Szłyśmy z Jesse przez korytarz, obydwie byłyśmy gotowe do wyjścia i kierowałyśmy się w stronę rozsuwanych drzwi, minęła nas Izabela, ale nie odezwała się słowem, Jesse uśmiechnęła się pod nosem:
- Łuu, powiało chłodem
- Daj spokój
- Musiałabyś widzieć minę Tony'ego, myślałam, że sam ją zabije, wystarczyło, że na nią spojrzał a ta zaczęła kulić się jak zbity pies
- Poradzę sobie, to nie pierwsza rozhisteryzowana psychopatka, której celem jest utylizacja mojej osoby
Uśmiechnęłam się
- Stanowisz potencjalne zagrożenie
- Tak? Dla kogo?
- Dla płci przeciwnej, oswój się z tym wreszcie.
Spojrzałam na Jesse
- Jedziemy do Vicky?
- Tak, pewnie już czeka - odpowiedziała Jesse, po czym obydwie wsiadłyśmy do samochodu i pojechałyśmy pod dom Vicky, która już na nas czekała. Zadzwoniłam do drzwi, otworzyła i uśmiechnęła się zniecierpliwiona:
- No nareszcie, czy wy naprawdę nie macie zegarków na tym oddziale?
Roześmiałyśmy się, po czym Jesse powiedziała rozbawiona wchodząc do domu :
- Kylie musiała ustabilizować swoją rywalkę
- Co ty mówisz? Chcę znać wszystkie szczegóły.
Pokiwałam głową i weszłam do środka zamykając drzwi.
Nasze spotkania u Vicky zawsze wyzwalały we mnie dużo pozytywnej energii, tak było i tym razem. Po powrocie usnęłam jak dziecko, nawet nie wiem kiedy. Noc minęła tak szybko jakbym przeniosła się w czasie. Ani się obejrzałam a już z powrotem byłam na parkingu pod oddziałem. Jesse podjechała równo ze mną :
- I jak tam nocka? - zapytała wesoło
- Za krótka
- Witaj w klubie
Razem z Jesse weszłyśmy na oddział, na którym panowało straszne poruszenie, Colin krzyknął do J. T:
- Wylądowali!!
Podeszłyśmy do J. T
- Co jest grane J. T?
- Złapali zastępcę Barodo - Amira
Obydwie widząc powagę sytuacji spojrzałyśmy na J. T i w tym samym momencie otworzyły się drzwi prowadzące do lądowiska
- Kto go złapał?
Nie zdążył odpowiedzieć, przez drzwi wszedł Tony, Asir, Rolly, Mia, Cole i Chris, pozostali prowadzili Amira, szarpał się, mój wzrok skrzyżował się z Tony'm, skłonił się nisko i poszedł na górę
- Nie wiedziałam, że sam boss bierze udział w akcjach
- Tylko wysokiego ryzyka
Kiedy ludzie z oddziału przeprowadzali Amira koło mnie i ten mnie zauważył aż się cofnął i zaczął krzyczeć gdy zmierzyłam go wzrokiem :
- IFRIT!!! IFRIT!!
Asir spojrzał na niego, po czym na mnie i popchnął go, że ma iść do przodu, sam podszedł do mnie i uśmiechnął się :
- Nie przejmuj się nim
- Co powiedział?
Asir spojrzał na mnie
- IFRIT to w arabskich wierzeniach potężny i złośliwy duch, demon ognia, najpotężniejszy z potężnych
- Nie wiedziałam że znasz arabski
Uśmiechnęłam się złośliwie
- Mam wiele ukrytych talentów
Również uśmiechnął się
- Normalnie człowiek orkiestra
- W tamtych stronach tak nazywają Ninę, jesteś zdziwiona? Znają cię jako ducha bo nikt nigdy cię nie widział
- To skąd wie, że to ja?
- No proszę Cię, naprawdę nie trudno się domyślić
Jesse zaczęła się śmiać
- Mówiłam, że masz tę moc
Poszła do szatni, już miałam iść za nią, kiedy Asir zatrzymał mnie ręką:
- Kylie...
