Po jakiś dwóch godzinach wszyscy, którzy brali udział w akcji na rozkaz Tony'ego udali się do domu. Przy mnie jednak był Gino i czekał aż się obudzę, Tony wszedł do zabiegowego i popatrzył na Gina:
- Obudziła się?
- Jeszcze nie
- Długo to trwa, masz jej wyniki?
Zapytał, Gino kiwnął głową i dał mu wyniki badań
- Zbijam gorączkę, to ona ją tak rozłożyła.
- Jedź do domu odpocząć.
- Nie zostawię jej tu samej.
- Ja z nią zostanę, dam Ci znać jakby coś się działo.
- Na pewno?
- Tak.
- W porządku.
Gino wyszedł z oddziału, na jego twarzy malowało się zmęczenie. Tony wziął fotel i przysunął go do mojego łóżka, zgasił światło, z boku tylko tliła się maleńka lampka. Chwycił moją dłoń i pocałował w nadgarstek.
Po dwóch godzinach ocknęłam się, spojrzałam na Tony'ego, uśmiechnął się do mnie
- Dzień dobry
- Cześć Szefie - zaśmieszkowałam.
- Wystraszyłaś nas.
- Złego tak szybko diabli nie biorą. Co z....
Nie zdążyłam dokończyć a Tony pokręcił głową na nie.
- A Barodo?
- Nie było go w rezydencji Omally'ego.
Odetchnelam ciężko.
- Chce mi się pić.
Tony wstał szybko i nalał mi wody, wypiłam duszkiem.
- Jeszcze?
Kiwnęłam głową na tak, nalał mi drugą szklankę, to również wypiłam jednym haustem i oddałam mu. Tony odstawił szklankę i dzbanek na stolik, po czym podkręcił kroplówkę.
- Co to?
- Sole i antybiotyk, jak zejdzie to Cię odepnę.
Kiwnęłam głową.
Chwilę nie potrwało a ja zasnęłam, nie wiem jak długo spałam, ale kiedy otworzyłam oczy stal nade mną Gino, uśmiechnął się :
- Dzień dobry śpiąca królewno.
- Długo spałam?
- No jak na Ciebie to całkiem sporo.
- Wolę nie pytać co było w tej kroplówce.
Uniosłam się na łóżku.
- Jak się czujesz?
- W porządku.
Spojrzałam na krzesło gdzie leżały moje rzeczy z szafki, Gino to zauważył i uśmiechnął się :
- Jednak Jesse zna Cię najlepiej, dobrze, że się nie założyłem, powiedziała, że przyniosła rzeczy z szafki bo jak się wybudzisz to na pewno będziesz chciała wyjść.
Uśmiechnęłam się zadowolona.
- I miała rację, jak tylko odepniesz mi ten badziew to uciekam.
Wystawiłam rękę z wenflonem.
Gino zaczął ściągać mi wenflon, ale wyraźnie było widać, że coś go męczy.
- Powiesz wreszcie o co chodzi?
- Myślę, że powinnaś pogadać z Tony'm, widział wyniki, to lekarz wojskowy, wiem, że jestem twoim lekarzem i obowiązuje mnie tajemnica lekarska, ale on...
- Jest twoim Szefem, rozumiem.
- Nie chciałbym wybierać.
Uśmiechnęłam się
- Gino spokojnie, załatwię to, porozmawiam z nim, nie musisz się martwić.
- Po prostu uważam, że to powinno wyjść od ciebie.
- Wiem, kocham cię za to, skończyłeś?
Spojrzał na mnie a ja zeskoczyłam z kozetki i pocałowałam go w policzek.
- A teraz jeśli pozwolisz ubiorę się.
- Jasne.
Gino wyszedł a ja przebrałam się w czarne rzeczy leżące na krześle przy łóżku. Jedno było pewne, nie byłam w szczytowej formie.
Udało mi się wyrwać niepostrzeżenie z oddziału i czułam, że muszę odreagować we własnym domu. Gdy tylko do niego dotarłam, ubrałam luźną czarną sukienkę i zaczęłam
tańczyć z butelką wina przy głośnej muzyce Hypnotized, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi, podeszłam i uśmiechnęłam się. W drzwiach stał Tony, wyglądał tak dostojnie, miał na sobie czarny garnitur i białą koszulę, tym razem bez krawata z delikatnym zarostem na twarzy, uśmiechnął się:
- A jednak ktoś korzysta z dzwonka?
Podśmiechnął się pod nosem, ja też.
