piątek, 24 lipca 2026

ROZDZIAŁ VII

ROZDZIAŁ VII

Następnego ranka akurat wszyscy trenowaliśmy kiedy na głównej sali zrobił się szum, miałam na sobie czarne legginsy trzy czwarte, adidasy i czarną koszulkę na szerokich naramkach i spięte włosy w kucyk, akurat położyłam Asira  na macie, kiedy w końcu usłyszany popłoch nakazał zainteresowanie ogółu. Spojrzałam na Asira i oboje stwierdziliśmy, że czas się zainteresować :
- Pani ładna a kiedy rewanż? - powiedział bardzo rozbawiony, uśmiechnęłam się.
- Zobaczymy, może szybciej niż myślisz.
Wzięłam ręcznik by wytrzeć się od potu, po czym ruszyłam w stronę Rolly'ego pochylającym się nad Colin'em.
-  Co się stało?
- To się stało - powiedział podniesionym tonem i wskazał na monitor, w którym zauważyłam, że po kolei znikają lokalizatory.
- Albo sami je wyłączyli, albo nie żyją.
- Kto dowodził?
- Kim i Seth - odpowiedział Colin. Aż poczułam jakby ktoś przygniótł mi klatkę.
- Kylie bierz jedynkę, startujecie za siedem minut. Kiwnęłam głową i szybkim krokiem skierowałam się w stronę szatni, podobnie jak mój oddział. W tym samym momencie podszedł Tony, spojrzał w monitor i od razu się połapał.
- Kogo wysyłasz?
- Jedynkę.
- To Kylie?
- Tak.
- Bierz dwójkę i leć z nią.
Rolly jakby tylko czekał na te słowa, bo po chwili już go nie było a Tony usiadł obok Colin'a.
- Cały czas próbuj ich wywoływać.
- Tak jest.
Po pół godzinie dwa black hawke' i wylądowały na zboczu góry, po kolei wyskakiwaliśmy, aż Rolly jako ostatni wyskoczył i ręką pokazał, że mają odlecieć i czekać w bezpiecznej strefie. Było już ciemno, wszyscy założyliśmy gogle noktowizyjne, Rolly wziął lornetkę, chwilę popatrzył przed siebie, w dole stały stare hangary a pijane towarzystwo z karabinami wrzeszczeło nad rozpalony ogniskiem.
- Colin słyszysz nas?
- Głośno i wyraźnie.
- Jesteś pewien, że nasz oddział tam jest?
- Tak wskazuje ich ostatnia pozycja z lokalizatorów.
- Zeskanuj obraz budynku.
Okulary połączone były z główną siecią na oddziale. 
- Mam dobrą i złą wiadomość.
- Mów.
- Zła jest taka, że budynek ma szczelną piwnicę.
- A dobra?
- Grubość muru wskazuje na to, że mogą żyć, tylko lokalizatory straciły zasięg.
- Ok, wydostaniemy naszych i wysadzamy wszystko.
- Wszyscy kiwnęlismy głowami.
- Rolly...
- Tak?
- W środku jest też trzech rekrutów, dziewczyna i dwóch mężczyzn.
- Przyjąłem.
Rolly spojrzał na Red'a:
- Red zejdziesz na dół i rozłożysz ładunki, jak tylko wydostaniemy naszych odpalasz.
Red kiwnął głową, po czym zniknął w ciemnościach, po dziesięciu minutach wrócił i oświadczył :
- Zapalnik ustawiony na piętnaście minut - wszyscy ustawiliśmy stopery na piętnaście minut, po czym Rolly dał znak do ataku.
Wszyscy zaczęliśmy zbiegać na dół, część została na zewnątrz dając nam wsparcie, ja, Asir, Gino i kilku ludzi wbiegliśmy do budynku i skierowalismy się prosto do piwnicy, podeszłam do człowieka arabskiego jak sądzę pochodzenia, z głową owiniętą chustą, wybiłam mu karabin, ten wystrzelił i narobił sporego hałasu, z piwnicy próbowali wybiegać pozostali członkowie bandy ale ruszyliśmy na nich szturmem i byliśmy przekonani, że wybiegają dokładnie z tego punktu, w którym był nasz oddział, nie myliliśmy się, siedzieli zakneblowani na ziemii, kiedy wyjęłam Kim knebel z ust i uwolniłam ręce, ta szybko powiedziala:
- Kylie pokój obok! Vanessa.
Wiedziałam, że mówi o rekrutce zabranej na akcję, drobna blondynka, która od początku nie pasowała do wszystkich. Chłopacy zaczęli uwalniać naszych, spojrzałam na zegarek, zegar tykał, zostało sześć  minut do detonacji, wybiegłam do pokoju obok, w którym arabski żołnierz kończył gwałcić naszą rekrutkę, bez namysłu dobiegłam do niego wyciągając nóż myśliwski z kabury i podcięłam mu jednym ruchem gardło. Asir wbiegł za mną :
- Kylie! Wychodzimy!!
- Spojrzałam na rekrutkę, nie ruszała się, dotknęłam szyi, puls był ledwo wyczuwalny, była dosłownie skatowana, ale ja usilnie zaczęłam ją podnosić, bo w tej  jednej chwili poczułam jak cofam się do Libanu. Szanse na wyniesienie jej na czas były wręcz niemożliwe, ale do mnie to nie docierało, tak bardzo chciałam jej pomóc, choć na pomoc było już za późno. Wszyscy zdążyli opuścić budynek i biec w stronę wzgórza na którym czekała reszta, Rolly nerwowo spojrzał na zegarek, zostały trzy minuty:
- Gdzie jest Kal?!!
-  W piwnicy! - odkrzyknęła Kim.
- Cholera!!
Tony słysząc wszystko zaczął nerwowo chodzić po oddziale, w końcu wziął radio. 
- Wyciągnijcie ją stamtąd inaczej nie macie po co wracać.
W tym czasie w piwnicy Asir, który szybko połapał się w sytuacji na siłę zaczął wyciągać mnie z pomieszczenia, krzyczałam, że ma mnie puścić, ale on był głuchy na moje krzyki, przerzucił mnie przez ramię i wybiegł ze mną dosłownie w tym samym momencie, kiedy Rolly zbiegł do nas, w końcu postawił mnie w bezpiecznej odległości, płakałam, po chwili rozległ się huk i na niebie pojawiła się potężna kula ognia.
- Nienawidzę Cię!! Mogłam ją uratować!!
- Mogłaś to zginąć, ona już była martwa! Naucz się wreszcie wyłączać emocje!
Dobiegłam do niego i popchnęła, ledwo drgnął. 
- Ciebie mogę wyłączyć!!
Nie miałam świadomości, że wszystko co wykrzykujemy do siebie, słychać było na oddziale, Rolly spuścił głowę, ruszyłam do pozostałych a zaraz potem Rolly ruszył za mną. Asir przez moment jeszcze spojrzał na płonący budynek, po czym dołączył do Rolly'ego.
Kiedy śmigłowce uniosły się w powietrzu, zapadła głucha cisza i unosiła się aż do naszego lądowiska. Oczy miałam zapuchnięte od płaczu, tej akcji wiedziałam, że długo nie zapomnę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz