraźną minę. Poczułam się nieswojo, Jesse wyczuła od razu:
- Rolly zostawiam Ci tylko plany do akceptacji i uciekamy.Rolly wziął od Jesse tableta a ja szybko wypaliłam.
- Na mnie też już pora, Jesse jesteś swoim autem?
- Tak. Odpowiedziała patrząc na mnie pytająco.
- Podrzucisz mnie do domu? Rolly'emu najwyraźniej się to nie spodobało, Cole spojrzał na Jesse.
- A co ze mną?
Jessse od razu połapała się w sytuacji i wypaliła:
- Przyjedziesz z Rolly'm, prawda Rolly?
Rolly kiwnął potakująco głową a Cole podszedł do ekspresu i nalał sobie kawy.
- Gotowa?
Jesse spojrzała na mnie.
- Tak, możemy iść. Już miałam wychodzić kiedy obróciłam się i spojrzałam na Rolly'ego, uśmiechnęłam się delikatnie.
- Rolly...
Spojrzał na mnie
- Dziękuję.
Skinął głową, Jesse i Cole spojrzeli na Rolly'ego, po czym na mnie a ja skierowałam się do wyjścia. Jesse jeszcze chwilę postała i widząc jak zamykają się za mną drzwi podeszła do Roll'ego z karcącą miną i pogroziła mu palcem.
- Nie baw się tak. Po czym poszła, ale Rolly stał niewzruszony. Cole po tych słowach uśmiechnął się pod nosem i schylił głowę.
Kiedy Kim weszła do samochodu spojrzała na mnie. Milczałam, oparta o szybę. Chwilę siedziałyśmy w milczeniu, ale czułam, że jak się nie wytłumaczę, to Jesse nigdy nie odjedzie, w końcu niespodziewanie buchła śmiechem.
- Co to miało być?? Powiesz mi?? Widząc jej minę i ja nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać. Jesse jednak nie przestawała na mnie patrzeć, ale, że milczałam w końcu zapaliła silnik i odjechała prosto pod mój dom. Z radia wydobywała się rytmiczna muzyka Florance The Machine, kiedy dojechałyśmy pod mój dom, muzyka nadal grała, wysiadłam z samochodu i spojrzałam na podjazd domu obok. Stał na nim Tony, chyba też dopiero podjechał. Na mój widok skinął z delikatnym uśmiechem głową, spojrzałam na niego, odwzajemniłam uśmiech, po czym weszłam do domu. Zaraz za mną weszła Jesse  zatrzaskując za sobą drzwi.