- Mogę wejść?
- Tak, proszę,
Podbiegłam do wieży i ściszyłam muzykę.
- Coś się stało? Zawsze dzwonisz.
- Widziałem jak podjeżdżasz pod dom, myślę, że musimy porozmawiać.
Moja mina stała się poważniejsza, Tony to zauważył, a ja doskonale wiedziałam czego będzie dotyczyła rozmowa, tak samo jak wiedziałam, że już nie mam dokąd uciec
- Posłuchaj ja nie przyszedłem cię oceniać, przyszedłem cię wesprzeć.
Spojrzałam mu w oczy:
- Zrobiłam to.
- Wiem, miałaś mizo i mifepriston we krwi, domyśliłem się, stąd były te dolegliwości?
Kiwnełam na tak.
- Wzięłam tabletkę wczesnoporonną i pozbyłam się ciąży i uprzedzę twoje pytanie, nie było to ani Rolly'go ani Asira dziecko.
Spojrzał na mnie zaciekawiony a ja kucnęłam przy kominku, oparłam się o ścianę i poleciały mi łzy.
- Walczyłam ze sobą tygodniami, ale w końcu zdrowy rozsądek wygrał...
Tony kucnął przy mnie i chwycił moja dłoń, pocałował mnie w nadgarstek jak to miał w zwyczaju robić i uniósł mi głowę za podbródek, spojrzał mi w oczy i wyczekiwał choć odpowiedź była dla niego oczywista.
- Barodo?
Zapytał jakby twierdząco, kiwnęłam głową i rozpłakałam się, zaczęłam dławić łzami, oddech miałam ciężki.
- Wdzierał się do mojego domu tygodniami , za którymś razem...
- Już dobrze, Kylie nie płacz, proszę.
Ścisnął moją dłoń mocniej.
- Zgwałcił mnie, zagroził, że jeśli mu się sprzeciwię - zabije Rollyego, a ja nie mogłam, nie chciałam....
- Kylie spokojnie.
- Nie mogłam mu pozwolić rozumiesz? Nie poradziłabym sobie wtedy bez Rolly'ego...
- Już, już, poradzimy sobie z tym, pomogę ci
- spójrz na mnie.
Spojrzałam posłusznie.
- Damy radę, nie zostaniesz z tym sama.
- Dlaczego, dlaczego chcesz mi pomóc? Dlatego, że jesteśmy rodziną? Z poczucia obowiązku?
Uśmiechnął się.
- Nie, nie dlatego, jesteś piękną, inteligentną kobietą, nie mogę cofnąć tego co się stało, ale mogę Ci obiecać, że Barodo już nigdy cię nie skrzywdzi, dopilnuje żeby nikt cię już nie skrzywdził.
- Chciałbym cię gdzieś zabrać, pozwolisz?
- Dokąd?
Uspokoiłam się.
- Na bankiet z tańcami, niecałą godzinę drogi stąd.
- Ale widzisz jak ja wyglądam?
- Pięknie.
Roześmiałam się
- Lubię cię taką, śmiej się najczęściej jak tylko możesz, masz piękny uśmiech a do tego jesteś mistrzynią kamuflażu więc dasz radę.
- Dobrze, ile mam czasu?
- Pół godziny
- Wyzwanie
- Poradzisz sobie znakomicie, zaczekam.
- Jakieś specjalne życzenia?
- Jedno, wybierz kolor błękitny.
Wstałam i kiwnełam głową bez sprzeciwu.
- Dobrze.
Po czterdziestu minutach weszliśmy do samolotu należącego do oddziału, który pilotowal nie kto inny jak Hawk, uśmiechnął się na mój widok, moje czarne włosy tym razem kręcone, podpięte miałam do góry a pojedyńcze, kręcone pasma opadały na ramiona. Sukienka była do samej ziemi z lekko rozkloszowanym dołem, w kolorze ciemno błękitnym na cieniutenkich na ramkach. Na wierzch miałam zarzucony woalowy szal. Tony podał mi dłoń gdy wchodziłam po schodkach na pokład, spojrzałam na uśmiechniętego Hawka ubranego w mundur marynarki, usiadłam, po chwili na przeciwko usiadł Tony:
- Węszę spisek.
Uśmiechnęłam się.
- Możemy startować Szefie?