- Tak?
- Przyjdź za dziesięć minut na lądowisko.
Spojrzałam zdziwiona, ale kiwnęłam głową na tak, Asir poszedł a ja się zamyśliłam.
Leciała wolna piosenka Holy Dave 'a Loft' a kiedy po dziesięciu minutach wyszłam na dach naszego oddziałowego budynku, tuż przy lądowisku. O tej godzinie było pusto, ale Asir stał na skraju i wpatrywał się w dal. Podeszłam i stanęłam obok, jego mina była poważna jak nigdy wcześniej, nie widziałam go jeszcze takiego:
- Zastanawiasz się jak tu skoczyć i się nie zabić?
Powiedziałam z uśmiechem na twarzy, Asir jakby delikatnie uśmiechnął się, ale zaraz potem z powrotem spoważniał.
- Nie to byłoby zbyt proste po tym wszystkim co ci zrobiłem, nawet jak dla mnie
- Asir daj spokój
Obrócił się do mnie przodem i ujął za ramiona :
- Dużo ostatnio myślałem o nas i chcę cię przeprosić za wszystko co ci zrobiłem...
Chciałam przerwać bo poczułam się nieswojo, ale nie pozwolił mi, kontynuował
- Kylie nie przerywaj mi proszę, daj mi powiedzieć, długo się zbierałem.
Nie byłam jednak pewna czy oby na pewno chcę usłyszeć to co miał mi powiedzieć, przypadłością wszystkich moich eks było to, że brakowało im wyczucia czasu, ale wiedziałam, że Asir nie spocznie dopóki nie wyrzuci z siebie tego co sobie w głowie poukładał.
- Chcę cię przeprosić za to, że zabrałem Ci twoje życie, za to że wysłałem cię do Libanu, że robiłem wszystko żeby na nowo obudzić w tobie Ninę...
Patrzyłam na niego poważnie, ale czułam, że coś zaczyna utykać mi w gardle, był taki szczery, taki prawdziwy - jak nigdy
- Przepraszam, za wszystko, wierz mi, nie chciałem cię skrzywdzić, czas który spędziłem z tobą był najlepszym w moim życiu, zawsze już będziesz dla mnie ważna, zawsze będziesz w moim sercu, ale raz w życiu chcę się zachować jak należy. Wiem, że nie zwrócę ci tego co straciłaś, ale chcę widzieć że żyjesz, że się śmiejesz, że kochasz, że płaczesz, chcę widzieć u Ciebie te wszystkie uczucia, które u Ciebie zgasiłem , chcę ci zwrócić wolność.
Łzy poleciały mi po polikach i on miał szklane oczy, chwycił moją głowę oburącz, pocałował namiętnie w usta po czym w czoło :
- Nigdy nie przestanę cię kochać, ale jeśli nie pozwolę ci odejść to już nigdy nie będziesz szczęśliwa.
To powiedziawszy puścił mnie i wyszedł z dachu na oddział, stałam jeszcze przez chwilę i łzy same mi leciały, w myślach odtwarzałam wszystko co przeżyłam z Asirem.
W tym samym czasie on przechodził przez oddział, wyglądał jak z krzyża zdjęty, spojrzał na Tony'ego i Rollyego stojących u góry i zasalutował, po czym wyszedł. Oboje stali zamyśleni i Bóg jeden wie co tego dnia kłębiło im się w głowach, ale ja wiedziałam, że będę musiała rozpocząć kolejny etap swojego życia - bez Asir'a.
Tego dnia wszyscy zachowywali się tak jakby byli powieszeni w próżni, Asir snuł się po domu z butelką whisky i popijał, ale w końcu uśmiechnął się sam do siebie zupełnie tak, jakby czuł, że zrobił coś dobrego.
Tony siedział we fotelu u siebie w domu i przypomniał sobie swoją rozmowę z Thorne'm o mnie, Rolly stał na plaży z piwem, dokładnie w tym samym miejscu, w którym zaszłam z nim w ciążę, to był nasz ostatni wspólny wieczór przed jego rzekomą śmiercią, Kim robiła porządek na półkach i trafiła na swoje zdjęcie z Samem, zamyśliła się, ale tylko na chwilę bo w następnej, przedarła zdjęcie na pół, Brian z Samanthą siedzieli na brzegu pomostu, śmiali się, w końcu Brian objął Samanthę i pocałował, Penny i reszta bawili się na jakiejś imprezie a ja?
Siedziałam w alejce na cmentarzu a przez głowę jakby z sekundowym przyspieszeniem przeleciało mi całe moje życie. Spojrzałam na wzgórze przy cmentarzu i zobaczyłam Thorne'a, stał ubrany jak zwykle w czarny garnitur i uśmiechał się do mnie jak kiedyś, wstałam, chciałam biec, krzyczeć, ale nogi jakby wrosły mi w ziemię. Jeszcze chwilę stał, po czym wyglądało to tak jakby szedł po niewidzialnej drabinie do nieba, aż w końcu zniknął w chmurach, aż się zapowietrzyłam ze wzruszenia.
Czy rzeczywiście tam był? Czy to tylko moja chora wyobraźnia? Tak bardzo chciałam go zobaczyć, aż w końcu zobaczyłam, wprawdzie tylko oczami wyobraźni, ale dla mnie - był taki żywy.....
Spojrzałam na jego nagrobek i pomyślałam, że przekazał mi wszystko co miał i teraz jego dusza wreszcie spokojnie mogła odejść.
Ale co z moją duszą, która czułam, że płacze?
Jak poradzić sobie z emocjami, jeśli Ninie, nie wolno było ich okazywać ani czuć ?
Nie chciałam już nią być choć dawała mi chwilowe poczucie bezpieczeństwa, byłam zmęczona i...
No właśnie i...
I miałam wrażenie, że coś uciska mnie od środka ale z tak ogromną siłą, siłą z którą nawet ja nie mogłam sobie poradzić. Ból tłumionych emocji był tak silny, że miałam wrażenie, że dzielą mnie sekundy od tego by moje ciało po prostu wybuchło. Telepało mną na wszystkie strony, oczy były szklane jak kryształ a jednak żadna łza nie chciała wypłynąć. Ruszyłam szybkim krokiem by jak najszybciej stamtąd uciec, walczyłam ze sobą za wszelką cenę usiłując do głosu dopuścić Kylie, ale była we mnie tak uśpiona, że nie potrafiłam. Dochodził wieczór, kiedy w tym stanie, próbując na siłę znaleźć odpowiedzi dotarłam na swoją ulicę. Nie poszłam jednak do siebie, tylko zadzwoniłam do drzwi Tony'ego. Nie mogłam pozbyć się wrażenia, że tylko on może udzielić mi odpowiedzi. Kiedy otworzył, chyba musiałam wyglądać jak półtora nieszczęścia, bo jego mina, była tak przerażona jakby przez pół dnia mnie szukał i nie mógł znaleźć. Tony miał na sobie czarną koszulę, ale rozpiętą od góry, rękawy miał podwinięte, nagle jego wyraz twarzy zrobił się taki przejęty, weszłam do środka nie pytając o pozwolenie, czułam gdzieś w środku, że winny jest mi wyjaśnienia, których jego brat za życia nie miał odwagi mi wyznać. Moje kroki nie bez powodu skierowały się do niego, prowadziła mnie intuicja a ta, nigdy mnie nie zawiodła, spojrzałam mu głęboko w oczy kiedy przeszliśmy na środek salonu. W kominku tlił się delikatny żar, a cały salon wyglądał jakby był w lekkim półmroku, bo jedynie dwa słabe kinkiety po przeciwnych stronach dawały lekką poświatę. Usiadłam.
- Napijesz się?
Bez zastanowienia kiwnęłam potakująco głową, po chwili podał mi szklankę z whiskey, którą lubił pić wieczorami i usiadł na przeciwko.
- Kylie, co się stało?
Wzięłam szklankę do ust i wypiłam prawie połowę. W końcu na niego spojrzałam, w ukochane oczy, które nigdy nie były tak dostępne dla mnie.
- Jak mogę Ci pomóc?
- Nie wiem, ale dłużej nie wytrzymam, powiedz mi cokolwiek, cokolwiek co pozwoli mi uwierzyć, że chociaż namiastka mojego życia nie była fikcją, że miłość Thorne'a do mnie była prawdziwa....
Spojrzałam błaganie na Tony'ego, w końcu po poliku zaczęły małą stróżką płynąć łzy, nie były obfite, ale gdy to zobaczył, to jakby serce zaczęło mu mięknąć, po chwili bez namysłu ale jakby z ciężkim bólem powiedział:
- Była - na chwilę jakby się zawahał, po czym ciągnął dalej - była prawdziwa.
Poczułam ulgę ale on mówił dalej :
- Nie byłaś zadaniem Thorne'a tylko Rolly'ego, jego miłość do ciebie nie była zaplanowana, po prostu przyszla znienacka i Thorne się w niej zatracił. Nie potrafił inaczej, chociaż wiedział że twoje serce należy do Rolly'ego - nie był w stanie się oprzeć uczuciu, którym cię darzył.
Ale jego zachłanność i egoizm w obliczu choroby, doprowadziły poniekąd do twojej zguby. Nakręciła się spirala zdarzeń, którą myśleliśmy, że udało nam się zgnieść w zarodku. Nie udało się. Powinienem był się na to nie zgodzić, powinienem był oszczędzić ci bólu, powinienem był zatrzymać tą machinę w miejscu, w którym była ale czułem, że jestem mu to winien, że jestem mu winien godną śmierć.
To dlatego pozwoliłeś mi myśleć, że coś dla ciebie znaczę? Z poczucia obowiązku pozwoliłeś mi się do siebie zbliżyć, żebyś mógł mieć kontrolę nade mną?
- Kylie nie, nawet tak nie myśl proszę, bo to nie tak.
- A jak? Pozwalasz mi podejść na bezpieczną odległość ale kiedy ta staje się zbyt mała, odpychasz mnie żeby czegoś nie poczuć. Wybacz Tony, ale dla mnie białe jest białe a czarne jest czarne, dla mnie nie ma nic po środku, to wszystko - to dla mnie po prostu za dużo.
Wstałam z fotela i odłożyłam kieliszek, Tony wstał niemalże równocześnie jakby przewidział, że za chwilę będę chciała po prostu wyjść, męczyła mnie ta sytuacja
- Kylie...
- Tony ja nie mogę tak dłużej, nie wiem co obiecałeś Thorne'owi i nawet nie chce wiedzieć, ale cokolwiek by to nie było, jako jego żona zwalniam cię z tej obietnicy, nie jesteś mu nic winien a mi tym bardziej.
Spojrzał na mnie. Widziałam, że chciał coś powiedzieć, chciałam odejść ale przytrzymał moja rękę, spojrzał mi w oczy, przyciągnął pewnym ruchem i pocałował namiętnie. Po chwili emocje mi puściły i wiedząc, że jego emocje są szczere i płyną z wewnatrz, odwzajemniłam pocałunek obejmując go za szyję. Był taki silny, taki namiętny i prawdziwy, że uległam, podsadził mnie rękoma tak, że oplotłam go nogami w pasie. Nie przestawaliśmy się całować, a ja w swoim uniesieniu nawet nie wiedziałam kiedy przeniósł mnie na łóżko. Położył pewnym ruchem ręki, zdjął koszulę i ponownie się nade mną pochylił. Poddałam się jego gorącym pocałunkom i gwałtowności z jaką zaczął się poruszać gdy we mnie wszedł. Łaknął każdego milimetra mojego ciała a ja jego. Poczułam, że jestem samolubna bo nie chciałam dzielić się z nikim tym, co właśnie mi dawał. Chciałam by ta chwila trwała wiecznie i żebym za moment się nie obudziła, myśląc, że to sen.