- Możemy, odpowiedział Tony, schodki się wciągnęły, właz samolotu się zamknął i po chwili samolot wystartował, zerknęłam przez okno, widok był piękny z lotu ptaka, dawno się tak nie czułam, uśmiechnęłam się sama do siebie a Tony spojrzał na mnie, no właśnie, jak? Sama nie wiem, może nie jak na agenta czy żołnierza, spojrzał na mnie jak na kobietę, czułam to wyraźnie, w końcu zapytałam:
- Dlaczego mi się tak przyglądasz?
- Bo wyglądasz zjawiskowo.
Uśmiechnęłam się do niego, po czym znowu spojrzałam w okno.
Po godzinie znaleźliśmy się nie gdzie indziej jak w Białym Domu na wielkiej balowej sali, Hawk od razu poszedł do zimnych napoi a ja stałam z Tony'm, do którego co rusz to podchodzili różni ludzie, wojskowi, piloci, stałam tak z boku i czułam się bardzo niezręcznie, widać Tony był tu bardzo popularny i z należytą sobie grzecznoscia witał wszystkich serdecznie. Gdy jednak podszedł do niego sam prezydent, Tony chwycił mnie za rękę czując moje rosnące zdenerwowanie, speszylam się jak nie ja, Tony odezwał się :
- Panie Prezydencie.
- Tony!!
Prezydent i jego małżonka uśmiechnęli się szeroko, uścisnęli sobie dłoń z Tony, po czym on spojrzał na mnie i na nich:
- Chciałbym Państwu przedstawić....
Nie dokończył kiedy Prezydent wziął moją dłoń, skłonił się nisko i pocałował w rękę :
- Pani De Neilo.
Sto lat nie używałam tego nazwiska, właściwie nigdy go nie używałam jako żona Thorne'a, ale rzeczywiście tak nazywałam się po ślubie i gdyby nie fakt, że postanowiłam uczcić pamięć ojca i przejąć jego nazwisko, może dzisiaj tak właśnie bym się nazywała, czułam, że oblewa mnie rumieniec :
- Panie Prezydencie.
Ukłonilam się nisko i skinęłam na Prezydentową.
- Teraz rozumiem skąd tak wielki szum wokół Pani osoby, kraj jest Pani zobowiązany za poświęcenie, wyrażamy podziw i uznanie dla tak wielkiej odwagi. Cieszymy się, że mamy panią po swojej stronie, osobiście nie chciałbym stać się Pani wrogiem.
Próbował zaśmieszkować.
- Jest Pani w dobrych rękach.
Uśmiechnęłam się i spojrzałam na Tony'ego, który uśmiechnął się, kelner podszedł i wszyscy wzięliśmy szampana, Prezydent wziął łyka, po czym wniósł toast:
- Proponuję toast - za Ninę.
Wszyscy wypiliśmy swoje kieliszki, w tle zaczęła lecieć wolna muzyka Eda Sheeran'a Give me love, Prezydent poklepał Tony'ego po ramieniu :
- Tony pilnuj swojej szwagierki, bo taka kobieta zdarza się jedna na milion, pięknie razem wyglądacie, a teraz zapraszam was na dużą salę, zatańczymy walca.
Para prezydencka poszła a ja wypiłam drugi kieliszek, spojrzałam na Tony'ego a ten uśmiechnął się szeroko.
- Przepraszam cię za niego.
- Nie w porządku, ale czuję się niezręcznie bo nie wiedziałam dokąd mnie zabierasz.
- Zabrałbym cię nawet na koniec świata, ale to może później, a teraz...
Spojrzałam na niego zakłopotana a on wystawił swoją rękę
- Co?
Uśmiechnęłam się.
- Pozwolisz?
Skinęłam głową na tak, podałam mu swoją rękę i poszliśmy na środek sali gdzie wszyscy już tańczyli, Tony tańczył doskonale, czułam jego bliskość i miałam wrażenie że zaraz się rozpłynę, w którymś momencie tak bardzo się zgraliśmy, że wszyscy rozeszli się na boki by ustąpić nam miejsca, fotograf robił zdjęcia na upamiętnienie tych chwil a my po prostu tańczyliśmy i chciałam nigdy tego tańca nie kończyć, Hawk obserwując to z daleka uśmiechnął się, widząc mnie taką uśmiechniętą.
W tej chwili nie myślałam już o niczym, nie myślałam o bólu, który rozdzierał mnie od środka, nie myślałam o oddziale, Barodo... Nie myślałam dosłownie o niczym. O niczym? Zapytałam sama siebie i przywarłam mocniej do Tony'ego - chwilo trwaj...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz